Rozmowy i hozmówki

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  0
Nie tak dawno pisałem, że na nikim z wyborców Platformy nie zrobi wrażenia fakt, że sympatie polityczne dzielą z Urbanem. Czemu miałby poruszać kogoś, kto na kolejną kadencję upycha w ursynowskiej radzie kogoś takiego, jak pani Elżbieta Igras? Pani Igras jest idealną ilustracją hasła „Byłem w ZOMO, byłem w ORMO…”. W latach 70-tych śpiewała dla władzy ludowej na festiwalu w Kołobrzegu, dziś nie omija żadnej okazji, by podlizać się aktualnej ekipie. Tyle, że już nie śpiewa, jarząbkuje sobie w mediach społecznościowych. O tym gierkowskim złogu świat przypomniał sobie, gdy miła ta artystka postanowiła pomóc premierowi Tuskowi i napisać coś na temat Marysi Sokołowskiej ("Dałabym jej w pysk"). Wiadomo, nikt nie będzie tak ostry dla młodszej i jakoś tam wyglądającej dziewczyny, niż pani, co to młodość może sobie powspominać, oglądając archiwalne nagrania piosenek typu „żołnierka” czy „Marszowy szlagier”. Wtedy to za panią Igras mundury stały sznurem, łezka się w oku zakręci. A dziś cóż, trzeba napisać, ze się da licealistce w pysk i dopiero zauważą.

Przypomniałem sobie o tej niesympatycznej postaci, ponieważ dowiedziałem się, że będzie się nami opiekować przez kolejne cztery lata, co gorsza zaś – jak w latach 70-tych zajmować będzie się wychowaniem. Wiem o tym, ponieważ znany Państwu zapewne z Salonu24 lub GPC Krzysztof Wołodźko coś tam skomentował na facebooku minister Kluzik-Rostkowskiej, która właśnie planuje uderzenie w nauczycieli. Oczywiście zyskuje to poklask dyżurnych,  a wśród nich jako jedna z pierwszych, mimo nocy, melduje się Igras i pisze „Trzymam kciuki! Dopilnuję na Ursynowie, by dzieci miały zapewnioną opiekę. To będzie moja 1. interpelacja w tej kadencji”. „łapy precz, od naszych dzieci, gierkowski upiorze!” chciałoby się napisać, ale co z tego, że się napisze, skoro społeczeństwo Ursynowa tak chciało, a przecież poza często tu przywoływanym panem Antonim Kopffem i docentem Furmanem, ktoś tam przecież mieszka i taką Igras sobie wybiera, co gorsza dobrowolnie.

Polityka lokalna ma jednak też i nowe gwiazdy. Jakiś czas temu wśród moich znajomych popularność zdobyła facebookowa stronka „Hozmówki z Hanką”. Zgodnie z nazwą jej treść stanowiły obrazki, składające się z karykatury (kahykatuhy?) prezydent Warszawy i jakiegoś zdania, pozwalającego wyeksponować wadę wymowy HGW. Bywało to zabawne, nic dziwnego, że cieszyło zwłaszcza przeciwników Gronkiewicz-Waltz. Tymczasem po wyborach okazało się, że autorka strony otrzymała stanowisko w ratuszu, a jej działalność uznano tam za całkiem zgrabną próbę ocieplenia wizerunku szefowej. Dziewczyna ma więc pracę, stronie ubyło fanów opozycyjnych (choć nie wszyscy są już świadomi tego, o co tam naprawdę szło), przybyło nowych, urzędowych. Niektóre obrazki dalej bywają zabawne. Mam jednak złą wiadomość dla prowadzącej. O wiele rzeczy panią prezydent podejrzewam, ale akurat dystans i poczucie humoru dotyczące własnej osoby do nich nie należą. Ktoś ogarnięty musiał szepnąć Gronkiewicz-Waltz dwa słowa, ta zacisnęła zęby i zrobiła dobrą minę do złej gry, ale coś czuję, że w głębi ducha musi ona autorki „Hozmówek z Hanną” tak nienawidzić, że jej tego zatrudnienia w ratuszu nie zazdroszczę. Obstawiam, że miejsca jednak nie zagrzeje, jeśli oczywiście chce czasem jeszcze wrzucać na stronę coś oprócz laurek. Co innego pani Igras – ta straszyć będzie kolejne kadencje, dopóki tzw. przyczyny naturalne nie zdekomunizują naszej umęczonej ojczyzny.
 

 
5
5 (4)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>