
Biedny Pan Ignacy, który nic nie znaczy. To oczywiście o prezydencie Mościckim - wybitnym profesorze działającym przed nominacją w Szwajcarii. Miał on także pewne zasługi w walce o niepodległość Polski (u boku Piłsudskiego) i właściwie został przez niego mianowany prezydentem po puczu majowym. Jednak nie po to by rządził, do tego nikt marszałkowi nie był potrzebny. Złapał wiatr w żagle dopiero po odejściu Komendanta. Konstytucja dawała prezydentowi II RP duże uprawnienia; nowy GISZ - marszałek Śmigły-Rydz już nie grał pierwszymi skrzypcami. Mościcki nawet bardziej słuchał E.








