
Kilka lat temu TVP pokazywała cykl filmowy różnych autorów, zatytułowany „Mistrzowie horroru”. Moje gusta, jeśli idzie o ten gatunek, raczej różnią się od preferencji wybierających filmy do telewizji, zwłaszcza Telewizji Polskiej, ale kiedyś, z braku laku, obejrzałem jeden odcinek. Pomysł fajny, niestety całość tak nieznośnie propagandowa, że nie dałem rady. Żołnierze, którzy z wojny, w Afganistanie lub Iraku, wrócili jako trupy, budzą się i zaczynają, jako zombie, nowy etap swej kariery. Na początku masowo biorą udział w wyborach i zmieniają ich wynik, odsuwając od władzy prezydenta, który wysłał ich na misję, z której nie wrócili ani cali, ani zdrowi.
Trudno uniknąć mi tego skojarzenia a i przed czarnym humorem niespecjalnie jestem w stanie uciec, gdy czytam, że w wyniku błędów w systemie „Źródło” w rejestrach wyborców mogą pojawić się osoby zmarłe a komisje wyborcze nie będą miały możliwości weryfikacji dokumentów, na podstawie których powstaną listy uprawnionych do głosowania. Poza nieżyjącymi w spisie mogą pojawić się też osoby wymeldowane i ze zmienionymi nazwiskami. Czy to właśnie dlatego tak bardzo spieszono się do wprowadzenia wadliwego systemu, choć do centrali spływały liczne alarmy od terenowych urzędów, zaś branżowy internet aż kipiał od frustracji, wywołanej arogancją centrali? Początkowo słychać było o utrudnieniach dla osób, chcących wyrobić dowody osobiste czy też załatwić formalności w USC. Dziś okazuje się, że przez „szybki, prosty i bezpieczny program do edycji oraz przetwarzania danych gromadzonych w Systemie Rejestrów Państwowych” zagrożone są kolejne wybory.
W stosunku do wyborów samorządowych coś się jednak zmieniło – dziś alarmuje sama PKW, która poprzednio utrzymywała, że wszystko jest w porządku. Swoim autorytetem podkreślał to pan prezydent, a dziś czytamy o kolejnych oskarżeniach o nieprawidłowości z jednej strony i o zastraszaniu je zgłaszających z drugiej. Winę natomiast tym razem ponosi MSW, które wprowadziło nieszczęsny system, obstawiam zresztą, ze z premedytacją. Tymczasem firma, która nie poradziła sobie z informatyczną obsługą wyborów samorządowych wygrywa przetarg Ministerstwa Cyfryzacji na przygotowanie serwerów i przesyłanie danych strony głównej Biuletynu Informacji Publicznej. Słusznie, za którymś razem musi się przecież udać. Druga zmiana jest taka, że poprzednio o możliwości sfałszowania wyborów dowiedzieliśmy się (wcześniej oczywiście część z nas się tego spodziewała, jednak nie mówię teraz o intuicji) po pojawieniu się pierwszych cząstkowych wyników z PKW, dziś zaś nawet do głosowania nie musimy czekać. Ale cóż, najpewniej na koniec i tak usłyszymy, że wara nam od tego, jak niezależna PKW liczy głosy żywych i umarłych Polaków.
Od kilku tygodni docierają do nas informacje o utrudnieniach w głosowaniu, jakie polska dyplomacja szykuje emigrantom. Nie będzie komisji w wielu miejscach, gdzie znajdują się duże skupiska Polaków i gdzie dotąd można było oddać głosy. Władze wykazały się zresztą dużym poczuciem humoru – o braku obwodów wyborczych informując po upłynięciu terminu zgłaszania uwag do tych decyzji administracyjnych, też zresztą ustalonego ponoć według „widzimisię”. Najwyraźniej władze nie mają (czy słusznie, to ona sprawa) zaufania do żywych wyborców. Umarli nie będą drobiazgowo sprawdzać wywieszonych przy lokalach wyników wyborów w danej komisji, nie będą pisać odwołań, podważać legalności całego procesu wyborczego. MSW w reakcji na zastrzeżenia PKW zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą i w to akurat nie wątpię. A jak będzie się to miało do uczciwości głosowania i liczenia głosów, to już zupełnie inna sprawa.
Trudno uniknąć mi tego skojarzenia a i przed czarnym humorem niespecjalnie jestem w stanie uciec, gdy czytam, że w wyniku błędów w systemie „Źródło” w rejestrach wyborców mogą pojawić się osoby zmarłe a komisje wyborcze nie będą miały możliwości weryfikacji dokumentów, na podstawie których powstaną listy uprawnionych do głosowania. Poza nieżyjącymi w spisie mogą pojawić się też osoby wymeldowane i ze zmienionymi nazwiskami. Czy to właśnie dlatego tak bardzo spieszono się do wprowadzenia wadliwego systemu, choć do centrali spływały liczne alarmy od terenowych urzędów, zaś branżowy internet aż kipiał od frustracji, wywołanej arogancją centrali? Początkowo słychać było o utrudnieniach dla osób, chcących wyrobić dowody osobiste czy też załatwić formalności w USC. Dziś okazuje się, że przez „szybki, prosty i bezpieczny program do edycji oraz przetwarzania danych gromadzonych w Systemie Rejestrów Państwowych” zagrożone są kolejne wybory.
W stosunku do wyborów samorządowych coś się jednak zmieniło – dziś alarmuje sama PKW, która poprzednio utrzymywała, że wszystko jest w porządku. Swoim autorytetem podkreślał to pan prezydent, a dziś czytamy o kolejnych oskarżeniach o nieprawidłowości z jednej strony i o zastraszaniu je zgłaszających z drugiej. Winę natomiast tym razem ponosi MSW, które wprowadziło nieszczęsny system, obstawiam zresztą, ze z premedytacją. Tymczasem firma, która nie poradziła sobie z informatyczną obsługą wyborów samorządowych wygrywa przetarg Ministerstwa Cyfryzacji na przygotowanie serwerów i przesyłanie danych strony głównej Biuletynu Informacji Publicznej. Słusznie, za którymś razem musi się przecież udać. Druga zmiana jest taka, że poprzednio o możliwości sfałszowania wyborów dowiedzieliśmy się (wcześniej oczywiście część z nas się tego spodziewała, jednak nie mówię teraz o intuicji) po pojawieniu się pierwszych cząstkowych wyników z PKW, dziś zaś nawet do głosowania nie musimy czekać. Ale cóż, najpewniej na koniec i tak usłyszymy, że wara nam od tego, jak niezależna PKW liczy głosy żywych i umarłych Polaków.
Od kilku tygodni docierają do nas informacje o utrudnieniach w głosowaniu, jakie polska dyplomacja szykuje emigrantom. Nie będzie komisji w wielu miejscach, gdzie znajdują się duże skupiska Polaków i gdzie dotąd można było oddać głosy. Władze wykazały się zresztą dużym poczuciem humoru – o braku obwodów wyborczych informując po upłynięciu terminu zgłaszania uwag do tych decyzji administracyjnych, też zresztą ustalonego ponoć według „widzimisię”. Najwyraźniej władze nie mają (czy słusznie, to ona sprawa) zaufania do żywych wyborców. Umarli nie będą drobiazgowo sprawdzać wywieszonych przy lokalach wyników wyborów w danej komisji, nie będą pisać odwołań, podważać legalności całego procesu wyborczego. MSW w reakcji na zastrzeżenia PKW zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą i w to akurat nie wątpię. A jak będzie się to miało do uczciwości głosowania i liczenia głosów, to już zupełnie inna sprawa.
(6)
1 Comments
Czytają nas. To dobrze.
02 April, 2015 - 21:28