W pewnym momencie zauważaliśmy, że w momencie wstrzykiwania solanki w macicy bardzo dużo się działo. To było coś więcej niż mieszanie się płynów. To dziecko rozpaczliwie próbowało uniknąć połykania słonego roztworu i gwałtownie kopało nóżkami w agonii. Można albo przyjąć tę niewygodną prawdę, albo zbyć ją stwierdzeniem, że to tylko skurcze macicy. To jednak nie takie proste, bo jako lekarz dobrze wiesz, co się dzieje. Natomiast czy przekażesz takie informacje pacjentce, to zupełnie osobny temat. Przede wszystkim musisz chronić ją przed rozpaczą związaną z niechcianą ciążą, zanim zaczniesz w ogóle myśleć o dziecku. Musimy jakoś sobie radzić z takimi dylematami. Ktoś musi to robić. I to niestety nam przypadło w udziale zadanie przeprowadzania egzekucji.
Lekarz nie może ujawnić pacjentce faktu, że jej dziecko cierpi. Przed samą aborcją nie powie jej, że dziecko zginie gwałtowną i bolesną śmiercią. Jak sam przyznaje, „musi dokonać egzekucji”.
Całość artykułu w "Naszym Dzienniku":
http://www.naszdziennik.pl/swiat/84295,wyznania-aborcjonistow-dokonujemy...