Pod rządami kompleksów, nerwic i obsesji.

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  0
„Architekci kultury śmierci” to kolejna, po „Dziesięciu książkach, które zepsuły świat” i „Dziesięciu książkach, które każdy konserwatysta musi znać”, wydana przez Frondę książka Benjamina Wickera. Tym razem napisana wspólnie z Donaldem de Marco, który pisze dobrze, ale jednak mniej ciekawie, niż Wiker. Jeśli ktoś czytał poprzednie książki, może sobie porównać choćby   teksty na temat Nietschego – o wiele ciekawiej wypadł ten z „10 książek, które zepsuły świat”. Tyle, że tym razem ma być bardziej o ludziach, niż o książkach.

Obie wcześniejsze pozycje (trudno nie naużywać słowa „książka” w tym tekście) były bardzo interesujące, stanowiły wręcz kompendia wiedzy z historii idei. „Architekci” częściowo kontynuują lub powtarzają te watki, dodając do nich opowieści o kolejnych osobach. Przedstawiają więc ojców założycieli eugeniki i seksuologii, ateistycznych egzystencjalistów, wreszcie osoby stanowiące o obliczu dzisiejszej Ameryki – twórców współczesnego feminizmu, organizacji aborcyjnych czy agresywnego, egoistycznego konsumpcjonizmu, czy też konsumpcyjnego egoizmu – jak z ostrzeżeń i koszmarów De Toqueville’a.  Aż dziw, ze ten ostatni nie pojawia się na kartach książki, tak dobrze bowiem przewidział choroby, trawiące dzisiejszą Amerykę.

Choć dla mnie nie jest to, również dzięki Wikerowi, wiedza nowa, wciąż uderza, jak bardzo dzisiejsze elity dały się omotać kilku osobom, które swoje własne kompleksy, seksualne nerwice i niepowiedzenia chciały usprawiedliwić naukowo i przypisać całemu światu.  Chwilami dochodzimy przez to do opisów dość obrzydliwych, jak jednak ich uniknąć, by pokazać, że współczesną seksuologią wciąż rządzi duch faceta, który – dobra, nieważne, w książce przeczytają Państwo o młodzieńczych i dorosłych zabawach Kinseya. Prowadzenie się Margaret Mead (a antropologii uczy się wciąż według dawno obalonych tez pani, która prowadziła badania terenowe, nie wychodząc z chatki, za to chętnie słuchała każdej bzdury, potwierdzającej zwyczajność jej własnych seksualnych upodobań), ślepe uwielbienie dla jednego faceta czołowej feministki Simone De Beauvoir, morderstwa popełniane przez autora „Ostatecznego rozwiązania” Dereka Humphreya w warunkach uwłaczających ludzkiej godności, której symbolem jest ponoć eutanazja. Ok, ponoć drogowskaz nie musi iść w kierunku, w który wskazuje, jednak obraz hipokryzji, bezmyślności, bezduszności, zwykłej głupoty wreszcie, jaki przedstawiają sobie bohaterowie Wickera i De Marco jest tak przerażający, że aż ma się ochotę bronić się przed nim cynizmem lub wisielczym humorem. Na szczęście autorzy wybierają raczej zdrowy rozsądek, autorytet Jana Pawła II, wreszcie – po prostu pisanie prawdy.

I wychodzi im to dobrze, z tym, że mam wrażenie, że  De Marco – choć z biografii wynika, że jest osobą, która przecież swoje wie i swoje napisała -  wypada tu słabiej od współautora. Ot, taki rozdział o Ayn Ryand jest zaskakująco ubogi w porównaniu z poświęconą jej częścią „10 książek, które każdy konserwatysta powinien znać”. Dodam, że ulubiona pisarka naszych libertarian bynajmniej nie jest tu postacią pozytywną.

Tradycyjnie – bardzo polecam. To jedna z pozycji, do których się wraca, a jeśli prowadzi się aktywną działalność publicystyczną czy komentatorską w sieci, warto postawić ją sobie gdzieś w zasięgu ręki. Może się jeszcze wiele razy przydać.

Donald De Marco, Benjamin Wiker. Architekci kultury śmierci, Fronda 2014
5
5 (1)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>