Przebudzenie leminga

 |  Written by Ursa Minor  |  0

Polska klasa średnia powinna zrozumieć, że wbrew dominującej narracji pozostało jej tylko Prawo i Sprawiedliwość – przekonuje członek Rady Programowej PiS.

Program PiS określa główne wyzwania dla Polski jako pułapkę średniego dochodu oraz zbliżającą się katastrofę demograficzną. Są to dwa poważne zagrożenia, które mogą zepsuć w przyszłości „lemingom" wyjazd na narty lub miłą atmosferę przy grillu.

Dlaczego? Pułapka średniego dochodu to wyczerpanie się modelu rozwoju gospodarczego polegającego na otwarciu się na zagraniczny kapitał i zagraniczne rynki zbytu przy równocześnie bardzo niskich płacach. W tym modelu, który napędzał nasz wzrost w ciągu ostatnich dekad, gospodarka krajowa produkuje rzeczy lub świadczy usługi wymyślone gdzie indziej i w dużej mierze konsumowane gdzie indziej.

Pułapką jest to, że dalszy wzrost zależy od utrzymywania niskich płac. Żeby wydostać się z tej pułapki, potrzebna jest transformacja gospodarki niskich kosztów w gospodarkę innowacyjną i bazującą na wiedzy.

Platformie brakuje wiary w możliwości Polski, a brak woli politycznej nie pozwala jej realizować sensownych pomysłów

W tym celu potrzebna jest większa koncentracja kapitału, również intelektualnego, w kraju oraz stworzenie warunków umożliwiających kapitałochłonne inwestycje. W tym kontekście w programie PiS proponowane są takie wyśmiewane przez przeciwników politycznych rozwiązania, jak: udomowienie banków, dodatkowy podatek dla sieci handlowych oraz bilion złotych inwestycji.

Dla PO natomiast pułapka średniego dochodu jest mało istotną abstrakcją z dwóch powodów: po pierwsze, bo dotyczy czasów odległych, poza horyzontem doraźnego stylu uprawiania przez nią polityki, a po drugie, bo brakuje jej ambicji i wiary, że Polska może kiedyś dogonić Zachód. Zamiast podjęcia się tego historycznego zadania, obecny rząd skupia się bardziej na tym, aby pewnej grupie ludzi urządzić wygodne życie w kraju wiecznie niedorozwiniętym. Obnażył to zresztą ostatnio Radosław Sikorski na Twitterze: „Czekam, aż Prezes Kaczyński powie, że nasza godność narodowa wymaga zrównania zarobków w Polsce z niemieckimi". Czyżby rząd porzucił ambicję dogonienia Zachodu?

Nie bać się konfliktów

Potrzebne działania, np. udomowienie banków, wymagają obniżenia dochodowości branżowej i gotowości zakupu aktywów od wycofujących się firm zagranicznych. W związku z tym można się spodziewać silnego lobbingu oraz ataków na arenie międzynarodowej, jak widzieliśmy to na Węgrzech.

Ale nie łudźmy się – jeżeli przestraszymy się tych konfliktów, nigdy nie dogonimy Europy – żaden większy rozwinięty kraj nie ma takiego wysokiego udziału zagranicznego kapitału w kluczowych sektorach jak my.

Nieporozumieniem jest przyjęta przez rząd zasada niedrażnienia Unii oraz większych sąsiadów. Nieporozumieniem jest również sądzenie, że Polską można rządzić w ten sam sposób jak w pełni już rozwiniętymi krajami, jak np. Niemcy, gdzie kanclerz Angela Merkel zajmuje się zarządzaniem sukcesem i skupia się przede wszystkim na „gaszeniu pożarów".

Rząd PO idzie po linii najmniejszego oporu, i to nawet niekoniecznie wobec opinii publicznej, którą do niedawna dobrze kontrolował, lecz wobec różnych grup nacisków. Zrezygnował z długofalowej wizji rozwoju i działa w myśl zasady „pożyjemy, zobaczymy". Politykę uprawia przede wszystkim w celu utrzymania się przy władzy poprzez reagowanie na krótkoterminowe bodźce. Nawet wpływowi ekonomiści i ludzie biznesu, kiedyś przyjaźni PO, dziś narzekają, że w rządzie „nie ma z kim rozmawiać" o strategii rozwoju kraju, bo rządzenie jest prowadzone wyłącznie doraźnie.

Najważniejsze propozycje programowe PiS, czyli 500 zł na drugie i kolejne dziecko, bilion złotych inwestycji i program stymulacji budowy mieszkań, wywodzą się z odmiennej od PO filozofii uprawiania polityki, w której odległym celom strategicznym warto podporządkować doraźny sukces polityczny. Czy naprawdę są one nierealne?

Proponowane przez PiS wsparcie w utrzymaniu dzieci kosztowałoby ok. 15 mld złotych. To duża kwota. Ale czy ktoś zaprzeczy temu, że katastrofa demograficzna jest największym niebezpieczeństwem dla Polski? Czy naprawdę nie można przeznaczyć 3–5 proc. budżetu państwa na zwalczanie tego niebezpieczeństwa? Raczej grzeszy zaniechaniem rząd, który nie jest gotów w taki sposób przetasować budżetu, aby uwolnić tę kwotę. To nie jest populizm, to jest zdrowy rozsądek.(...)

http://www.rp.pl/artykul/9157,1094384-Przebudzenie-leminga.html

5
5 (4)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>