Moja Mama - Helena ps."Orlica"

 |  Written by kles  |  6

Niedawno minął rok odkąd zamieszkaliśmy razem. Znowu, po bez mała 40 latach.
Moja Mama – Helena, pesel 231011 … wkrótce ukończy 95 lat. 
„Orlica” - jedna z niewielu kobiet, najpewniej ostatnia żyjąca, które do 1947r., z bronią w ręku, w oddziale partyzanckim, przeciwstawiały się komunistom.

Obecnie niedołężna, niedosłysząca, obolała. Zasklepiła się, od ponad 10 lat sama nigdzie nie wychodzi i choć wzbrania się, to jednak wymaga opieki, teraz już praktycznie nieustannej. Teraz ja zaopatruję gotuję, zmywam, piorę, sprzątam (na ile potrafię ;-) - próbuję stwarzać dom, no może chociaż takie wrażenie.

Przyszła na świat, jako najmłodsza, w wielodzietnej rodzinie Drozdowiczów, na najodleglejszym wschodnim cypelku II RP, gdzie Polska graniczyła z Łotwą i sowietami. Rodzina i jej wojenne dzieje to trochę więcej niż scenariusz „Wichrów wojny”, bez epizodów na Pacyfiku - chyba, że dodamy powojenną poniewierkę. 

Ziemię rodzinną Helenka opuściła na zawsze 17.09.1939 – jako gimnazjalistka, podlotek. Wolała ​tułaczkę i kopanie torfu na Łotwie niż kontakt z bolszewikami, którego w końcu i tak nie uniknęła. Po wejściu Niemców przedostała się do Wilna, do Jana - najstarszego brata, który akurat był szefem sztabu II Zgr. AK Okręgu Wilno. Janek jeszcze w 1942r., wciągnął siostrę w tamtejszą konspirację AK. Przez dłuższy czas, pracując w restauracji, prowadziła skrzynkę kontaktową. Była łączniczką do momentu gdy, w przededniu „Burzy”, zaczęto szkolić kobiety tworząc służbę sanitarną. W tej roli – w szpitalu polowym, gdzieś w Kolonii Wileńskiej - służyła podczas operacji „Ostra Brama”, w lipcu 1944. 

Po kolejnym wkroczeniu sowietów próbowała życia cywilnego – nie na długo. Gdy zainteresowało się nią NKWD, opuściła ukochane miasto – na zawsze. W grudniu 1944r. przedostała się za linię curzona. 

Tam począwszy od wiosny 1945r. znalazła się w szeregach Zgrupowania „Piotrków” Armii Krajowej Obywateli (AKO) a po jego rozwiązaniu, od jesieni tegoż roku, w oddziale samoobrony WiN, dowodzonym przez „P-8” - Leona Suszyńskiego. Liczył on w różnych okresach od 25 do 40 uzbrojonych i umundurowanych partyzantów. Była tam sanitariuszką, a w potrzebie i łączniczką, dzieląc trudy walki i ryzyko ran, pojmania lub śmierci.

Z zeznań zatrzymanego:

(...)ps.”Orlica” nazywają ją Mańka z Wilna sanitariuszka, posiada pistolet 7-kę.      Rysopis: nieduża, ryżowata, twarz okrągła, lat 22-23.(…)

Działali w terenie, z którego do końca nie dali się wyprzeć. Były to głównie obrzeża Puszczy Knyszyńskiej przylegające do przedmieść Białegostoku. Mama pozostawała tam pod bronią nieprzerwanie do 15 kwietnia 1947r., tj. do chwili ujawnienia całej grupy, zgodnie z rozkazem otrzymanym z Okręgu WiN. Zdała też wtedy swoją 7-kę – broń osobistą.

Potem był wyjazd do Wrocławia, ślub z dawniejszym dowódcą, macierzyństwo i Sylwester roku 1948 – czyli aresztowanie męża, a wkrótce potem własne, paromiesięczne, uwięzienie. Uwolniona nie dość, że „żona bandyty”, to jeszcze sama „z bandy”, co wprost mówią dokumenty. Poszukuje pracy, wychowuje córeczkę, jeździ, na ówczesne antypody, zobaczyć przez chwilę męża. Ten stan trwa ponad 4 lata.

Kiedy straciła nadzieję - 31 maja 1953r. - w ostatnim dniu obowiązywania amnestii z 1952r. - uwolnili męża. Odtąd, przez kilkanaście lat, ich życie determinowała troska o przetrwanie, utrzymanie powiększonej rodziny, znalezienie mieszkania. Lekko nie było. Przerwana edukacja obojga, bezpowrotnie utracone domy rodzinne i same rodziny – w przypadku Heleny rozrzuceni po świecie, często na niepewnym statusie niechcianego uchodźcy; w przypadku Leona – niemal doszczętnie wymordowani zaś pozostali przy życiu borykają się z trudnościami i odium bliskich legendarnego „bandyty”.

Około połowy lat sześćdziesiątych oboje zaczęli uzupełniać braki w wykształceniu – wieczorowe liceum, matura, wieczorowe studia ekonomiczne. Pamiętam, chyba 4 razy w tygodniu, po pracy, mieli wieczorne zajęcia (sobota, rzecz jasna, robocza), w domu często nauka z rzężącą i terkoczącą RWE w tle. Brakowało ich wtedy – byłem malutki. Pomagała Babcia, która wcześniej powróciła z Afryki.

To wtedy były obchody Millenium. Dla szczeniaka niezmierna udręka - wyczekiwanie z rodzicami na placu przed Katedrą, jakieś gromkie śpiewy, bolące nogi i, jak to w tłumie dorosłych, brak jakiejkolwiek widoczności – ale atmosfera w domu była na tyle czytelna, że nawet nie miałem pomysłu marudzić, utyskiwać na warunki – czułem wagę sprawy i naszej obecności. Taki dom stworzyli na tamte i późniejsze lata.

Marzec 1968. Moja siostra Grażyna, studentka biologii, uczestniczy w strajku w gmachu głównym Uniwersytetu im. B.Bieruta. Mama przygotowuje mnóstwo kanapek, konserw – wszelki prowiant jaki był dostępny – i razem z Ojcem roznoszą do miejsc strajków studenckich. Euforia i lęk. No i ten wstręt z jakim rodzice przyjmowali późniejszą partyjną nagonkę antysemicką. - Jak strasznie niesprawiedliwe są te wszystkie głosy, które obciążają tym Polaków.

Co rusz były jakieś wzmożenia: Grudzień 1970, echa protestów i procesów (bracia Kowalczykowie, „taternicy”) emocjonowanie się, odległymi wówczas dla mnie, wydarzeniami jakiejś jednej czy drugiej wojny. Na początku lat 70-tych rodzice kończą studia. Mama dostaje nawet lepszą pracę, dzięki której uda się lepiej zamieszkać, niemal w komforcie jak na owe czasy. Siostra skończyła a ja zaczynałem studia. Stabilizacja ale niezupełnie, a nawet nigdy. Coraz częściej docierały do nas wydawnictwa emigracyjne. Pochłanialiśmy (na zmiany) pierwszy tom „Archipelagu”, Amalryka, „Bez ostatniego rozdziału” itd.. Radio nam dogrywało resztę - przeżywaliśmy okresowe wzmożenia – wojny z komunizmem na świecie, zmiany, nomen omen, w konstytucji, Czerwiec 76 i ciąg dalszy. Pojawiły się krajowe wydawnictwa spoza cenzury.

W domu nie było ostentacyjnego kultywowania tradycji – ona po prostu żyła z nami – w głowach, pamięci, rzadkich rozmowach - wiedzieliśmy o rocznicach, traumatycznych wydarzeniach, zjawiskach. Owszem Rodzice bywali na nielicznych mszach okolicznościowych, spotykali się czasem z kolegami z dawnych lat, niekiedy poznawali nowych po zbliżonych przejściach.

W 1979r., z powodu choroby Męża, Mama poszła na przyspieszoną emeryturę. Niestety, pomimo wszelkich starań, po 7 miesiącach ukochany Leon zmarł. Był to cios po którym długo się podnosiła. Trochę pomogło zaangażowanie w pomoc przy wydawaniu i kolportowaniu wydawnictw bezdebitowych. Potem Sierpień 80, znowu ta euforia zakończona stanem wojennym i, tym razem, uwięzionym synem. Nastąpiła szczególna mobilizacja – odnalazła się jednocześnie w nielegalnych strukturach i w Arcybiskupim Komitecie Charytatywnym. Niosła wsparcie represjonowanym i ich rodzinom. Wielokrotnie udostępniała mieszkanie na cele spotkań – na różnym szczeblu. Z tego okresu i tych relacji pochodziły bliskie więzi z nieodżałowaną śp. Teresą Kluźniak, młodszą, niezmordowaną koleżanką, która mocno wsparła Mamę w nawiązywaniu kontaktów z kombatantami z innych ośrodków. Współdziałały przy tworzeniu autentycznych więzi kombatanckich – ci ludzie mieli wówczas po 70, 60 a niekiedy 50 lat! Potem były spotkania, w tym i te, na Wykusie, obrona „wrocławskiej Łączki” etc.

Jeszcze w stanie wojennym Mama po raz pierwszy została babcią. Potem, w przeciągu 13 lat, przyszło na świat jeszcze czworo wnucząt – dzisiaj już samodzielnych ludzi.

Rok 1989 sprawił, że dotychczasowe nieformalne kontakty kombatantów zaowocowały utworzeniem Zrzeszenia WiN, gdzie od początku Mama była w Komisji Rewizyjnej Zarządu Głównego. Działała też w ŚZŻAK, pracowała jako księgowa w różnych komisjach ZZ Solidarność.

W 2007 r. prezydent Lech Kaczyński odznaczył Mamę Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Rok później, w Belwederze, odznaczenie to wręczał Władysław Stasiak. Chichotem historii jest to, że uhonorowano Ją głównie za działalność na rzecz kombatantów a nie za czyn zbrojny ani gotowość złożenia daniny krwi. Innym paradoksem jest, że mnie nagrodzono wyższym odznaczeniem.

Gdzieś na przełomie lat 2005/6, z powodów zdrowotnych, zaczęła wycofywać się z wszelkiej aktywności. Niejako rozpędem w 2007r. została awansowana do stopnia kapitana - choć nigdy o to nie zabiegała. To był ostatni objaw pamięci Rzeczpospolitej. 
Rok 2012 przyniósł jeszcze jedną osobistą traumę. Utraciła Córkę Grażynę, która zmarła w wielu 63 lat.
Była uhonorowana różnymi odznaczeniami środowiskowymi, kombatanckimi - AK, WiN etc. W 2016 otrzymała Sygnet Wolności NNW (zresztą mylnie opisany jako Hanna Suszyńska).
 

Fotografie:

Mama w Wilnie
kawałek oddziału "P-8" - Mama 2. od lewej
Rodzina koło Hali Ludowej - 1955
pogrzeb "Ponurego" - Mama w środku, po prawej Romuald Bardzyński - d-ca "Krysiaków"
dekoracja Krzyżem Kawalerskim Polonia Restituta 2008

 

Dodatkowe materiały odnośnie Heleny Suszyńskiej z d.Drozdowicz można znaleźć w innych moich tekstach zamieszczonych na tym portalu. W szczególnośc wi tym.

5
5 (5)

6 Comments

Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

katarzyna.tarnawska
Doczekałam się kolejnej części twej rodzinnej epopei - splecionej tak ściśle z historią polskich walk o niepodległość.
Jak moglabym, jak możemy wyrazić wdzięczność - twojej Wspanialej Mamie - może już ostatniej z tamtego pokolenia? Jak uczcić ten heroizm i tę naturalność, tę polskość?!
Proszę - dziękuj Mamie każdego dnia - za to że jest Polką, że była żołnierzem, Żoną, że jest Matką, Babcią, że jest Niezwykłym Człowiekiem. Masz szczęście - być Jej Synem. I wiem, że to niełatwe, że Ty także "płaciłeś cenę" za bycie członkiem twojej Rodziny.
Dziękuję Tobie, dziękuję Twojej Mamie, Twoim - ś.p. Tacie i ś.p. Siostrze!
Niech Pan Bóg wynagrodzi Wam Wszystkim i niech nasza, ludzka wdzięczność oraz pamięć - zawsze Was otacza. Niech Wasze dni będą pełne pokoju, miłości i szczęścia!
Z Panem Bogiem!
Obrazek użytkownika kles

kles
Dziękuję za ciepłe słowa. 
Nie sprostałem przeniesieniu do końca na WWW tego co zrobiłem o Edwarsdzie Topczewskim w wersji audio - nie podejmę już tego trudu. Z uwagi na wszechogarniającą cywilizację obrazka może spróbuję dodać obrazy do tamteych ścieżek dźwiękowych - trudność w tym, że zawsze robi się takie coś w odwrotnej kolejności.
Może czas pozwoli mi rzeczywiście zrobiś kiedyś opowieść: Moje Cotki, Moi Stryjowie/Wujowie. Niestety, na skutek moich zaniechań odeszli wszyscy świadkowie, nie wszystko wiem/pamiętam i trzeba by było sięgać do dokumentów - nadal trudnodostępnych.
Kiedy dostałem odpowiedź z Wojsk.Biura.Hist. (i to w tamtym roku!), że nie mają żadnych informacji o moim Wujku - Leopoldzie, który był, kilkakrotnie odznaczonym VM i Krzyżem Walecznych, oficerem u Gen.Maczka, to zwątpiłem. Książki obcych autorów wymieniają Go niejednokrotnie. #-krotnie uciekał z oflagów - za 3. razem skutecznie. Nigdy nie spotkaliśmy się - choć po Nim noszę swe 2. imię. Nie zobaczył Polski po wojnie - zmarł w latach 80-tych i omijał prl.
Napisałem to aby pokazać, że nie bardzo gdzie jest się zwracać po papiery i to pomimo tego, że na pewno jeszcze istnieją, może nawet są zdigitalizowane i skatalogowane.
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam serdecznie. 

BTW chwilowo mieszkam b.blisko Jadzi - widujemy się od czasu do czasu.
Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

katarzyna.tarnawska
Napisałam komentarz wczoraj - i przepadł. Wpierw wpis na blogu Godziemby zdublował się, potem - nie było połączenia z siecią (a z internetem podobno tak).
Jadwigę cenię niezwykle wysoko! I znaczy to, że mieszkasz w moich dawnych okolicach smiley.
Jeśli zaś mowa o "mieszkaniu" - jakże często nie wiemy, z jakimi wspaniałymi ludźmi spotykamy się w najbliższym otoczeniu. Pokolenie naszych Rodziców właściwie już odchodzi. Dobrze, że jeszcze są tacy jak Ty - starający się "ocalić od zapomnienia".
Opowiedziałam historię twojej Wspaniałej Mamy "memu" Duńczykowi. Zrozumiał od razu - nie miał wątpliwości, że to Osoba o niezwykłym charakterze, niezwykłych walorach moralnych, "po prostu Polka". I podziwiał motywację Twoich Obojga Rodziców - zdobycie wykształcenia, wychowanie Dzieci, aktywna działalność społeczna w tak niesprzyjających warunkach - to dowodzi zarówno prawych, jak też mocnych cech charakteru. Po wszystkim - czego doświadczyli podczas wojny i w czasach komunizmu! Nie będziemy w stanie "wypłacić się" z długu, jaki mamy wobec Ludzi takich, jak Twoi Rodzice. Pozostaje właśnie to - zachować pamięć!
Toteż raz jeszcze - dziękuję Ci - za wszystko co czynisz dla zachowania prawdziwej wiedzy o naszej najnowszej historii. Może masz rację - może uzupełnienie audycji o "materiały wizualne" będzie przybliżać tę historię naszym współczesnym! 
Bardzo serdecznie pozdrawiam,
Obrazek użytkownika Katarzyna

Katarzyna
Nie ukrywam, przeczytałm ze wzruszeniem. Piękny życiorys wart filmu nie tylko dokumentalnego. Niestety, Ojczyzna nie nagradza bohaterów tak, jak na to zasługują. Poruszajace zdjęcie z Władysławem Stasiakiem. W trzy lata później zginął w Smoleńsku. 

Jestem chyba rocznik Twojej siostry, bo byłam na 2 roku studiów w Opolu w 68 roku. 
Może nagrałbyś tę opowieść o dzielnej.  "Orlicy" do  radia?
Ten zatrzymany, sądząc po słownictwie musiał być z Wilna. winkZapytam. Mama zna ten swój rysopis? Można się przez łzy uśmiechnąć... 

(...)ps.”Orlica” nazywają ją Mańka z Wilna sanitariuszka, posiada pistolet 7-kę.      Rysopis: nieduża, ryżowata, twarz okrągła, lat 22-23.(…)

Pozdrawiam
Katarzyna

 

Obrazek użytkownika kles

kles
Grażyna urodziła się w kwietniu 1948,
Trudno mi nagrać - jakoś nie mam serca. Prędzej jakiś montaż obrazków z tekstem. 
Zatrzymany, to "Orzełek" Eugeniusz Szydłowski - nie z Wileńszczyzny ale ubowiec mógł być stamtąd - to oni decydowali o formie i stylu protokołów. "Orzełek" był męczony przez miesiąc w szpitalu więziennym gdzie zmarł.
Jest bohaterem jednej z moich audycji  (Życia dwa, w tym jedno podwójne) dla Niepopr.Radia - tam każdy, który oddał życie, pod rozkazami Ojca, znalazł się na ścieżce dźwiękowej.
.Pozdrawiam I jeszcze drobne sprostowanie: Fotka z Władkiem Stasiakiem została wykonana w momencie wręczenia Krzyża - 18.12.2008 - czyli niecałe 1.5 roku przed Tragedią Smoleńską.
Obrazek użytkownika Katarzyna

Katarzyna
Czyli mój rocznik. :-) Miałam więcej szczęścia, bo wciąż żyję. Różnica  taka, że ja nie miałam w swoich poglądach i działalności oparcia w rodzinie. Dopiero w małżeństwie znalazłam bratnią duszę.
Nagranie odszukam w radiu. Najpewniej słuchałam, ale nie skojarzyłam. Wileńskie pochodzenie nasunęło mi okreslenie "ryżowata" ;-)
Dzięki za sprostowanie.
Pozdrawiam i zastanawiam się czy nie dasz się namówić  na rozmowę redakcyjną. Jesteś kopalnią wiedzy o czasach PRL.
Katarzyna

Więcej notek tego samego Autora:

=>>