
Możesz nosić okulary, możesz kontraktować zboże
czesać się jak Zygmunt Stary - jesteś orzeł, orzeł może
Spodnie możesz nosić szersze, a na bluzce wilkołaki
Ręcznie przepisywać wiersze, o na przykład taki:
Człowieku, no przecież, jak sam nie chcesz, to się nie ciesz
Ale niech cię tak nie peszą ci, co się do ciebie cieszą
Grubi, chudzi, starzy, młodzi - Daj się lubić, co ci szkodzi?
O akcji „Orzeł może” pamiętają chyba wszyscy. Wspólne przedsięwzięcie radiowej Trójki i „Gazety Wyborczej” pod patronatem Bronisława Komorowskiego stało się najczęściej wykpiwanym symbolem prezydentury tego ostatniego. Wyśmiana na wiele sposobów akcja to, w pewnym sensie zapowiedź późniejszej porażki. Zmasowany atak propagandowy czołowego polskiego dziennika i popularnej stacji radiowej, wsparty przez, jak wówczas uważano, powszechnie lubianego prezydenta i, z jego polecenia, przez wojsko, zakończył się właściwie klapą. Kilka miast zasypano dziesiątkami tysięcy ulotek, których, wbrew wcześniejszym deklaracjom, nikt nie posprzątał, więc na długo zaśmieciły reprezentacyjne okolice. Różowe świstki ozdobiono karykaturalnym orłem, pokazującym, że wszystko jest ok i, jak czytamy w zapowiedziach „żartobliwymi, acz patriotycznymi wierszykami”, np. „Polaku nie bądź ponury. Rozwiń skrzydła, dziób do góry”. Trójki w czasie majówki nie dało się słuchać, by nie natrafić na reklamy i informacje o akcji, świetnie wpisującej się w wizerunek radia, które przedawkowało własny etos: zakochanego w sobie i podkreślającego na każdym kroku swoje znakomite relacje z elitami władzy i zaprzyjaźnionymi salonami. To przecież ówczesna szefowa trójki, Magda Jethon, w dniu swojej kontrowersyjnej nominacji, usuwała z serwisów społecznościowych zdjęcia, pokazujące, w jak doskonałych stosunkach pozostaje z politykami obozu władzy.
Fotografie zniknęły, za to trójka stała się radiem dworskim na następnych kilka lat. A jednak na spacer ulicami Warszawy, „pokojowy marsz”, w którym udział wzięły gwiazdy stacji, skusiło się, według optymistycznych statystyk, półtora tysiąca ludzi. Jeśli ktoś zapamiętał coś z tej imprezy, to były to wszechobecne różowe okulary, balony i szaliki zaopatrzone w logo programu III i całkowity brak białoczerwonych barw. Tym bardziej znaczący, że ta manifestacja nowoczesnego, radosnego patriotyzmu, odbywała się 2 maja, w Święto Flagi. Gdy dziś politycy PO ubolewają nad brakiem symboliki unijnej podczas wystąpień z okazji tego święta, nie jest to więc właściwie nic nowego. Dziwne tylko, że nie pytają przy okazji o różowe gadżety.
Hymnem akcji była piosenka, którą wykonał powołany na tę okazję zespół „Mogliwczwartek. Udział popularnych wokalistów (Rogucki, Rusowicz, Soyka) nie pomógł, zaś słuchacze śledzić mogli wątłą karierę cytowanej wyżej piosenki z tekstem Artura Andrusa na Liście Przebojów Trójki. W tym samym czasie triumfy święcił „Układ Zamknięty” Kultu, promujący film Ryszarda Bugajskiego pod tym samym tytułem. Propaganda sukcesu przegrywała z krytyką polskiej rzeczywistości. Rok później, słuchając nadawanego w majowy weekend „Polskiego Topu Wszech Czasów” wybieranego przez słuchaczy, pomyślałem, że chyba coś jest bardzo nie tak, skoro w czasach ogólnego zachwytu i świętowania 10 lat UE i 25 lat wolności, głosowanie wygrywa smutna piosenka o wycofaniu i zdradzie ideałów („Wieża radości, wieża samotności” Sztywnego Pala Azji) wraz z utworem o bezdomnej i pijanej Polsce („Nie pytaj o Polskę” Obywatela G.C.). Czy piosenki z późnego PRL najtrafniej oddawały stan ducha Polaków w roku 2014?
Zadowoleni z siebie pomysłodawcy akcji nie spodziewali się, że sprawy przybiorą taki obrót. Wykorzystanie wojska wywołało skandal i otarło się o prokuraturę, opozycja w radzie programowej Polskiego Radia zarzuciła Trójce udział w akcji politycznej i znieważenie polskiego godła. Szybko okazało się, że orzeł z białej czekolady w różowym szaliku i tandetnych okularach, ośmieszył przede wszystkim samych organizatorów, zwłaszcza zaś jej honorowego patrona. Bronisław Komorowski z orłem, czasem nawet – na orle, stał się wdzięcznym obiektem drwin internautów. Biała czekolada, choć ponoć przez nikogo nie zjedzona, czkawką odbija się do dziś również Trójce. Gdy tylko jej pracownicy podnieśli larum, że stacja jest zawłaszczana przez PiS, okazało się, że najwięcej amunicji przeciw nim dostarcza strona programu trzeciego na portalu Polskiego Radia. Gdy w marcu z Trójki wyrzucono Jerzego Sosnowskiego, szybko okazał się, że kilka lat wcześniej to Sosnowski wraz z Jethon i kilkoma kolegami wysłał list KRRiTv z „prośbą o interwencję”, a raczej donos na osoby odbiegające od dominujących w zespole redakcyjnym poglądów, takie, jak Tomasz Sakiewicz, Marcin Wolski czy nawet Tomasz Wróblewski, wówczas naczelny „dziennika Gazety Prawnej”.
W kluczowym fragmencie listu z sierpnia 2010 roku czytamy: „Od początku zatrudnienia w charakterze gospodarzy audycji publicystów o jednoznacznym i tak wyrazistym zaangażowaniu ideowym, zwracaliśmy uwagę władzom Radia na związane z tym niebezpieczeństwa. W odpowiedzi ówczesny dyrektor Jacek Sobala odsunął karnie od anteny przewodniczącego naszego Związku, Jerzego Sosnowskiego. Odwołania do Zarządu Polskiego Radia nie przynosiły efektów. Kierowany przez Jarosława Hasińskiego Zarząd naszej Spółki wyraźnie godzi się na podobne zaniżanie standardów radia publicznego, które w swojej historii najnowszej, licząc od 1989 roku, nigdy nie było tubą propagandową, ale pracowało na rzecz cywilizowanej debaty publicznej. (…) Wobec niemożności porozumienia z Zarządem Polskiego Radia, po wielu miesiącach negocjacji, pism, a wreszcie alarmowania opinii publicznej, zwracamy się z prośbą do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o podjęcie skutecznych działań, które powstrzymałyby dalsze poniewieranie i ośmieszanie wizerunku naszej Spółki.” Czy ten język, argumentacja, wreszcie sposób załatwiania spraw nie kojarzą się Państwu z dzisiejszymi donosami, pisanymi tym razem do instytucji europejskich przez politycznych przyjaciół obrońców Sosnowskiego?
Program Trzeci pomału zdaje się wracać do bardziej wyważonego przekazu w serwisach informacyjnych i przeglądach prasy, choć jeszcze kilka dni temu pojawiały się opinie, że trójkowe dzienniki przypominają radiowy biuletyn KOD-u. W pałacu prezydenckim mieszka już inny lokator, który o wiele poważniej traktuje Dzień Flagi Rzeczpospolitej Polskiej. Zdjęcia sprzed kilku lat dziś głównie bawią, pozwalają też odetchnąć z ulgą – czasy różowych baloników i czekoladowego orła mamy już za sobą. Promocja samozadowolenia przebranego za optymizm i patriotyzmu z karykaturą orła i różowymi flagami okazała się być pomysłem wyjątkowo nieszczęśliwym dla jego autorów. Obawiam się, że podobnie jak w wielu innych przypadkach, nie wyciągnęli z tego żadnych wniosków.
„Napisać dla <<patriotycznego>> bydła piosenkę o tym, żeby chociaż przez chwilę spróbowali żyć normalnie z ludźmi dookoła - odwrotny skutek, no co za zaskoczenie! Polska w ruinie, owszem - ale mentalnej.” – napisał na portalu youtube jeden z sympatyków akcji, komentując promocyjny teledysk, najsłabiej chyba zapamiętany element tego przedsięwzięcia. Te dwa zdania mówią nam więcej, niż poważne analizy socjologiczne. Za optymizmem kryją się kompleksy, za uśmiechem – pogarda. Na szczęście 2015 rok przywrócił wiarę w to, że orzeł naprawdę może. Dla uczestników różowego pochodu sprzed trzech lat nie jest to jednak, jak się zdaje, najlepsza wiadomość.
Tekst ukazał się we wczorajszym wydaniu Gazety Polskiej Codziennie. Napisałem go, jeszcze za nim towarzystwo fanów jedynie słusznej, trUjki - biuletynu KOD, wprowadzili na pierwsze miejsce tegorocznego Polskiego Topu Wszech Czasow piosenkę "Kocham Wolność" Chłopców z Placu Broni (jak wiemy, ci ludzie najbardziej lubią wykorzystywać piosenki artystów, którzy przeciw temu nie zaprotestują, bo nie żyją) w zaplanowanym proteście - co swoją drogą zasługuje na odręby tekst. Może potem...
czesać się jak Zygmunt Stary - jesteś orzeł, orzeł może
Spodnie możesz nosić szersze, a na bluzce wilkołaki
Ręcznie przepisywać wiersze, o na przykład taki:
Człowieku, no przecież, jak sam nie chcesz, to się nie ciesz
Ale niech cię tak nie peszą ci, co się do ciebie cieszą
Grubi, chudzi, starzy, młodzi - Daj się lubić, co ci szkodzi?
O akcji „Orzeł może” pamiętają chyba wszyscy. Wspólne przedsięwzięcie radiowej Trójki i „Gazety Wyborczej” pod patronatem Bronisława Komorowskiego stało się najczęściej wykpiwanym symbolem prezydentury tego ostatniego. Wyśmiana na wiele sposobów akcja to, w pewnym sensie zapowiedź późniejszej porażki. Zmasowany atak propagandowy czołowego polskiego dziennika i popularnej stacji radiowej, wsparty przez, jak wówczas uważano, powszechnie lubianego prezydenta i, z jego polecenia, przez wojsko, zakończył się właściwie klapą. Kilka miast zasypano dziesiątkami tysięcy ulotek, których, wbrew wcześniejszym deklaracjom, nikt nie posprzątał, więc na długo zaśmieciły reprezentacyjne okolice. Różowe świstki ozdobiono karykaturalnym orłem, pokazującym, że wszystko jest ok i, jak czytamy w zapowiedziach „żartobliwymi, acz patriotycznymi wierszykami”, np. „Polaku nie bądź ponury. Rozwiń skrzydła, dziób do góry”. Trójki w czasie majówki nie dało się słuchać, by nie natrafić na reklamy i informacje o akcji, świetnie wpisującej się w wizerunek radia, które przedawkowało własny etos: zakochanego w sobie i podkreślającego na każdym kroku swoje znakomite relacje z elitami władzy i zaprzyjaźnionymi salonami. To przecież ówczesna szefowa trójki, Magda Jethon, w dniu swojej kontrowersyjnej nominacji, usuwała z serwisów społecznościowych zdjęcia, pokazujące, w jak doskonałych stosunkach pozostaje z politykami obozu władzy.
Fotografie zniknęły, za to trójka stała się radiem dworskim na następnych kilka lat. A jednak na spacer ulicami Warszawy, „pokojowy marsz”, w którym udział wzięły gwiazdy stacji, skusiło się, według optymistycznych statystyk, półtora tysiąca ludzi. Jeśli ktoś zapamiętał coś z tej imprezy, to były to wszechobecne różowe okulary, balony i szaliki zaopatrzone w logo programu III i całkowity brak białoczerwonych barw. Tym bardziej znaczący, że ta manifestacja nowoczesnego, radosnego patriotyzmu, odbywała się 2 maja, w Święto Flagi. Gdy dziś politycy PO ubolewają nad brakiem symboliki unijnej podczas wystąpień z okazji tego święta, nie jest to więc właściwie nic nowego. Dziwne tylko, że nie pytają przy okazji o różowe gadżety.
Hymnem akcji była piosenka, którą wykonał powołany na tę okazję zespół „Mogliwczwartek. Udział popularnych wokalistów (Rogucki, Rusowicz, Soyka) nie pomógł, zaś słuchacze śledzić mogli wątłą karierę cytowanej wyżej piosenki z tekstem Artura Andrusa na Liście Przebojów Trójki. W tym samym czasie triumfy święcił „Układ Zamknięty” Kultu, promujący film Ryszarda Bugajskiego pod tym samym tytułem. Propaganda sukcesu przegrywała z krytyką polskiej rzeczywistości. Rok później, słuchając nadawanego w majowy weekend „Polskiego Topu Wszech Czasów” wybieranego przez słuchaczy, pomyślałem, że chyba coś jest bardzo nie tak, skoro w czasach ogólnego zachwytu i świętowania 10 lat UE i 25 lat wolności, głosowanie wygrywa smutna piosenka o wycofaniu i zdradzie ideałów („Wieża radości, wieża samotności” Sztywnego Pala Azji) wraz z utworem o bezdomnej i pijanej Polsce („Nie pytaj o Polskę” Obywatela G.C.). Czy piosenki z późnego PRL najtrafniej oddawały stan ducha Polaków w roku 2014?
Zadowoleni z siebie pomysłodawcy akcji nie spodziewali się, że sprawy przybiorą taki obrót. Wykorzystanie wojska wywołało skandal i otarło się o prokuraturę, opozycja w radzie programowej Polskiego Radia zarzuciła Trójce udział w akcji politycznej i znieważenie polskiego godła. Szybko okazało się, że orzeł z białej czekolady w różowym szaliku i tandetnych okularach, ośmieszył przede wszystkim samych organizatorów, zwłaszcza zaś jej honorowego patrona. Bronisław Komorowski z orłem, czasem nawet – na orle, stał się wdzięcznym obiektem drwin internautów. Biała czekolada, choć ponoć przez nikogo nie zjedzona, czkawką odbija się do dziś również Trójce. Gdy tylko jej pracownicy podnieśli larum, że stacja jest zawłaszczana przez PiS, okazało się, że najwięcej amunicji przeciw nim dostarcza strona programu trzeciego na portalu Polskiego Radia. Gdy w marcu z Trójki wyrzucono Jerzego Sosnowskiego, szybko okazał się, że kilka lat wcześniej to Sosnowski wraz z Jethon i kilkoma kolegami wysłał list KRRiTv z „prośbą o interwencję”, a raczej donos na osoby odbiegające od dominujących w zespole redakcyjnym poglądów, takie, jak Tomasz Sakiewicz, Marcin Wolski czy nawet Tomasz Wróblewski, wówczas naczelny „dziennika Gazety Prawnej”.
W kluczowym fragmencie listu z sierpnia 2010 roku czytamy: „Od początku zatrudnienia w charakterze gospodarzy audycji publicystów o jednoznacznym i tak wyrazistym zaangażowaniu ideowym, zwracaliśmy uwagę władzom Radia na związane z tym niebezpieczeństwa. W odpowiedzi ówczesny dyrektor Jacek Sobala odsunął karnie od anteny przewodniczącego naszego Związku, Jerzego Sosnowskiego. Odwołania do Zarządu Polskiego Radia nie przynosiły efektów. Kierowany przez Jarosława Hasińskiego Zarząd naszej Spółki wyraźnie godzi się na podobne zaniżanie standardów radia publicznego, które w swojej historii najnowszej, licząc od 1989 roku, nigdy nie było tubą propagandową, ale pracowało na rzecz cywilizowanej debaty publicznej. (…) Wobec niemożności porozumienia z Zarządem Polskiego Radia, po wielu miesiącach negocjacji, pism, a wreszcie alarmowania opinii publicznej, zwracamy się z prośbą do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o podjęcie skutecznych działań, które powstrzymałyby dalsze poniewieranie i ośmieszanie wizerunku naszej Spółki.” Czy ten język, argumentacja, wreszcie sposób załatwiania spraw nie kojarzą się Państwu z dzisiejszymi donosami, pisanymi tym razem do instytucji europejskich przez politycznych przyjaciół obrońców Sosnowskiego?
Program Trzeci pomału zdaje się wracać do bardziej wyważonego przekazu w serwisach informacyjnych i przeglądach prasy, choć jeszcze kilka dni temu pojawiały się opinie, że trójkowe dzienniki przypominają radiowy biuletyn KOD-u. W pałacu prezydenckim mieszka już inny lokator, który o wiele poważniej traktuje Dzień Flagi Rzeczpospolitej Polskiej. Zdjęcia sprzed kilku lat dziś głównie bawią, pozwalają też odetchnąć z ulgą – czasy różowych baloników i czekoladowego orła mamy już za sobą. Promocja samozadowolenia przebranego za optymizm i patriotyzmu z karykaturą orła i różowymi flagami okazała się być pomysłem wyjątkowo nieszczęśliwym dla jego autorów. Obawiam się, że podobnie jak w wielu innych przypadkach, nie wyciągnęli z tego żadnych wniosków.
„Napisać dla <<patriotycznego>> bydła piosenkę o tym, żeby chociaż przez chwilę spróbowali żyć normalnie z ludźmi dookoła - odwrotny skutek, no co za zaskoczenie! Polska w ruinie, owszem - ale mentalnej.” – napisał na portalu youtube jeden z sympatyków akcji, komentując promocyjny teledysk, najsłabiej chyba zapamiętany element tego przedsięwzięcia. Te dwa zdania mówią nam więcej, niż poważne analizy socjologiczne. Za optymizmem kryją się kompleksy, za uśmiechem – pogarda. Na szczęście 2015 rok przywrócił wiarę w to, że orzeł naprawdę może. Dla uczestników różowego pochodu sprzed trzech lat nie jest to jednak, jak się zdaje, najlepsza wiadomość.
Tekst ukazał się we wczorajszym wydaniu Gazety Polskiej Codziennie. Napisałem go, jeszcze za nim towarzystwo fanów jedynie słusznej, trUjki - biuletynu KOD, wprowadzili na pierwsze miejsce tegorocznego Polskiego Topu Wszech Czasow piosenkę "Kocham Wolność" Chłopców z Placu Broni (jak wiemy, ci ludzie najbardziej lubią wykorzystywać piosenki artystów, którzy przeciw temu nie zaprotestują, bo nie żyją) w zaplanowanym proteście - co swoją drogą zasługuje na odręby tekst. Może potem...
(2)