Upośledzenie rozumowania w kategoriach moralnych, deficyt sumienia i brak poczucia winy. Cechą bardzo szczególną jest u wszelkiej maści psychopatów upośledzenie lub nawet niemal całkowity brak czegoś, co na co dzień nazywamy "kręgosłupem moralnym". Prawdziwy psychopata ocenia świat i planuje własne działania mając na uwadze wyłącznie własny interes. Jeśli nawet odkrywamy w nim jakieś ślady uczuć i postaw etycznych, to zazwyczaj jego moralność jest niezwykle dziecinna i naiwna - na przykład, niezależnie od okoliczności, opiera się na zasadzie "oko za oko, ząb za ząb". W myśl tej reguły należy zawsze i w każdym przypadku odpłacić winnemu tym samym, nawet, jeżeli wyrządził szkodę w sposób całkowicie niezamierzony lub nawet nieświadomy.
W związku z powyższym psychopaci nie przeżywają poczucia winy lub przeżywają je niezmiernie rzadko. Bardzo ciężko jest doszukać się u nich autentycznego żalu za wszelkie popełnione grzechy i nieprawości. Jeżeli psychopatyczny morderca okazuje przed sądem skruchę, to najprawdopodobniej tylko dlatego, że zalecił mu to adwokat. U psychopatów nie występuje coś takiego, jak sumienie, które jest integralną i niezbędną częścią konstrukcji każdej zdrowej osobowości. Lub też sumienie to jest skarlałe, upośledzone, prymitywne i egoistyczne.
Pewne światło na konstytucję etyczną psychopaty rzuca analiza uzasadnień, jakie przestępcy o stwierdzonej dyssocjalnej osobowości podają zapytani o powód dokonania przestępstwa. Czasami zakrawa to wręcz na ironię i kpinę. Dla przykładu - psychopata, zapytany, dlaczego wyrwał i ukradł staruszce torebkę, zaskoczony głupim w jego przekonaniu pytaniem odpowiada natychmiast: "Bo tam miała pieniądze". Uzasadnienie niewinne, prostolinijne, rzeczowe, wprost z serca płynące - w iście psychopatycznym stylu.
Ma to swój również mniej humorystyczny aspekt - telewizyjne czy prasowe serwisy informacyjne donoszą niejednokrotnie o przypadkach śmiertelnego pobicia dziecka, czasem nawet niemowlęcia. Oświadczenia oskarżonego psychopaty mrożą czasem krew w żyłach - "pobiłem dziecko, bo denerwowały mnie jego krzyki"...
Wielu z nas pamięta wypowiedzi sądzonych w Norymberdze hitlerowców, oskarżonych o zbrodnie wojenne i ludobójstwo. Niemal żaden z nich nie poczuwał się do odpowiedzialności za bezsensowną śmierć setek tysięcy ludzi. Sprawiali wrażenie wręcz zaskoczonych stawianymi zarzutami. Częstym wytłumaczeniem był fakt wykonywania rozkazów przełożonych i wydaje się, że realizacji tych rozkazów nie towarzyszyła nawet przez chwilę krytyczna moralna refleksja. Jestem daleki od przyjęcia założenia, że u wszystkich tych osób w badaniu psychologicznym stwierdzono by dyssocjalne zaburzenia osobowości. Z drugiej strony nie jest wykluczone, że wszyscy oni byli psychopatami. Nie wiem, ponieważ mam na ten temat zbyt mało danych. Sytuacja wojny jest zresztą sytuacją na tyle specyficzną i niecodzienną, że procesów psychospołecznych zachodzących w jej czasie nie można mierzyć zwykłą, stosowną do czasu pokoju miarą.
Jednak zachowanie takie doskonale oddaje istotę występującego u psychopatów deficytu sumienia - nawet w przypadku odrażających zbrodni od prawdziwego psychopaty nie należy oczekiwać czegoś w rodzaju poczucia winy, bo poczucie takie jest mu całkowicie obce.
http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=641
W związku z powyższym psychopaci nie przeżywają poczucia winy lub przeżywają je niezmiernie rzadko. Bardzo ciężko jest doszukać się u nich autentycznego żalu za wszelkie popełnione grzechy i nieprawości. Jeżeli psychopatyczny morderca okazuje przed sądem skruchę, to najprawdopodobniej tylko dlatego, że zalecił mu to adwokat. U psychopatów nie występuje coś takiego, jak sumienie, które jest integralną i niezbędną częścią konstrukcji każdej zdrowej osobowości. Lub też sumienie to jest skarlałe, upośledzone, prymitywne i egoistyczne.
Pewne światło na konstytucję etyczną psychopaty rzuca analiza uzasadnień, jakie przestępcy o stwierdzonej dyssocjalnej osobowości podają zapytani o powód dokonania przestępstwa. Czasami zakrawa to wręcz na ironię i kpinę. Dla przykładu - psychopata, zapytany, dlaczego wyrwał i ukradł staruszce torebkę, zaskoczony głupim w jego przekonaniu pytaniem odpowiada natychmiast: "Bo tam miała pieniądze". Uzasadnienie niewinne, prostolinijne, rzeczowe, wprost z serca płynące - w iście psychopatycznym stylu.
Ma to swój również mniej humorystyczny aspekt - telewizyjne czy prasowe serwisy informacyjne donoszą niejednokrotnie o przypadkach śmiertelnego pobicia dziecka, czasem nawet niemowlęcia. Oświadczenia oskarżonego psychopaty mrożą czasem krew w żyłach - "pobiłem dziecko, bo denerwowały mnie jego krzyki"...
Wielu z nas pamięta wypowiedzi sądzonych w Norymberdze hitlerowców, oskarżonych o zbrodnie wojenne i ludobójstwo. Niemal żaden z nich nie poczuwał się do odpowiedzialności za bezsensowną śmierć setek tysięcy ludzi. Sprawiali wrażenie wręcz zaskoczonych stawianymi zarzutami. Częstym wytłumaczeniem był fakt wykonywania rozkazów przełożonych i wydaje się, że realizacji tych rozkazów nie towarzyszyła nawet przez chwilę krytyczna moralna refleksja. Jestem daleki od przyjęcia założenia, że u wszystkich tych osób w badaniu psychologicznym stwierdzono by dyssocjalne zaburzenia osobowości. Z drugiej strony nie jest wykluczone, że wszyscy oni byli psychopatami. Nie wiem, ponieważ mam na ten temat zbyt mało danych. Sytuacja wojny jest zresztą sytuacją na tyle specyficzną i niecodzienną, że procesów psychospołecznych zachodzących w jej czasie nie można mierzyć zwykłą, stosowną do czasu pokoju miarą.
Jednak zachowanie takie doskonale oddaje istotę występującego u psychopatów deficytu sumienia - nawet w przypadku odrażających zbrodni od prawdziwego psychopaty nie należy oczekiwać czegoś w rodzaju poczucia winy, bo poczucie takie jest mu całkowicie obce.
http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=641
(1)