Prezydent Trump - medialne pranie mózgów

 |  Written by Nessun Dorma  |  5

O przesłaniu przemówienia inauguracyjnego Prezydenta Donalda Trumpa trudno dowiedzieć się z medialnych informacji i komentarzy prasowych. Kto nie wysłuchał przemówienia na żywo, będzie przekonywany, że Trump znowu posłużył się agresywną retoryką, apelował tylko do swojego, skrajnie prawicowego elektoratu i zupełnie zignorował wyborców Hilary Clinton i środowiska "progresywne".  Nie ma w tych manipulacjach wiele prawdy, ale Donald Trump, apelując o solidarność wszystkich Amerykanów zapowiedział jednocześnie walkę z establishmentem, politycznymi partiami, które poczuły się zbyt pewnie, administrując Ameryką i ignorując oczekiwania i potrzeby przeciętnych obywateli. Mało kto zwrócił uwagę na idealistyczne przesłanie Prezydenta, który sam przygotował swoje wystąpienie, wygłosił je z pamięci i zadeklarował walkę do ostatniego tchu o ludzi, którzy dotychczas byli pomijani i zapominani. Przypomniał, ze niezależnie od barwy skóry, wszyscy patrioci oddawali za ojczyznę krew tego samego koloru i ze wszyscy Amerykanie, niezależnie od miejsca urodzenia widzą te same gwiazdy, mają te same marzenia i są pod opieka tego samego, wszechmocnego Stworzyciela. Prostocie tego przesłania łatwo zarzucić populizm, ale wielkie wyzwania zazwyczaj wymagają wielkich słów i odrobiny patosu.

Przemówienie było nie w smak oderwanym od rzeczywistości elitom, które tak bardzo zadomowiły się na rozrywkowych i kulturalnych salonach, że tracą głowę na samą myśl, że oświetlające ich na środku sceny światła mogłyby skierować się w innym kierunku. Ich zaangażowanie przypomina, znane z czasów stalinowskich totalitarne uwodzenie intelektualistów i artystów na potrzeby systemu. Propagandowa agitacja gwiazd w rodzaju Bono, Bruce Springsteena, Adele, Roberta de Niro i Barbary Streisand miesza w głowach całej masie zdezorientowanych i powierzchownych konsumentów wyrwanych z kontekstu wiadomości i rewelacji. To oni wylegli na ulice setek miast całego świata, w dzień po inauguracji, by protestować przeciwko niezwykle odważnej wizji czterdziestego piątego Prezydenta Stanów Zjednoczonych. Hałaśliwie demonstrujący bojownicy sprawiedliwości społecznej, zachowują się tak, jakby Trump doszedł do władzy w wyniku jakiegoś wojskowego puczu, albo "nocy kryształowej", a nie odniósł zwycięstwa w demokratycznych wyborach. Rasizm, nietolerancja i faszyzujący konserwatyzm to tylko wierzchołek góry lodowej zarzutów wobec Donalda Trumpa, które trudno byłoby udokumentować faktami.

W rzeczywistości przemówienie Trumpa było deklaracją zerwania z polityczną poprawnością. Nowy Prezydent nie wahał się wypowiedzenia wojny radykalnemu, islamskiemu terroryzmowi. Czy któryś z liberalnych polityków, decydujących o losach świata odważyłby się tak powiedzieć? Wbrew powtarzanym uparcie sugestiom, że najbardziej przerażające ataki terrorystyczne przeciwko zachodniej cywilizacji nie mają nic wspólnego z islamem?

Nawet poważne zarzuty, wskazujące na naiwność Trupma wobec Rosji i Putina nie są udokumentowane żadną ewidencją. Ustępująca administracja Obamy, mimo często ostrej retoryki, nigdy nie była w stanie konkretnie przeciwstawić się siłowej pozycji Putina i wielokrotnie została wyprowadzona w pole.

Wybór Donalda Trumpa, niezależnego kandydata, dla którego polityka nie była trampoliną do kariery, ani platformą realizacji zobowiązań wobec możnych protektorów jest szansą dla całego świata. Jego kadencji przyświeca idealistyczna wizja i autentyczne przekonanie o potrzebie zmian, które mają na celu powrót do korzeni, do źródeł i tradycji. Prezydentura Trumpa jest rękawicą rzuconą przez zbuntowany elektorat precyzyjnie skonstruowanej globalnej machinie zrównującej kultury, pozbawiającej społeczeństwa i narody indywidualizmu i walcującej piękno odmienności. Wydawało się, że cały świat jest już ogarnięty epidemią politycznej poprawności, wirusem relatywizmu i obłędem oderwania od normalności. Wydawało się, że odartymi z tożsamości narodami rządzą już tylko pozbawieni kręgosłupa moralnego konformiści i realizatorzy idei bezkulturowości. Próby zerwania się z globalnej smyczy wywołują agresywne demonstracje, napastliwe ataki polityczne i medialne kampanie. Tak było w przypadku Węgier i Polski, takie same reakcje obserwujemy po całkowicie zmieniających układ sił wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Tym razem do buntu nie doszło w jednym z małych europejskich krajów,  ale w państwie, będącym jednym ze światowych mocarstw.  To może powstrzymać powszechny trend, nazywany przez zwolenników spiskowych teorii "nowym porządkiem świata".

Czy sukces Donalda Trumpa i nabierającego siły społecznego ruchu, który wyniósł go do władzy, pomimo protestów elit i bezwzględnej walki politycznego establishmentu, powstrzyma lawinę niekończącego się "postępu"? Na straży tego niekontrolowanego pędu w zatracenie stoją oddziały najemnych "dziennikarzy", którzy już dawno zapomnieli, że ich misją jest służba prawdzie i rzetelności.

Czy ponownie obudzone nadzieje przywrócą wartość powszechnie poniżanej tradycji patriotyzmu, odrodzą sens wiary, pamięci i przywiązania do wartości cywilizacji zachodniej?

Ci, którzy zbudowali imperium niemal absolutnej władzy i dobrego samopoczucia, zrobią wszystko, by tak się nie stało. Przeciwstawią się nowej administracji i naszej solidarności, nie tylko nieustannym medialnym praniem mózgów.

Przed Donaldem Trumpem i jego zwolennikami stoi prawdziwe wyzwanie. Prezydent zasługuje na szansę wykazania się mądrą i zdecydowaną polityką zagraniczną, skutecznym stanowiskiem wobec agresorów, prowadzących wojny na całym świecie i realizacją ambitnych obietnic wyborczych wobec Amerykanów. Czy zmiana obezwładniającego "status quo" jest możliwa, przekonamy się w już w najbliższych latach prezydenckiej kadencji.

.

Aleksander Rybczyński

[pod poniższym linkiem jest video przemówienia inauguracyjnego - z polskim lektorem]

http://www.polskacanada.com/prezydent-trump-medialne-pranie-mozgow/

 
5
5 (2)

5 Comments

Torpeda Wulkaniczna's picture

Torpeda Wulkaniczna
Niemcow, Trump nie porządzi dłużej, niż dwa lata.
Przydarzy się nowe Dallas, albo choroba. Niekoniecznie polonowa.

Mając tak rozbujane społeczeństwo, gwiazdy popkultury za sobą - bez problemu media
urobią ludzi tak, że jeszcze odetchną z ulgą, jak im zdmuchną prezydenta.

Daję piąteczkę, pozdrawiam


 

<p>"...upon all us a little rain must fall."</p>

Pyzolina's picture

Pyzolina
Wczoraj oglądałam wywiad, jakiego Trump udzielił NBC w Białym Domu. Juz poinstalował zdjęcia ze swego zaprzysiężenia na ścianach, a i w tym co mówił, kwitła soczysta megalomania. Nic to, każdy polityk musi byc troche magalomanem, inczej nie poszedłby do takiej roboty. Mnie uderzylo co innego. 
Trump na ogrągło przywoływał tłumy na swojej inauguracji i powtarzał, że "Ludzie tego chcą" (znaczy, jego programu) najrozmaitszymi przykładami z okazywanego mu poparcia. Jest to dokładnie metoda   m e d i ó w , któe, forsując przekaz zaklinają się, że "Ludzie tego chcą", wskazując statystyki oglądalności. 

Trump przystąpił do rozgrywki posługują się TĄ SAM BRONIĄ i zobaczymy co z tego wyjdzie. Zasadniczo, "Zobaczymy, co z tego wyjdzie" na dziś może być jedynym komentarzem do prezydentury Trumpa, która dopiero co się rozpoczyna. Czym poczęstuje nowy, trumpowski establishment polityczny, dopiero sie okaże. Mnie tylko bawi jak lądują dziś ci krytycy tego d. establishmentu, którzy utożsamiali go ze zdemonizowanym "żydostwem". Trump, największy sojusznik Izraela - i owo "żydostwo" w amerykańskich mediach dziś jadowicie antytrumpiarskie! Jak sobie "specjaliści od Żydów" tę jakby jednak niekonsekwencję wyłumaczą, też muszę poczekać, choć nie mam najmniejszych wątpliwości, że "znajdą sposób";)  Oczywiście, mówię o "specjalistach" znad Wisły, ale przecież oni wiedzą wszystko i wiedza najlepiej;)
Kaśka
Animela's picture

Animela
Białych - i piszę to bez przesady i bez ironii. Ale żeby tę szansę wykorzystać, to trzebaby skończyć z fikcją obowiązku szkolnego, który jest praprzyczyną produkcji tzw. lemingów.
Czarno to widzę ...
Pyzolina's picture

Pyzolina
Od ca pół roku słucham różnych protrumpowskich stacji radiowych (są szalenie popularne i to dzięki nim, w dużym stopniu, Trump wygrał wybory). Żarliwie bronili T. przed wszelkimi oskrżeniami i, naprawde sprytnie, inteligentnie i błyskotliwie, interpretowali różne osławione jego "wpadki" wybielając je do czysta. To głosy bezkompromisowo antyobamowskie, antyclintonowskie i antyestablishmentowe, propagandowo nie mniej sprawne niż "wiodące", proobamowskie, proclintonowskie i  liberalne, establishmentowe. 

Wczoraj po raz pierwszy pojawił sie potężny zgrzyt, a to w związku z trumpowskim uporem,aby stawiać mur na granicy z Meksykiem i jeszcze zmusić Meksyk, aby za to zapłacił. Komentatorzy sprawnie wskazywali na niemożliwości realizacji tego przedsięwzięcia ( polityczne, ekonomiczne), a szczególnie wpienił im pomysł 20% opodatkowania meksykańskiego eksportu. Jasne: te 20% zapłaci przecież amerykański nabywca! Dużo mówiono także o korzyściach wolnego handlu z Meksykiem, na którym Amerykanie robia dużo lepszy byznes niz Meksyk. Konkluzja: nie warto z powodu muru zaogniać stosunków amerykańsko-meksykańskich, od tej wyborczej obietnicy Trump powinien odstąpić. Swoje racje komentatorzy wyrażali w typowym dla siebie, bezkompromisowym, żarliwym, tonie, podpierając się konkretnymi danymi ( np. ze statystyk obrotów Teksasu z Meksykiem). Zwracali m.in.uwagę, że obywatel Meksyku kupuje dwa razy więcej amerykańskich towarów niż Amerykanin meksykańskich.

Ot, taka ciekawostka. 
 
Kaśka

Więcej notek tego samego Autora:

=>>