Wiernej Ziemi powierzony - Mieczysław Suszyński

 |  Written by Kazimierz Suszyński  |  0

Wśród lasów Puszczy Knyszyńskiej leży wieś, która tak dziwnie się nazywa, trochę jak środowiskowy biuletyn - Nowiny Kasjerskie
Teraz można już tam dojechać asfaltową szosą, od strony niewielkiego Knyszyna - miasta królewskiego, gdzie żywota dokonał król Zygmunt August. Jeszcze całkiem niedawno do miejscowości wiodły jedynie drogi szutrowe.

Nowiny Kasjerskie i Nowiny Zdroje - warto zapamiętać - te z najwierniejszych osad Podlasia.

Gdybyście się zapuścili w tamte rejony, co polecam, radzę zatrzymać się na chwilę pośrodku wsi, przy zakręcie i odgałęzieniu drogi. Od lipca 2019r. skrawek ziemi okalają tam zwisające z palików łańcuchy, pośrodku stoi duży, dziękczynny, drewniany krzyż – podobny do misyjnych. Na jego cokole tablica:

W HOŁDZIE ZA OCALENIE WSI
I NA PAMIĄTKĘ
500-LECIA PARAFII
MIESZKAŃCY WSI
NOWINY KASJERSKIE
I NOWINY ZDROJE
DZIĘKUJĄ BOGU
ZA OTRZYMANE ŁASKI
LIPIEC 2019

Po obu stronach krzyża stoją dwa mniejsze, metalowe. Stoją jak stały przedtem. To pozostałość z dawniejszych czasów, sprzed 2019r.. Wtedy na tym poletku, za sztachetami drewnianego ogrodzenia, były tylko one – niewielkie ale wymowne. Po prawej typowy, przystrojony, dodatkowo okolony metalowym zdobnym ogrodzeniem - sporo takich spotyka się w tamtych stronach - i ten po lewej, wyrastający z lastrikowego cokołu – znaczący mogiłę – pojedynczą mogiłę pośrodku wsi! To raczej niezwykłe. Obecnie mogiła stała się już historyczną ale przetrwała lata bierutowskie i gomułkowskie, kiedy taką nie była – urągała przepisom administracyjnym dotyczącym pochówków a co gorsza stanowiła relikt czasów, ludzi i zdarzeń dla których interpretację zarezerwowano historykom resortu bezpieczeństwa i PZPR.

Szczątki człowieka złożono do tej mogiły w 1945r.- niemal natychmiast po śmierci. Pochowany nie był mieszkańcem wioski - pochodził z Białegostoku i nie miał tutaj rodziny. Jednak w ciągu kolejnych dekad grób nie tylko nie uległ anihilacji ale stale ktoś zabiegał aby był zadbany. Świeże kwiaty, palący się lub niedawno dopalony znicz, zakonserwowany krzyż, obramowanie a od jakichś 50-60 lat i tabliczka.

ŚP

MIECZYSŁAW SUSZYŃSKI

ŻYŁ LAT 23. ZGINĄŁ
ŚMIERCIĄ TRAGICZNĄ
8.11.1945. R. SZERZYŁ

MYŚL JASNĄ I CIEPŁO
RODZINNE – WCIĄZ SZUKAŁ
PRAWDY. ZNALAZŁ JĄ W
WIECZNEJ PRAWDZIE
GINĄC ZA PRAWDĘ

I OJCZYZNĘ

Proste ale poruszające epitafium ułożone i napisane przez ludzi, którzy w swym codziennym znoju niewiele mieli okazji na kontakt z literaturą. Troskę 
o mogiłę wciąż okazywali mieszkańcy tej wiernej osady. Kiedyś, po odbyciu wyroku, z daleka, dotarł tu stryjeczny brat i dowódca Mietka zarazem - Leon. Wiele lat po jego śmierci, wśród starych fotografii odnaleziono słabo zachowany negatyw 6x9, który udało się odczytać - to grób  Mietka - widok z końca lat 50-tych. Jak widać jest tylko drewniany, nieduży - nierzucający się w oczy krzyż, brak przytoczonego wcześniej epitafium - tabliczki. Było dyskretnie, zbyt żywe mogły być reakcje komunistów. Były jednak zadbane  kwiaty, było odnawiane ogrodzenie, były szacunek i pamięć. Niewiele lat potem grób oporządzono właśnie tak jak zachował się do obecnych czasów - postawiono krzyż na lastrykowym postumencie i obłożono trwałymi płytami z tego samego materiału, posadzono kwiaty i umieszczono epitafium. Stał się jawną mogiłą, zaczął przemawiać.
 


Bywali tu ci co przeżyli, czasami ktoś z ocalałych resztek niezwykle licznej rodziny. Mnie doprowadził tutaj jeden z Wyklętych od "P-8" - "Wrzos" - Leonard Szydłowski. W 2007r, pierwszy raz w życiu, wyszedłem poza tereny kolejowe w Białymstoku i praktycznie zaraz znalazłem się w towarzystwie tego przewodnika. Zdjęcie po prawej stronie zrobiła w 2016r. Pani Krystyna - córka "Sokoła" - Józefa Ejchlera, zmarłego kolegi z oddziału Mietka. 

Pamięć oraz Wierność tych ziem to cisi bohaterowie tego wpisu - mnie ta sytuacja ruszyła.

Gdy w 2020 roku odwiedziliśmy Nowiny, zatrzymaliśmy się aby ustawić znicz i odmówić 10-tkę różańca. Drogą przejeżdżał rolnik, na traktorze. Ujrzawszy nas,  zatrzymał pojazd, choć robota paliła, odczekał do końca modlitwy aby wypytywać, porozmawiać. ...   A to też było takie z Tej Ziemi.  
        Byłem tam trzykrotnie – mało, bo gdyby próbować nadążać za myślami ...

* * *

Tekst ten jest kompromisem między niewiedzą i niemocą, a Terminem i męczył mnie na tyle długo, że pierwotne zapiski, z powodu zaistniałych zmian, trzeba było znacznie zmienić. Miejsce i jego fenomen, którego wciąż nie potrafię oddać i człowiek, którego pamięć zachowałem dzięki cudem ocalałej jedynej, jak sądziłem, fotografii.

Termin to 8 listopada 2020r. - 75. rocznica tragicznej śmierci Mietka. Nie jestem na tyle bezczelny aby przyjąć za możliwe opublikowanie pełniejszego i lepszego tekstu w okrąglejszą rocznicę. Niemoc i niewiedza to braki w faktach, które na pewno byłyby do uzupełnienia. Jest jednak we mnie coś, jakiś wstręt, niemoc właśnie, co powstrzymuje przed wydostaniem danych z białostockich parafii i archiwów - może to doświadczenie sprzed kilkunastu lat, gdy próbowałem tego pisząc o Ojcu i innych Poległych.    

Tekst jest osobisty. Mój dziadek Antoni to brat Jana - ojca pochowanego Mieczysława. Nigdy ich nie poznałem, nawet z fotografi. Jeden wojny nie dożył, a drugi nie przeżył. Kilkunastu członków bliskiej rodziny, jako zakładników, Niemcy zamordowali we wrześniu 1943r.. Nieliczni ocaleńcy - jedni z powodu wywózki, choroby, inni ponieważ mieli szczęście znaleźć się poza domem, nie mieli szans zadbać o metryki i zdjęcia. Domy rodzinne nigdy się nie odrodziły, a szpargały nie miały jak się odnaleźć. Jedyne ocalałe fotografie pochodzą od ich przyjaciół/znajomych. Mniej więcej w tym samym czasie, z czwórki moich stryjów - ocaleńców, dwóch okrutnie zamęczono, a jeden poległ w walce. Mietek i mój Ojciec faktycznie stali się najbliższą rodziną z samych więzów krwi.       

Mieczysław Suszyński ps."Mściciel",

syn Jana, ur. w 1921 lub 1922 r. w Białymstoku. Szybko wstąpił do białostockiej konspiracji - Polskiego Związku Powstańczego - Armia Krajowa. W latach 1942-43 współdziałał ze stryjecznym bratem - Leonem,  ps. "P-8", "Litwin" w KeDywie, likwidując zdrajców i groźnych konfidentów.  Po dekonspiracji i przejściu do partyzantki Leona, jako wciąż nierozpoznany, kontynuował działalność w organizacji na terenie Białegostoku. Prawdopodobnie w 1944r. ożenił się - nie potrafię obecnie stwierdzić kiedy i z kim. Według znanych mi ustnych przekazów, dzieci nie miał, choć w ostatnich latach doszła do mnie informacja, że jednak po jego śmierci narodziło się dziecko, przy czym żona, prawdopodobnie przed rozwiązaniem, opuściła te tereny szukając bezpiecznego azylu z dala od bezpośredniego zagrożenia.

Po ponownym wkroczeniu sowietów pozostał w konspiracji i najpewniej właśnie on - "Mściciel" - wziął udział w likwidacji byłego oficera legalizacji AK "Laudy", "Montwiłła", który idąc na współpracę z nowym okupantem, korzystał z dużej wiedzy o organizacji i ludziach, wydając dawnych towarzyszy broni i struktury AK. Zdrajcę zastrzelono z wyroku WSS Okręgu Białostockiego - niestety, wraz z nim zginęła żona, której o nic nie oskarżano. Po tej niefortunnie rozpoznanej akcji, późną wiosną 1945r. Mieczysław znalazł schronienie w leśnym Zgrupowaniu AKO "Piotrków", gdzie został przydzielony do  plutonu dowodzonego przez "P-8". Z uwagi na znajomość broni i zdolności manualne, powierzają mu zadania rusznikarza. Oddział ma charakter szkoleniowy dla nowoprzybyłych zza linii Curzona i dezerterów z LWP. Wkrótce mają niebezpieczną potyczkę w lesie z wojskami NKWD a kilka dni później - na początku lipca - biorą udział w bitwie pod Ogółami - jednej z największych jakie stoczyli partyzanci powstania niepodległościowego. Po tych zmaganiach nastąpił wymarsz Zgrupowania na teren Puszczy Kurpiowskiej. Po drodze mijali Biebrzę i twierdzę Osowiec, które blisko pół roku były przedpolem frontu. Wśród tamtejszych bagien napotykali na koszmarne widoki podtopionych zwłok, ludzi i zwierząt, w stanie rozkładu. Zapadły na długo w pamięć i ten częściowo uszkodzony porzucony w nieładzie sprzęt wojskowy.

Gdy na początku września stanęli z powrotem w Puszczy Knyszyńskiej rozwiązano AKO i Zgrupowanie "Piotrków". Nadszedł rozkaz, powołano nową organizację WiN, ludzi zdemobilizowano, jedynie ze "spalonych", tych bez powrotu, utworzono oddziały samoobrony. Mietek trafił do oddziału dowodzonego przez Leona - "P-8". Poza więzami krwi, z dowódcą łączyły go koleżeństwo, współne doświadczenia, dążenia i zagrożenie. Był darzony pełnym zaufaniem i jako taki mianowany dowódcą jednej z sekcji. Wczesną jesienią, z potrzeby pozyskania środków walki, spróbowali wypadu w rejon Osowca. To niezbyt daleko - ze 30-40 kilometrów. Udało się, sporo uzbrojenia, amunicji i wyposażenia - kompasy, lornetki, mapniki załadowali na podwody i zdołali z tym ładunkiem dotrzeć w "swoje" ostępy leśne. Broń wciąż mogła stać się użyteczna, zwłaszcza, że ewentualne uszkodzenia potrafili naprawić we własnym zakresie. Pomiędzy zwiezioną amunicją znajdowały się także pociski artyleryjskie i choć nie posiadali artylerii, to stanowiły dla nich łakomy kąsek, jako potencjalnie spora porcja materiału wybuchowego. We czwartek 8 listopada, w Nowinach Kasjerskich,  do zaimprowizowanego warsztaciku u jednego ze współpracujących z oddziałem gospodarzy, wszedł Mietek. Głównie on zajmował się tymi ostatnimi zdobyczami. Miał rozbroić granat przeciwpancerny.  Może niewypał miał jakąś usterkę, może zapalnik był nowego, nieznanego typu, może zawiniła nieuwaga. Koledzy usłyszeli tylko wybuch. Eksplozja rozerwała Mietka na strzępy. Wśród rozwalonej szopy skrzętnie pozbierano szczątki "Mściciela", które pochowano przy krzyżu w samym środku wsi. Zginął pierwszy partyzant z oddziału "P-8", bardziej niż brat dla dowódcy, straszliwy, podwójnie dotkliwy cios. Choć waleczny nie padł na polu walki, śmierć spowodowała jakaś wada, nieuwaga, może nawet lekkomyślność.

5
5 (1)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>