Prezes IPN: Jest minimalne prawdopodobieństwo, że teczki Wałęsy są fałszywe

 |  Written by Ursa Minor  |  4
 
Prezes IPN Telewizja Republika
 
– Moim zdaniem on (cień szansy, że teczki Lech Wałęsy są fałszywe - red.) jest absolutnie minimalny i tutaj też możemy się odwołać do tego, że te materiały są już od wielu dni analizowane przez dziesiątki osób i nikt nie znalazł jakiegokolwiek tropu, który by pozwolił tego typu margines, który oczywiście zawsze trzeba brać pod uwagę, w jakikolwiek sposób poszerzyć – powiedział na antenie radia RMF FM prezes IPN Łukasz Kamiński.
 
 

Prezes IPN odniósł się na antenie RMF FM do ujawnionych dokumentów z "szafy Kiszczaka". Kamiński stwierdził, że według jednej z instytucji badania dotyczące tego, czy dokumenty są prawdziwe potrwają około sześciu miesięcy. Jak dodał, nawet gdyby okazało się, że ujawnione dokumenty są fałszywe, to byłby to również krok ku temu, aby tę sprawę ostatecznie wyjaśnić, zaś decyzja o udostępnieniu tych materiałów broni się w każdym wariancie.

– To były kwestie związane z pewnym dobrem wspólnym - czy możemy sobie zafundować, jak wówczas sądziliśmy, wielotygodniową, a jak dzisiaj właśnie wiemy, wielomiesięczną teoretyczną debatę, co w tych materiałach jest i ja nie sądzę, żeby to było lepsze dla Polski i nawet osobiście dla Lecha Wałęsy – powiedział prezes IPN.

Kamiński ocenił także, że niedługo powinny zostać ujawnione kolejne pakiety dokumentów z "szafy Kiszczaka". Jak stwierdził, dzisiaj rozpoczną się oględziny piątego z sześciu pakietów.

Prezes IPN odrzucił oskarżenia, jakoby ujawniono prywatną korespondencję. Jego zdaniem, każdy dokument wysłany do urzędującego ministra nie jest prywatny. – Ona (korespondencja - red.) jest nawet opatrzona sygnaturami wpływu i przede wszystkim też nie są to oryginały, a odpisy (...) to jest część kancelarii ministra spraw wewnętrznych. Jeśli ktoś pisze do urzędującego ministra, to to nie jest list prywatny – stwierdził.

http://telewizjarepublika.pl/prezes-ipn-jest-minimalne-prawdopodobienstw...

5
5 (2)

4 Comments

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Wyszkowski pozywa Wałęsę. "To najgorsza kanalia, jaką kiedykolwiek spotkałem"

 
Krzysztof Wyszkowski i Lech Wałęsa FACEBOOK, MEDEF/CC BY 2.0
 
Krzysztof Wyszkowski wysłał dziś pozew o obrazę dóbr osobistych przeciw Lechowi Wałęsie. Były prezydent wielokrotnie w przeszłości zarzucał Wyszkowskiemu kłamstwo, a także rzucał w niego publicznie wyzwiskami. – Zawartość szafy Kiszczaka przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania – powiedział portalowi telewizjarepublika.pl były opozycjonista.
 
 

– Teczki Bolka to materiał przerażający. Wałęsa, muszę to powiedzieć, to geniusz zbrodni. Potworny oszust – stwierdził Wyszkowski. – Zaczął od współpracy jako TW, ale później wszedł chyba na wyższy poziom – prowokatora politycznego. Gdy dołączył do nas jeszcze w WZZ chciał robić zamachy terrorystyczne, od razu wzbudzał podejrzenia – dodał. 

– Opiekowałem się nim, gościłem go w swoim domu. Nie mogę uwierzyć w to, co zrobił ten człowiek. To największa kanalia, jaką w życiu spotkałem. Materiały z domu Kiszczaka wywróci naszą historię do góry nogami. Lech Wałęsa ma krew na rękach. To kariera znaczona trupami – skomentował były działacz "Solidarności". 

Wałęsa i Wyszkowski mają za sobą kilka procesów z zarzutami m.in. o obrazę i kłamstwo na temat przeszłości.  Ostatni proces z pozwu byłego prezydenta o ochronę dóbr osobistych wygrał Krzysztof Wyszkowski. CZYTAJ TAKŻE...


CZYTAJ WIĘCEJ:

Teczka TW "Bolek" z IPN. "Ja niżej podpisany Wałęsa Lech..." [DOKUMENTY]

Lech Wałęsa. Człowiek z chronicznym brakiem cywilnej odwagi

http://telewizjarepublika.pl/wyszkowski-pozywa-walese-quotto-najgorsza-k...

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Prezes IPN Łukasz Kamiński o teczce TW "Bolka": ekspertyzy potrwają około 6 miesięcy

 
 
 
Łukasz Kamiński, prezes IPN
Łukasz Kamiński, prezes IPNFoto: ipn.gov.pl
Łukasz Kamiński ocenił, że margines prawdopodobieństwa, że teczka Lecha Wałęsy jest sfałszowana, jest "absolutnie minimalny".
Posłuchaj
00'19 Prezes IPN Łukasz Kamiński o dokumentach Wojciecha Jaruzelskiego (IAR)

- Możemy się odwołać do tego, że te materiały są od wielu dni analizowane przez dziesiątki osób i nikt nie znalazł jakiegokolwiek tropu, który pozwoliłby tego typu margines - który oczywiście zawsze trzeba brać pod uwagę - w jakikolwiek sposób poszerzyć - powiedział w RMF FM prezes IPN.

W poniedziałek, w wyniku czynności procesowych w domu generała, prokurator Instytutu Pamięci Narodowej zabezpieczył 17 pakietów dokumentów >>>

Prezes IPN powiedział też, że dostał informację od jednej z instytucji, która może prowadzić badania grafologiczne teczki TW "Bolka" o warunkach organizacyjnych i czasowych przeprowadzenia takiej ekspertyzy. "We wstępnej informacji jest określenie, że w przypadku powołania zespołu biegłych do tej sprawy, zajmie to około 6 miesięcy. Tak to określają biegli" - zaznaczył.


HISTORIA w portalu PolskieRadio.pl>>>

Kamiński przekonywał, że "decyzja o udostępnieniu materiałów broni się w każdym wariancie". - Punktem odniesienia były kwestie związane z pewnym dobrem wspólnym, czy możemy sobie zafundować, jak dzisiaj wiemy wielomiesięczną, teoretyczną debatę, co jest w tych materiałach. Nie sądzę, żeby to było dobre dla Polski, nawet osobiście dla Lecha Wałęsy - ocenił.

Pytany, kiedy IPN upubliczni kolejne dokumenty z szafy Kiszczaka, prezes IPN odpowiedział, że stanie się to niedługo. - Wiem, że zakończyły się oględziny kolejnego trzeciego (pakietu), trwają czwartego, dzisiaj najprawdopodobniej rozpoczną się oględziny piątego z sześciu zabezpieczonych pakietów, prace cały czas trwają - zaznaczył.

Prezes IPN był też pytany, dlaczego IPN upubliczniło prywatne listy do Kiszczaka np. Beaty Tyszkiewicz. - Jeśli ktoś pisze do urzędującego ministra, to nie jest to list prywatny - odparł.

Kamiński powiedział, że nie może poinformować opinii publicznej o tym, co znajduje się w pakietach dokumentów znalezionych w domu gen. Jaruzelskiego. Jak wyjaśnił, w momencie gdy zajmują się nimi prokuratorzy IPN, on takich informacji nie posiada.


Przeszukanie w domu Kiszczaka

 

Dwa tygodnie temu prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej przeszukali dom wdowy po Czesławie Kiszczaku (zmarł w listopadzie 2015 roku), a następnie dawną działkę letniskową generała na Mazurach.

Zabezpieczono wówczas sześć pakietów dokumentów, m.in. teczki tajnego współpracownika o pseudonimie "Bolek". Dwa z pakietów znalezionych w domu generała udostępniono już historykom i dziennikarzom.

http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1589854,Prezes-IPN-Lukasz-Kaminsk...

 

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Kolejne zaskakujące słowa Wałęsy: "To SB wspólpracowało ze mną"; "Kręcę, mataczę, kluczę. Podaję sprzeczne informację.Tak to prawda"


Fot. PAP/Adam Warżawa
Fot. PAP/Adam Warżawa

Lech Wałęsa nie przestaje zaskakiwać. Jego ostatnie wpisy na blogu to kontynuacja zadziwiającej postawy człowieka, który nie chce się zmierzyć z własną przeszłością.

Nie chcem , ale muszę i Tak mi nie uwierzycie. Kręcę , mataczę, kluczę .Podaję sprzeczne informację .Tak to prawda. Problemem moim było i jest jeszcze dziś , że nie mogę często ujawniać prostych prawd . Nie chcę i nie mogę kłamać ,ale ujawnić też nie mogę ,Bo nie da się zrealizować po ujawnieniu

— pisze Wałęsa.

I dodaje, że musi kluczyć, więc jest ofiarą krzywdzących opinii.

Więc kluczę , to powoduje podejrzenia i błędne oceny .No na przykład na dziś .Współpracowanie rozumiałem i rozumiem że to znaczy pomagać komuś w tym przypadku SB .w realizacji jej celów . Celem Sb w 1970 r było jak zawsze utrzymać komunistów u władzy i wykasowanie tych którzy mają wątpliwości .Stałem w tym czasie na czele po przeciwnej stronie . Celem moim było po przegranym strajku [wygrać nie było najmniejszych szans ] dążyć do zwycięstwa , oszczędzić wszelkie straty szczególnie mądrych odważnych ludzkie . Przyszłe zwycięstwo widziałem na bazie ZZ zakładów pracy i przygotowanej kadrówce . Hamowałem więc prowokatorów pijaków pchających do z góry przegranej sprawy . Jeśli można dopatrywać się współpracy .To w tej koncepcji SB współpracowało ze mną , a nie odwrotnie

— pisze, zdaje się zupełnie na poważnie, Wałęsa.

Moim zdaniem największe w życiu zwycięstwo Polityczne odniosłem właśnie w tedy nie 1980 r nie Prezydentura . Wyprowadziłem swoją koncepcję bez większych strat w latach 1970 do 1976r gdzie też powstały fundamenty pod zwycięstwo sierpnia 1980r . Po osiągnięciu swoich założonych celów wyrzuciłem SB przy świadkach dwóch kierownikach zakładu gdzie pracowałem Można sprawdzić .Oczywiście nie darowali by mi tego czynu , ale .Opatrzność jak zawsze pomogła mi

— zaznacza.

Na pożegnania SB powiedziałem że za chwilkę będziecie mieli nowy grudzień .Wybuch za chwilę Radom i uratował mnie jako laickiego proroka poraź kolejny .L.W

— kończy wpis Wałęsa.

W kolejnym rozwija twórczo wątek, w którym stwierdził, że to SB współpracowało z Wałęsą.

Tak to Sb współpracowało że mną .Po przegranym strajku w 1970 r uratowałem i przygotowałem siebie jak i kadrówkę do rozegrania sierpnia 1980 r .a Sb i PRL rozwiązaliśmy .Więc kto osiągnął cel przy współpracy z kim .Nie mylić ,[ trochę to kosztowało , przestraszenie prowokatorów i pijaczków ]

— zaznacza Wałęsa (wpisy przytoczone w oryginale).

Jak widać Wałęsa zmienia ton i wskazuje, że jego zasługi są jeszcze większe niż sądzono. To on uwiązał i omotał całą SB, a potem rozwiązał Służbę i cały PRL. Szkoda słów. Warto zapamiętać jedynie, że Wałęsa przyznaje się do krętactwa i kłamstw. Choć w jego przypadku nie należy przywiązywać do żadnych słów najmniejszej wagi…

http://wpolityce.pl/polityka/283678-kolejne-zaskakujace-slowa-walesy-to-...

 

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Wałęsa ma być usprawiedliwiony, bo miał tylko 27 lat. Ale Inka nie pękła mając lat 17 i czekając na śmierć


fot. PAP/Adam Warżawa
fot. PAP/Adam Warżawa

Jeśli ktoś nie zna miary nawet w dniach pamięci o żołnierzach wyklętych, sam jest sobie winien, bo doprasza się o porównanie z nimi. I to porównanie masakruje.

Gdyby marsze KOD w obronie Lecha Wałęsy nie odbywały się tuż przed Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych, podnoszone na nich do rangi cnoty łgarstwa, manipulacje i zaprzaństwo byłoby dużo łatwiej znieść. Tak samo mogłoby być nawet z zupełnie zdumiewającą postawą, słowami i czynami Lecha Wałęsy w związku z teczkami TW Bolka, a po jego powrocie z zagranicznych wojaży. Choć trzeba przyznać, że ich obserwowanie wymagało anielskiej cierpliwości i wyjątkowej nerwowej odporności. Ale te sprawy się zbiegły i wyszło coś trudnego do tolerowania. Coś, co uświadamia przepaść moralną, aksjologiczną i estetyczną. Co tam przepaść - Rów Mariański.

Pomijając wszystkie kłamstwa Lecha Wałęsy, zaczęła się narracja (jego samego i obrońców), że przecież w grudniu 1970 r., gdy podpisywał zobowiązanie o współpracy z bezpieką i zaczynał donosić na kolegów, miał „zaledwie” 27 lat, był niedoświadczony i nie bardzo wiedział jak się zachować. A nawet jeśli donosił, to co to ma za znaczenie po kilkudziesięciu latach? W ogóle, jakie znaczenie mają zasady, skoro cel został osiągnięty, a on uświęca środki? Nawet gdy są ogromne wątpliwości, czy celem rzeczywiście było to, co się w Polsce po 1989 r. stało. Trzeba więc bronić Wałęsy, choć to właściwie wyłącznie obrona TW Bolka. Ale kto Komitetowi Obrony Demokracji zabroni urządzać marsze Bolków? Może by nawet i to przeszło. Może by to zostało uznane za mało ważny wygłup. Ale nie mogło się tak stać z dwóch powodów.

Po pierwsze - z powodu sporej liczebności ostatnich manifestacji KOD. A po drugie – ze względu na Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. A właściwie wiele dni, bo te uroczystości zaczęły się w sobotę 27 lutego, czyli w tym samym dniu, gdy na ulicach i placach fetowano TW Bolka i urządzano pochwałę marności.

Rzeczywiście trzeba usprawiedliwić 27-letniego Lecha Wałęsę? Rzeczywiście znalazł się on w grudniu 1970 r. w jakiejś strasznej matni, z której nie było wyjścia? Widać, że „wybielacze” TW Bolka próbują postawić na głowie wszelkie hierarchie. Tym bardziej to było widać, im więcej w mediach zaczęło się pojawiać informacji o biografiach żołnierzy wyklętych. Ci z nich, którzy zostali zamordowani przez komunistów w polskich mundurach, a zanim do tego doszło byli torturowani w czasie przesłuchań i zastraszani informacjami o tragicznym losie najbliższych, mieli przecież za sobą koszmar okupacji niemieckiej i sowieckiej, dramatyczne przejścia jako żołnierze AK, NSZ czy innych formacji. A często także rany odniesione w walce, pobyty w więzieniach, obozach i aresztach, ucieczki, akcje zbrojne i kilka lat życia w nieustannym zagrożeniu i napięciu. I skoro oni nie ulegli, nie dali się złamać, zastraszyć, nigdy się nie zeszmacili, to usprawiedliwienia obrońców TW Bolka wyglądają przy tym marnie i blado. Tak, losy żołnierzy wyklętych i dzieje Lecha Wałęsy to nie są porównywalne sytuacje, ale przecież to sam Wałęsa się o nie prosił. Choćby wtedy, gdy tuż przed 1 marca opowiadał, że był tak brawurowo odważny, dzielny i bezkompromisowy, że aż „za odważny”. Gdy opowiadał, że w pojedynkę wygrał z całym aparatem przemocy PRL, a nawet z imperium zła, jakim był ZSRS. To on bez końca powtarza „ja, ja, ja, ja, ja” i maluje swoją osobę jako herosa. A skoro tak, to nie sposób go nie porównywać do bohaterów walk o polską niepodległość i wolność.

Przypominam zatem, że gdy komunistyczni bandyci w polskich mundurach wykonywali na Danucie Siedzikównie wyrok orzeczony przez bandytów w togach miała ona ukończone zaledwie 17 lat.Siedemnastoletnia dziewczyna, wcześniej sanitariuszka w jednym z oddziałów podległych majorowi Zygmuntowi Szendzielarzowi („Łupaszce”), osierocona, bo jej matkę zabiło gestapo, a ojciec wywieziony przez Sowietów dostał się wprawdzie do armii gen. Andersa, ale był tak wykończony, że zmarł w 1943 r. w Teheranie.

Dziewczyna schwytana przez NKWD i odbita z transportu. Nastoletnia Inka nie pękła znajdując się w samym jądrze piekła. Jasne, że wiele lat później Lech Wałęsa nie musiał być żadnym wielkim bohaterem wobec ubecji. Ale przekonywanie, że to przecież normalne, iż uległ, jest okropne. Tak jak okropne jest usprawiedliwianie brania pieniędzy za donosy. No bo przecież miał zaledwie 27 lat. Przypomnę więc, że gdy w walce z komunistami ginął wyklęty porucznik Leon Taraszkiewicz („Jastrząb”), miał tylko 21 lat, st. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz („Rój”) – 26 lat, mjr Marian Bernaciak – 28, ppor. Edward Taraszkiewicz – 30. Zabici po haniebnych procesach oficerowie byli niewiele starsi od Wałęsy, gdy podpisywał zobowiązanie do współpracy: mjr Hieronim Dekutowski („Zapora”) miał przecież tylko 30 lat, kpt. Kazimierz Kamieński („Gryf”, „Huzar”) – 34, kpt. Stanisław Sojczyński („Warszyc”) – 36, płk Łukasz Ciepliński („Pług”, „Ludwik”) – 37.

Powstaje ogromny niesmak, gdy wydumaną martyrologię Lecha Wałęsy zestawić z tym, co przeszedł mjr Zygmunt Szendzielarz („Łupaszka”), zabity przez komunistycznych bandytów w mundurach polskiego wojska, gdy miał 40 lat. A już krew się burzy, gdy Wałęsa zaczyna we własnej obronie parodiować niezwykle przejmujące i dowodzące wielkiej odwagi oraz godności słowa katowanego podczas przesłuchań płk. Łukasza Cieplińskiego. Musi istnieć jakaś granica żenady, bo za chwilę zacznie on parodiować rotmistrza Witolda Pileckiego (zgładzonego, gdy miał 46 lat) czy generała Augusta Emila Fieldorfa („Nila”), zamordowanego w wieku 57 lat. Powtarzam, nikt nie rozliczałby Lecha Wałęsy, gdyby on sam nie stawiał się wysoko ponad wszystkimi ważnymi osobistościami „Solidarności” razem wziętymi. Gdyby nie drażnił ludzi swoją pychą i urojoną wielkością oraz równie urojonymi czynami herosa. Pal sześć te urojenia, ale to jest zwyczajnie obrzydliwe, gdy zaczyna parodiować zabitych bohaterów. Podobnie jak obrzydliwe jest pompowanie Wałęsy specjalnie przed 1 marca.

Jeśli sam Lech Wałęsa nie zna miary, powinni ją znać ci wszyscy, którzy wynoszą go pod niebiosa w dniach pamięci o żołnierzach wyklętych. Ostatecznie nie chodzi tu nawet o samego Wałęsę, tylko o kompletne rozwalanie ładu moralnego i porządku wartości, które spajają Polaków jako wspólnotę. Musi być jakaś granica tego moralnego zdziczenia.

autor: Stanisław Janecki

 

http://wpolityce.pl/polityka/283639-walesa-ma-byc-usprawiedliwiony-bo-mi...

Więcej notek tego samego Autora:

=>>