Rekonesans w Genewie

 |  Written by Paweł Zyzak  |  4

Rekonesans w Genewie

„Przeróżne międzynarodówki wysługiwały się jednym wielkim mocarstwom, a zwalczały inne - wszystko to zaś działo się głównie kosztem państw mniejszych, wobec których zasłaniano się zawsze groźnym parawanem procedur traktatowych […]. Tacy różni panowie […] rościli sobie prawo wścibiania nosa w wewnętrzne życie mniejszych państw z zupełnym lekceważeniem nie tylko podstawowych zasad suwerenności, ale nawet elementarnego porządku prawnego”.

Znów pogrywam sobie z ludzką wyobraźnią. Wypowiedź oczywiście nie traktuje o Unii Europejskiej. Chociaż zakres działalności Ligi Narodów i Międzynarodowego Biura Pracy, bo o nich jest w nim mowa, w latach 20. i 30. XX w. w zasadzie skupiał się na sprawach europejskich. W szerszym zakresie, fragment wspomnień Józefa Becka, odnosi się po prostu do Genewy.
W Genewie, pisał ostatni ministra spraw zagranicznych II Rzeczypospolitej w Ostatnim raporcie, nieprędko zaakceptowano status wolnej Polski. Tandem Piłsudski-Beck i i jego dominacja w polityce zagranicznej były tam źle widziane.
„Wiele czynników międzynarodowych - jak np. urzędnicza polityka Quai d'Orsay [francuski MSZ – P.Z.], światek masonerii genewskiej itp. pogodziły się z postacią Marszałka jako rzeczą nieuniknioną, mimo swych animozji, które dały się tak Marszałkowi we znaki za czasów Naczelnikostwa Państwa - widziało w osobie p. Zaleskiego coś w rodzaju »okoliczności łagodzącej«”.


Po niespełna 100 latach w Genewie wciąż stykają się ze sobą interesy największych mocarstw światowych. Miasto pokryte jest pajęczyną powiązań politycznych i biznesowych. Tradycję Ligi Narodów kontynuuje europejska siedziba ONZ. Na swym dawnym miejscu stoi MOP. Nadto roi się w Genewie od siedzib przeróżnych organizacji zajmujących się pomocą humanitarną, prawami człowieka czy ekologią, że wymieni się tylko: WHO, WTO oraz Międzynarodowy Ruch Czerwonego Krzyża i Półksiężyca. Genewa wiedzie prym także w świecie nauki. Mieści się tu Europejska Organizacja Badań Jądrowych, zwana w skrócie CERN-em.
Genewa utrzymuje się w czołówce światowych centrów szpiegowskich. Zdystansowała pod tym względem Wiedeń, cieszący się w okresie „zimnej wojny” podobną renomą. Nie bez znaczenia są tu podziały religijne. W XVI w. w Genewie Jan Kalwin zbudował tu bastion protestantyzmu. Kilka wieków później emanowały stąd silne prądy liberalne.
Współcześnie po kalwinizmie ostał się już tylko folklor. Na płaszczyźnie wiary jeszcze mocniej usadowiły się wpływy masonerii, będącej w jaskrawej formie kombinacją neopogaństwa i okultyzmu. W korporacjach i wszelakich instytucjach przybiera ona kształt quasi-korporacji, które udrażniają schody do kariery bądź je skutecznie blokują. Druga z opcji, jak pokazują znane mi przypadki, zostaje uruchomiona także przy odmowie wstąpienia do loży. 
Kolega pracujący w CERN-ie streścił mi sytuację w Genewie następująco: „Post-protestancka masoneria nęka tu Kościół katolicki. Masonerii nie lubią »nafciarze«, czyli arabscy szejkowie. A Chińczyków zaś ten cały bajzel obrzydza i starają się trzymać od Genewy z dala”.


Początkiem grudnia podróżowałem samochodem do Genewy, z zamiarem zlustrowania archiwów MOP. Sposobność zajrzenia do akt dotyczących naszych relacji z MOP od lat 20. XX w. przewyższyło to, co działo się po skończeniu kwerendy. Występując z referatem o pra-przyczynach transformacji ustrojowej w Polsce w parafii św. Pawła w przy-genewskim Cologny, poznałem fragment żyjącej na pograniczu francusko-szwajcarskim Polonii.
Polska diaspora w Szwajcarii ma wielowiekową tradycję. Ta dzisiejsza, porozrzucana pomiędzy wspomnianymi instytucjami, bardzo dobrze orientuje się w występujących tam niuansach. Nie znajduje oparcia w polskiej ambasadzie, stanowiącej podobno skansen z poprzedniej epoki. Nader często bawią w Genewie panowie Olechowski, Kwaśniewski czy Cimoszewicz, przylatujący załatwiać prywatne interesy. Polonii genewskiej towarzyszą symptomy Polonii amerykańskiej, takie jak silne podziały na tle wzajemnych oskarżeń o agenturalność. Bywa, że uzasadnione. Jest to cena, jaką płaci się za lokalizację w rejonie wyjątkowo silnej aktywności wywiadowczej.
A jednak Polonia genewska jest nieocenionym potencjałem umysłowym i źródłem wiedzy o specyfice życia w Konfederacji Szwajcarskiej. Mimo oddziaływania tylu niedogodnych czynników, mój kolega uważa, że przed Polską i Polakami rysują się tu wielkie możliwości. Przecież „siły” te nie działają zawsze i wszędzie. Wystarczy pozwolić im, by same się równoważyły i zwalczały. „Szwajcarzy są – jak twierdzi – są owszem uprzywilejowani i praktyczni, ale są za to leniwi i nie lubią się uczyć. My tak”…  

5
5 (6)

4 Comments

Obrazek użytkownika tł

Genewa, Kalwin, Szwajcarzy.... Krótka, a zabawna historia ewolucji od moralnego purytanizmu do moralnego permisywizmu... ;-)

Pozdrawiam
Obrazek użytkownika ossala

ossala
jest niejako skansenem epoki poprzedniej, to się akurat nie dziwię. A jakaż miałaby być? - z takim ministrem spraw zagranicznych?
Zaś obraz Polonii jako takiej, tej francuskiej również, każdej, ale chyba szczególnie tej, która się osiedliła na Wyspach Brytyjskich nieco mnie złości.
Ludzie uciekli z Polski (nie bójmy się tego słowa) z jakiego powodu? Zieleń zielonej wyspy była zbyt mało soczysta?
Wieją, gdzie popadnie, za pracą, za chlebem, ze względu na przyszłe emerytury (nieunikniony upadek ZUS), ze względu na przyszłośc dzieci...
Rozumiem, że uciekają, bo NIE znajdują poczucia bezpieczeństwa w tych aspekatch w Polsce.
I głosują, z tego wygnania, na Tuska.
To ja przepraszam, ale ja mam jakoś inaczej zbudowane komórki mózgowe, które odpowiadają za logiczne myślenie.
 

Więcej notek tego samego Autora:

=>>