"Widziałam, jak ojciec znika" Rozmowa z Zygmuntą Barańską, córką por. Zygmunta Szymanowskiego ps. „Jezierza”, zamordowanego 31 maja 1950 r. w więzieniu mokotowskim

 |  Written by Ursa Minor  |  0

Pamięta Pani ojca?

– Miałam wtedy 4 lata, więc pamiętam tylko pewne urywki, jak to, że gdy spadałam ze schodów, tato mnie ratował. Drugi taki moment, który utkwił mi w pamięci, to jak bujał mnie z siostrą na swoich wysokich wojskowych butach. Pamiętam bardzo dobrze również moment jego aresztowania. Mieszkaliśmy wówczas w malutkim domku w Szklarskiej Porębie, od którego szła wysadzana drzewami aleja aż do ulicy. Tatę zabrali w kajdankach, patrzyłam za nim przez okno, lecz ani razu się nie obejrzał. Jego sylwetka w końcu zniknęła mi z oczu. Ze wszystkich wspomnień o tacie ten obraz został mi chyba najbardziej w pamięci.

Matka mówiła o ojcu?

– Mama, która niestety też siedziała w więzieniu, i to prawie 6 lat, m.in. za współpracę z tatą, zawsze podkreślała, że ojciec był bardzo inteligentnym, oczytanym i zrównoważonym człowiekiem. Bardzo dobrze znał niemiecki, był bardzo elegancki. Mama była młodsza od niego o 10 lat, trafiła do więzienia mokotowskiego, gdy miała 28 lat i była w ciąży z trzecim dzieckiem. Pobyt w więzieniu był dla niej gehenną, zastanawiała się, czy poświęcenie ojca i innych coś da, czy w ogóle przypuszczali, że komunizm będzie trwał dalej. Ale mówiła nam, że im mniej wiemy o tych sprawach, tym lepiej.

Pani ojciec był ważną figurą w strukturach wileńskiej AK.

– We wrześniu 1939 r. jako dowódca kompanii ckm w 19. pp 5. DP brał udział w walkach pod Włocławkiem, Kutnem, Sochaczewem, Łodzią, Płockiem, bronił także Modlina. W walkach został dwukrotnie ranny. Przebywał w szpitalu w Modlinie, skąd trafił do obozu jenieckiego w Działdowie. Następnie zbiegł do Suwałk, gdzie został ponownie aresztowany. Po kolejnej ucieczce osiadł na Wileńszczyźnie i prawdopodobnie został członkiem ZWZ. W 1942 r. rozpoczął działalność w AK jako szef komórki wywiadowczej wywiadu kolejowego w Wilnie. Używał ps. „Jezierza”, „Lis”, posługiwał się także nazwiskami: Antoni Piwowarski, Jan Sadowski.

20 września 1944 r. aresztowało go NKWD. Nie został jednak rozpoznany i w wyniku śledztwa skazano go „tylko” za działalność w AK na 10 lat więzienia.

– To prawda. 15 marca 1945 r. udało mu się uciec i ukrywał się dalej w Wilnie, skąd 30 kwietnia 1945 r. wyjechał do Suwałk. Od września 1947 r. działał w Ośrodku Mobilizacyjnym Wileńskiego Okręgu AK, tworząc siatkę wywiadowczą. Został aresztowany 22 czerwca 1948 r. w Szklarskiej Porębie w ramach Akcji „X”, mającej na celu rozbicie struktur Okręgu Wileńskiego AK, i osadzony w więzieniu mokotowskim. 24 stycznia 1950 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał go na karę śmierci. Wyrok wykonano 31 maja 1950 roku. We wspomnieniach ks. płk. dr. Józefa Zator-Przytockiego można przeczytać, w jaki sposób mój ojciec zachowywał się w celi i przed egzekucją. Wiemy także, że w trakcie śledztwa był bity i torturowany. O tych sprawach przez lata nic z siostrami nie wiedziałyśmy, a mama nie chciała o nich mówić. O przebiegu służby taty dowiedziałam się dopiero z akt śledczych.

Rodzina wiedziała, że Pani ojciec siedzi w więzieniu na Rakowieckiej?

(...)

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/101101,widzialam-jak-ojciec-znika...

5
5 (1)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>