Co dalej?

 |  Written by Katarzyna  |  30
Ostatnie decyzje prezydenta zmuszają do stawiania trudnych pytań.

Najpierw sumuję to, co już za nami.

Przypominam sobie kompromitującą Kancelarię Prezydenta korespondencję z Ministrem Obrony Narodowej, Antonim Macierewiczem. Rzecznik Prezydenta Marek Magierowski pytany wówczas, czy prezydent ma zaufanie do szefa MON, odparł, że "prezydent ma wątpliwości w kilku kwestiach dotyczących polityki ministra Macierewicza i oczekuje precyzyjnych odpowiedzi na zadane pytania".
Szokiem dla mnie była forma publicznej rozmowy ponad głową premier Beaty Szydło i ton, w jakim poinformowano o korespondencji.
W pierwszej chwili parsknęłam śmiechem, bo na „cara batiuszkę” to prezydent nie wygląda, a nie tak buduje się autorytet Urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej. Potem, tak jak większość, zareagowałam emocjonalnie nie szczędząc gorzkich słów.
Dodatkowo kompromitacją trąciło żądanie wyjaśnień od szefa MON w sprawie działań wobec oficerów Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Obrony oficerów współpracujących z FSB nawet w najśmielszych dywagacjach nikt się chyba nie spodziewał.
Wydawało się, że konflikt został zażegnany i poszedł w zapomnienie, zwłaszcza że Pani Premier zdecydowanie stanęła po stronie Antoniego Macierewicza ucinając spekulacje na temat ewentualnej dymisji, co bardzo rozczarowało medialne tuby agentury wpływu.
Premier Beata Szydło płaci do dziś ostracyzmem ze strony Kancelarii Prezydenta za swoją zdecydowaną postawę. Spektakularnie widoczne było to podczas wizyty prezydenta Donalda Trumpa.

Największe atrakcje dopiero miały nadejść.

To, w jakim stylu prezydent zawetował ustawy o reformie KRS i SN przeszły najśmielsze wyobrażenia. Piłsudski onegdaj udał się do Sulejówka, nasz prezydent skromniejszy, wyruszył do Juraty i beztrosko odpoczywał z żoną prując fale wodnym motorem, czy jak to się tam nazywa, bo nigdy tym nie pływałam. A w Sejmie i na ulicach szalała totalna opozycja opłacana ze wschodniej i zachodniej strony.
Myślę, że tak jak ja, wielu obserwujących wydarzenia oczekiwało, że prezydent zdecydowanie potępi destabilizację państwa, ale nie. Zamiast tego otrzymaliśmy weto z śmiesznie głupim uzasadnieniem. Przy okazji opozycja i część prawicy snuła projekcje na temat rozbicia koalicji rządowej.

W tym momencie nawet polityczny laik musiał zadać sobie pytanie – Prezydent był świadomy takich konsekwencji swojego postępowania czy tak mu wyszło?

Na szczęście Jarosław Kaczyński zażegnał konflikt stonowaną i pojednawczą, bez atakowania prezydenta, oceną wydarzeń podczas rozmowy w TV Trwam i Radiu Maryja.
Było to bardzo potrzebne, bo przecież kampania prezydenta i PiS skupiała się głównie wokół tych właśnie mediów. Wielokrotnie później słyszałam jak słuchacze gorliwie polecali Matce Najświętszej naszego prezydenta, premier i rząd.

Sytuacja się uspokoiła, przycichły ostre spory o słuszność weta i zaczęła się merytoryczna dyskusja wśród publicystów i niektórych polityków. Jednak po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem weta zaczęły się mnożyć dywagacje na temat prawdziwych przyczyn odrzucenia ustaw.
Czy z własnej woli, czy też pod przymusem Jarosław Gowin zasygnalizował buńczucznie, że nie ma mowy o odrzuceniu weta w Sejmie, bo on tego nie poprze.
Wbrew insynuacjom lojalnie zachował się min. Zbigniew Ziobro. I chwała mu za to, że nie uległ emocjom.

Wkrótce gdzieś tam na marginesie bieżących newsów dotarła informacja, że prezydent nie podpisał wniosków Antoniego Macierewicza o nadanie sztandarów wojskowych pierwszym trzem brygadom WOT.
Dlaczego? Warto, by ktoś zapytał prezydenta. Nie podoba mu się obrona terytorialna czy zazdrości sukcesów Antoniemu Macierewiczowi? Bo że WOT nie podoba się Putinowi, Merkel i opozycji, to wiemy.

Nie mnie rozstrzygać, gdzie leży źródło konfliktu z ministrem; w ambicjach obu panów, konstytucji czy może naciskach tajemniczych doradców w BBN czy KP. Faktem jest, że niepodpisanie tych wniosków i teraz - nominacji generalskich nie może już w żaden sposób być usprawiedliwione i nie dlatego, że ktoś ma przerost ambicji, nie umie rozmawiać, mści się, daje nauczkę czy coś tam jeszcze, o czym nie wiemy, ale dlatego, że jest to groźne dla bezpieczeństwa państwa.

Jaki sygnał wysyła prezydent agenturze rosyjskiej przed manewrami Rosji ZAPAD 2017?
Co mają myśleć sojusznicy w NATO?
A co mają myśleć zwykli dowódcy i żołnierze WP?
Czy nie powinny te sprawy być rozstrzygane w zaciszu gabinetów po sprawdzeniu czy nie ma podsłuchów?

I może jeszcze jedno pytanie, które wraca do mnie jak bumerang, ile razy myślę o zaistniałej sytuacji.

Co dalej? Jakie nam atrakcje szykuje prezydent? Czy weta prezydenta będą podporządkowane jego koncepcji zmian w konstytucji, o których nic nie wiemy?
Jestem ostatnią osobą, która pójdzie teraz na referendum w tej sprawie, ale o tym może kiedy indziej porozmyślam przy swoim zmywaku, bo i cóż mi pozostało jak nie zmywać gary i czekać na rozwój sytuacji.

Zwolennikom wzmocnienia władzy prezydenta polecam na koniec przemyślenie: Co by było, gdyby silną władzę konstytucyjną miał prezydent Wałęsa? Czy musiałby liczyć się w Moskwie przy podpisywaniu układu o dobrosąsiedzkich stosunkach z Rosją z treścią telegramu Jana Olszewskiego? (przypomnijmy: Nocna zmiana za odrzucenie dyktatu Rosji) Co by było, gdyby mocną pozycję prezydentowi dała konstytucja, a prezydentem był ktoś taki jak Bronisław Komorowski?

_______________________________________________

Ilustracja: Wykop

Zapraszam do słuchania
audycja 864 (czwartkowa)
 
5
5 (6)

30 Comments

Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
"Co by było, gdyby silną władzę konstytucyjną miał prezydent Wałęsa?" Pytanie retoryczne. Ale... "Co by było, gdyby silną władzę konstytucyjną miał prezydent Kaczyński?".
No dobrze. Mówiąc żartem: popełniłby więcej błędów, np podpisałby traktat lizboński nie tylko prawą ręką, ale również lewą, a potem jeszcze obiema nogami.

A tak serio. Wszystko zależy jakie by były kompetencje prezydenta. Prezydent odgrywa w Polsce rolę bramkarza. A więc jest w zasadzie trzecią czy czwartą izbą parlamentu - po trybunale konstytucyjnym. Siła prezydenckiego weta to jedyne co ma niepodzielne wśród wielu rozdrobnionych i podzielonych kompetencji. to sprawia, że jest on w sumie elementem władzy ustawodawczej i - ewentualnie - sądowniczej, nie zaś wykonawczej...!

Idealne kompetencje dla postkomuny. Blokowac wszelkie reformy, petryfikowac układy - to zadanie dla urzędu prezydenta. Jeżeli często platformersi podają, że "przecież Kaczyński go mianował, więc o co wam chodzi" - to to jest właśnie dowód na to, że nawet Prezydent Dobrej Woli niewiele mógł wyjśc poza to zaklęte koło.

Premier w naszym ustroju ma większą władzę, ale jest ściśle uzależniony od wiekszości parlamentarnej. Donaldowi T. udało się to ominąć, bo był ulubieńcem mediów, więc de facto miał większą władzę, niż dawała mu liczba szabel w Sejmie. Beata Szydło ma trudniej...

Musi nastąpić konsolidacja władzy wykonawczej w jednym ręku, z jednoosobową odpowiedzialnością. Ja bym wolał, żeby tę władzę miał prezydent. Nie zakładałbym od razu lękliwie, ze jak zwiekszymy kompetencje głowy państwa, to zwiekszymy kompetencje akurat Andrzejowi Dudzie. II kadencja nie jest przesądzona.

Rzeczywiście jest tak, że w krajach postkomunistycznych, postkomuna chętnie skupiała sie wokół osoby prezia. Ale to nie jest regułą, o czym pisze Chodakiewicz w Międzymorzu.

 
Obrazek użytkownika Katarzyna

Katarzyna
Warte przemyślenia i gorącej dyskusji Pana tezy.  Dlatego nie od razu odpowiem całościowo. Może inni pomogą, a ja się doszkolę w systemach politycznych. Piszę to bez kokieterii. Moja wiedza jest fragmentaryczna.
1. Dając przykłady kompetencji prezydenta myślałam o  naszym systemie konstytucyjnym. Nie da się wzmonić roli prezydenta bez przemeblowania całego systemu. Na coś się trzeba zdecydować czy system prezydencki czy rządowy.  I określić kompetencje. Obawiam się jednak, że w tym amoku walki politycznej tylko Mała Konstytucja uratowałaby nas przed zagładą. Pod warunkiem, że w Sulejówku czekałby Piłsudski.wink
2. Wobec powyższego czekam, że prezydent przestanie nas wychowywać, a powie dokładnie, o co mu chodzi, bez narażania wyborców na kryzys zaufania i palpitacje serca. Nie jest to najlepszy moment na jego koncepcję polityczną bez informowania Polaków. A już na pewno nie posługiwanie się BBN i publiczne atakowanie MON.

 
Obrazek użytkownika karlin

karlin
skłaniają mnie do opinii, że w nowej Konstytucji należy władzę prezydenta doprecyzować i zdecydowanie ograniczyć (wybierany przez parlament, funkcja reprezentacyjna). Wałęsa, Kwaśniewski, Komorowski, Duda. To, z jaką łatwością trafiają na prezydencki stołek tego typu ludzie, i jak potem mogą być szkodliwi, po prostu budzi moje przerażenie. Jeszcze większe budzą pomysły, aby ich władzę powiększyć

Pamiętajmy, że ich względnie mocna, obecna pozycja, polega głównie na instrumentach przeszkadzających i blokujących. Nie mogą rządzić dekretami, a ich projekty ustaw wymagają większości parlamentarnej, więc tak naprawdę są przede wszystkimj destruktorami, niczego nie kreując.

To jest dużo gorsza sytuacja, niż prezydent czysto reprezentacyjny, bo złą, szkodliwą większość parlamentarną mimo wszystko chyba jednak łatwiej zmienić, niż w tej chwili usunąć wyżej wymienionych, usadzonych tam na drodze powszechnych wyborów.

PS
Kaczyński powinien w tej chwili wziąć pod uwagę, że opozycja wraz z Dudą rozważają scenariusz Nocna Zmiana 2 (z elementami puczu wojskowego i służb specjalnych, których cichą konserwacją zajmował się przez ostatnie 1,5 roku Kamiński). I spróbować się do tego - o ile to możliwe - odpowiednio przygotować. Mam nadzieję, że Macierewicz rzeczywiście w pełni przejął kontrolę nad Żandarmerią Wojskową, bo to stwarza szansę na realny instrument zdyscyplinowania przynajmniej wojska. No i oby Pan Antoni pamiętał, jak w 1992 r. razem z Olszewskim nie zdecydowali się na użycie Jednostki Nadwiślańskiej MSW, i do czego to doprowadziło.
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Ależ, na litość, łatwość z jaką gnoje w rodzaju Bieleckiego, Mazowieckiego, Suchockiej, Pawlaka, Oleksego etc trafiają na stołek premiera jest równie przerażająca! To jest kwestia mądrości lub głupoty wyborców, to prawda, ale premiera wybierają elity polityczne. To ja naprawde wolę już, żeby to naród ponosił odpowiedzialność, a nie dzielił ją i rozwadniał z jakimiś Krzaklewskimi, Buzkami czy Szmajdzińskimi.

Sądze, że oddzielenie władzy wykonawczej od władzy ustawodawczej byłoby zdrowe i pożądane. Niezależnie od tego, kto zostałby wybrany na prezydencki stolec wink
Obrazek użytkownika Katarzyna

Katarzyna
Post scriptum Pana wymaga rozwinięcia. Jeśli padają takie oskrżenia, to trzeba powiedzieć równiez b, bo inaczej to jest dezinformacja. Skąd mam wiedzieć, że to prawda? ;-)
Obrazek użytkownika karlin

karlin
tylko przypuszczenie. Które kolejne odsłony - generał zatrudniony przez Dudę w BBN nie może przejść procedury dostępu do informacji niejawnych, a Duda zażarcie go broni - raczej zbliżają, niż sie oddalają.

Zgodnie z zasadą - chcesz wygrać potyczkę, szykuj się na wojnę. Chcesz poznać prawdę, bierz pod uwagę jej wszelkie warianty.
Obrazek użytkownika Katarzyna

Katarzyna
Oświadczenie premier Beaty Szydło wiele wyjasnia. Przede wszystki padła ważna informacja.

"Powziąwszy informacje, że postępowanie względem generała Kraszewskiego jest w toku, Pani Premier wyraziła oczekiwanie, że zostanie ono zakończone bez zbędnej zwłoki".

Mało tego, stwierdziła, że postępowanie to nie powinno mieć wpływu na nominacje generalskie.
Żadnych innych powodów nie było, złaszcza, że zbędny jest też pośpiech przy pracach nad reformą dowodzenia.
Nie wiem jak inni, ale ja to odczytałam jednoznacznie; prezydenta Solch i BBN zrobili w balona. Powinien wreszcie wyciągnąć wnioski.
Wszystko to prawda, co Pan pisze, ale od tego do puczu daleka droga. To raczej prezydent powinien się zastanowić, jaki po tym będzie miał autorytet w armii.
Myślę, że przyjął koncepcję wzmacniania władzy prezydenckiej, ale ma fatalną kancelarię. Bez tołku. Najpierw rzuca hasło zmiany konstytucji, teraz blokuje reformę sądownicta, ośmiesza się odmawiając nominacji generalskich i psuje święto Polakom.
I taki facet miałby dokonać puczu? ;-))

Obrazek użytkownika Katarzyna

Katarzyna
Zgoda. I dlatego dobrze, że o tym głośno. Michalkiewicz, Ścios, prof. Jerzy Robet Nowak.  Ten  ostatni to wręcz ma obsesję. surprise
Małe i ciche głosy odzywają się w jego obronie. Musi się z tym liczyć.
Obrazek użytkownika Katarzyna

Katarzyna

Powtórze się. O tym jest głośno, to nie jeast już tajemnica. Z tym prezydent musi coś zrobić, bo wygląda na to, że w sprawie nominacji generałów Soloch wprowadził go w  konflikt, kórego nie da się usprawiedliwić.
Z drrugiej strony zapytam jednak jako całkowity laik w sprawach powiązań służb.
Czytam w wikipedii (rozumiem, że życiorys ten sprawdzał sam Soloch i nie umieścił tam informacji, które w oczach innych  by go kompromitowały):

"Od 2 listopada 2005 do 20 listopada 2007 był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, od 21 listopada 2005 także szefem Obrony Cywilnej Kraju. W latach 2008–2010 był doradcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego[2][3]. Od 2010 zatrudniony jako ekspert w Instytucie Sobieskiego, wykładowca w Krajowej Szkole Administracji Publicznej, został również członkiem Rady Służby Cywilnej. W czerwcu 2013 został powołany do zarządu Instytutu Sobieskiego, a we wrześniu 2014 został jego prezesem".


Tylko z tego fragmentu wynika, że pracował również z PiS.
Miał więc prawo prezydent zaufać mu. A to, że Koziej pochwalił? Mogło być po prostu pocałnkiem śmierci od przeciwnika.
Fakt, że jest szefem BBN od 2015 r. nie jest dowodem, że to on prowadzi krecią robotę w KP.
Głośno się zastanawiam czy na pewno nie jesteśmy przez dezinformację wprowadzani w błąd?

Obrazek użytkownika boldandcharm

boldandcharm
Alchymista prowadzi dyskusję na cięzkim dla mnie poziomie ogólności. Odczytuje jego wpisy, jak głos kogoś, kto z boku obserwuje z zaciekawieniem eksperyment, czyniąc ciekawe uwagi co do jego przebiegu, bez spacjalnego zaangażowania w jego rezultat. Gdyby to jeszcze był na cztery nogi kuty stoik, ważący fakty i nie dajacy sie wyprowadzić z równowagi. Z faktami i ich analizą ma jednak Alchymista poważny problem.
 To nie jest dyskusja o dojrzałej demokracji republikańskiej, a o III RP, teoretycznym państwie aferałów i zdrajców, które pomimo, że słabo zagrożone i tak uruchomiło cały potencjał dla przywrócenia zachwianego przed dwoma laty układu. Przyjmowanie pseudoakademickiej retoryki do opisu takiego srodowiska jest poteznym intelektualnym fałszem.
 Jeszcze konkretniej to dyskusja o tym, czy rząd i prezydent to jedno, współpracujace narzędzie które wybrałem dla naprawy państwa, czy prezydent stał sie narzędziem hamującym, to znaczy, czy prezydent przeszedł na drugą stonę
  Najkonkretniej jednak, to rozmowa o tym jaka przez kolejne lata bedzie moja ojczyzna. Jaka będzie Polska. Dla kogo bedzie spokojnym domem, a dla kogo otworzy więzienne cele. Gdzie trafią porządni, uczciwi a dkad trafią złodzieje i zdrajcy?
 
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Poziom ogólności wynika z niewielkiej liczby danych, jakimi dysponujemy wszyscy. Niektórzy jednak idziemy we wnioskach o wiele dalej.
Mam ogromną sympatię i szacunek do dr Targalskiego, wszystko co powie robi na mnie zawsze duże wrażenie. Jednakże nie posiadam wiedzy, która uprawniałaby mnie do samodzielnego formułowania podobnie radykalnych wniosków. Zdaję się więc na Niego.

Co do "pseudoakademickiej retoryki", to dokładnie chciałbym uniknąć takich oskarżeń. No ale najwyraźniej tak musi być wink
Obrazek użytkownika Katarzyna

Katarzyna
Siłą rzeczy dyskusja schodzi na reformę systemu i dlatego nie da się jej prowadzić na poziomie konkretów.
Tak czytam Panów wypowiedzi i jeden wniosek mi się nasuwa; problem w zabezpieczeniu państwa przed złymi wyborami.
Moim zdaniem, nieważne czy to będzie system parlamentarno - gabinetowy czy prezydencki, ważne, by były skuteczne procedury odpowiedzialności politycznej, a konstytucja była spójna, kompetencje nie blokowały pracy poszczególnych organów i nie wywoływały jałowych sporów.
Wystarczy przyjrzeć się przepisom dotyczącym Trybunału stanu, by zrozumieć, że daleko nam do skutecznej władzy. Raczej, jeśli reforma się nie powiedzie, będziemy mieli państwo rządzone przez prawników. Taką rolę zaczyna przyjmować SN.

 
Obrazek użytkownika ro

ro
Zgadzam się z Karlinem, władza prezydenta powinna być ograniczona do funkcji reprezentacyjnych, notarialnych i "zaworu bezpieczeństwa" na wypadek szkodliwych działań parlamentu i rządu.
Zbyt łatwo w czasach "postpolityki"o wyniku wyborów decydują takie czynniki, jak niebieskie szkła kontaktowe czy cwaniacy w rodzaju Piotra Tymochowicza. W przypadku wybierania "władcy zbiorowego" manipulacja jest trudniejsza, choć oczywiście także nie da się jej wykluczyć. 
Zdecydowanie nie dla "monarchii demokratycznej".
Jestem też przeciwny powracającym co jakiś czas postulatom ograniczenia liczby senatorów i posłów. Po prostu: wierzę w prawo wielkich liczb, ono działa.
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Posłów mogłoby być i 2000, ale to żartem. Ja bym jednak podwazył Twoją wiarę w prawo wielkich liczb, jesli oczywiście dobrze rozumiem co masz na myśli. To znaczy uważasz, że im więcej posłów wybieramy, tym wieksze prawdopodobieństwo, że znajdą się wśród nich ludzie uczciwi i odpowiedzialni.
Czy tak jest rzeczywiście? No cóż, z PO do PiS i z PiS do PO co jakiś czas przechodzą różni parlamentarzyści. Ostatnio zdaje się do PiS przeszedł Smirnow. Zakładając, że nie jest koniunkturalistą, należy założyć, że podjał decyzję ideowo. Zatem w PO najprawdopodobniej też są uczciwi ludzie.
Jednakże pomijasz odpowiedź na pytanie, w jaki sposób wygrywa się wybory w demokracji medialnej i masowej. A to jest kluczowe - wygrywa się je promując twarz przywódcy. W rezultacie lider wiekszości parlamentarnej ma pozycję podobną do pozycji prezydenta, tyle że o wiele silniejszą, bo ciągnie za uszy całą listę partyjną, a nie tylko siebie. Tak to działało w przypadku Millera i Donalda. Potem lider listy zostaje premierem i faktycznie staje sie panem i władcą ponad Sejmem, bo rozdaje stanowiska, których nie może zaoferowac nikt inny. Proste?
Ergo: przekonanie, że nadanie wielkich kompetencji ciału kolegialnemu zabezpieczy przed nadużyciem wolności uważam za naiwne. Tak by to działało, gdyby nie massmedia.
Obrazek użytkownika ro

ro
Niezupełnie to. "Nagła zmiana poglądów", zawsze jest zdarzeniem zero-jedynkowym. Tylko że w zbiorze jednoelementowym dotyczy "całej populacji" i w razie "W" jest po herbacie.
Zbiór wieloelementowy daje większą stabilność. Nawet gdyby trzech posłów Smirnowów przeszło do Prawa i Sprawiedliwości, Platforma pozostanie Platformą, a PiS PiSem. 
 
 
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Rozumiem już o co chodzi. Chociaz zdaje mi się, że systemy polityczne USA i Francji są dość stabilne. Zmiany następują głównie w dziedzinie polityki zagranicznej - mam na myśli USA. Ale stabilną politykę zagraniczną mają tylko tyranie, nie oszukujmy się.

Kwestia odpowiedniego rozłożenia kompetencji, aby prezydent miał je spore, ale ograniczone i ściśle określone. Sejm zachowa stabilność, o to bym sie nie martwił, bo i tak w obecnym ustroju wiekszość rządowa nie może nic robić bez udziału prezydenta. Jeśli zaś przekażemy władzę wykonawczą w ręce prezydenta, to pod tym akurat względem niewiele się zmieni - nadal prezydent będzie musiał się odgadywać z wiekszością.
Sens przesunięcia kompetencji rządu w ręce prezydenta jest taki, aby system uczynic mniej skomplikowanym, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych, takich jak przed 10.04.2010.
Obrazek użytkownika ro

ro
Czy systemy amerykański i francuski sa stabilne, pokażą najbliższe lata. Amerykanie postawili (z trudem) na prezydenta, który chce - tak się przynajmniej wydaje, przywrócić właściwy porządek rzeczy (© Rush Limbaugh) mając praktycznie "tylko" wroga wewnętrznego. Francuzi mają w kuchni i bibliotece gender, a za progiem kalifat (co jest gorsze?) a postanowili sobie zafundować jazdę bez trzymanki. Jeśli uda im się przetrwać, to choć mam do nich stosunek taki jak Bartek Zwycięzca z nowelki Sienkiewicza, zdejmę czapkę. Przed systemem prezydenckim też.
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Mówimy o dwóch różnych rzeczach. Kryzys dotknął też Niemcy, które mają system kanclerski oraz Wielką Brytanię, która ma system premierowski. I co? Przepisy prawne nie chronią przed głupotą, ale dają mądrym narzędzia do skutecznego działania. Moim zdaniem w Polsce władza wykonawcza powinna być niepodzielna i dysponować silnym mandatem - ale o tym napisze po środzie więcej.
Obrazek użytkownika ro

ro
Korciło mnie żeby trochę inaczej odpowiedzieć devil, ale...

Tak, bez rogów (i innych akcesoriów) byłby do przyjęcia. 
 
Obrazek użytkownika Torpeda Wulkaniczna

Torpeda Wulkaniczna

o którym tam trąbiła UW?
Chcemy demokracji?
Dać prawo wyboru posła każdemu powiatowi.
Powiat = poseł.
Dać prawo odwolania bęcwała, jeśli  się okaże że  matoł/qtas/usadzający familię i znajomych.

I po 10 senatorow z województwa. Odwoływalnych.

I stawki :poseł 2x średnia, senator 3 x średnia.

Oczywiście, mocne slużby antykorupcyjne : prowokacja jak u Cielebąk jak najbardziej legalna.
I wskazana.


Zobaczymy, ilu "będzie sobie wypruwać żyły " dla mojego dobra.
Dla mnie, który to wszystko utrzymuje.
 

 

<p>"...upon all us a little rain must fall."</p>

Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Gwarantuję, że chętni sie znajdą. Tyle, że do wypruwania żył z Ciebie i mnie laugh
Lokalny biznes funkcjonuje często jako "dodatek" do lokalnej władzy samorządowej. Wygranie wyborów wymaga pieniędzy, a więc posłów wybierałby lokalny biznes z wójtami i starostami. Z czasem doszło by do połączenia sił lokalnych w większe formacje oligarchiczne i mielibyśmy ustrój ukraiński.
Obrazek użytkownika Torpeda Wulkaniczna

Torpeda Wulkaniczna

1. Dwukadencyjność
2. Obowiązkowe uczestnictwo w wyborach ( kara za nieuczestniczenie : 50 zł)
3. Obowiązek spotkań publicznych posłów i senatorów z wyborcami
4. Procedura odwoławcza

Na najniższym szczeblu wprowadzic zasadę, że np. wystarczy zebrać 100 podpisów i wplacić  2tys zł, żeby kandydować.
Rozdrobnienie? A jakże. Wygraja najbardziej majętni ? Pewnie tak, ale ze świadomością, że wielu będzie patrzeć im na ręce.

A wszystko zaczyna się i tak od obiektywnych mediów ...

<p>"...upon all us a little rain must fall."</p>

Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Gdzie znajdziesz obiektywne media? Media to zawsze czyjś "organ".
Nie wiem o co chodzi z dwukadencyjnością.
Obowiązkowe uczestnictwo w wyborach do rozważenia. Z drugiej strony, może wybieranie posłów to przywilej, który nie warto powierzać byle komu?
Posłowie i senatorowie spotykają się z wyborcami, postulat dawno zrealizowany.
Procedura odwoławcza - do przemyślenia. Wchodzimy na obszar terminów znanych z dawnej Polski - limitata potestas oraz plena potestas. W wikipedii chyba nie ma tego terminu.

Nie zrozumieliśmy się - w systemie oligarchicznym nie wygrywają najbardziej majętni. Wygrywaja natomiast klienci oligarchów, ludzie biedni, ale o lepkich rączkach. Na tym polega cała patologia systemu "ukraińskiego".
Obrazek użytkownika Torpeda Wulkaniczna

Torpeda Wulkaniczna
Dwukadencyjność = max. dwie kadencje, później min. dwie kadencje przerwy.
Chcesz rozważać obowiązkowe uczestnictwo w wyborach. To nie jest "obowiązek", ale przywilej.
On kosztuje 50 zł ;o)
Chcesz odebrać prawa wyborcze menelom ??? Powodzenia.
Chcesz rozważać procedury odwoławcze przywołując tu pojęcia , których nie znam i których ( o zgrozo !) nie znajdę w Wiki.
No to rozważaj, odważników nie brakuje. Są przerzucane już tak długo i  tyle razy, że im się uchwyty ślizgają a i o legalizacji chyba zapomniano.

Obiektywizm mediów: jak to jest, że z jednej strony "tylko prawda nas wyzwoli", a z drugiej godzimy się, że owe media to zawsze czyjaś tuba?

"Nie zrozumieliśmy się - w systemie oligarchicznym nie wygrywają najbardziej majętni. Wygrywaja natomiast klienci oligarchów, ludzie biedni, ale o lepkich rączkach."

Ok, a teraz kto wygrywa? Do sejmu i senatu namaszczeni, a w samorządach?

Wiesz, zmęczony już jestem --> na wszystko są eleganckie diagnozy, można jeszcze to i owo "rozważyć" sięgając do nader wysublimowanej staropolszczyzny.

I tylko nadal można kłamać jak Kopacz, kombinować jak HGW i nie być wyjebanym - natychmiast - w kosmos.
 

<p>"...upon all us a little rain must fall."</p>

Obrazek użytkownika Max

Max
Bardzo pouczające Wasze opinie. Dawno mnie tu nie było (poza okresowym doglądaniem maszynerii) - i czytam z przyjemnością.

Ad rem.
Będę złośliwy (zawsze byłem) - ach te blaski i cienie najdoskonalszego systemu pod Słońcem, zwanego demokracją...

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."

Więcej notek tego samego Autora:

=>>