16-letni Afgańczyk, znajomy sprawcy strzelaniny w Monachium, zatrzymany pod zarzutem niepowiadomienia policji o planowanym ataku, został zwolniony z aresztu. Sąd nie zgodził się na wydanie nakazu aresztowania.
Sędzia śledczy nie dostrzegł powodu zastosowania aresztu ani wystarczającego podejrzenia popełnienia przestępstwa - wyjaśnił rzecznik monachijskiej prokuratury prowadzącej śledztwo.
Policja zatrzymała nastolatka jako osobę, która mogła znać plany szaleńca, który zastrzelił w piątek 9 osób, a sam popełnił samobójstwo. Afgańczyk sam zgłosił się po strzelaninie na policję, jednak podczas ponownego przesłuchania śledczy stwierdzili sprzeczności w jego zeznaniach.
Okazało się, że młody Afgańczyk skasował wszystkie wiadomości wymieniane ze sprawcą strzelaniny za pomocą aplikacji WhatsApp. Policja odzyskała jednak skasowane wpisy. Wynika z nich, że 16-latek spotkał się z mordercą na krótko przed strzelaniną w pobliżu miejsca zbrodni. Miał też wiedzieć, że posiada on pistolet Glock 17 oraz amunicję.
Obaj chłopcy poznali się rok temu podczas pobytu w szpitalu psychiatrycznym - powiedział prokurator Thomas Steinkreus-Koch.
16-latek zeznał, że jego znajomy dał się poznać jako wielbiciel norweskiego masowego mordercy Andersa Breivika i mówił o swojej "nienawiści do ludzi". Był też uzależniony od brutalnych gier komputerowych.
Urodzony w Niemczech 18-letni uczeń mający dwa obywatelstwa - niemieckie i irańskie - zabił w piątek w centrum handlowym Olympia w Monachium dziewięć osób, w większości młodych, a następnie popełnił samobójstwo, strzelając sobie w głowę.
Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-strzelanina-w-monachium-znajomy-zab...

2 Comments
Prof. Krasnodębski: "Trudno
25 July, 2016 - 23:08
Prof. Krasnodębski: "Trudno uznać taką serię wydarzeń za przypadkową, a media usiłują to ludziom wmówić". WYWIAD
fot. wPolityce.pl
— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Zdzisław Krasnodębski, poseł PiS do Parlamentu Europejskiego.
wPolityce.pl: Obserwując z polskiej perspektywy niemieckie działania po zamachach można stwierdzić, że zamiast reagowaniem na problem politycy i media zajmują się uspokajaniem społeczeństwa i tłumaczeniem, że nie ma problemu.
Prof. Zdzisław Krasnodębski: Są takie tendencje, ponieważ sytuacja polityczna jest bardzo napięta. Gdyby się np. okazało, że zamach w Monachium ma podłoże islamistyczne to reperkusje tego będą bardzo duże. Śledzę niemieckie media i zauważam, że jest pewna próba wytłumaczenia, że chodzi o pojedyncze czyny ludzi niezrównoważonych. To był wyjątkowo krwawy tydzień, było wiele zamachów terrorystycznych. Patrząc na komentarze pod artykułami w internecie, widać, że reperkusje tych wydarzeń będą bardzo duże. Niewątpliwie w niemieckich mediach jest dążenie, żeby nie łączyć ataków terrorystycznych z polityką otwartych drzwi dla uchodźców. Trudno jest jednak tego nie wiązać. Wzrasta poczucie zagrożenia, wcześniej w Niemczech sporadycznie dochodziło do zamachów terrorystycznych na taka skalę.
Wspominał Pan o reperkusjach. Z jakimi reakcjami możemy się liczyć?
Jedną z reperkusji będzie wzrastająca nieufność społeczeństwa do oficjalnego przekazu medialnego. Pamiętamy jak rok temu, te same media, które obecnie bagatelizują zamachy terrorystyczne, snuły radosne opowieści o otwartości i gościnności Niemiec oraz o konieczności przyjmowania uchodźców. Przez kilka miesięcy trwała zmasowana akcja informacyjna. Było to granie na najbardziej pozytywnych uczuciach i najlepszych cechach społeczeństwa niemieckiego, m.in., na gościnności. To jest oczywiście częściowo związane z niemieckim kompleksem winy za II wojnę światową, więc Niemcy chcą być etycznie dobrzy i pragną pomagać uchodźcom. Przez wiele miesięcy, aż do wydarzeń sylwestrowych w Kolonii, niemieckie społeczeństwo było otwarte i chętnie pomagało uchodźcom.
Media przemilczały wydarzenia w Kolonii.
Teraz częściowo mamy do czynienia z podobną sytuacją, która polega na bagatelizowaniu odpowiedzialności polityków za zamachy, nie podejmowaniu kwestii głębszych przyczyn ataków. Mówią, że zamachowiec z Monachium działał w amoku i zrobił to spontanicznie. Przecież planował ten zamach od roku, wszystko jedno jakie były powody przeprowadzonego przez niego ataku. Wydaje mi się, że to był człowiek, który miał ogromne kłopoty z własną tożsamością. Mieszkał w dzielnicy, w której wszyscy żyją z zasiłków socjalnych. Podobno w szkole miał kłopoty ze swoimi tureckimi i afgańskimi rówieśnikami. Wszystkie te sygnały pokazują, że w społeczeństwie niemieckim dzieje się coś złego. Trudno uznać taką serię wydarzeń za przypadkową, a media usiłują to ludziom wmówić. Pomysł przymusowej relokacji uchodźców można już włożyć między bajki. Nie sądzę, żeby jakikolwiek polityk, szczególnie z kraju, gdzie dotąd nie było islamskiej emigracji odważy się na coś takiego.
anclerz Merkel też już raczej nie powie jak w 2015 r., że islam jest częścią Niemiec.
W Niemczech politycy nie będą identyfikować islamu z islamizmem, szczególnie, że mieszka tam duża społeczność muzułmańska. Przykładem są Turcy, którzy mieszkają w Niemczech, były co prawda z nimi jakieś problemy, ale nie dokonują zamachów terrorystycznych. Mamy więc do czynienia z zupełnie nową sytuacją, która jest jeszcze nie do końca rozpoznana. Poprzednie fale imigracji, które docierały do Niemiec, nie było tak radykalne jak obecna imigracja arabska. Po części obecny terroryzm jest inspirowany i sponsorowany z zewnątrz. Trudno byłoby obecnej Francji czy Niemcom wykluczyć ze swoich państw społeczności islamskie, które kiedyś przyjęli, a one zmieniły etnicznie oraz religijnie struktury tych społeczeństw. Teraz okazuje się, że prowadzi to do daleko idącej niestabilności. W tzw. liberalnej demokracji droga wykluczenia jest zamknięta, więc kanclerz Merkel będzie starała się wyjaśniać mediom, że to przypadkowe ataki terrorystyczne pojedynczych osób, które mają problemy z tożsamością albo wpadają w amok. Konsekwencje wobec takiej narracji wyciągną wyborcy w kolejnych wyborach, z tym, że nie mają wielkiego wyboru, bo opozycja jest bardziej na lewo od obecnej władzy. Jest jeszcze AfD, która może urosnąć w siłę, ale niemiecka pamięć o przeszłości może sprawić, że ta partia nie będzie miała poparcia na miarę francuskiego Frontu Narodowego. Musimy brać pod uwagę, że często wrogie uczucia są generalizowane. Negatywne uczucia mogą zwrócić się nie tylko przeciwko muzułmanom, ale przeciwko wszystkim cudzoziemcom.
Przed tym, co się obecnie dzieje w Niemczech ostrzegali m.in. przedstawiciele socjaldemokracji, np. Thilo Sarrazin w książce „Niemcy likwidują się same”.
Ostrzegałbym przed tą i przed podobnymi książkami, jest w nich przekazywany pewien rodzaj myślenia, który przekształca się w typ myślenia w kategoriach biologicznych. U Sarrazina pojawiają się genetyczne wyjaśnienia. Mieliśmy już w Polsce do czynienia z niemieckim rasizmem i nigdy nie powinniśmy zapominać do czego może on doprowadzić. Krytykując naiwny idealizm i politykę otwartych drzwi, nie powinniśmy popadać w drugą skrajność, to znaczy bronić teorii, które odwołują się do biologii. Ale jest rzeczą normalną, że ludzie chcą żyć w grupach narodowych czy w społecznościach, które są w miarę spoiste kulturowo. Ale musimy unikać skrajności. W AfD, obok racjonalnych argumentów pojawiają się i poglądy kontrowersyjne czy wręcz rasistowskie. Z drugiej strony równie błędny jest konstruktywizm społeczny obecny w Unii Europejskiej, w którym zawierają się elementy totalitarnej ideologii lewicowej. Rozsądek nakazuje tworzenie innych rozwiązań, przede wszystkim dbanie o kulturę narodową i o spójność społeczną, o tradycyjne wartość, o narodową tożsamość.
http://wpolityce.pl/polityka/302123-prof-krasnodebski-trudno-uznac-taka-...
Zminimalizować, uspokoić,
25 July, 2016 - 23:43
Zminimalizować, uspokoić, oswoić. Czyli o tym jak niemieccy politycy i media próbują w obliczu zamachów oszukać obywateli
Fot. PAP/epa
Terroryzm, po Belgii i Francji, dotarł w końcu do Niemiec. Nie jest to zresztą zaskakujące, eksperci ostrzegali, że wraz z falą uchodźców przybędą różnej maści islamiści. Że niektórzy będą sfrustrowani odmową azylu i wcześniej czy później przyjdzie zapłacić wysoką cenę za politykę otwartych drzwi. Nikt nie spodziewał się jednak takiej skali ataków. Trzy zamachy w przeciągu zaledwie tygodnia w Bawarii. To kraj związkowy w którym, oprócz Nadrenii Północnej-Westfalii, umieszczono najwięcej uchodźców.
Monachium, Reutlingen, gdzie azylant z Syrii maczetą zabił ciężarną Polkę, i w końcu: Ansbach. Wcześniej, w Würzburgu, w Badenii-Wirtembergii, rzekomo 17-letni Afgańczyk ranił cztery osoby w pociągu siekierą. Rzekomo, bo wciąż niewiele o nim wiadomo. Prawdopodobnie był o wiele starszy i pochodził z Pakistanu. To, że służby nie są w stanie ustalić jego tożsamości jest wyrazem słabości niemieckiego państwa i jego struktur siłowych. Takich jak domniemany Afgańczyk jest więcej. W drodze do Niemiec wyrzucili paszporty i żyją dziś jako syryjscy czy iraccy uchodźcy w ośrodkach dla azylantów w całym kraju. Jeden z nich, Marokańczyk podający się za Syryjczyka, podpalił niedawno ośrodek dla uchodźców w Düsseldorfie, który doszczętnie spłonął.
Czytaj także: Szef MSW Bawarii: „Uważam za prawdopodobne, że mamy do czynienia z prawdziwym islamistycznym zamachem samobójczym”
Eksperci szacują, że ok. 20 proc. syryjskich uchodźców w rzeczywistości pochodzi z innych krajów. Nie jest dobrze, gdy państwo nie wie, kto znajduje się na jego terytorium i na dodatek pozwala by radykalni salafici prowadzili w ośrodkach dla azylantów rekrutację. W Monachium sfrustrowany 18-letni Irańczyk z niemieckim paszportem strzelał do młodych ludzi jak do kaczek. Może i przebywał w Niemczech dłużej niż pozostali, ale trudno go określić jako udany przykład integracji.
To wszystko powinno było doprowadzić do zmiany podejścia nie tylko niemieckich władz, ale także mediów do problemu imigracji i integracji. Tak się nie stało. Zamiast tego staliśmy się świadkami żenującej kampanii dezinformacyjnej, której celem było odłączenie pochodzenia i wyznania sprawców od ich czynu, połączonej z desperacką próbą pomniejszenia znaczenia tych wydarzeń. Z równoległą próbą przyzwyczajenia Niemców do „nowej rzeczywistości”. „To wszystko odizolowane przypadki” – głosi przekaz dnia. Nic się z niczym nie łączy, szczególnie z uchodźcami i islamem.
Niemiecka telewizja ARD poświęciła wiadomości o zabójstwie Polski w Reutlingen dokładnie 20 sekund czasu antenowego. 20 sekund. Policja zaś, która uciekała przed Syryjczykiem z maczetą, już kilka minut po jego zatrzymaniu ogłosiła, że zabił „w miłosnym szale” i że nie ma to nic wspólnego z jego pochodzeniem, wyznaniem, ani statusem jako azylant. To zrozumiałe, w końcu czym jest jeden Syryjczyk z maczetą wobec Tunezyjczyka z ciężarówką w Nicei? W przypadku domniemanego Afgańczyka z pociągu w Würzburgu, media i policja próbowały Niemcom wmówić, że miał on depresję, aż do chwili, gdy się okazało, że działał pod auspicjami Państwa Islamskiego. Wszystko, byle nie musieć przyznać, że uchodźcy mogą stanowić jakiś problem.
Największy majstersztykiem sztuki dezinformacyjnej był jednak zamach w Monachium. Najpierw, gdy tożsamość sprawcy lub sprawców nie była jeszcze znana, niemieckie media gubiły się w spekulacjach o neonazistach i skrajnie prawicowym terrorze. Potem, gdy się okazało, że sprawcą jest Irańczyk, policja ukuła opowieść o spontanicznym amoku chorego psychicznie, który chciał uczcić przypadającą na ten dzień piątą rocznicę zamachu Andersa Breivika na wyspie Utoya. Mało tego, z Dawuda Aliego Sonboly’ego zrobiono Davida S. To brzmi bardziej niemiecko, i idealnie pasuje do narracji, że Irańczyk czuł się Niemcem i jako taki działał. Co z tego, że przygotowywał zamach przez rok, co przeczy narracji o „spontanicznym amoku”? Co z tego, że jak się później okazało miał wspólnika,16-letniego Afgańczyka, który wiedział o jego zamiarach i nie był to więc czyn pojedynczego szaleńca? Co z tego, że nie miał „motywów politycznych”, jak policja sama później przyznała? Przez media, nie tylko w Niemczech, przetoczyła się fala artykułów o Breiviku, w brytyjskim „Time” m.in. można było przeczytać długie dywagacje o tym, czy Breivik, w swojej celi więziennej „wciąż stanowi zagrożenie dla Europy”.
Czytaj także: Kolega napastnika z Monachium w rękach policji. 16-latek miał wiedzieć o jego planach
Równoległe w niemieckiej telewizji publicznej wystąpiła cała kawalkada ekspertów, którzy na zmianę próbowali uspokajać widzów i oswoić ich z nową rzeczywistością: „Na szczęście to nie miało związku z IS” – westchnął jeden. „Ludzie na bliskim Wschodzie już się do tego przyzwyczaili” – mówił drugi. Politolog Dr. Herfried Münkler zadeklarował wręcz w ZDF, że „i tak mamy większe szanse zginąć od wypadku w domu, albo od zatrucia zupą grzybową. Polecam ponurą obojętność”. „Die Welt” ułożyło nawet playlistę muzycznych hitów „przeciwko terrorowi”. Mistrzostwo świata osiągnął jednak publicysta lewicowej „Die Zeit” Arno Frank, który napisał:
Czytając takie – bądź nie bądź aroganckie - komentarze, trudno się oprzeć wrażeniu, że to ostatni taniec na Titanicu. Ewidentna ulga komentatorów i polityków w obliczu zamachu w Monachium –„całe szczęście to nie IS” – musiała być bardzo bolesna dla rodzin ofiar, którym nie przyniosło to żadnej ulgi. Ale co tam. Byle nie zajmować się centralną kwestią: islamem i uchodźcami. Pani kanclerz także próbowała minimalizować, szczególnie polityczne, skutki ataków w Würzburgu, Monachium, Reutlingen i Ansbach. Nie pojawiła się w szpitalu u boku ofiar, co jest przyjętą tradycja – Hollande pofatygował się do szpitala w Nicei.
W Berlinie uznano najwyraźniej, że nadałoby to tym wydarzeniom zbyt dużą wagę. Minimalizacja szkód, szczególnie politycznych, to jednak strategia krótkowzroczna, na którą obywatele się nie nabiorą. Bagatelizacja zamachów, przekonywanie o bezalternatywności polityki otwartych drzwi i Europy bez granic, tylko pogłębia brak zaufania Niemców do państwa. Prawda jest taka, że europejskie społeczeństwa muszą się liczyć nie tylko z zagrożeniem ze strony otwartych sympatyków Państwa Islamskiego. Tych, chociaż nie zawsze, można zaobserwować, wyśledzić i unieszkodliwić. Jednak „samotnego wilka”, który z wściekłości, frustracji z powodu odmowy azylu, ku czci Allaha, albo ku własnej chwale chce zabić możliwie wielu ludzi, znacznie trudniej jest wykryć i powstrzymać.
Niemcy wmanewrowały się swoja polityką otwartych drzwi w ślepy zaułek. Nie tylko musza się zmierzyć z terrorem, ale uzależniły się od Turcji, która stała się po nieudanym puczu i związanymi z nim czystkami bardzo niewygodnym partnerem. Podczas gdy w pociągu w Würzburgu młody sympatyk IS wymachiwał siekierą, po niemieckich ulicach ciągnęły pochody tureckich Szarych Wilków, krzyczących „Allahu Akbar”. Doszło do zamieszek. Organy bezpieczeństwa i politycy obawiają się rosnących napięć między tureckimi nacjonalistami, sympatykami kurdyjskiej PKK i innymi przeciwnikami prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. W Republice Federalnej żyje prawie 4 mln Turków. Zaledwie 15 proc. z nich uchodzi za zintegrowanych z tamtejszym społeczeństwem. Napięcia w Turcji przenoszą się tym samym na niemieckie ulice. Tak jak podziały na Bliskim Wschodzie odżywają ze zdwojoną siłą w ośrodkach dla uchodźców. Na meczecie w nadreńskim Hagen wywieszono plakat z napisem: „Zdrajcy nie mają prawa się tu modlić”. Niemieckie państwo także wobec tego wydaje się być bezsilne.
Bagatelizowanie czy nawet tuszowanie przestępstw imigrantów stało się normą, włącznie z poligamią i małżeństwami dzieci, które są tolerowane przez urzędy RFN. Zamachowca z Reutlingen był znany policji i notowany za akty agresji. Sprawcy morderstw honorowych wymachują w sądach Koranem i są przez nie łagodnie traktowani. Państwo prawa przestało działać. Każda opinia, która nie pasuje do „konsensusu” na temat imigrantów jest otwarcie tłumiona, a jego autorzy obkładani „faszystowską” maczugą.
Zanim doszło do zamachów niemiecka policja przeszukała mieszkania 60 podejrzanych o „mowę nienawiści” w 14 landach, którzy wyrażali się na forach internetowych i portalach społecznościowych negatywnie o polityce imigracyjnej i uchodźcach. W celu walki z mową nienawiści niemiecki rząd zatrudnił fundację Amadeu-Antonio, prowadzoną przez Anettę Kahane, córkę znanego enerdowskiego komunisty i propagandysty „Neues Deutschland” Maxa Kahane. Pani Anetta kontynuuje dobra rodzinną tradycję tropienia faszystów i „myślących inaczej”, wypróbowaną w niemieckiej republice ludowej. Na to poświęca się miliony z budżetu. Te kilka łysych pał z infiltrowanej przez niemieckie służby NPD – oto prawdziwe zagrożenie.
„Można oszukiwać wszystkich (ludzi) przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas” – twierdził Abraham Lincoln. Pani kanclerz powinna wziąć sobie tę prostą prawdę do serca. Rysowanie kredkami serduszek na chodnikach Niemcom się kiedyś (po którymś zamachu, bo to, że będą kolejne nie ulega kwestii) w końcu znudzi. Wściekłość i frustrację rozładują na przybyszach z Afryki i Bliskiego Wschodu. W Reutlingen wściekły tłum usiłował zlinczować Syryjczyka, który maczetą zabił Polkę. Policji z trudem udało się temu zapobiec.
Podczas napływu fali uchodźców kanclerz Merkel zadeklarowała, że naród, który jest wrogo nastawiony do „obcych” nie jest jej narodem. Coraz więcej Niemców uważa, że państwo, które nie chce bronić swoich obywateli, swojego systemu społecznego, prawa, kultury i granic – nie jest już ich państwem. Gdy zaufanie między rządzącymi a rządzonymi się całkowicie załamie, Berlin będzie miał większy problem niż tylko islamski terroryzm.
Po Monachium Churchill powiedział: „Będziecie mieli hańbę i wojnę”. Niemcy wybrali hańbę, a wojny i tak nie unikną.
autor: Aleksandra Rybińska
http://wpolityce.pl/swiat/302040-zminimalizowac-uspokoic-oswoic-czyli-o-...