Refleksje Friedricha Hölderlina

 |  Written by Andrzej Pańta  |  0
Friedrich Hölderlin
 
Refleksje
 
Istnieją rozmaite stopnie entuzjazmu. Od wzniosłości, która stanowi chyba jego stopień najniższy, aż do entuzjazmu wodza, który pośrodku bitwy tryska dzielnością, inspirowany przez boga wojny, istnieje nieskończona drabina jego stopni. Wstępować na nią i zstępować z niej — to powołanie i rozkosz poety.
 
Ma się do dyspozycji inwersje słów w okresie zdaniowym. Ale większa i skuteczniejsza musi też być potem sama inwersja okresów zdaniowych. Logiczne ich umiejscowienie, gdzie za przyczyną (zdanie przyczynowe) następuje proces stawania się, za procesem stawania się cel, za celem zamierzenie, zdania poboczne zaś są przywiązywane zawsze tylko na końcu zdań głównych, do których odnoszą się w pierwszym rzędzie — z pewnością dla poety jest to przydatne nad wyraz rzadko.
 
Taka jest miara entuzjazmu, która jest dana każdej jednostce, że jedna przy większym, druga tylko przy słabszym ogniu zachowuje jeszcze przytomność w stopniu niezbędnym. Tam, gdzie opuszcza cię beznamiętność, tam jest granica twego entuzjazmu. Wielki poeta nigdy nie jest opuszczony przez samego siebie, może się tak dalece podnosić nad samego siebie, jak chce. Można także upadać na wysokość, tak jak na głębię. Temu ostatniemu zapobiega elastyczny umysł, temu pierwszemu siła ciężkości, jaka spoczywa w beznamiętnym usposobieniu. Uczucie jest chyba jednak najlepszą beznamiętnością i usposobieniem poety, jeśli jest prawdziwe i ciepłe i czyste i potężne. Są to lejce i ostrogi umysłu. Dzięki ciepłu umysł pędzi dalej, za pomocą delikatności i prawdziwości i czystości przypisuje mu granice i trzyma go tak, że się nie zatraca; stąd istnieje tedy równocześnie rozsądek i wola. Ale jeśli jest zbyt delikatny i zniewieściały, wtedy ginąc staje się zgryźliwym robakiem. Jeśli umysł się ogranicza, wtedy zbyt bojaźliwie odczuwa chwilowe ramy, staje się za ciepły, zatraca czystość, gna tedy umysł niepojętym niepokojem w coś bezgranicznego; jeśli umysł jest wolny, podnosi się tedy momentalnie ponad reguły i tworzywo, wtedy tak bojaźliwie właśnie obawia się niebezpieczeństwa, że się zatraca, tak jak przedtem obawiał się ograniczoności, staje się lodowaty i stęchły, umysł matowieje zatem, że opada i ustaje, zamęczając się w zbytecznym zwątpieniu. Skoro gdzieś uczucie jest tak chore, wtedy w żadnym razie poeta nie może uczynić nic lepszego, jako że je zna, zna siebie, niż dać się mu równie przerazić, i tylko tak dalece zważa na nie, na ile kontynuuje coś istotniejszego, i tak łatwo jak to tylko możliwe posługuje się rozumem, aby chwilowo usprawiedliwić owo uczucie, ograniczające lub wyzwalające, i jeśli parę razy przemógł się w ten sposób, oddać takiemu uczuciu naturalną pewność i spoistość. W ogóle musi się przyzwyczaić, by nie pragnąć osiągnięcia w poszczególnych momentach takiej całości, jaką zamierzał, znosić chwilowe niedoskonałości; musi istnieć jego pożądanie, dzięki czemu z chwili na chwilę przewyższa samego siebie, w tej mierze i rodzaju, jak wymaga tego dana rzecz, dopóki nie uzyska w końcu głównego tonu swej całości. Ale nie wolno mu jednak myśleć, że tylko w crescdendo przewyższy samego siebie od słabości do potęgi, gdyż stałby się nieprawdziwy, i doszłoby do przepięć; musi czuć, że uzyskuje na lekkości to, co zatraca w istocie, że cisza nader pięknie zastępuje porywczość, zmysłowość zaś rozmach, i gdy w trwaniu swego dzieła nie nada mu niezbędnego tonu, który w pewnej mierze nie przewyższałby poprzedniego, dominujący zaś ton pojawi się tylko dlatego, gdyż całość jest skomponowana w ten, nie zaś jakiś inny sposób.
 
Tylko to jest najprawdziwszą prawdą, gdzie także omyłka staje się prawdą, gdyż stawia ją w całość swego systemu, w swój czas i na swoje miejsce. Ona jest tym światłem, które rozjaśnia samo siebie, jak i noc. To jest także najdostojniejszym wyrazem poezji, że także niepoetyckie staje się poetyckie, gdyż jest wypowiadane we właściwym czasie i na właściwym miejscu w całości dzieła sztuki. Do tego jednak najbardziej przydatne jest jakieś szybkie pojęcie. Jak możesz używać rzeczy na właściwym miejscu, skoro wciąż przed nią trwasz w bojaźni, nie wiesz tedy, jak wiele w niej, jak dużo albo mało można z niej wydobyć. To jest wieczne wypogodzenie, jest boska radość, że wszelką szczególność stawia się w miejsce całości tam, gdzie przynależy; z tego względu bez rozsądku albo bez uczucia zorganizowanego na wskroś nie ma wyśmienitości, nie ma życia.
 
Co zatem uzyskuje wszechobejmujący duch, to musi utracić człowiek w dostępie do mocy i sensu? Nie ma jednak nic bez tego drugiego!
 
Z czystej radości musisz zrozumieć czystość, pojąć „wszystko istotne i znaczące” w ludziach i innych istotach, i rozpoznać wszelkie relacje zachodzące pomiędzy nimi, ich elementy zaś tak długo powtarzać sobie w ich powiązaniu, aż znowu z myśli wyłoni się w sposób obiektywny żywy ogląd, z radości, zanim nie przyjdzie bieda, rozum, który bierze się tylko z ubóstwa, gdyż zawsze jest jednostronnie wykrzywiony.
Gdzie natomiast miłość ochoczo odkrywa coś delikatnego (jeśli umysł i zmysły nie stały się płoche i zmącone działaniami losu i mnisią moralnością), i niczego nie można przeoczyć, i gdzie znajduje tak zwane pomyłki i błędy (takie części, które w tym, czym są, przez swe umiejscowienie i ruch odbiegają chwilowo od brzmienia całości), całość tylko tym głębiej się odczuwa i ogląda. Z tego powodu wszelkie poznawanie powinno zaczynać się od studiowania piękna. Kto bowiem wiele uzyskał, ten może zrozumieć życie bez popadania w melancholię. Zresztą marzycielstwo i namiętności także są dobre, kiedy nie poruszają życia, skupienie nie może być rozpoznane, potem zaś zwątpienie, skoro nie pojawia się samo życie wprost z jego nieskończoności. Głębokie poczucie śmiertelności, zmienności, jego doczesnych ograniczeń, rozpala człowieka do tego stopnia, że wiele ćwiczy, sprawdza wszystkie swoje siły, co nie pozwala mu popaść w rozleniwienie; krząta się tedy tak długo wokół chimer, aż znowu odkrywa wreszcie coś prawdziwego i realnego do poznawania i wykonywania. W dobrych czasach rzadko pojawiają się marzyciele. Kiedy wszakże człowiekowi brakuje wielkich i czystych przedmiotów, wtedy tworzy jakiś fantom z tego i owego, przymyka tedy oczy, że może się tym zainteresować i dla czegoś takiego żyć.
 
Wszystko polega na tym, że znakomitości nie wykluczają za bardzo od siebie pospolitości, piękni barbarzyńców, ale się też nie za bardzo z nimi mieszają, stąd dystans, jaki jest między nimi a tymi drugimi, rozpoznają stanowczo i beznamiętnie, działają tedy mocą takiego poznania, czyli cierpią. Jeśli za bardzo się izolują, wtedy skuteczność jest stracona i upadają w swej samotności. Skoro mieszają się za bardzo, wtedy też nie jest znowu możliwa prawdziwa skuteczność, gdyż mówią albo postępują przeciw innym, jak i przeciwko podobnym sobie, przeoczają tedy ów punkt tam, gdzie tych brakuje, gdzie tedy najpierw muszą być uchwyceni, albo kierują się za bardzo do tych, powtarzając przywary, jakie mieli niwelować; w obu przypadkach nic nie wskórają i muszą zmarnieć, gdyż jawią się albo zawsze bez echa i pozostają samotni z całym zmaganiem się i prośbami albo też, ponieważ przyjmują w siebie za usłużnie obce i pospolite, tedy dławią się tym wszystkim.
 
Friedrich Hölderlin. 1770 – 1843. Niemiecki poeta przeklęty, z wykształcenia filozof i teolog. W krakowskim wydawnictwie MINIATURA opublikowałem wybór jego wierszy pt. Fale nieba. 1990
 

© Copyright for Polish Translation by Andrzej Pańta
 
Przełożył Andrzej Pańta
5
5 (1)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>