
Oczywistym było od początku, że jakaś kontrola orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego być musi. Kwestią dyskusyjną pozostawał tylko zakres tej kontroli. I jej forma. Tymczasem tamci nawijali, że nie może kontroli być żadnej. A jak ktoś weźmie wystruga pieczątkę z ziemniaka, wypisze se orzeczenie i prześle rządowi do wydrukowania to co? Jest cały szereg nieprawidłowości, które owo orzeczenie mogą uczynić wątpliwym.








