
„Odrobina fałszu w historii po latach może łatwo przyczynić się do wybielenia historycznej odpowiedzialności Niemiec za Zagładę”
Ponieważ ostatnio Polska stała się obiektem kolejnej fali oszczerstw za pomocą których usiłuje się nas wmanipulować we współodpowiedzialność za holocaust, sądzę, że warto naświetlić genezę zjawiska pozwalającego mówić amerykańskiemu prezydentowi o „polskich obozach śmierci”, szefowi FBI stawiać nas na równi z Niemcami, zaś różnym moralistom spod znaku „holocaust industry” oskarżać Polaków o niechęć do zmierzenia się z „ciemną stroną swojej historii” - jak ujął to na łamach „Washington Post” Laurence Weinbaum w reakcji na nasze protesty po wypowiedzi Jamesa B. Comeya. Jest to historia tyleż ciekawa, co niemal zupełnie przemilczana, a szkoda, bo pozwala zrozumieć, że zbitka „polskie obozy koncentracyjne” funkcjonująca w zagranicznych mediach nie jest żadnym „skrótem myślowym”, lecz została wprowadzona do obiegu z pełną premedytacją. Możemy dzięki temu unaocznić sobie jak istotną rolę odgrywa konsekwentnie prowadzona polityka historyczna i w jaki sposób znajduje ona przełożenie na całkiem wymierne polityczne i gospodarcze korzyści.
Ale od początku. Po II Wojnie Światowej pokonane Niemcy (a właściwie część zachodnia) postanowiły, podobnie jak Japonia, że skoro nie udało się wygrać wojny, to należy wygrać pokój. Wiązało się to z koniecznością odbudowy ekonomicznej potęgi RFN, do tego zaś niezbędne było koło zamachowe w postaci eksportu – kluczowego dla rozwoju gospodarki narodowej. I tu pojawił się problem, bowiem w powojennym świecie wiele państw, mając świeżo w pamięci hitlerowskie barbarzyństwo, stosowało bojkot niemieckich towarów. Trzeba było coś wymyślić – i wymyślono. Otóż w kręgach „Organizacji Gehlena” („Gehlen Organisation”), czyli niemieckiego wywiadu, poprzedniczki BND, postanowiono przeprowadzić szeroko zakrojoną akcję poprawy wizerunku Niemiec na arenie międzynarodowej. Reinhard Gehlen – generał Wehrmachtu, który tuż po wojnie przewerbował się na stronę Amerykanów – użył do tej operacji „Agencji 114” („Dienststelle 114”), czyli tajnej komórki wewnętrznej „Gehlen Organisation” pełniącej funkcję kontrwywiadu. I to właśnie szef Agencji 114, Alfred Benzinger, zwany „Grubasem” - „der Dicke” (w „poprzednim wcieleniu” sierżant tajnej policji wojskowej „Geheime Feldpolizei”), zaproponował w 1956 roku rozpropagowanie terminu „polskie obozy koncentracyjne”. Cel był jasny – stosując tę manipulację semantyczną chciano zdjąć z Niemców choć część odium winy za zbrodnie wojenne, w tym holocaust, a w domyśle suflowano odpowiedzialność Polaków. Warto zauważyć, że już wtedy pojawiło się wytłumaczenie obecne w mediach do tej pory – że termin ma jedynie w sposób skrótowy odnosić się do hitlerowskich obozów na terenie Polski. „Odrobina fałszu w historii” - stwierdził Benzinger - „po latach może łatwo przyczynić się do wybielenia historycznej odpowiedzialności Niemiec za Zagładę”.
Jak widzimy obecnie, Alfred „der Dicke” Benzinger miał nie sto, lecz dwieście procent racji. Operacja na masowej świadomości opinii międzynarodowej po kilku dziesięcioleciach konsekwentnego sączenia kłamstwa udała się ponad najśmielsze oczekiwania jej inicjatorów. W tym miejscu trzeba nadmienić, iż jej powodzeniem funkcjonariusze zachodnioniemieckich służb byli zainteresowani również ze względów osobistych. W formalnie „zdenazyfikowanych” Niemczech to właśnie tworzona pod amerykańskimi skrzydłami nowa, „demokratyczna” bezpieka stała się azylem dla licznych hitlerowców, w tym również zbrodniarzy wojennych.
Osobną sprawą jest bierność komunistycznych władz PRL wobec tej uprawianej na ich oczach propagandy. Ci sami aparatczycy, którzy na użytek wewnętrzny grzmieli o niemieckim rewanżyzmie oraz podkreślali przy każdej okazji hitlerowskie okrucieństwa, na arenie międzynarodowej milczeli. Czyżby zlekceważyli „podżegaczy z Bonn”? A może padł zakaz ze strony towarzyszy z Moskwy? Kreowanie wizerunku Polski jako kraju zdziczałych antysemitów było Kremlowi na rękę – Zachód mógł umyć ręce, bo skoro Polacy mordowali Żydów, to lepiej niech ktoś sprawuje nad nimi kontrolę, niechby i Sowieci. Manewr ten przećwiczono z dobrym skutkiem za sprawą prowokacji kieleckiej w 1946. Wystarczyło tylko kontynuować tamtą linię.
Dziś termin ukuty przez Alfreda „Grubasa” Benzingera stał się medialnym samograjem, nieodłącznym elementem wzajemnie się napędzających, multiplikowanych w tysiącach miejsc kłamstw, półprawd i przeinaczeń – przy czym najprawdopodobniej większość stosujących go ignorantów nawet nie zdaje sobie sprawy w czym bierze udział – i jest to kolejny sukces Agencji 114. Aby go odkłamać – a bez tego nie wywikłamy się z propagandowej matni w którą nas wpędzono – potrzeba co najmniej równej determinacji i zręczności jaką wykazali się podwładni Reinharda Gehlena. Lecz by to osiągnąć, trzeba wpierw pognać tych, którzy dziś polską rację stanu zamieniają na protekcjonalne poklepywanie po plecach przez niemiecką kanclerz i innych możnych tego świata.
Gadający Grzyb
Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/
Na podobny temat:
A co w „Pod-Grzybkach”? -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/1551-pod-grzybki-2
Artykuł opublikowany w „Warszawskiej Gazecie” nr 19 (08-14.05.2015)
Ilustracja: http://niewygodne.info.pl
5 Comments
Szanowny GG,
11 May, 2015 - 18:54
Myślę, że najwłaściwszym wytłumaczeniem jest perspektywa dalekosiężnego interesu etnicznego. Tuż po wojnie Zachód nie był w stanie przerobić (na tłusto) całej zrujnowanej Europy, więc tę gorszą część (malaparte) zostawiono prowizorycznie sowieckiej Rosji. Gdy już nadszedł czas, modo Solidarico wyrwano Polskę i otoczenie z tzw. układu warszawskiego. W ćwierćwieku później nadszedł czas na połknięcie modo Majdanico kolejnego solidnego kęsa, czyli Ukrainy.
Warto zwrócić uwagę, kto i w jaki sposób rozgrywa dwie światowe potęgi USA oraz Rosję, szpiegując i przekazując na obie strony istotne dla (nie)równowagi sił informacje: technologiczne, militarne, polityczne. Aaaadaś gra przecież na (Ju)-Ukro-Pol. Teraz może trochę nadwerężą ten układ Chiny.
Pozdrawiam,
Waldemar Żyszkiewicz
Czy ja wiem... Holocaust stał
11 May, 2015 - 20:08
GG
Trzeba wziąć pod uwagę...
12 May, 2015 - 01:12
b) fakt, że część sytej i bezpiecznej diaspory nie tylko nie kiwnęła palcem dla uratowania biedoty żydowskiej z Europy Środkowowschodniej (postawa sędziego Frankfurtera wobec Karskiego!), ale być może (słyszałem taką wersję z ust osoby pochodzenia żydowskiego) świadomie przyzwoliła na holokaust, traktowany potem jako karta przetargowa przy walce o państwo w Palestynie;
c) wizerunek bezwolnej ofiary? Nie tylko, jeśli pamiętać o roli judenratów, składzie etnicznym sonderkommand etc. to niestety także współdziałanie z oprawcą. Proszę pamiętać, z jaką niechęcią potraktowano bezkompromisowe diagnozy Hanny Arendt;
Ale oczywiście ma Pan rację w tym sensie, że taktyka zmienia się wraz z upływem czasu, nieraz diametralnie; co nie oznacza, że zmienia się cel ostateczny. Dobrym przykładem jest tu lansowanie państw narodowych dla rozbicia wielonarodowych imperiów, zwłaszcza katolickich Austro-Węgier, po czym całkowite odwrócenie wektora - wielonarodowe państwo obywatelskie - w tzw. epoce globalizacji.
Pozdrawiam,
Waldemar Żyszkiewicz
jak zapobiec "polskim obozom..."
12 May, 2015 - 07:12
Po prostu trzeba wytaczać
14 May, 2015 - 20:39
GG