Załącznik Zalewskiego

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  1
Dużo ostatnio mówi się złego – zasłużenie – o radiu RMF FM, tymczasem to właśnie tam zakotwiczył jeden z bardziej bezkompromisowych komentatorów polskiej rzeczywistości po 10 kwietnia 2010, red. Bogdan Zalewski. Zalewski, mam wrażenie, jakoś nie przebił się do szerszej świadomości przeciętnego prawicowego odbiorcy. Sporadycznie tylko trafiałem na linki do tekstów z jego bloga, z reguły opatrywane pełnymi zdziwienia komentarzami. Bo jak to, facet z RMF, tak mocno oskarżający polskie władze, piszący w taki sposób o Smoleńsku? Czytałem, sam trochę zdziwiony, po czym zapominałem o Zalewskim aż do pojawienia się gdzieś kolejnego linka. Wobec nowych rewelacji własnej stacji i ich percepcji dziennikarz zgłasza na blogu bardzo mocne votum separatum.*

Tymczasem w zapowiedziach Prohibity pojawiło się”13 załączników”, książka o Smoleńsku, poprzedzona wywiadem, który ukazał się również na naszym portalu**. Książka zaskakująca, nietypowa, specyficzna… Moje teksty są rodzajem „matrioszek”. Jak wiadomo to takie rosyjskie laleczki – w największej ukryta jest mniejsza, w tej kolejna, w niej następna, aż do ostatniej maciupeńkiej. Utwory w 13 załącznikach mają właśnie taką „szkatułkową” strukturę. Wydaje się Czytelnikowi, że czyta jakiś ostateczny tekst, jak to bywa w tradycyjnej książce, a tu za kilka stron okazuje się, że on był tylko pretekstem. – opowiada Zalewski i cóż, oddaje to sedno sprawy, a zarazem kłopot, który mam z tą książką. Lektura bowiem, najzwyczajniej w świecie, mnie zmęczyła.

Wygląda to bowiem tak. Dostajemy zwarty tekst, w którym poszczególne litery zostają zaznaczone innym kolorem. Potem te same słowa ułożone są jak wiersz, by jeszcze później autor złożył coś z samych wcześniej zaznaczonych liter, by wreszcie dojść do słów-kluczy. Z jednej strony można podziwiać samozaparcie i włożoną w to pracę, ale czytać… Gdyby podejść do tego jak do intelektualnej zabawy, może by się udało, ale temat za ciężki na zabawę, wplecione frazy, prawdziwe przecież, zbyt mocne.

Gdzieś w połowie książka zmienia formułę. Zbiory cytatów z poezji i literatury, kontrowane krótkimi ni to fraszkami, ni to ciosami autora. Mocnymi, ale nie nowymi. To może być przyjemność dla kogoś, kto lubi czytać swoje myśli w druku u innych, ale to jednak trochę mało. Tu już łapałem się na lekturze mniej uważnej, redaktor Zalewski mnie po prostu zmęczył.

Jednak doczytałem. I tu pewne przyszło mi na myśl pewne zaskakujące i przewrotne skojarzenie, bo przypomniała mi się… „Wojna polsko-ruska” Doroty Masłowskiej. Masłowska cały swój debiut napisała specyficzną manierą, przez krytyków uznaną za język dresiarzy, choć był to po prostu język wielu osób z mojego pokolenia, choćby i z szerszymi od bohaterów „Wojny” horyzontami. Ale ostatnich kilka stron jest pisane zupełnie inaczej – czytelną, płynną i niegłupią polszczyzną, w której Masłowska zawarła mocną, niepokojącą puentę. Bogdan Zalewski robi coś podobnego – książkę, będącą zbiorem artystycznych, zarazem chaotycznych i błyskotliwych szyfrów kończy dwudziestoma stronami mocnej, publicystycznej analizy. Tłumaczy w niej swoje motywy jako pisarza, równocześnie rozprawiając się z trzynastoma smoleńskimi mitami. Czyni to z dużym znawstwem tematu, odwołując się do publicystów, polityków i blogerów, i widać, że wie, o czym pisze. Kłopot jednak w tym, że czytelnik, spragniony wiedzy o katastrofie smoleńskiej, jest już tak wymęczony medialnym szumem, że, obawiam się, nie będzie miał siły i cierpliwości, by przebijać się przez szyfry Zalewskiego, by dotrzeć do tych ostatnich, kluczowych stron książki. Może się jednak mylę?

Bogdan Zalewski, Trzynaście załączników, Prohibita 2015

* http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/bogdan-zalewski/blogi/news-przegrac-glosy,nId,1713075  
** http://blog-n-roll.pl/pl/smole%C5%84ska-rze%C5%BA-%E2%80%93-warstwy-fa%C5%82szu-rozmowa-z-autorem-ksi%C4%85%C5%BCki-13-za%C5%82%C4%85cznik%C3%B3w
5
5 (2)

1 Comments

Ursa Minor's picture

Ursa Minor
A propos Zalewskiego, wielokrotnie wrzucałam jego teksty i wywiady u nas, na B'n'R.
Rzeczywiście, gość jest zaskakująco mocno opozycyjny wobec tzw. g(ł)ównego nurtu nadwiślańskiego dziennikarstwa.
Co ciekawe, nie on jeden, brukselskie relacje Katarzyny Szymańskiej-Borginon również odstają od oficjalnej linii RMFu.

Pozdrawiam.Ursa Minor

Więcej notek tego samego Autora:

=>>