



W szalonym skrócie: Ukraina (podobnie jak Białoruś) ma tylko jedną możliwość, uratowania niepodległości: unię z Polską. Wtedy będzie to test na NATO. A tak naprawdę sprawdzian ten może okazać się zbędny. Ukraina, Białoruś i Polska są za małe, by w pojedynkę stawiać czoło imperialistycznej
Rosji

Kilka dni temu rzuciłem na twitterze pomysł "pożytecznego" wykorzystania drugiej tutki, która jest wyremontowana i "na chodzie", ale do której nie chce wsiąść nawet prezydent Komorowski. Niestety - nie doczekałem się żadnej reakcji. Mianowicie, proponuję wyposażyć ją w system do zdalnego kierowania; po odpowiednim sprawdzeniu jego działania (z pilotami na pokładzie gotowymi do przejęcia sterów w ciagu ułamku sekundy) i w przypadku pozytywnego wyniku tego eksperymentu - wystartować bezzałogowo samolot i "rozbić go" w wybranym, podobnym do smoleńskiego bagnistym terenie.

Międzynarodowy awanturnik Putin nawet nie wyobraża sobie jak wielką przysługę zrobił NATO. To jest chyba jedyny, ale trudny do przecenienia pozytywny skutek agresywnej polityki Rosji wobec Ukrainy i pozostałych sąsiadów i republik byłego Związku Radzieckiego. NATO się wzmocni, to więcej niż pewne. W tym procesie jedna z kluczowych ról przypadnie również Polsce. Poniżej prezentuję tłumaczenie wywiadu z najwyższymi przedstawicielami sił wojskowych Traktatu Północnoatlantyckiego.




Tydzień zawierający dzień 10 kwietnia znowu upływa pod znakiem skrzyżowania zamachowych argumentów i kontrargumentów. Jednak co można poradzić, skoro żyjemy w kraju, gdzie partia rządząca uznaje za „zwykły wypadek komunikacyjny” największą tragedię w powojennej historii Polski, jak to określił z kolei parlament? Mamy więc tragedię, do której rząd PO dodał akcent absurdalny, może bezwiednie, ale to potwierdza jeszcze raz olsenowską proweniencję ekipy Donalda Tuska, która potyka się o własne słowa.