Gin, człowieku

 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Hiobowscy siedzieli w kuchni, gdy do pomieszczenia wsunęła się siostra Łukaszka i położyła na stole pustą torbę.
- A gdzie zakupy? - zapytała babcia. - Nie byłaś w sklepie?
- Byłam - odparła posępnie siostra.
- To czemu niczego nie kupiłaś?
- Bo był draka. Aresztowali pana Sitko.
No i siostra przez moment poczuła się jak premier Tunald-Dosk: nikt jej nie uwierzył.
- Naprawdę - zaklinała się. - Możecie iść do pani Sitko i zapytać.
Hiobowscy ruszyli na parter. W mieszkaniu dozorczyni było już kilka osób. Wszystkie płakały. Pani Sitko na widok siostry rozpłakała się jeszcze bardziej.
- To moja wina! Stwierdziłam, że za dużo pije wódki i...
- I...? - podchwycili wszyscy.
- I wysłałam go do sklepu po jakiś zagraniczny - załkała dozorczyni. - Miał kupić o takiej śmiesznej nazwie: glin.
- Gin - poprawił odruchowo tata Łukaszka.
- Byłam przy tym - zaznaczyła siostra.
Wszyscy zażądali wyjaśnień.
- Stał w kolejce trzy osoby przede mną - opowiadała siostra Łukaszka. - Kiedy nadeszła jego kolej pokazał na półkę z alkoholem i powiedział, że chce gin. Ale pan sprzedawca jest przygłuchy. Więc pan Sitko kilka razy krzyczał "gin, gin" pokazując na półkę. A nad nią wisiał plakat z Orzym-Jewsiakiem...
- W tym roku Największa Kwesta sprzedawała małpki z cytrynówką zbierając na pomoc dla alkoholików - wyjaśnił Łukaszek. - Stąd ten plakat nad półką z alkoholami.
- No i pewnym momencie zawołał" gin, człowieku" - westchnęła siostra.
Zapadła cisza, którą przerwała pani Sitko:
- Kto go aresztował?
- Wojewódzki Oddział Śmiechu Publicznego.
Powiało grozą i kiszoną kapustą z kuchni.
I nie wiadomo co byłoby dalej gdyby nie rozległ się dzwonek do drzwi. Po chwili do mieszkania wszedł sam pan Sitko, który zginął w potężnym uścisku żony.
- Puścili cię! - krzyczała pani Sitko, po czym nagle przestała, odsunęła się i zapytała co to za chomąto jej małżonek ma na szyi. Małżonek odwinął szal i pokazał wszystkim co: elektroniczną obrożą z migającą zieloną diodą.
- Puścili, ale dali dozór elektroniczny - poinformował pan Sitko rozbierając się. - Ta zabawka ma cały czas nadawać co robię, gdzie jestem i takie tam. Nie mogę jej zdjąć. Nawet w czasie kąpieli.
- A w czasie... - pani Sitko urwała, zaczerwieniła się i uciekła spojrzeniem na meblościankę.
- Też - mruknął pan Sitko. - Już próbowałem zdjąć. Nie da się. To jest niezniszczalne.
- No nic - pani Sitko podeszła do meblościanki. - Najważniejsze, że już jesteś. Od dziś koniec z alkoholem.
Pan Sitko poruszył się niespokojnie.
- Tym zagranicznym - uściśliła dozorczyni. - Krajowy może być. On nam pecha nie przynosił.
I sięgnęła po butelkę i kieliszek. Pan Sitko spojrzał z dezaprobatą na małość naczynia, ale szybko się rozchmurzył pod bacznym wzrokiem małżonki. Pani Sitko nalała, pan Sitko uniósł kieliszek. Był bardzo zdenerwowany - tym chyba jedynie można tłumaczyć niezręczność jaką popełnił. Bo zdarzyło mu się coś, czego prawdziwy Polak nigdy nie robi.
Pan Sitko rozlał wódkę.
Ale tylko troszeczkę. Parę kropli.
Na obrożę.
Dioda zmieniła kolor na czerwony, zamrugała nerwowo kilka razy i zgasła. Potem rozległ się syk, obręcz obroży topiła się jak pokład Nostromo pod śliną Obcego. Obroża rozpadła się na dwie części i spadła do stóp pana Sitko.
- No! - i pan Sitko odpiął guzik swetra pod szyją. - To proszę państwa zaczynamy walkę o wolność! Kto ze szklanki, kto z kieliszka?
5
5 (1)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>