Strata 25-tysięcznego Debalcewe nie przesądza o sytuacji na ukraińskim froncie, ale może przesądzić o pozycji prezydenta Petra Poroszenki. - Oczywistym jest, że wina za to wszystko spadnie na niego, bo to on firmował sobą porozumienia w Mińsku i to on bardzo dużo w nie zainwestował - uważa wysłannik „Newsweeka” na Ukrainie Michał Kacewicz.
Czy teraz separatyści utorują sobie drogę na Krym?
Nie, nie. Przede wszystkim Debalcewe jest na północy obwodu donieckiego i jeżeli już separatyści torują sobie jakąś drogę, to raczej na Charków i Dniepropietrowsk, a nie na Krym. Aby mówić o drodze na Krym, musieliby uzyskać jakiś sukces operacyjny w rejonie Mariupola.
Następny Mariupol, a potem Krym?
Jeśli chodzi o Debalcewe, sztab i władze ukraińskie popełniły błąd wynikający z pułapki, jaką jest porozumienie w Mińsku. Bronili się za wszelką cenę, jednocześnie nie przechodząc do ofensywy i nie stosując na dużą skalę artylerii. Właściwie zaczęli jej używać dopiero dzisiaj, żeby osłaniać odwrót żołnierzy z Debalcewe. W ten sposób znaleźli się na straconej pozycji. Poza tym, nie ruszali ciężkiego sprzętu, bo czołgi i transportery zaczęły się im psuć, a oni nie mieli jak dostarczać im aprowizacji i broni. Także ci żołnierze znaleźli się w skrajnie trudnej sytuacji.
W rzeczywistości, gdyby armia ukraińska nie była splątana porozumieniami z Mińska, zapewne inaczej by to rozegrali. Separatyści mieli poczucie komfortu, bo wiedzieli, że armia ukraińska nie przejdzie do kontrofensywy, więc mogli przerzucić wszystkie siły znajdujące się na tym odcinku pod Debalcewe.
http://swiat.newsweek.pl/sytuacja-na-ukrainie-wojna-na-ukrainie-walki-o-...