Hańba „niepokornych”

 |  Written by Gadający Grzyb  |  24

...czyli jak prawicowi celebryci powtarzają propagandowe chwyty z ulicy Czerskiej.

I. Doktryna Lipińskiego w działaniu

Reakcję „niezależnych” i „niepokornych” mediów na protest i okupację PKW do której doszło w czwartek 20 listopada, można określić tylko w jeden sposób: hańba. Hańba i kompromitacja, bowiem rzekomo niezależni publicyści w celu zdyskredytowania protestujących sięgnęli po arsenał chwytów kojarzonych do tej pory z dziennikarskim mainstreamem III RP. Innymi słowy, to co do tej pory było domeną „Wyborczej” i TVN-u zadomowiło się na dobre w sakiewiczowskiej „strefie wolnego słowa”, wPolityce, wSieci, Frondzie.pl, TV Republika – czyli miejscach, które stanowić miały odtrutkę na propagandę mętnego nurtu. Okazało się, że również w opozycyjnym „drugim obiegu” można dopuszczać się manipulacji pod warunkiem, że będzie skierowana ona we właściwą stronę. Jak widać, przemysł pogardy niejedno ma imię.

Skąd ta erupcja podłoty? Z prostego powodu – protest zorganizowali nie ci co trzeba. Nie jest tajemnicą, że w środowiskach okołopisowskich funkcjonuje pogląd, który na własny użytek nazywam „doktryną Lipińskiego”, od nazwiska prominentnego polityka Prawa i Sprawiedliwości, który ją sformułował. Głosi ona, że prawicowy wyborca tak czy inaczej zagłosuje na PiS, bo nie ma innego wyboru. W domyśle - tak ma pozostać na wieki wieków, a każdy komu to nie odpowiada z definicji staje się „ruskim agentem”. I właśnie takim prostym jak cep kluczem interpretacyjnym pojechali „niepokorni” komentatorzy konstruując swe analizy dotyczące zajść w PKW. Zresztą, zilustrujmy to sobie kilkoma przykładami.

II. Michnikowszczyzna à rebours

Ton nadało oświadczenie rzecznika prasowego PiS Marcina Mastalerka w którym odciął się od okupujących PKW. To akurat nie dziwi, wpisuje się bowiem w logikę walki politycznej między PiS a ugrupowaniami narodowymi w ramach której jedni za pomocą medialnych pasów transmisyjnych insynuują narodowcom agenturalność, drudzy zaś zaliczają PiS do „bandy czworga” – w obu przypadkach, moim zdaniem, równie głupio i niepotrzebnie. Dalej jednak była już jazda po bandzie.

Łukasz Warzecha w tekście na portalu wPolityce.pl najpierw przyrównał uczestników protestu do agentów Ochrany zadaniowanych do skompromitowania z pozycji radykalnych „stronników umiarkowania i rozsądku”, by zaraz łaskawie dodać, że w tym przypadku może chodzić jedynie o nadmierne rozemocjonowanie i głupotę takich osób jak Ewa Stankiewicz czy Grzegorz Braun. Ostatecznie zdecydował się na nazwanie ich „pożytecznymi idiotami”, których szaleństwa przykleją się do PiS-u, by zakończyć: Ludzie tacy jak Braun i Stankiewicz robią z tego punktu widzenia robotę wręcz fatalną. Są po prostu szkodliwi i dlatego powinni pro publico bono jak najszybciej znaleźć się na marginesie.” Opisane podejście nie jest niczym nowym. W ten sposób niegdyś pisał już o Braunie inny z „prawicowych celebrytów” - Piotr Skwieciński. Mamy tu typowy dla michnikowszczyzny dyskurs wyższościowy: oto my, siły umiarkowania i rozsądku, którym brużdżą podpalające Polskę oszołomy, zatem dla ogólnego dobra należy tychże oszołomów odstawić na margines życia publicznego. Jak widać, salonowa przypadłość udzieliła się również tzw. „naszym”.

Tomasz Sakiewicz z kolei odwołał się do wizji zdestabilizowanego państwa, co jest na rękę Rosji. W tekście „Scenariusz prowokacji” na Niezależnej.pl naszkicował plan wedle którego awantura w PKW miała odwrócić uwagę od fałszerstw wyborczych i stanowić pretekst do antydemokratycznych działań władzy – zupełnie jakby władza do tej pory postępowała inaczej... Wcześniej twittował o „prorosyjskich opozycjonistach” i „rosyjskim scenariuszu”. Nie zauważa przy tym, że dokładnie w ten sam sposób reżimowe media usiłowały zdeprecjonować protesty smoleńskie – wszak to „Wyborcza” grzmiała, że rozpętywanie „wojny polsko-polskiej” na tle Tragedii Smoleńskiej jest „podpalaniem Polski” i służy Putinowi. W innym miejscu szef „strefy wolnego słowa” przestrzega przed „rozhuśtaniem nastrojów” - przepraszam, a czym się on sam od lat zajmuje, jak nie „rozhuśtywaniem” właśnie? Czy Tomasz Sakiewicz – animator smoleńskich miesięcznic - nie widzi, że powtarza toczka w toczkę propagandowe schematy Czerskiej?

Swoisty rekord pobiła Fronda.pl, która piórami Tadeusza Grzesika i Sebastiana Morynia powtarza – tylko bardziej topornie – tezy Warzechy i Sakiewicza. Mamy więc „V kolumnę Putina” wkraczającą do PKW, nazwanie Brauna „wielbicielem Putina” i inne śliczności. Tu, by nie marnować miejsca, odsyłam Państwa do mojego tekstu w „Warszawskiej Gazecie” pt. „Frondelkowa Hiena Roku”, gdzie zajmuję się „portalem poświęconym” bardziej szczegółowo. Nadmienię tylko, że wezwanie organów państwa do siłowej rozprawy z demonstrantami wpisuje się nie tylko w poetykę analogicznych odezw dzisiejszych pismaków „głównego nurtu” wzywających do pacyfikowania „antypaństwowej opozycji”, ale sięga wręcz najczarniejszych momentów PRL.

No i wreszcie kuriozalna zmiana frontu przez Stanisława Janeckiego, który najpierw na Twitterze „ćwierkał” „Stara zasada: jeśli policja polityczna nie może zyskać kontroli nad jakąś organizacją czy ruchem, zakłada własną i przebija radykalizmem.” i dodał coś jeszcze o Jewno Azefie, by już kilka dni później w artykule na wPolityce.pl stać murem za prawem do opozycyjnych demonstracji. Co się stało? Ano, w międzyczasie swoją manifestację zapowiedział na 13 grudnia PiS. Gdyby podobny zamiar ogłosili narodowcy, Janecki dalej pisałby o Azefie i policji politycznej. Proste. Ta zmiana frontu w zależności od mądrości etapu to kolejna charakterystyczna cecha propagandy mediów III RP, którą przejmują „niepokorni” dziennikarze.

Za podsumowanie opisanych tu praktyk uznać można „Salonik polityczny Ziemkiewicza” w TV Republika, gdzie dyskutanci – Warzecha i Andrzej Stankiewicz znów gadali o „oszołomach” - czyli niezrównoważonych fanatykach. To psychiatryzowanie niemiłych osób do tej pory było znakiem firmowym „Wyborczej” i mediów pochodnych - że wspomnę chociażby o casusie Zbigniewa Herberta. Teraz w psychiatrów i diagnostów „oszołomstwa” będą bawić się także „nasi”...

III. Sekciarstwo środowiskowe

Zostaje jeszcze do omówienia pewna konstytutywna cecha „salonowszczyzny” zaadaptowana z całym dobrodziejstwem inwentarza przez prawicowych celebrytów. Jest nią środowiskowe sekciarstwo. Oto po zatrzymaniu w siedzibie PKW relacjonujących wydarzenia dziennikarzy, SDP wydało oświadczenie w którym upomniało się o swoich kolegów – Jana Pawlickiego z TV Republika i Tomasza Gzella z PAP, co z przytupem zostało nagłośnione przez „niepokorne” media. Wszystko pięknie, tyle że... zatrzymano prócz tego dwójkę dziennikarzy obywatelskich – Hannę Dobrowolską z portalu Solidarni2010 i Witolda Zielińskiego z Niepoprawnego Radia PL o których w prawicowym mainstreamie nie wspomniano nawet słowem. Na marginesie, Niepoprawne Radio PL jako jedyne medium nadawało on-line całościową transmisję zarówno z protestu, jak i później z komendy policji do której przewieziono zatrzymanych oraz z procesów sądowych. Czyli, internetowe, niezależne radio wyręczyło „niepokornych” w ich dziennikarskich obowiązkach. Ale co tam - widać, dziennikarze działający społecznie są z punktu widzenia nadętych pychą i przekonaniem o własnej wielkości „profesjonalistów” niewidzialni. Można ich przemilczeć. Ta postawa „prawicowych celebrytów” współgra z niedawnym felietonem Piotra Skwiecińskiego, w którym z nieukrywaną satysfakcją wieścił koniec blogosfery. Dopiero niezawodna Jadwiga Chmielowska zwróciła uwagę na ten skandal, co poskutkowało oświadczeniem Kongresu Mediów Niezależnych w obronie Hanny i Witolda.

A tak poza tym, powiedzcie mi kochani „niepokorni” jak to jest, że kibicujecie ukraińskiemu Majdanowi, a gdy u nas wydarzyła się jego namiastka, to dostaliście biegunki? Akcja nie spełniła waszych wysublimowanych kryteriów estetyczno-intelektualnych? Brzydzi was język ulicznego wiecu, niczym kiedyś protestujący w sprawie Smoleńska, którzy wielce zniesmaczyli redaktora Mazurka i jego szaliczek? Czy może wierzycie, że mamy w gruncie rzeczy normalną demokrację i wystarczy parę standardowych politycznych posunięć, by wszystko jakoś się ułożyło? Skąd te drgawki, gdy ktoś wreszcie wyszedł poza publicystyczne bicie piany i zrobił coś konkretnego? Skąd obawa, że ktoś zdestabilizuje tę „kamieni kupę” jaką jest polskie państwo w obecnym kształcie? Czy aby nie dlatego, że zamierzacie na owej kupie kamieni możliwie wygodnie i zasobnie dosiedzieć do emerytury w charakterze liderów opinii i biurkowych kontestatorów? Poniekąd rozumiem – obalenie obecnego zgniłego porządku może całkowicie wywrócić dzisiejsze, z takim trudem wypracowane przez was hierarchie...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/frondelkowa-hiena-roku#.VICAkMmNAmw

http://niepoprawni.pl/blog/287/spor-o-drugi-obieg-z-blogerskiego-punktu-widzenia

http://niepoprawni.pl/blog/287/dwa-swiaty

http://niepoprawni.pl/blog/287/blogosfera-swiatlo-odbite

http://www.obiektywnie.com.pl/artykuly/prawicowi-celebryci-i-zakon-swietych-jerzykow.html

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 48 (01-07.12.2014)

4
4 (11)

24 Comments

Obrazek użytkownika Jonathan

Jonathan
(brzmi prawie jak doktryna Breżniewa) w połączeniu z przekonaniem o trwałym zabetonowaniu polskiej sceny politycznej,  doprowadziły do stanu błogiego nieróbstwa, do kwietyzmu. "Swoje mandaty dostaniemy, czy się stoi czy się leży pula krzeseł się należy". Osłabła czujność, zawiódło wyczucie czasu i nastrojów, zmarnowano ogromną liczbę oddolnych inicjatyw i zapał chętnych do pracy. Jako wieloletni pisowiec, a nawet "pisuar" obserwuję to z prawdziwym żalem. I tylko pytanie: czy pasażerowie mają ratować okręt, skoro jego załoga siedzi z założonymi rękoma i rzuca kąśliwe uwagi?

Be careful what you wish for, cause it may come true.
Obrazek użytkownika max

max
No, no. 
O ile dobrze rozczytuję komentarze, Jonathanie - a czynię to, od kiedy zacząłeś u nas pisać - widzę, masz do PiS spory dystans.

Ależ, drodzy, nie ratujcie. :)
Kapitan "Bounty" chłoszcze batem, reżim jest, majtkowie w ucisku.
Raporty na temat stanu fregaty, czy należy ja na brzegu połozyć, burty z małż oskrobać - cenne. Się pomyśli.

Możecie se jakiego bryga zbudować, we dwójkę zawsze raźniej się piraci, a jak nie - niedaleko Polinezja, kobiety, kwiaty i kwiaty we włosach kobiet.



 

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika Jonathan

Jonathan
horyzoncie... Ale kapitan jakoś na Ahaba patrzy, a na kursie jak nie biały wieloryb, to biała góra lodowa...
Poważnie: może już czas potrząsnąć tym lub owym? Nie mam na mysli potrząsania członkami Po czy PSL, bo to próżna praca. Ich się nie imają argumenty, że Polska, że Naród, że Państwo, że obywatele... Nie te kategorie. Wyjścia są więc  dwa: albo potrząsnąć "największą partią opozycyjną", żeby przestała gadać wzięła się do roboty i poczuła się do odpowiedzialności za Polskę. Albo próbować rozbić układ trwający od 7 lat i  wspierać ugrupowania pozaparlamentarne. Że jest to możliwe pokazał majowy wyskok Kurwina. Chyba, że to też było wyreżyserowane i kontrolowane upuszczenie pary - taki polityczny wentyl.

Be careful what you wish for, cause it may come true.
Obrazek użytkownika stronnik

stronnik
Wygląda więc na to że mamy dziennikarzy już nie tylko drugiego, ale też i trzeciego obiegu. No, zaczyna być coraz ciekawiej. Tylko że piwnice nie są piętrowe. Gdzie się pomieszczą kolejne generacje kolejnych niezależnych ze swoimi podziemnymi redakcjami i drukarniami?

A poważniej. Czemu przypisać taką nieustanną bo już idącą przez pokolenia tendencję do podkopywania innych, nawet podobnie myślących i pozornie lub nie idących w końcu w tę samą stronę dziennikarzy. Czy to jest kolejna "wada narodowa" czy coś innego kryje się za takim postępowaniem?  Przypomina to nieco walki frakcyjne i każde inne toczone przez różnych lduzi i instytucje w okresie II Wojny Światowej i jeszcze po, w Anglii i nie tylko. Wtedy też każdy każdemu... Skończyło się jak wiemy...
Obrazek użytkownika Martyna ochnik

Martyna ochnik
A może to jest tak, że dziennikarze nasi, prawicowi, drugoobiegowi czy jak tam jeszcze można ich nazwać funkcjonują w gruncie rzeczy w nurcie głównym, a ich "niepokorność" stanowi jedynie pewną egzotyczną tego nurtu odnogę. Piszą do gazet, które są sprzedawane, tam odbierają wynagrodzenia czyli mają stosunkowo stabilną sytuację. Uprawiana przez nich krytyka "systemu" nie zmienia tej sytuacji. Co najwyżej ze strony "mediów głównego nurtu" spotkać ich może oszczerstwo, potwarz, szyderstwo itp., ale przecież to jednak nie to samo co utrata pracy, niemozność zarabiania na życie, areszt czy temu podobne głupstwa. I tego się trzymają. Jeżeli jakiś kolega nie ogranicza się do pisania, a powazy się na dzialanie realne, to budzi wrogość a może i zawiść "że on tak potrafi". Mechanizm psychologiczny jest prosty. Kolega działający jest po częsci lustrem, w którym przegląda się oportunizm koncesjonowanych dziennikarzy prawicowych, a nikt nie lubi patrzeć na swoje niepiękne odbicie. Po częsci zaś jego poczynania stawiają pod znakiem zapytania teorie i dyrektywy wypracowane w prawicowym mainstreamie. Bo może jednak trzeba inaczej? Nie - pisać do upadłego przelewając na papier rozmaite wariacje tej samej myśli a własnie zrobić coś konkretnego?
Druga sprawa to brak solidarności dziennikarskiej a może ludzkiej tylko/aż. Można zrozumieć, że brak ten jest wypadkową mechanizmu, o którym napisałam. Może jest to chęć obrony własnej życiowej pozycji i obawa przed jej narażeniem przez skojarzenie z "oszołomami". Jednak zrozumieć nie znaczy usprawiedliwić. Obawiam się, że w przyszłości będziemy jeszcze obserwować sytuacje podobne, bo podłość przykleja się do czlowieka bardzo mocno. Tak sobie myślę - wieczorem.
Obrazek użytkownika max

max
"Niepokornośc" jest niezłym towarem na rynku. W Polsce dzieje się źle, dzieje się paskudnie, ludzie podnoszą głowy i czekają - może ktoś powie, napisze, w końcu, prawdę. Potrzebują kilku słów, potrzebują normalności. A panowie dziennikarze uznali, że to niezły biznes i ich produkty będą sie sprzedawać. To krytykują rząd, krytykują PO - a czasem, dla udowodnienia swojego "obiektywizmu" przywalą drugiej stronie. Mało tu autentycznych przekonań, wiele kalkulacji.Gazety sprzedzają się coraz gorzej, ogólny trend, a tu taka "nisza marketingowa". Więc masowo produkują teksty poczytne po prawej stronie. Z aprobatą władz, bo raz, że to wentyl bezpieczeństwa i tam pójdzie para, dwa - doskonale wpisuje się w iluzję państwa demokratycznego. Jest wolna prasa - no, jest.

Może nie wszyscy dziennikarze bawią się w tę grę żwiadomie, może niektórzy istotnie piszą co myślą. Ale niewielu.

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika polfic

polfic
"Z aprobatą władz, bo raz, że to wentyl bezpieczeństwa i tam pójdzie para"

Przestrzegam przed tego typu myśleniem. Bo zaraz ktoś powie, że ... Blog-n-Roll też jest wentylem bezpieczeństwa.
Obrazek użytkownika polfic

polfic
Wołasz "Tylko razem", po czym z lekkością motyla szukasz koniukturalizmu u "naszych". Ludzie są tylko ludźmi, każdy poza ideologią chce mieć co do garnka włożyć. Tego nie da się zmienić. Myśląc w ten sposób, mogę też powiedzieć, że Ty też jesteś koniukturalistą bo pracujesz i legitymizujesz system.
Obrazek użytkownika max

max
Ludzie to ludzie, a osoby publiczne to osoby publiczne.  To raz. Dwa: w pewnych profesjach (vide omawiani dziennikarze) koniunkturalizm (choć nie tylko o niego tutaj chodzi, również o - uczciwość) jest wielką pokusą, gwarantuje szybkie, w miarę pewne zyski. Trzy. Jeżli dostaje się do ręki narzędzia i możliwości kszałtowania ludzkich opinii, należy być podwójnie ostrożnym.

Cztery. "Nasi" dziennikarze nigdy nie byli nasi, nie dla mnie.

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika polfic

polfic
Ty byś chciał, żeby "nasi" żyli w ziemiankach i jedli korzonki. A potem będziemy mieli pretensje, że nie mamy "naszych" mediów.
A czy owi dziennikarze są nasi czy nie nasi? Spójrzmy na to inaczej: czy ich działalność służy nam? Śmiem twierdzić, że jednak tak.... więc chyba dobrze, nie?
Obrazek użytkownika max

max
Dziennikarz ma przed sobą dwie drogi. Albo może ograniczyć się do bezstronnego opisywania zaistniałych faktów tudzież podobnie wolnej od ideologicznych naleciałości analizy - albo staje się dziennikarzem "zaangażowanym". Tych mamy w Polsce zdecydowaną większość, niestety.

Ale jeśli już ktoś decyduje się na wersję drugą - powinien przynajmniej wierzyć w to co mówi i pisze. Jeżeli produkuje się patriotycznie wyłącznie dla profitów, a nie z przekonania... - widzisz, o co mi chodzi? A o ten grzech podejrzewam gros polskich prawicowych gwiazd medialnych.

PS. Na pewno nam służy?

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika polfic

polfic
A jakie motywy miał Aleksander Macedoński? Dobro świata greckiego, czy swoją egoistyczną chęć podboju? Jakie to ma znaczenie, skoro .... podbił smiley.

PS Sądzę, że nam służy. Takie jest moje zdanie.
Obrazek użytkownika max

max
Polficu, a który z naszych dziennikarzy wykazuje podobieństwo do Aleksandra Wielkiego? :)

Gdybym miał na poważnie odpowiedzieć na pytanie o motywy Aleksandra, dużo miejsca by ta odpowiedź zajęła.... :)
Dlatego zostanę przy greckim określeniu "pothos" - odwiecznym pragnieniu tego, co kryje się za horyzontem. Coś z cyklu "bo chodzi o to by gonić króliczka..." :) Dla Greków było w tym i piękno, i nostalgia.
Może być? :)
O motywach Aleksandra mniej filozoficznie, a bardziej realpolitycznie z miłą chęcią - ale do tego chyba potrzebujemy odrębnej notki, bo tutaj zrobimy straszny "offtopic". :)

A czemu tak bronisz naszej dzielnej prawicowej braci dziennikarskiej?
 

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika polfic

polfic
Dlaczego bronię? Bo dobry ze mnie chłopak i życzę im sukcesu, finansowego też. Może wtedy nie dadzą się sprzedać. Poza tym, skoro się mówi o iściu razem, to i tak się robi.

PS Chyba jestem Grekiem z tym "pothosem" smiley
Obrazek użytkownika Jonathan

Jonathan
nie. Jeśli piszą prawdę - to w porządku. W mediach reżimowych ostali się zapewne prawie wyłącznie tylko tacy, którzy służą. W mediach "prawych" też ich sporo. "Służący" dziennikarz staje się propagandzistą, nie dziennikarzem.

Be careful what you wish for, cause it may come true.
Obrazek użytkownika Gadający Grzyb

Gadający Grzyb
Racja, już kiedyś zwracałem uwagę na marketingowy potencjał "brandu" niepokornych.

"Wróćmy jeszcze na chwilę do „brandu” „niepokornych”. Handlowego terminu „brand” używam nie bez przyczyny. Otóż, z perspektywy czasu uważam, że ową „niepokorność” potraktowali oni jako jako markę, znak handlowy, pozwalający na sprzedaż ometkowanych tymże znakiem towarów. O rynkowej sile tej marki świadczy fakt, że Jacek Karnowski zapowiedział proces przeciw obecnemu „URz” o podtytuł „tygodnik autorów niepokornych”. Prawicowa gawiedź miała zapełniać salę w „Klubie Ronina”, cieszyć się z dowcipasów Warzechy, kupować ich tytuły prasowe, książki, klikać w „niepokorne” portale... a oni mieli odgrywać rolę intelektualnych „liderów opinii”, łaskawie pozwalających się okadzać."
http://blogpress.pl/node/15814
 
pozdr.
GG
Obrazek użytkownika Gadający Grzyb

Gadający Grzyb
Bo oni bardzo by chcieli być mainstreamem, ta "drugoobiegowość" nie jest ich świadomym wyborem tylko wynikiem niekorzystnego układu sił i bardzo ich to boli. Ponadto przyzwyczaili się do pouczania maluczkich ex cathedra i bardzo źle znoszą krytykę.
 
pozdr.
GG
Obrazek użytkownika Danz

Danz
Myślę, że coraz więcej osób to zauważa.  Przykre to, ale prawdziwe.
Chociaż nie wszyscy dziennikarze ciągną do mainstreamu, to tę "naturalną tendencję" widać i czuć.
Pozdrawiam.

Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów. 
Empedokles

Więcej notek tego samego Autora:

=>>