
Wydarzenia od wtorku potoczyły się tak szybko, że tekst pisany w środę rano ważność stracił po południu. Notatki, pisane tego samego dnia po południu wieczorem były już do niczego, zaś założenia z wieczoru zdezaktualizowały się jeszcze przed północą. Pisząc kolejną wersję artykułu ze środy na czwartek i rano, nie mam żadnej pewności, czy w piątek cokolwiek z niego będzie się jeszcze bronić.
W środę przed południem sytuacja przedstawiała się dość standardowo. Jeśli wierzyć we wszystkie, nawet sprzeczne wypowiedzi polityków związanych z Platformą Obywatelską, w państwie, które nie istnieje, wydarzyła się bowiem afera, której nie było. Nie doszło do złamania prawa przez ludzi władzy, a jedynie przez tych, którzy ich nagrali. Nie doszło do nacisków na prezesa NBP. Trudno zresztą mówić o naciskach w sytuacji, gdy żadnych nacisków nie trzeba. Jest tylko ordynarny, dosłownie i w przenośni, handel przedstawiany przez polityków i hojnie dokarmiane przez rząd media jako wyraz troski o sprawy kraju.
Kiedy kilka lat temu ‘Wprost” ujawniło taśmy Oleksego, media pracowały pełną mocą, by naszą uwagę skupić na kilku fajerwerkach w rodzaju wypowiedzi byłego premiera o urodzie i zachowaniu Jolanty Kwaśniewskiej. Dopiero publikowane na blogu analizy Kataryny zmusiły ich do łaskawego zauważenia, że oprócz wątpliwości obyczajowo-estetycznych są również takie, które parę prezydencką mogłyby zaprowadzić do kryminału.
Ledwo obejrzeliśmy w sejmie kolejną odsłonę tej tragifarsy a światło dzienne ujrzały kolejne nagrania. Historia zdawała się powtarzać. Merytoryczne aspekty zagłuszone miały zostać przez fajerwerki przekleństw rozmawiających polityków, a najmniej istotny w tym wszystkim wulgarny język najpierw wykreowano jako jedyny problem, później zaś dodano, że to przecież normalne w szerzej męskiej rozmowie. Więc o co właściwie chodzi? Teraz, gdy realne jest wypłynięcie kolejnych nagrań pojawiają się nazwiska już nie tylko polityków, lecz również celebrytów. Ktoś najwyraźniej liczy na to, że rzucimy się na taśmy z Edytą Górniak i Tomaszem Kammelem i zapomnimy o mniej dotąd eksponowanych, a równie ciekawych wątkach z rozmowy Belki i Sienkiewicza czy innych polityków.
Podczas, gdy jedni (na posterunku – radiowa Trójka) zastanawiali się, czy Polacy za dużo przeklinają, inni pytali, kto zyskał na ujawnieniu nagrań. Jak zwykle w takich sytuacjach tropy wiodą do nieodległych stolic. Gdy rozmawialiśmy o taśmach, Berlin forsował nowe unijne regulacje, uderzające w nasz przemysł węglowy. Rosjanie kupowali kolejne udziały w Azotach, zaś budynek, w którym mieści się „restauracja nagrywających kelnerów” jest rosyjską własnością. Jej właściciel, Robert Sowa, Agnieszce Kublik udzielił zaś wywiadu w towarzystwie gen. Marka Dukaczewskiego. Sylwester Latkowski jest zaś osobą, o której dużą wiedzę mają nie tylko dziennikarze jednego z konkurencyjnych tygodników, a to zawsze prowokuje do pytań o swobodę działania i dziennikarską niezależność.
W Polsce najgłośniejsze samobójstwa popełniane są zawsze tuż przed weekendem, tak, by nie można było zbyt szybko wszcząć odpowiednich procedur. Czy akcja w redakcji „Wprost” była takim właśnie samobójstwem ministra Sienkiewicza, lub nawet premiera Tuska? Działania służb, wyglądające na sabotaż lub przejaw paniki, uderzyły tym razem nie w dziennikarzy krytycznych wobec rządu, a w koncesjonowanego harcownika. Tego samego, który nie tak dawno tworzył hagiografię Barbary Blidy, a razem z taśmami częstował swoich czytelników serią publikacji atakujących doktora Bogdana Chazana. Doprowadziło to do podziału wśród sprzyjających ekipie Tuska dziennikarzy. Najwierniejsi docenili zdecydowane działania, za porażkę uznając jedynie fakt, ze kompromitujących materiałów nie udało się, przynajmniej w środę, odzyskać. Jednak duża grupa medialnych przyjaciół premiera poczuła nagłe zaniepokojenie stanem wolności słowa w Polsce, zaś pierwszą jej obrończynią stała się sama Monika Olejnik. Gdy połączyć to z sondażami, w których połowa Polaków oczekuje dymisji premiera, zaś PiS przegania PO o 10% łatwo dać się porwać marzeniom.
Nie sposób jednak nie patrzeć na nagłą falę przebudzeni z dystansem. Wydarzenia w redakcji „Wprost”, nawet jeśli starannie wyreżyserowane, mogą szokować kogoś, kto szczerze i z oddaniem świętował trzy tygodnie wcześniej 25.lecie odzyskania wolności. Na ile jednak rzeczy wcześniej trzeba było przymykać oczy, by 4 czerwca brać udział w radosnej zabawie? W czym najście ABW na redakcję „Wprost” gorsze było od szykan, jakie spotkały 6 lat temu Wojciecha Sumlińskiego? Owszem, kilku dziennikarzy również wtedy zajęła się losem kolegi, jednak ogólne reakcje były o wiele łagodniejsze, zaś konsekwencje dla osób odpowiedzialnych za tamten zamach na wolność słowa – żadne. Sprawa Sumlińskiego do dziś zaś toczy się przed sądem, praktycznie bez zainteresowania mediów, choć sala sądowa często gości polityków z pierwszych stron gazet, a w sprawie przewijają się wielkie nazwiska, z prezydentem Komorowskim włącznie. Kiedy dziś czytam o białoruskich standardach nie wiem, czy docenić deficytową dotąd surowość ocen, czy zazdrościć tylu lat mocnego snu. Możemy być zresztą pewni, że najbardziej krytyczna ocena zachowania służb i rządu wobec redakcji „Wprost” nie wpłynie na podejście do innych ważnych dla nas tematów. „Tych spraw nie można porównywać” to zdanie, które w najbliższym czasie usłyszymy na pewno wiele razy.
Kolejną odsłoną dramatu miała być poranna konferencja prasowa premiera. Część obserwatorów spodziewała się na niej dymisji premiera lub przynajmniej ministra spraw wewnętrznych. Zamiast tego dostaliśmy specyficzną, siedzącą odmianę stand-upu, podczas której artysta opowiadał o swoich telefonicznych apelach do niezależnej prokuratury i własnej trosce o wolność słowa. Premier Tusk tak bardzo przywiązany jest do tej wartości, że można zdziwić się, czemu nie stanął na czele protestu w redakcji „Wprost”. Zamiast tego zaapelował o jak najszybsze ujawnienie wszystkich nagrań i zadeklarował pomoc w tym dziele. Czy uspokoił tym nastroje opinii społecznej i środowiska dziennikarskiego, które ponoć, jak twierdzi Monika Olejnik, całe jest dziś przeciw niemu?
Tusk na pewno stracił wizerunkowo bardzo dużo. Zarówno przez samą aferę taśmową i brakiem jakiejkolwiek reakcji, jak z powodu środowej awantury w redakcji tygodnika. Brak poparcia części przychylnych dotąd dziennikarzy może kosztować szefa rządu bardzo dużo w sytuacji, w której pisane są już scenariusze pozbawienia go władzy. Odwracać od niego zdaje się też część partyjnych kolegów. Czy jednak za wszystkim stoją wyłącznie nerwy, czy też chęć uniknięcia publikacji przynajmniej części nagrań lub pytań o to, czy jedynie NBP tak chętne było do wspólnej pracy nad dobrym wynikiem wyborczym partii rządzącej? Taśm jest ponoć bardzo, bardzo dużo. Musimy pamiętać, że plany rozwiązania politycznego kryzysu pisane są nie tylko w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości i redakcjach prawicowych tygodników. Opozycyjne środowiska muszą pilnować nie tylko premiera i jego ludzi, lecz również patrzeć uważnie, czy nie dojdzie do próby zastąpienia go kimś wywodzącym się z tego samego środowiska i równie uległym wobec rozgrywających w ostatnich latach polską politykę. Pałacowy przewrót w stylu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, do przeprowadzenia którego chętnych jak widać nie brakuje, nie przyniesie Polsce nic, z wyjątkiem chwilowej ulgi i wątpliwej satysfakcji. To zaś zdecydowanie za mało.
Tekst napisany w czwartek, opublikowany w sobotę przez Gazetę Polską Codziennie. Wbrew obawom, zawartym w moim poprzednim, niejako odpryskowym wpisie, wydaje mi się być aktualny. Kolejne wydarzenia zainspirowaly mnie do ilustracji, dołączonej do tej wersji artykułu.
W środę przed południem sytuacja przedstawiała się dość standardowo. Jeśli wierzyć we wszystkie, nawet sprzeczne wypowiedzi polityków związanych z Platformą Obywatelską, w państwie, które nie istnieje, wydarzyła się bowiem afera, której nie było. Nie doszło do złamania prawa przez ludzi władzy, a jedynie przez tych, którzy ich nagrali. Nie doszło do nacisków na prezesa NBP. Trudno zresztą mówić o naciskach w sytuacji, gdy żadnych nacisków nie trzeba. Jest tylko ordynarny, dosłownie i w przenośni, handel przedstawiany przez polityków i hojnie dokarmiane przez rząd media jako wyraz troski o sprawy kraju.
Kiedy kilka lat temu ‘Wprost” ujawniło taśmy Oleksego, media pracowały pełną mocą, by naszą uwagę skupić na kilku fajerwerkach w rodzaju wypowiedzi byłego premiera o urodzie i zachowaniu Jolanty Kwaśniewskiej. Dopiero publikowane na blogu analizy Kataryny zmusiły ich do łaskawego zauważenia, że oprócz wątpliwości obyczajowo-estetycznych są również takie, które parę prezydencką mogłyby zaprowadzić do kryminału.
Ledwo obejrzeliśmy w sejmie kolejną odsłonę tej tragifarsy a światło dzienne ujrzały kolejne nagrania. Historia zdawała się powtarzać. Merytoryczne aspekty zagłuszone miały zostać przez fajerwerki przekleństw rozmawiających polityków, a najmniej istotny w tym wszystkim wulgarny język najpierw wykreowano jako jedyny problem, później zaś dodano, że to przecież normalne w szerzej męskiej rozmowie. Więc o co właściwie chodzi? Teraz, gdy realne jest wypłynięcie kolejnych nagrań pojawiają się nazwiska już nie tylko polityków, lecz również celebrytów. Ktoś najwyraźniej liczy na to, że rzucimy się na taśmy z Edytą Górniak i Tomaszem Kammelem i zapomnimy o mniej dotąd eksponowanych, a równie ciekawych wątkach z rozmowy Belki i Sienkiewicza czy innych polityków.
Podczas, gdy jedni (na posterunku – radiowa Trójka) zastanawiali się, czy Polacy za dużo przeklinają, inni pytali, kto zyskał na ujawnieniu nagrań. Jak zwykle w takich sytuacjach tropy wiodą do nieodległych stolic. Gdy rozmawialiśmy o taśmach, Berlin forsował nowe unijne regulacje, uderzające w nasz przemysł węglowy. Rosjanie kupowali kolejne udziały w Azotach, zaś budynek, w którym mieści się „restauracja nagrywających kelnerów” jest rosyjską własnością. Jej właściciel, Robert Sowa, Agnieszce Kublik udzielił zaś wywiadu w towarzystwie gen. Marka Dukaczewskiego. Sylwester Latkowski jest zaś osobą, o której dużą wiedzę mają nie tylko dziennikarze jednego z konkurencyjnych tygodników, a to zawsze prowokuje do pytań o swobodę działania i dziennikarską niezależność.
W Polsce najgłośniejsze samobójstwa popełniane są zawsze tuż przed weekendem, tak, by nie można było zbyt szybko wszcząć odpowiednich procedur. Czy akcja w redakcji „Wprost” była takim właśnie samobójstwem ministra Sienkiewicza, lub nawet premiera Tuska? Działania służb, wyglądające na sabotaż lub przejaw paniki, uderzyły tym razem nie w dziennikarzy krytycznych wobec rządu, a w koncesjonowanego harcownika. Tego samego, który nie tak dawno tworzył hagiografię Barbary Blidy, a razem z taśmami częstował swoich czytelników serią publikacji atakujących doktora Bogdana Chazana. Doprowadziło to do podziału wśród sprzyjających ekipie Tuska dziennikarzy. Najwierniejsi docenili zdecydowane działania, za porażkę uznając jedynie fakt, ze kompromitujących materiałów nie udało się, przynajmniej w środę, odzyskać. Jednak duża grupa medialnych przyjaciół premiera poczuła nagłe zaniepokojenie stanem wolności słowa w Polsce, zaś pierwszą jej obrończynią stała się sama Monika Olejnik. Gdy połączyć to z sondażami, w których połowa Polaków oczekuje dymisji premiera, zaś PiS przegania PO o 10% łatwo dać się porwać marzeniom.
Nie sposób jednak nie patrzeć na nagłą falę przebudzeni z dystansem. Wydarzenia w redakcji „Wprost”, nawet jeśli starannie wyreżyserowane, mogą szokować kogoś, kto szczerze i z oddaniem świętował trzy tygodnie wcześniej 25.lecie odzyskania wolności. Na ile jednak rzeczy wcześniej trzeba było przymykać oczy, by 4 czerwca brać udział w radosnej zabawie? W czym najście ABW na redakcję „Wprost” gorsze było od szykan, jakie spotkały 6 lat temu Wojciecha Sumlińskiego? Owszem, kilku dziennikarzy również wtedy zajęła się losem kolegi, jednak ogólne reakcje były o wiele łagodniejsze, zaś konsekwencje dla osób odpowiedzialnych za tamten zamach na wolność słowa – żadne. Sprawa Sumlińskiego do dziś zaś toczy się przed sądem, praktycznie bez zainteresowania mediów, choć sala sądowa często gości polityków z pierwszych stron gazet, a w sprawie przewijają się wielkie nazwiska, z prezydentem Komorowskim włącznie. Kiedy dziś czytam o białoruskich standardach nie wiem, czy docenić deficytową dotąd surowość ocen, czy zazdrościć tylu lat mocnego snu. Możemy być zresztą pewni, że najbardziej krytyczna ocena zachowania służb i rządu wobec redakcji „Wprost” nie wpłynie na podejście do innych ważnych dla nas tematów. „Tych spraw nie można porównywać” to zdanie, które w najbliższym czasie usłyszymy na pewno wiele razy.
Kolejną odsłoną dramatu miała być poranna konferencja prasowa premiera. Część obserwatorów spodziewała się na niej dymisji premiera lub przynajmniej ministra spraw wewnętrznych. Zamiast tego dostaliśmy specyficzną, siedzącą odmianę stand-upu, podczas której artysta opowiadał o swoich telefonicznych apelach do niezależnej prokuratury i własnej trosce o wolność słowa. Premier Tusk tak bardzo przywiązany jest do tej wartości, że można zdziwić się, czemu nie stanął na czele protestu w redakcji „Wprost”. Zamiast tego zaapelował o jak najszybsze ujawnienie wszystkich nagrań i zadeklarował pomoc w tym dziele. Czy uspokoił tym nastroje opinii społecznej i środowiska dziennikarskiego, które ponoć, jak twierdzi Monika Olejnik, całe jest dziś przeciw niemu?
Tusk na pewno stracił wizerunkowo bardzo dużo. Zarówno przez samą aferę taśmową i brakiem jakiejkolwiek reakcji, jak z powodu środowej awantury w redakcji tygodnika. Brak poparcia części przychylnych dotąd dziennikarzy może kosztować szefa rządu bardzo dużo w sytuacji, w której pisane są już scenariusze pozbawienia go władzy. Odwracać od niego zdaje się też część partyjnych kolegów. Czy jednak za wszystkim stoją wyłącznie nerwy, czy też chęć uniknięcia publikacji przynajmniej części nagrań lub pytań o to, czy jedynie NBP tak chętne było do wspólnej pracy nad dobrym wynikiem wyborczym partii rządzącej? Taśm jest ponoć bardzo, bardzo dużo. Musimy pamiętać, że plany rozwiązania politycznego kryzysu pisane są nie tylko w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości i redakcjach prawicowych tygodników. Opozycyjne środowiska muszą pilnować nie tylko premiera i jego ludzi, lecz również patrzeć uważnie, czy nie dojdzie do próby zastąpienia go kimś wywodzącym się z tego samego środowiska i równie uległym wobec rozgrywających w ostatnich latach polską politykę. Pałacowy przewrót w stylu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, do przeprowadzenia którego chętnych jak widać nie brakuje, nie przyniesie Polsce nic, z wyjątkiem chwilowej ulgi i wątpliwej satysfakcji. To zaś zdecydowanie za mało.
Tekst napisany w czwartek, opublikowany w sobotę przez Gazetę Polską Codziennie. Wbrew obawom, zawartym w moim poprzednim, niejako odpryskowym wpisie, wydaje mi się być aktualny. Kolejne wydarzenia zainspirowaly mnie do ilustracji, dołączonej do tej wersji artykułu.
(5)
17 Comments
@Budyń
23 June, 2014 - 22:20
Nie mam pojęcia co powinien zrobić PiS, ale coś powinien zrobić, a nie stać w miejscu.
Pozdrawiam.
Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów.
Empedokles
W Warszawie
24 June, 2014 - 18:34
PiS nic nie robi.
23 June, 2014 - 22:59
PiS stoi w miejscu. Zauważ to coraz iwęcj ludzi. Nie pierwszy to raz. COraz cxzęściej zadajemy sobie pytanie: Dlaczego? Czyżby PiS grał na jeszcze większą katastrofę? Czyżby chodziiło o to, że im gorzej tym lepiej? W tym szaleństwie może być metoda. Ale tylko może.
@stronnik
23 June, 2014 - 23:05
Z gangsterem rozmawia się tylko z pozycji siły, a Tusk to zdesperowany i bezwzględny gangster.
Pozdrawiam.
Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów.
Empedokles
skoro PiS ma rozmawiać z nimi
24 June, 2014 - 00:54
No niechże oni juz coś zrobią!
24 June, 2014 - 01:47
Nawet nie bedę przepraszał za sarkazm.
24 June, 2014 - 02:03
Na co?
Bo bo jesli na rewolucje, na hasło z centrali, to tyle w nas potrzeby rewolucyjnej co zapędu partyzanckiego u poznaniaków. Za poznaniaków przeproszeniem, nie ja wymyśliłem dowcip o nielegalności podziemia.
Wszyscy czekaja na cud nad smietnikiem. Wiec skąd ten żal do PiS-u? Oni sa uwikłani w tryb parlamentarny i demokratyczny. Rewolucji może dokonać tylko siła pozastdtemowa. Albo jest to lud, albo mafia (popularność mafii czy karteli czy triad bierze sie z ich funkcji społeczno opiekuńczych) albo dyktator albo wojsko. Trudno naprawdę jest mi zrozumieć jak partia bez większości i bez koalicji może dokonać zmian systemowych gdy system jest jak reguły w kasynie - ustawiony przeciwko niej.
Chcecie rewolucji? Majdanu? A macie jakiś plan poza hurra?
Ja tez nie. I tez sie wkurzam...
Nostromo
24 June, 2014 - 16:54
Niezupełnie.
Przy okazji akcji które mają znaczyć cokolwiek wiecej niż pikieta pod garsonierą pana Tuska w Alejach Ujazdowskich, pikieta po której rozchodzimy się do domów - przy okazji takiej znacznie poważniejszej akcji potrzebny byłby i głos realnej opozycji.
Inaczej spotkamy się tam w trzech czy aż w siedemnastu.
Obawiam się że będziemy nad ranem ciągneli zapałki który z nas dwóch ma się podpalić.
Na Węgrzech opozycja miała serdecznie w nosie czy nazwą ją antypaństwową i pod wpływem taśm które były tak naprawdę małym miki, wezwała własnie do manifestacji.
Frajerzy - przecież mozna było wydać komunikat iż trwają konsulatacje ze środowiskiem zdemoralizowanym, tak by owe już DOBROWOLNIE przystało na to że już niedługo zapomnieć mu o jakimkolwiek dostępie do koryta.
Ano właśnie.
To na swój sposób nieprzyjemna wiadomość że kryterium uliczne przeraża nie tylko Jego Ekscelencje Pana Donalda Tuska.
ps
24 June, 2014 - 17:31
Zadzwoniłem do osoby przedstawianej jako jedna z organizatorek protestu.
- będę za 20 minut
- nie ma sensu, juz się rozchodzimy. Tu Mariusz potrzebna jest chyba jakaś praca u podstaw, gdyż ludzi tyle że to chyba bez sensu
Od wielu lat spotykam na takich pikietach praktycznie te same twarze.
Podobnie wygląda to na wykładach.
Nie mogę jednak powiedzieć że posłów PiS nigdy nie widzę, na każdej gali Gazety Polskiej zajmują dwa pierwsze rzędy. A jak jest tam i prezes to i sześc rzędów.
Oni nie są mi potrzebni. Ale przypadkiem pacyfikują nastroje, Powiadają że musimy być odpowiedzialną opozycją, a jak już Tusk opanuje sytuacje wyjaśniają że "premier nas oszukał".
I z triumfem ogłaszają że władza pokazała swoją twarz.
Nie wiadomo tylko komu. Tusk nie jest w stanie nas oszukać już od stu lat.
Nurni
24 June, 2014 - 17:51
Ale mnie zgnebiles.
Wiec tylko zapytam, czy uważasz ze ta rozpacz ma jakaś masę krytyczna i zmieni sie jakościowo, czy tez należy iść do biedronki po browar i karkówkę?
dla nieznanych mi powódów
25 June, 2014 - 09:46
Tak było już w pierwszych tygodniach po 10.04. Niewątpliwy wstrząs i przebudzenie wiele osób tak najnormalniej wyciszono: na pierwszą linię posłano Kluzikową, Migalskiego czy Poncyliusza którzy w kapeluszach i z gitarami spiewali o tym że PiS też jest fajny.
Masakra.
Wyciągnięto z tego jakiekolwiek wnioski? A juści !
W pierwszą rocznicę tragedii smoleńśkiej z dużym hukiem powołano Ruch Społeczny im Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ciało złozone z zacnych ludzi, niestety zarazem ciało nikomu (poza kierownictwem) do niczego niepotrzebne. Przypuszczam że większość z was własnie w tym momencie przypomniała sobie: faktycznie, taki ruch powołano !!! :(
Jest jakieś zamieszanie? A to powłajmy jakąś komisje.
Kolejnym takim przykładem jest parlamentarny zespół d/s obrony demokracji. posła bodaj Szczerskiego. Mozna o tym ciele powiedzieć tylko tyle że jest i obraduje.
I słusznie że obraduje gdyż jest słuszne. A że tak słuszne że broni czegoś czego w PL od dawna nie ma (jest tylko fasada) to nic to.
Nie będziemy wszak obywateli frasować uczciwą diagnozą że demokracji czy wolności słowa od dawna już tu nie ma, ino owa fasada. Niech obywatele reżim Tuska i Komorowskiego widzą jako demokracje pełną rozlicznych wypaczeń, niż "demokracje" typu już rosyjskiego czy białoruskiego.
Jestem pewien że marnotrawi się społeczny potencjał i to marnotrawi się czasem bezpowrotnie.
Kto pakuje walizki i wyjeżdża choćby na zmywak do UK?
Dzieci ustawionych urzędników Peło, LSD czy PSL - czy może prędzej dzieci rodziców zarabiających tyle co kolacja u Sowy?
Jest dla mnie zrozumiałe czemu propaganda ze wszystkich sił atakuje ruchy które mogłyby by być dla niej zagrożeniem - np bardzo dobrze zorganizowany ruch kibicowski czy wcześniej związek Solidarność. Ten ostatni jak wiadomo jest roszczeniowy.- uprą się chamy by płaca minimalna była zbliżona do rachunku w knajpie u Sowy i weź im daj szantażystom.
Nie mam pojęcia czemu dzieje się jak się dzieje.
Jestem za tym żeby o tym mówić głośno gdyż wydaje mi się że jeśli opozycja jest jakimś dobrem, to dobrem przede wszystkim dla sitwy. Opozycją jaką błakający się teraz w Rosji Janukowicz - mógłby Tuskowi tylko pozazdrościć.
Zastanawialem sie, co na to "kibole".
25 June, 2014 - 11:25
No to, za przeproszeniem, slowo mi sie cisnie na usta bardzo niecenzuralne, no to co? Pozamiatane? A moze ludziom nie jest wszystko jedno z kim?
Widzisz, ja zrewidowalem pare lat temu swoj stosunek do PiS, uznajac swe bledy. Okazalo sie, ze to oni mieli racje, trzymajac z bandziorem chronili kraj. Dzis nie kwestionuje ich, a w zasadzie Jaroslawa posuniec. Choc uwazam je za bardzo zachowawcze, ale - ponownie - jestem daleko i nie trzymam reki na pulsie. Czy to musi byc On, wcale nie jestem przekonany. Moglby byc Macierewicz, moglby byc Kaminski. Moi znajomi maja wiele do nich zastrzezen, zaszlosci historycznych. I trudno sie nie zgodzic, widzialem jakie bagno sie wsrod pisowskiej centrali robi. Te wszystkie odpryski, transfery do PO, ucieczki i zdrady, dorny, migalskie i cala plejada kretynow. Moze dlatego podswiadomie i ja czekam na nowa wartosc, na nowa twarz. I tak mozna do niefortunnej smierci. Ale przeciez - nawet gdybym mial okazje - to nie poszedlbym szarpac brukowcow z trotuaru dla rokitow, gowinow, korwinow... czy nie wiem... no kogo, Cejrowskiego czy RAZa? Cholera wie, moze bym polazl na ulice ze Staruchem... z braku laku. Przynajmniej bym byl w stutysiecznym tlumie, rytmicznie skandujacym chwytliwe hasla.
Nie ma Papieza, nie ma autorytetu. Nie ma nawet za bardzo komu wierzyc. No, Kaczynski jest sprawdzony, bo Smolensk. Ale rozumiem frustracje, bo ile mozna czekac, gdy on nic nie robi? Wszak tasmy tuska nic nowego nam nie mowia, a tylko potwierdzaja najgorsze przypuszczenia. Ale mogly by one stac sie iskra zapalajaca barylke z prochem...
I co? Poddac sie? Czekac na Godota?
uszy do góry
25 June, 2014 - 14:34
A karkówke zawsze można będzie jeszcze zjeść i popić - jak przyjedziesz do Polski.
Oby tym razem bez niepotrzebnego kaleczenia się!
Pierwszy toast oczywiście za zdrowie tych co dyndają na latarniach.
@nurni
24 June, 2014 - 18:30
Pozdrawiam.
Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów.
Empedokles
Jako optymiście - trudno mi w to uwierzyć.
25 June, 2014 - 02:40
Moja żyłka pesymistyczna jednak milczy. Co jest grane - nie wiem. Ale widziałem juz ten naród gnuśny. I widziałem przebudzony. To doświadczenie a nie naiwność każe mi ufać, ze nadchodzi świt.
uszy jeszcze bardziej do góry
26 June, 2014 - 13:03
Oryginał:
http://vod.gazetapolska.pl/7450-antoni-macierewicz-komentarz-z-sejmu
Cieszę się że Antoni, w końcu wiceprzewodniczący PiS, jasno wykazuje że zabawy w demokracje z sejmie są zupełnie bezproduktywne. Zupełnie gdzie indziej leży siła opozycji.
Cieszę się bardzo z takiego postawienia sprawy, widze że tego lata czeka mnie wiele wyjść na miasto...
n0str0m0
24 June, 2014 - 10:26
Otóż całkowicie się z Tobą i z Budyniem zgadzam: nie będzie!
Ja tam mam zaufanie do Kaczyńskiego - siłą rzeczy wie więcej, niż my i wie, co robi.
Jak na RAZie wszystkie proroctwa i analizy odnośnie rychłego końca PiSu i samego Kaczora trafiały kulą w płot, więc jestem przekonany, że i tym razem zatroskani członkowie Klubu Ronina i okolic "popłyną wielkim autem".