
Przyznaję, że mój zapał blogerski osłabł nieco ostatnio, ale mam alibi: po pierwsze – po „taśmach” i przed następnymi głosić upadek tuskowej ferajny to żadne odkrycie, po drugie i – przede wszystkim – nie przeceniam wpływu mojej pisaniny na ostateczną klęskę tego towarzystwa.
I bez niej ludzie widzą jak jest.
Nie mogę jednak uciekać od klawiatury gdy widzę zabiegi jak sitwa próbuje się sposobem barona Munchausena wyciągać z bagna za włosy.






