Ujawnienie działalności dwóch szpiegów to wydarzenie medialne?
– Mam poważne wątpliwości, o co w tym wszystkim chodzi. Jeżeli zagrożenie szpiegostwem ze strony Rosji jest poważne, to społeczeństwo powinno otrzymać rzetelną, potwierdzoną przez czynniki rządowe informację o zatrzymanych szpiegach. Na razie nie było konferencji prasowej żadnego członka rządu. Mamy tylko wiele wycieków do mediów, co można traktować dwojako. Albo jesteśmy lekceważeni jako społeczeństwo, albo cała sprawa jest tylko potrzebna medialnie i nikt z rządu nie chce być z nią personalnie wiązany.
„ABW domagała się od prokuratury mocniejszych zarzutów dla prawnika. Oskarżyciele uznali jednak, że dowody są za słabe” – czytamy na portalach. Dlaczego te informacje pojawiają się w mediach?
– Służby specjalne są w takim przypadku zawsze zainteresowane podgrzewaniem atmosfery. Przecież z ich punktu widzenia teraz, kiedy można wywrzeć presję w sprawie wzrostu budżetu służb, taka sprawa musi mieć jak największą wagę. Potem może się okazać, że sensacyjne materiały na drodze do prokuratury już trochę stracą na wartości, a w dalszej drodze, do sądu już całkowicie nie będą aż tak rewelacyjne. Zalecałbym cierpliwe przyglądanie się sprawie, gdyż jak widać, już teraz okazuje się, że ocena prawna prokuratury jest łagodniejsza niż służb. Rozbieżność oceny zgromadzonego przez służby materiału może także świadczyć o tym, że zabrakło profesjonalizmu w zbieraniu dowodów, a w sprawach szpiegowskich jest to szczególnie trudne. Już wiemy, że prokuratura rezygnuje z części zarzutów, więc jest to jednoznaczny sygnał o niższej, niż się spodziewano, wartości dowodowej zgromadzonych materiałów.
W 2013 r. szpieg został obywatelem Polski. Decyzję podejmowali szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz i prezydent Komorowski. Gra wobec Stanisława S. była prowadzona i trwała od wielu miesięcy?
– Nie jestem pewien, czy taka opinia jest zasadna. Spodziewałbym się raczej, że system sprawdzeń jest dziurawy albo na tamtym etapie, w czasie przyznawania obywatelstwa, zgromadzony materiał był tak słaby, że nie było podstaw do wydania decyzji odmownej.
Prokuratorzy zarzucają Stanisławowi S. współpracę z GRU. Interesował go m.in. dostęp „do wrażliwych dla bezpieczeństwa gospodarczego Polski informacji dotyczących sektora energetycznego oraz osób i podmiotów związanych z sektorem energetyki”.
– Proszę pamiętać, że to, co przedstawił prokurator, to tylko ocena zgromadzonego przez służby materiału dowodowego. Dopiero sąd rozstrzygnie, czy naprawdę aresztowany „brał udział w obcym wywiadzie”. Jeżeli nie ma dowodów na to, że aresztowany miał świadomość, że spotyka się z oficerem obcego wywiadu działającego w Polsce, to sąd ten zarzut oddali. Proszę pomyśleć, ile osób w Polsce interesuje się dostępem do informacji wrażliwych o sektorze energetycznym. Czy to są szpiedzy? Po części może tak, ale będą tam też lobbyści, prawnicy reprezentujący interesy wielkich zagranicznych firm, każdy, kto chciałby zainwestować wielkie pieniądze w polską energetykę, będzie się tym wszystkim na poważnie interesował. I jeszcze jedno. Nie trzeba łapać szpiega, aby wiedzieć, że Rosjanie od lat mają bardzo jasno wytyczone cele w zakresie uzależnienia polskiej energetyki od rosyjskich surowców. Zauważmy, że już lata temu podpisany został skandaliczny kontrakt gazowy, że procent rosyjskich paliw na polskim rynku wzrósł do największego poziomu od 2000 r., że Rosjanie robią wszystko, żeby przejąć przemysł gazochłonny w Polsce (np. Grupa Azoty). Koncentrujemy się na wątpliwej sytuacji szpiegowskiej, a w biały dzień dzieją się rzeczy stokroć bardziej niebezpieczne dla Polski.
Jak Pan ocenia profesjonalizm Stanisława S.? Do zalegendowania swojego zainteresowania energetyką miał przygotowywać doktorat z prawa energetycznego, zdobyć zatrudnienie w Kancelarii Radców Prawnych, przynależeć do Izby Gospodarczej Gazownictwa.
– To jest tylko interpretacja jego działań. Gdy sąd orzeknie, że faktycznie działał na rzecz obcego państwa, poprzez niejawną współpracę z GRU, to będziemy mogli oceniać profesjonalizm szpiega. Ja jeszcze w tej sprawie nie widzę szpiega. Widzę osobę zatrzymaną i aresztowaną pod zarzutem szpiegostwa. Dlatego też nie mogę odnieść się do ewentualnego modus operandi. Tylko nawiasem mogę dopowiedzieć, że niektóre „ujawnione” w mediach szczegóły brzmią tak nieprawdopodobnie, np. „lista osób do zwerbowania”, że gdyby tak działał rosyjski wywiad wojskowy, to możemy zwolnić nasz kontrwywiad do domu, bo po rosyjskiej stronie nie ma krzty profesjonalizmu.
Jednym z jego zadań miało być ustalenie możliwości uzyskania dostępu i skopiowania niejawnego raportu NIK pt. „Zawieranie umów gazowych oraz realizacja inwestycji – terminal LNG w Świnoujściu”. Rosjanie obawiają się tej inwestycji, że prowadzą zmasowaną akcję storpedowania jej finalizacji?
– Przyjmę zawartą w tym pytaniu sugestię i odpowiem tak, jakbyśmy mieli przed sobą faktycznego szpiega. Gdyby naprawdę ktoś zlecił sprawdzenie możliwości uzyskania dostępu do wspomnianych materiałów, to należałoby się zastanawiać, czy to nie jest zadanie kontrolne. To oznaczałoby, że Rosjanie wiedzą, jak ten materiał uzyskać, a jedynie sprawdzają, czy ich agent jest rzetelny i ma takie możliwości, jakie opowiada, że ma. Ale to tylko spekulacja. O terminalu LNG w Świnoujściu można myśleć też trochę inaczej. Odpowiedzmy sobie na pytanie, dlaczego realizacja budowy terminalu tak wyjątkowo się ślimaczy. Czy to efekt tylko urzędowego bałaganu i wszechobecnego w rządzie braku kompetencji, czy też za tym pozornym bałaganem jest ktoś, i to na pewno nie aresztowany prawnik, kto umiejętnie przeszkadza? Odpowiedzi nie znam, ale to powinien sprawdzić kontrwywiad, bo być może wokół tej sprawy nie kręcił się jeden początkujący prawnik od falochronu, ale potężne lobby, które ma moc sprawczą.
Do Sejmu trafił dzięki przepustce wystawionej przez dyrektora Klubu Parlamentarnego Twojego Ruchu. Partia Palikota wydaje się ostatecznie napiętnowana najbardziej prorosyjską siłą w polskim życiu politycznym?
– Czy to kogoś dziwi? Przypomnijmy chociażby Klub Wałdajski i kto był tam zapraszany. W gronie bezpośrednich doradców polityków tej partii są oficerowie byłych WSI. Zauważmy też szerszy kontekst obecności tej partii na polskiej scenie politycznej. Na przykład wielokrotnie głosowania w parlamencie pokazały, że ta partia to cichy sojusznik rządu udający opozycję. Smutkiem napawa fakt, że szef tej partii to bardzo dobry znajomy prezydenta.
Czy ten człowiek był nielegałem, o których napisał Pan książkę? Jak się okazuje – tak, on i jego ojciec, który był trenerem piłkarskim, wtopili się w polskie społeczeństwo.
– Na pewno nie. Nielegałem może być tylko taka osoba, której związek z macierzystym krajem jest całkowicie zatarty. W tym przypadku aresztowany nie tylko nie ukrywał związków z Rosją, ale wręcz demonstrował prorosyjskie poglądy.
Szpieg miał za zadanie rozpoznanie dziennikarzy. Ale dziennikarze zwerbowani czy przekupieni i tak nie są wiele warci, bo kluczem jest dotarcie do wydawców i właścicieli. O co tu chodzi?
– Jeżeli naprawdę S. był szpiegiem, to poziom tych zadań każe się domyślać, że dopiero zaczynał swoje rzemiosło. Czy Rosjanie nie znają polskiego rynku medialnego? Zlecanie takich zadań to całkowity początek pracy wywiadowczej. Zauważmy, co sugeruje nam taka informacja. W Akwarium (kwatera główna GRU) połapali się, że nic nie wiedzą o polskim rynku medialnym. Za chwilę pewnie zaczną się czystki kadrowe w tamtych służbach, bo co robili przez tyle lat? Wolne żarty, ktoś się próbuje bawić świadomością społeczną w Polsce. Czy już zapomniano o piciu wódki w rosyjskiej ambasadzie, o chodzeniu na występy Chóru Aleksandrowa, o stypendiach, wyjazdach na wczasy i innych atrakcjach proponowanych dziennikarzom przez Rosjan?
Leonid Swiridow, na wniosek ABW, został pozbawiony akredytacji i musi opuścić Polskę. To ciąg dalszy tej akcji? Będzie się ona rozwijała?
– Trudno powiedzieć, bo jak na razie to wiemy tylko tyle, że Swiridow spokojnie działał w Polsce, budując prorosyjskie lobby od wielu lat. Jeżeli są jakieś poważne podejrzenia dotyczące Swiridowa, to rozumiem, że ABW będzie rozmawiała z osobami, które dzięki rosyjskiemu dziennikarzowi wyjeżdżały do Rosji. Taka byłaby logika działań ochronnych kontrwywiadu. Może warto o to spytać za jakiś czas? Mam wrażenie, że decyzja jest związana z bardzo niekorzystnym dla naszych służb kontrastem. Czesi wyprosili Swiridowa już dawno, a u nas tyle lat spokojnie mieszkał i nikomu to nie przeszkadzało.
Dziękuję za rozmowę.
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/106721,dziurawy-system-sprawdzen....