Komunikat o błędzie

User error: Failed to connect to memcache server: 127.0.0.1:11211 in dmemcache_object() (line 415 of /usr/share/nginx/www/blog-n-roll.pl/sites/all/modules/memcache/dmemcache.inc).

Galaktyka jak płatek śniegu [rmf24.fm]

 |  Written by Ursa Minor  |  5


NASA i ESA opublikowały najnowsze zdjęcie galaktyki NGC 6814 sfotografowanej przez kosmiczny teleskop Hubble'a. Porównują ją do... płatka śniegu. Nie ze względu na kształt, ale unikatowość. Galaktyki spiralne, choć powszechne we Wszechświecie, znacznie się różnią. Dlatego, podobnie jak w przypadku płatków śniegu, można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że nie ma dwóch identycznych.

Galaktyka NGC 6814 /ESA/Hubble & NASA; Judy Schmidt /materiały prasowe
Galaktyka NGC 6814 /ESA/Hubble & NASA; Judy Schmidt /materiały prasowe

NGC 6814 ma spektakularne ramiona, przesłonięte miejscami obłokami ciemnego pyłu i niezwykle jasne jądro, charakterystyczne dla tak zwanych galaktyk Seyferta. To bardzo aktywne galaktyki, emitujące silne wiązki promieniowania. Astronomowie stwierdzili, że jadro NGC 6814 jest źródłem silnie zmiennego promieniowania X. Jego obserwacje wskazują, że może się tam znajdować supermasywna czarna dziura, o masie nawet 18 milionów razy większej od Słońca.

Na silną aktywność galaktyki NGC 6814 wskazują też liczne, rozłożone wzdłuż jej ramion, rejony zjonizowanego gazu, gdzie pojawiają się młode, świecące silnie na niebiesko, gwiazdy. 



Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/nauka/news-galaktyka-jak-platek-sniegu,nId,2202274#u...
5
5 (3)

5 Comments

Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Tylko, że tej galaktyki już dawno nie ma...
Obrazek użytkownika Max

Max
Chodzi Ci o to, że tak wyglądałą kiedyś, a jak teraz, nie wiemy? :)
Prawda.

A propos, przypomniało mi się, jak już mowa o astrofizyce i astronomii, o fantastycznym odkryciu sprzed kilku lat? Trzech panów (chyba trzech, o ile pamiętam) dostało Nobla, jakoś 2011.

Zaczęło się od analizy słynnej "ucieczki galaktyk" i obserwacji efektu Dopplera, czyli "przesunięcia w stronę czerwieni".
Wszechświat się rozszerza, pęcznieje - czy jest to proces permanentny (jak zakłada w tej chwili większość naukowców) czy potem nastąpi faza kurczenia się - fakt jest faktem.
Zgodnie ze wszelkimi znanymi nam prawami fizycznymi, początkowa energia domniemanego "big-bangu" zapoczątkowała ten proces. 

A  nobliści zaobserwowali rzecz ciekawą - prędkość ucieczki rośnie, co jest, teoretycznie, niemożliwe. Bo istnieje, przecież, coś takiego jak grawitacja, jak też zasada zachowania energii. - w tym ujęciu wszechświat jest układem zamkniętym i suma wszystkich energii powinna być stała w czasie. A nie jest. :)

Einsteinowskie E=mc2 też stanęło pod znakime zapytania. Ze słynnym równaniem to też ciekawa sprawa. Pierwotnie Einstein zakładał dołożenie do iloczynu "lambdy" (chyba taką literkę dał) określającą nieznaną wartość. Ostatecznie zrezygnował i dostaliśmy - co dostaliśmy. :)

Do tej wartości wrócili naukowcy, próbując wyjasnić, jak to się dzieje, że wszystko się od nas oddala coraz szybciej (zamiast coraz wolniej). Hipoteza dotycząca istnienia "ciemnej energii" (mającej właściwości anty-grawitacyjne) wydaje się tłumaczyć zaobserwowane fakty (einsteinowska lambda?) - ale spora część astrofizyków z nią się nie zgadza.

Ciekawie.:)

pozdrawiam

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
To jest niezmiernie ciekawe dla mnie - kompletnego laika - ale problem tkwi w tym, że chyba nikt nie zna granic wszechświata. Przed teleskopem Hubble'a zdaje się nic nie wiedziano o "głębokim polu".

kwestia druga: nie bardzo rozumiem jak "wszystko" może od nas uciekać. Są obiekty, które powinny się do nas zbliżać, mimo wszystko. Nie tylko komety, ale i układy słoneczne. Wydaje mi się mało prawdopodobne, by wszystko oddalało się od siebie w sposób na tyle jednostajny, by jednocześnie coś się do siebie nie zbliżało. Ale może to dotyczy tylko galaktyk?

Zresztą to by znaczyło, że wszystkie galaktyki są rozłożone w kosmosie mniej więcej równomiernie i że rozchodzą się promieniście z jednego punktu - a gdzie jest środek wszechświata?

Druga kwestia to punkt obserwacji (i wspomniane "granice" wszechświata). Może z punktu widzenia drogi mlecznej rzeczywiście wszystko się od nas oddala - żyjemy na wszechświatowej prowincji. Nie widzimy zresztą tego co jest za jądrem naszej galaktyki, prawda? Widzimy tylko to, co jest stosunkowo mało zanieczyszczone światłem gwiazd.
Obrazek użytkownika Max

Max
Nie jestem fizykiem, ale...
Jest jakiś ścisłowiec na sali, co by pomóc? :)
Wyobraź sobie bąbel, sferę, kulę - jak wolisz.
Jej granice są zarazem granicami wszechświata.
Rozszerza się.
Teraz, jeśli mowa o obiektach zbliżających się - bo są orbity komet, planet, układów słonecznych, itd - one dalej bedąsię zbliżac. Tyle, że za tysiące, miliony czy miliardy lat ich droga zbliżania się będzie dłuższa.
Z miliardami chyba przegiąłem - szacują wiek wszystkiego na jakieś 13-15 mld lat, na tę chwilę. :)
Inaczej mówiąc - prędkości, z jakimi poruszają się poszczególne obiekty, związane grawitacją, są na tyle duże, że.. dalej się poruszają, jak poruszają. Póki co. Z czasem, odległości wzrosną, i "szwy puszczą". :)
Paradoks, w pewnym sensie, oddala się wszystko, a częśc dalej się zbliża. :)
Ruch tyczy się wszystkiego: galaktyki się oddalają, a przy okazji kręcą, słońca podobnie, planety, asteroidy, komety.

A teraz jeszcze "gorzej" będzie. :)
Wielki wybuch był początkiem wszystkiego, prawa konwencjonalnej fizyki nie obowiązywały wtedy. Jedyne, co można powiedzieć, że t (czas) był wtedy = 0.
Stąd określenie centrum jest raczej niemożliwe.
Inaczej.
Dla opisania/zrozumienia zasady istnienia innych wymiarów często posługują się fizycy fikcyjnymi płaszczakami. Płaszczaki żyją wyłacznie w dwóch wymiarach, nie ma dla nich wysokości. My, istoty trójwymiarowe, mamy możliwośc sięgnięcia "z góry" i przestawienia płaszczaka kawałek dalej. Dla nich - interwencja na miarę demiurga, niemożliwa w ich świecie, bo trzeciego wymiaru nie pojmują.

Jeżeli my jesteśmy takimi trójwymiarowymi płaszczakami, to nasze uciekające galaktyki znajdują się na powierzchni rozszerzajacego się balonu. Gdzieś jest epicentrum big-bangu, ale dla nas nienamierzalne, nie ten wymiar, nie ta fizyka. :)

Jaśniej - a wiem, że to trochę zakręcone, co piszę - nie umiem. :)

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika ro

ro
warto zauważyć, że taki płaszczak ma szansę znaleźć się w sytuacji "góra - dół".
Otóż gdy znajdzie się w swoim ulubionym środowisku, czyli na płaszczyźnie, ale tym razem będzie to płaszczyzna walca o niewielkiej średnicy (lub innej bryły) wówczas ma sporą szansę, idąc przed siebie, natrafić na swój rewers, a posuwając się "krok naprzód" (cały czas po płaszczyźnie!), wpełznąc na siebie. Wówczas zauważy ze zdumieniem i pewnie z przerażeniem, że jest w dwóch miejscach naraz. To znaczy, że jego głowa jest nad (ale przecież dla niego "nad" i "pod" nie istnieją) jego sempiterną. 
Przyznaję, że nie potrafię wyjść poza schemat "Powrotu do przyszłości" i wydumać jakiś bardziej "naukowy" aspekt naszego trójwymiarowego "najścia na siebie samego" w przestrzeni czterowymiarowej, gdyby nam nie daj Boże trafiło się znaleźć na takim walcu.

Drugą implikacją tego, co Max napisał - że czas w chwili BB był równy zero (a w miejscu BB, abstrahując od tego w którym i czy w jakimś wymiarze, wciąż taki "jest"!),  jest to, że skoro foton "może" poruszać się z prędkością światła, to znaczy, że choć dla obserwatora porusza się w czasie, sam dla siebie w czasie nie istnieje. Zatem ze swojego punktu widzenia może poruszać się z dowolną prędkością i może  "przekraczać" punkt zero Wszechświata czyli przechodzić do "niebytu" lub... do innego dowolnego Wszechświata i z powrotem.

Jednak zdecydowanie wolę fizykę niutonowską.
devil 

Więcej notek tego samego Autora:

=>>