Marcin Brixen's blog

 |  Written by Marcin Brixen  |  2
Hiobowscy jechali autem przez jakąś małą miejscowość. Nagle auta zaczęły zwalniać i się zatrzymywać, przed nimi utworzył się zator. Posiedzieli w samochodzie dłuższą chwilę, aż wreszcie tata Łukaszka oświadczył, że idzie zobaczyć co się stało.
Łukaszek oczywiście też chciał iść.
Poszli. Na samym początku zatoru w drzewo wpasowane było osobowe auto. Obok stał wóz strażacki. W rozbitym pojeździe za kierownicą ktoś siedział. Strażacy właśnie przygotowywali się, żeby rozciąć blachę specjalnymi nożycami. Obok stał tłum ludzi i kibicował.
5
5 (8)
 |  Written by Marcin Brixen  |  2
Trzecia a, czyli klasa do której chodził Łukaszek, miała co pewien czas zajęcia terenowe. Odbywały się one w ramach lekcji z Przygotowania Do Życia W Grupie Jednostek (kiedyś: Przygotowanie Do Życia W Społeczeństwie). Na tych zajęciach uczniowie chodzili w różne miejsca i oswajali się z różnymi przejawami życia.
Na przykład: chadzali do sądu na procesy dziennikarzy, których oskarżali inni dziennikarze, twierdząc, że oskarżeni nie są dziennikarzami tylko chuliganami i hejterami.
- Myślałem, że jest wolność słowa - powiedział Łukaszek.
5
5 (4)
 |  Written by Marcin Brixen  |  6
W sklepie na osiedlu na którym mieszkali Hiobowscy wybuchła pewnego dnia straszna awantura. Aż się wszyscy oderwali od palet z towarem i poszli popatrzyć. A działo się to, że ochroniarz zatrzymał jakieś starsze małżeństwo, które wychodziło ze sklepu.
- Skandal! Horror! Z baśki mu! - piało małżeństwo. - Żądamy aby zostawić nas w spokoju! Żądamy kierowniczki sklepu!
Przyszła kierowniczka i spytała co się dzieje.
5
5 (7)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
- Nie ma - oświadczył z mocą tata Łukaszka.
- Nie ma - przyznał po dłuższym namyśle Kubiak, kolega taty Łukaszka z pracy.
- A ja wam mówię, że jest! - zawołał ich szef i palnął pięścią w ekskluzywny blat ekskluzywnego biurka. - Jest organizacja charytatywna, która ma stop procent wydajności! Sto procent skuteczności! Zero kosztów! I co więcej, jest w niej nasz pracownik! Natychmiast proszę udać się do niego i zbadać sprawę!
- Na którym piętrze pracuje? - spytał z głupia frant Kubiak.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  12
Pan dyrektor szkoły, do której chodził Łukaszek, spokojnie spędzał styczniowe przedpołudnie. Siedział w swoim gabinecie i pisał na internetowym forum dla dyrektorów szkół gdy nagle wpadła pani wicedyrektor.
- Słyszał już pan już panie dyrektorze? - wykrzyknęła uradowana.
Pan dyrektor odruchowo wstał i spytał z nadzieją:
- Podwyżka dla budżetówki?
- Nie! Ale za to dowiedziałam się poufnie... Wie pan, ma się te wejścia tu i tam... No więc w tym roku pomoże nam Największa Kwesta!
5
5 (8)
 |  Written by Marcin Brixen  |  2
Trwała Największa Kwesta.
Od jakiegoś już czasu przedłużono jej termin. Kiedyś był jeden dzień, potem wekeend, a od niedawna cały tydzień.
Hiobowscy szli przez miasto. Mama Łukaszka upajała się atmosferą miłości i beznienawiści. I nagle to jej upajanie się zostało brutalnie przerwane, bowiem Hiobowscy wpadli na człowieka poczwarkę.
5
5 (1)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Ruszyła coroczna akcja pod nazwą Wszystkich Obdarujemy Siedziskiem Ponadliczbowym.
- Co to jest??? - zdumiała się babcia Łukaszka, która miała spory problem z odczytaniem na głos tej jakże długiej a zawiłej nazwy.
- To jest taka akcja społeczna - wyjaśniła jej mama Łukaszka. - Co roku zbierają pieniądze na nowe tramwaje.
Tata Łukaszka zakrztusił się herbatą.
- Czy wy macie pojęcie ile kosztuje tramwaj? - zawołał. - Przecież Największa Kwesta mimo swej wielkości zbiera ułamek kosztów całego pojazdu!
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Cały kraj żył zmiana ostatniej cyferki w numerze porządkowym roku. Tak przynajmniej utrzymywał "Wiodący Tytuł Prasowy" i zaprzyjaźnione media.
- Z kim zaprzyjaźnione? - spytał Łukaszek i mama zasępiła się nad prosta z pozoru odpowiedzią. Na szczęście z kłopotu wybawiła ja siostra Łukaszka wołając, że za chwilę w telewizji będzie rędzio.
- Co to jest rędzio??? - spytali zaskoczeni Hiobowscy. Siostra Łukaszka przez chwile machała rękami próbując pokazać, ale poddała się i powiedziała, że to jednak trzeba zobaczyć.
Hiobowscy runęli do odbiornika.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Rodzina Hiobowskich siedziała sobie spokojnie w domu, gdy nagle zadzwonił telefon Łukaszka.
- Kto to dzwoni do ciebie? - zainteresowała się mama Łukaszka i zerknęła na wyświetlacz. - O! Coś takiego! Dyrektor szkoły do ciebie dzwoni!
Łukaszek zręcznie przewinął się na kanapie i sięgnął po aparat.
- Hiobowski, słucham... Tak, panie dyrektorze. Co?! O rany! Kto?! Ale jaja! Kiedy? Teraz! No jasne, już lecę!
- Dokąd ty chcesz lecieć? - zaniepokoił się tata Łukaszka.
- Do szkoły - Łukaszek rozłączył telefon i energicznie zerwał się z kanapy. - I to już!
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  6
W mediach królowało Powstanie Wielkopolskie.
- Jestem mile zaskoczony - rzekł dziadek Łukaszka. - Kiedyś w ogóle się o nim nie mówiło. Potem zaczęto je świętować lokalnie, ale w mediach centralnych się o nim nie mówiło. Potem zaczęły się pojawiać krótkie relacje. Ale teraz...
- Po prostu Powstanie Warszawskie się ludziom przejadło - stwierdziła babcia Łukaszka. Dziadek zawrzał gniewem, że nie można słowem "przejadło" profanować narodowej tragedii.
5
5 (4)

Pages