Pojedynek na konwencje

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  0
W sobotę odbyły się konwencje wyborcze PiS, PO i PSL, w niedzielę – Zjednoczonej Lewicy. Konwencjami ludowców i postkomunistów nikt się właściwie nie zainteresował, całą uwagę skupiły na sobie największe partie. Impreza Prawa i Sprawiedliwości rozpoczęła się o 11:30 w Warszawie, Platformy Obywatelskiej o 13 w Poznaniu. Pewne sygnały wskazują, że Platformie chodziło nie tylko o przykrycie konwencji opozycji, lecz również o wygraną w licytacji na programy i obietnice. 

Na konwencji PiS zabrakło miejsca. Ostatnie pół godziny przed oficjalnym rozpoczęciem słychać było apele, by wszyscy usiedli tak, by było widać, ilu z oczekujących na deszczu wyborców zmieści się jeszcze w środku. Wiele osób zostało na zewnątrz, lecz politycy nie zapominali o nich w swoich wystąpieniach. Zziębnięci i zmoczeni wyborcy mogli poczuć się docenieni. Wewnątrz działacze i sympatycy dzielili długie rzędy krzesełek z kandydatami do parlamentu i przedstawicielami mediów społecznościowych. PiS wyciągnął wnioski z kampanii prezydenckiej i nie zapomina o tej formie bezpośredniego kontaktu z ludźmi. Kiedy na miejscu znajduje się kilkadziesiąt osób za pomocą telefonów i laptopów przekazujących w świat relację na żywo, powstaje wyrwa w przekazie głównego nurtu, aczkolwiek jeden z jego dziennikarzy próbował przedstawić tę grupę jako osoby bawiące się z nudów telefonami podczas wystąpienia Beaty Szydło.

Oprócz profesjonalnie przygotowanej prezentacji kandydatów, usłyszeliśmy mocny głos przedstawicieli kilku grup społecznych, przedstawiających ponury obraz państwa wrogiego obywatelom, odbierającego im dochód, dzieci i nadzieję. Prezes PiS przestrzegał przed przedwczesnym entuzjazmem, podkreślając jak wiele pracy jest do wykonania. Beata Szydło skupiła się na propozycjach, nawiązując do spraw, które poruszali jej przedmówcy, przedstawiła też źródła finansowania i konkretne projekty ustaw. Gdy część komentatorów zastanawiała się, czemu nie pojawiły się odniesienia do obecnej sytuacji Europy i działań UE związanych z napływem imigrantów, z mównicy padły bardzo mocne słowa na ten właśnie temat. Szydło skrytykowała unijny dyktat, zapowiadając równocześnie podjęcie skutecznych działań na rzecz Polaków na Wschodzie. Warto nadmienić, że tego samego dnia w Warszawie odbyły się demonstracje zwolenników i przeciwników przyjmowania imigrantów. Pierwsza cieszyła się niewielkim zainteresowaniem, druga zgromadziła  kilka tys. uczestników, chociaż też wiele zabrakło jej do frekwencji znanej z Marszów Niepodległości. Temat wybitnie interesuje jednak zwykłych Polaków, którzy wbrew rządowej, beztroskiej i kompromitującej nasze władze narracji, czują się zaniepokojeni. Beata Szydło pokazała, że Prawo i Sprawiedliwość, unikając pułapki radykalizmu, nie zamierza odpuszczać tematu, a przy tym dobrze odczytuje społeczne nastroje.
Wyglądało to tak, jakby politycy PiS na gorąco reagowali na komentarze swoich wyborców na Twitterze, zaś przedstawiciele PO – na wypowiedzi polityków PiS. Beata Szydło zapowiedziała wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej w wysokości 12 złotych brutto. Chwilę później Ewa Kopacz obiecała to samo, dodając tylko, że stawka ma być „nie mniejsza, niż 12 zł”. Czy gdyby kandydatka na premiera wymieniła inną kwotę, w wypowiedzi Kopacz również pojawiłaby się inna liczba? Autorskie pomysły partii rządzącej przerastają zarówno jej polityków, jak i dziennikarzy, nawet tych najbardziej zaprzyjaźnionych. Likwidacja składek na NFZ i ZUS, czy rzekome ujednolicenie PIT, polegające na wprowadzeniu kilku stawek, w tym jednej wyższej, od obecnie obowiązujących to rzeczy, których politycy nie są w stanie wytłumaczyć. Zmiany te nie mają żadnego uzasadnienia budżetowego i wydają się być pomysłem równie przemyślanym, jak referendum Bronisława Komorowskiego. Być może również były efektem bezsennej nocy.

Plany, razem z Ewą Kopacz, przedstawił wyborcom Janusz Lewandowski, znany ze słów „Brałem udział w tych nieco durnych klipach, ale to była kampania” podsumowujących spoty Platformy z ostatnich wyborów do PE. Tym razem Lewandowski postanowił zostać twarzą jeszcze większej hucpy. Platforma obiecuje dziś wszystkim więcej pieniędzy i mniej obciążeń, nie wskazując w żaden sposób, co miałoby zrównoważyć mniejszy dopływ pieniędzy do budżetu. Nowe, ukryte podatki i podwyżki stawek, przedstawiane ogłupianemu społeczeństwu jako obniżki? PO liczy na dezorientację Polaków, co widać chociażby po zapowiedzi obniżki VAT, który przecież został podwyższony przez tę właśnie partię. Obliczenia zysków i strat mogą być zbyt trudne dla przeciętnego wyborcy, zwłaszcza, że przerastają nawet ministra finansów. Propozycje nie zostały ujęte w budżecie na przyszły rok, gdyż wprowadzone w życie miałyby zostać dopiero w 2018 roku. Jest to więc perspektywa mglista, którą, gdyby jakimś cudem udało się z jej pomocą omamić wyborców, może zostać porzucona tak, jak kwoty padające w przywołanych spotach z udziałem komisarza Lewandowskiego. Zwykły telewidz może poczuć się przytłoczony zbyt wieloma liczbami, dlatego warto też postawić politykom Platformy inne pytania: Czemu nie zrealizowali wszystkich zaproponowanych zmian w ciągu 8 lat swoich rządów, z których przez ostatnie pięć nie istniała praktycznie groźba prezydenckiego weta? Jak ministrowie wyobrażają sobie przeprowadzenie tak ryzykownych i populistycznych zmian, gdy w pałacu prezydenckim znajduje się już niezależny od partii tworzących gabinet Kopacz Andrzej Duda?

PiS przedstawił Polakom w sobotę opowieść o ich życiu i kilka propozycji zmian. Platforma – tandetną, wyśmianą już po wielokroć piosenkę „Kocham Polskę”, w której, poza tytułem, nazwa naszego kraju nie pada, kilka chaotycznych obietnic i całą serię żartów z opozycji. To wtedy, gdy z ust polityków PO padały złośliwości pod adresem Jarosława Kaczyńskiego czy Antoniego Macierewicza, ożywiała się niemrawa sala. Tylko w tych momentach między mówcami i słuchaczami pojawiała się prawdziwa nić porozumienia. PiS nie skorzystał natomiast z okazji wykorzystania w swoim show dziesiątek wizerunkowych wpadek premier Kopacz. „Nie możemy w tej chwili myśleć o żadnym rewanżu, o żadnym odwecie. Musimy myśleć tylko o jednym: jak Polskę dobrze zmienić!” – mówił do zebranych prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Platformie w pewnym stopniu udało się przykryć konwencję PiS, więcej mówi się o jej propozycjach. Jest to wygrana pyrrusowa, ponieważ rozmowa ta pokazuje brak pomysłu i niekonsekwencję. Po trzech dniach media narzucają więc kolejną narrację – tym razem fałszując obraz wizyty Andrzeja Dudy w Wielkiej Brytanii. Pomijane są  reprezentacyjne elementy podróży prezydenta, które jaskrawo uwidaczniają różnice z poprzednikiem. Nie ma w publicznej rzekomo telewizji relacji z oddania hołdu polskim bohaterom i tłumów witających Dudę z małżonką, śpiewających hymn Polski, co zobaczyć można tylko w internecie. O bardzo pozytywnym odbiorze polskiej pary prezydenckiej wśród Anglików dowiemy się prędzej z mediów społecznościowych, niż kontrolowanych przez rząd. Lubiany prezydent atakowany jest znów za „obrażanie Polski za granicą”, polegające na realistycznym przedstawianiu jej sytuacji, tym razem w wystąpieniu skierowanym do emigrantów.  Strategia ta jest całkowicie nieskuteczna, ponieważ z jednej strony kwestionuje ludzkie odczucia, zbieżne z wypowiedziami Andrzeja Dudy, z drugiej każe wyborcom PO odwoływać się do obcych im emocji. Duda opisuje przecież Polskę, a nie „ten kraj”.

Rządzący próbują przejąć część pomysłów opozycji, posługując się tym samym hasłem „Dobrej zmiany”. Jako rządzący są w tym jednak mało wiarygodni. Sobotnia konwencja i późniejsze ataki na prezydenta pokazują jednak głównie postępujące oderwanie elit od rzeczywistości. Głosem PiS byli w sobotę zwykli obywatele, głosem PO dawny komunistyczny aparatczyk Rosati, chwalący polską transformację.  Podróże Ewy Kopacz po Polsce i wyjazdowe posiedzenia rządu nie przybliżyły Platformy ani do wygranej, ani do ludzkich spraw.

Tekst ukazał się we wczorajszym wydaniu Gazety Polskiej Codziennie, a pisany był jeszcze przed sejmową debatą o imigrantach.
5
5 (1)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>