
Nie przepadam za Robertem Gwiazdowskim, ale ten pogląd przebija się w prawicowych massmediach tak rzadko, że nie mogłem sobie odmówić przyjemności, wręcz, rozkoszy, aby uczynić go tytułem swojego wpisu. W ostatnim programie Jana Pospieszalskiego Gwiazdowski powiedział rzecz banalną, ale jakże oczywistą: „W stanie wojennym nie można było wychodzić z domu po 10 wieczorem, była godzina policyjna. W telewizji był jeden program. Nie mieliśmy co robić, to robiliśmy dzieci. […] Dzieci rodzą się głównie z powodu przyjemności ich robienia.








Duda co prawda chodził bez latarki nie po górach typu alpejskiego, ale po Beskidach, ale kampania wyborcza musi być trochę przerysowana. Na poprawę humoru, bo poranek pochmurny! 