'Trzeci Majdan to tylko kwestia czasu'

 |  Written by Ursa Minor  |  1
Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mijają dwa lata od tragicznych wydarzeń na kijowskim Majdanie. Czym tak naprawdę był Majdan?

– Tak naprawdę były dwie twarze Majdanu. Jedna to chęć i aspiracje znacznej części społeczeństwa ukraińskiego, aby stać się częścią Zachodu, a druga to operacja specjalna Zachodu mająca na celu trwałe wyjęcie Ukrainy spod wpływów Rosji.

Co Majdan sprzed dwóch lat przyniósł Ukrainie?

– Po dwóch latach od daty obalenia Janukowicza widzimy, iż Majdan przyniósł wojnę, utratę Krymu, biedę, brak perspektyw wejścia do Unii Europejskiej, wreszcie to, że Ukraina znalazła się w szarej strefie bezpieczeństwa europejskiego. Tego społeczeństwo ukraińskie się nie spodziewało, wychodząc na ulice Kijowa. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna od oczekiwanej w czasie protestów na Majdanie.

Kto tak naprawdę okazał się zwycięzcą, a kto przegranym?

– Tak naprawdę nie ma zwycięzcy, bo gra o Ukrainę toczy się nadal. Przegrane jest społeczeństwo tego kraju. Żaden z istotnych celów Majdanu nie został zrealizowany. Co więcej, nie ma demokracji, nie ma rzeczywistej perspektywy integracji z UE, nie ma poprawy warunków życia zwykłych Ukraińców, wreszcie nie ma też wielu innych oczekiwań formułowanych na Majdanie.

W jakim miejscu po dwóch latach od Majdanu jest dzisiaj Ukraina politycznie?

– Ukraina – jak wspomniałem – jest w szarej strefie bezpieczeństwa, czyli ciągle pozostaje w zawieszeniu pomiędzy Zachodem a Rosją. Państwem ukraińskim nadal rządzą klany oligarchiczne i co gorsza, nie widać perspektyw na zmianę tego stanu rzeczy. Tak naprawdę na Ukrainie nie ma dziś siły politycznej, która mogłaby wyprowadzić społeczeństwo tego kraju z obecnej sytuacji.

A ekonomicznie…?

– Tylko w 2015 r. PKB Ukrainy spadł o prawie 11 proc., co stanowiło trzeci najgorszy wynik na świecie. Inflacja wynosiła ponad 43 proc. Powrót do stanu państwa sprzed Majdanu może zająć Ukrainie dekadę. Tak więc 40-milionowe państwo, które było dwa razy większe terytorialnie od Polski, dorobiło się standardów ekonomicznych na poziomie niektórych państw Afryki Środkowej.

Czy Ukraińcy wyciągnęli wnioski z tej lekcji historii, jaką był Majdan?

– W tym państwie coraz bardziej widoczne są dwie postawy. Pierwsza to apatia, która cechuje postawy obojętne wobec tego, co się w tym kraju wydarzy. Druga to mająca znamiona wzrastającego buntu i postawa obywatela oszukanego przez władze Ukrainy i państwa deklarujące pomoc. Niezależnie od tego, co się wydarzy, coraz mniej osób na Ukrainie wierzy w pozytywny scenariusz rozwiązań.

Premier Jaceniuk wygrał głosowanie nad wotum nieufności dla swojego rządu. Jak długo jeszcze może dryfować na tym, coraz bardziej wzburzonym politycznym morzu?

– Głosowanie nad odwołaniem Jaceniuka było grą polityczną ukierunkowaną na pozostawieniu go w fotelu premiera. Jaceniuk ma tak fatalne notowania, że ze szczytów władzy musiał pójść sygnał do społeczeństwa, że władza też to dostrzega. Inna sprawa, że na Ukrainie ławka potencjalnych kandydatów na urząd premiera jest krótka. Niektórzy ewentualni kandydaci boją się tego, aby w przypadku kolejnej rewolucji nie stracić życia, co również nie jest wykluczone.

Czy Pana zdaniem będzie trzeci Majdan?

– On się tli już od pewnego czasu. Data jego wybuchu jest odsuwana poprzez ciągłe pożyczki dla Ukrainy płynące z Zachodu. Jednak nie wpływa to na polepszenie kondycji ekonomicznej, przeciwnie zamiast poprawy sytuacji jest coraz gorzej. Padają oskarżenia, iż pieniądze publiczne są nadal przez władzę rozkradane. Inicjatorem kolejnego Majdanu zapewne będą oddziały frontowe ukraińskich nacjonalistów, które są rozczarowane obecną sytuacją. Będą one parły do radykalnych rozwiązań, które mogą mieć znamiona zamachu stanu.

O co zatem w tej chwili idzie gra na Ukrainie i kto zbija na tej fatalnej sytuacji państwa największy kapitał?

– W tej chwili wiadomo, że Ukraina już nie ma szans na pozostanie państwem unitarnym. Nie ma szans na siłowe rozwiązanie konfliktu w Donbasie, ale nie ma także zgody na federalizację kraju. Gra się toczy o to, gdzie na Ukrainie będzie przebiegała strefa wpływów Rosji i Zachodu. Dla Rosji celem jest całe państwo bez tzw. Galicji, z kolei celem dla Zachodu jest Ukraina bez wschodnich prowincji.

Gdzie między tymi rozgrywkami jest społeczeństwo ukraińskie?

– W tej geopolitycznej grze społeczeństwo jest tylko narzędziem. Taką sytuację obserwowaliśmy i obserwujemy w wielu krajach, gdzie w ostatniej dekadzie doszło do rewolucji. Ukraina nie jest tu wyjątkiem.

Panie Doktorze, jaką rolę w polityce państw zachodnich odgrywa dziś Ukraina?

– Ukraina jest dobrym miejscem na robienie interesów. Duże połacie państwowej ziemi, tania siła robocza, wciąż jeszcze znaczny majątek państwowy. To jest to, co sprawia, że Ukraina jest atrakcyjna dla Zachodu. Ponadto trzeba te pamiętać, że jest to kraj, który rygluje militarnie Rosję.

Do głosu na Ukrainie doszły ugrupowania nacjonalistyczne, odżyła też wrogość wobec Polski i Polaków. Są jednak tacy, którzy ten fakt lekceważą, czy rzeczywiście nie mamy się czego obawiać?

– Ukraiński ruch nacjonalistyczny nie przeżył refleksji programowej. Nadal odnosi się do celów sformowanych przed 80 laty. To, że pewne jego elementy taktycznie ze względu na sytuację polityczną zostały schowane czy przytłumione, nie znaczy, że w sprzyjających okolicznościach nie zostaną na nowo podniesione. Ukraińscy nacjonaliści nadal posługują się terminem ukraińskie ziemie etniczne, a co za tym idzie – zakamuflowanym dążeniem do odzyskania o 1/3 ziem więcej niż państwo to miało przed 2013 r. Jeżeli dojdą do władzy nacjonaliści, będziemy mieli przez wiele lat destabilizację za naszą wschodnią granicą.

Jak w tej trudnej sytuacji geopolitycznej wygląda sytuacja naszych rodaków żyjących na Ukrainie?

– W tej materii nic się nie zmieniło od 20 lat. Dla władz ukraińskich nie ma takiego problemu, nie ma też istotnych materialnych gestów, aby zmienić sytuację naszej społeczności. Najdobitniej widać to na przykładzie wielu wypowiedzi ks. abp. Mokrzyckiego, a wcześniej kard. Jaworskiego. Najgorsza sytuacja panuje w byłych wschodnich województwach II RP.

Czy Polska, która jednoznacznie opowiedziała się po stronie „demokratycznych” przemian w tym kraju, jest należycie traktowana przez państwo ukraińskie?

– Kolejne polskie władze podchodzą do Kijowa jak do partnera politycznego. Tymczasem jest to kardynalny błąd. W elitach ukraińskich mamy biznesowe podejście do wszystkich partnerów. Tam nadal rządzi układ oligarchiczny. Wiele rozczarowań, których ciągle doznajemy, jest związane z niezrozumieniem funkcjonujących tam mechanizmów. Skoro dajemy pieniądze, to powinniśmy wymagać, a jeżeli tylko dajemy, nie wymagając, to wspieramy układ. Władze ukraińskie chętnie przyjmują pieniądze, ale nie poczuwają się do zobowiązań.

Jakiej polityki wobec Ukrainy należałoby zatem oczekiwać od obecnego polskiego rządu?

– Przede wszystkim należy określić realne nasze cele w tym państwie. Walka o granice Ukrainy na forum międzynarodowym jest działaniem nierozsądnym. To nie jest nasze zadanie, ale zadanie Kijowa. Ukraina nie będzie państwem unitarnym. Powinniśmy rozmawiać z Rosją o gospodarce i starać się wpływać na wsparcie procesów stabilizacyjnych na Ukrainie. Warto sobie też odpowiedzieć na pytanie, co dla Polski jest ważniejsze: ukraiński Donbas czy bezpieczeństwo Polski? Ktoś powie, iż należy Rosję wyhamowywać jak najdalej od Polski. Zgoda, ale jak teraz nie ustabilizujemy sytuacji taką, jaką ona jest, to destabilizacja na Ukrainie będzie się przesuwać w kierunku naszych granic. Taka jest rzeczywistość.

Dziękuję za rozmowę.

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/152757,trzeci-majdan-to-tylko-kwestia-czasu.html
5
5 (1)

1 Comments

Ursa Minor's picture

Ursa Minor
Cichociemni na cenzurowanym

zdjęcie
Pomnik upamiętniający pierwszy zrzut Cichociemnych w Dębowcu Zdjęcie: DTG/ Licencja: CC BY 3.0/ Wikipedi
 

W Starokonstantynowie w obwodzie chmielnickim miała się odbyć uroczystość upamiętnienia cichociemnych, ale się nie odbyła, bo dyrektor ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyr Wiatrowycz zabronił odsłonięcia tablic, oskarżając bezpodstawnie ppłk. Leonarda Zub-Zdanowicza i mjr. Wacława Kopisto o mordowanie Ukraińców.

Podpułkownik Leonard Zub-Zdanowicz i mjr Wacław Kopisto urodzili się na Wołyniu. Obaj byli cichociemnymi, polskimi bohaterami, którzy zasłużyli się w walce z niemieckim okupantem, a później z komunistami.

W związku z 75. rocznicą pierwszego zrzutu cichociemnych nad okupowaną Polską obu bohaterów postanowiła upamiętnić polska ludność zamieszkała na Wołyniu, a z inicjatywą wyszły polskie organizacje: Starokonstantynowski Związek Polaków oraz Winnickie Stowarzyszenie „Kresowiacy”. Przygotowane tablice miały zostać umieszczone w tzw. Memoriale Poległych w Obronie Ojczyzny w centrum Starokonstantynowa. Jednak dyrektor ukraińskiego IPN Wołodymyr Wiatrowycz mimo wcześniejszych uzgodnień i decyzji dotyczącej odsłonięcia tablic odmówił zgody na ich montaż. Poinformował o tym w liście do burmistrza Starokonastantynowa, sugerując, iż ppłk Leonard Zub-Zdanowicz i mjr Wacław Kopisto mogli brać udział w „zabójstwach Ukraińców”.

„Biorąc pod uwagę te okoliczności, uważam, że do momentu, w którym zostanie przeprowadzona szczegółowa analiza działalności ww. osób, montaż tablic pamiątkowych jest przedwczesny. Uważam, że bez takiej analizy podobne inicjatywy mogą zaszkodzić budowaniu dobrosąsiedzkich i partnerskich relacji między Ukrainą a Polską, sprowokować ostre społeczno-polityczne konflikty na Ukrainie i na szczeblu międzynarodowym. Dlatego rekomenduję odroczenie montażu tablic pamiątkowych ku czci Leonarda Zub-Zdanowicza i Wacława Kapisto” – czytamy w liście szefa ukraińskiego IPN, który znany jest z antagonizowania Polaków i Ukraińców.

W tym kontekście tym bardziej dziwi „troska” ukraińskiego urzędnika o relacje między Ukrainą i Polską, których zastopowanie upamiętnienia polskich bohaterów z pewnością nie poprawia.

„Rewelacje” Wołodymyra Wiatrowycza na temat oskarżeń obu polskich żołnierzy dementuje dr Dariusz Iwaneczko, p.o. dyrektor rzeszowskiego oddziału IPN. W jego ocenie oskarżenia te nie mają odzwierciedlenia w faktach i są niczym innym jak oczernianiem żołnierzy zasłużonych dla historii Polski.

– Leonard Zub-Zdanowicz, ppłk Narodowych Sił Zbrojnych, szef sztabu Brygady Świętokrzyskiej, to postać niezwykle zasłużona dla Polski. Podobnie mjr Wacław Kopisto, który był żołnierzem Września 1939 r., internowany na Węgrzech w 1940 r. trafił do Francji, a następnie do Wielkiej Brytanii, gdzie służył m.in. w Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej. Od kwietnia 1943 r. jako oficer dywersji Inspektoratu Łuck Okręgu Wołyń AK walczył z UPA, ale były to działania o charakterze obronnym. Major Kopisto zajmował się głównie organizacją szkoleń samoobrony ludności polskiej przed czystkami etnicznymi i atakami UPA, których kulminacja nastąpiła, jak pamiętamy, w „krwawą niedzielę” 11 lipca 1943 r. – wyjaśnia dr Dariusz Iwaneczko.

Pod naciskiem prezesa ukraińskiego IPN Wołodymyra Wiatrowycza zaplanowane na 16 lutego uroczystości odsłonięcia pamiątkowych tablic odwołano, ograniczając je do poświęcenia tablic i umieszczenia ich w kościele pw. Jana Chrzciciela w Starokonstantynowie. Kiedy znajdą się w Memoriale Poległych w Obronie Ojczyzny w Starokonstantynowie, na razie nie wiadomo. Być może 2 września, kiedy przypada rocznica zrzucenia na terytorium Polski urodzonych na Wołyniu ppłk. Leonarda Zub-Zdanowicza i mjr Wacława Kopisto.

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kresy/152753,cichociemni-na-cenzurowanym.html

Więcej notek tego samego Autora:

=>>