Jak nie odstrzał to, co?

 |  Written by kokos26  |  2

Zarzekałem się, że już więcej niczego nie napiszę o ideologii dla idiotów, czyli gender i jej piewcach, których nie bez racji porównałem na łamach Warszawskiej Gazety do dawnych wielbicieli i propagatorów teorii radzieckiego profesora-szaleńca, towarzysza Łysenki.
Widząc jednak jak lewactwo nerwowo i histerycznie reaguje na miażdżące argumenty, które w pył obracają fantasmagorie spadkobierców Marksa Engelsa i Stalina, postanowiłem jeszcze raz zabrać na ten temat głos.

Lewactwo panoszące się w Polsce jak i to zachodnioeuropejskie jest bardzo zdziwione faktem, że to, co mieszkańcy krajów leżących po wolnej demokratycznej stronie dawnej żelaznej kurtyny łykają bez większych sprzeciwów i bez pójścia po rozum do głowy, w Polsce napotyka na gigantyczny opór i kategoryczny brak zgody na łamanie nie tylko praw boskich, ale i naukowych oraz zwykłego zdrowego rozsądku. Dziwią się, dlaczego „ciemny lud” będący tyle lat pod wpływem komunistycznej indoktrynacji i zamknięty w klatce tak zwanego obozu socjalistycznego okazuje się być  bardziej odpornym na uroki genderowej głupoty.

Wbrew pozorom odpowiedź jest wyjątkowo prosta. My w Polsce doskonale i dobrze pamiętamy, że te same zakłamane komusze mordy, które z historycznego punktu widzenia jeszcze nie tak dawno fałszywie troszczyły się o los „klasy uciskanej”, czyli robotników i chłopów, dzisiaj wraz ze swoimi potomkami, tak w dosłownym jak i ideologicznym znaczeniu, stracili całkowicie dla nich empatię i porzucili walkę o prawa klasy robotniczej po tym jak tylko rozkradli „wspólną” jak solennie zapewniali własność środków produkcji. Od kiedy sami stali się kapitalistycznymi krwiopijcami, którzy bezczelnie wydymali tych, o których prawa obiecywali walczyć, a nawet zginąć postanowili poszukać sobie kolejnej ofiary.

Hołubienie przez tych samych dawnych komuchów tak zwanych ruchów feministycznych i różnej maści dewiantów oraz wmawianie im, że pozbawieni są oni podstawowych praw to nie jest nic innego jak wymyślenie sobie nowej zastępczej „klasy uciskanej”, na której plecach, jako ich wyzwoliciele znowu chcą dorwać się do władzy.
Przecież nie jest trudno zauważyć, że komuchy z towarzyszem sekretarzem Leszkiem Millerem na czele już od dawna nie troszczą się o los robotników, bezrobotnych czy ludzi żyjących w nędzy za to głośno gardłują na temat ciężkiego losu prześladowanych kobiet oraz dewiantów wszelkiej maści. 

Tu w krajach byłego bloku sowieckiego widać jak na dłoni, że próbuje się nam zaszczepić neomarksizm, z tym że w roli klasy uciskanej robotników i chłopów zastąpiono kobietami i zboczeńcami zaś za narzędzia ucisku nie robią już kapitaliści, ale tradycyjne małżeństwo i normalna rodzina no i oczywiście Kościół. My w Polsce widzimy, że na czele tej nowej ideologii stoją w dużej mierze te same fałszywe autorytety i ci sami co w PRL-u polityczni oszuści i zdrajcy.
Jedno tylko się nie zmieniło. Zarówno wtedy jak i dzisiaj główną przeszkodą stojąca na drodze lewaków jest Kościół Katolicki i to z nim toczy się główna walka o rząd dusz, a czerwona zaraza nie znosi żadnej konkurencji i chce jak zwykle pełnić rolę jedynego nieomylnego pasterza. 
Tu nad Wisłą jeszcze dobrze pamiętamy, ze nie są to żadni pasterze, ale stado wiecznie wygłodniałych i nienażartych bezwzględnych i krwiożerczych wilków, których nie da się wytępić łagodnymi i cywilizowanymi metodami.

Jeżeli drapieżniki zagrażają bezpieczeństwu i zdrowiu stada to najlepiej jest je po prostu odstrzelić, albo wyłapać i pozamykać w klatkach. Co dzisiaj zrobić z czerwoną zarazą, którą z premedytacją w 1989 roku niczym wilki wpuszczono między owce przekonując, że wyrwano im kły i od tej pory będą one jak całe stado wypasać się spokojnie na polskich halach?
Warto o tym pomyśleć choćby w momencie, kiedy udajemy się do lokali wyborczych.

Artykuł opublikowany w Warszawskiej Gazecie

 
5
5 (4)

2 Comments

Więcej notek tego samego Autora:

=>>