Marcin Brixen's blog

 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Mama Łukaszka szła przez osiedle dumna i zadowolona. Coraz więcej osób mówiło o nekrowywiadach. Mama nawet specjalnie składała "Wiodący Tytuł Prasowy" i chodziła do domu dłuższą drogą, żeby więcej osób widziało co ona czyta. No bo jak nekrowywiad, to wiadomo: "Wiodący Tytuł Prasowy"... I kiedy tak szła i słyszała strzępy rozmów doszła do wniosku, że ludzie mówią o jakimś nekrowywiadzie kompletnie jej nieznanym. Zatrzymała się i przekartkowała gazetę. Nie było tam tego. Wreszcie mama Łukaszka zapytała panią Sitko. I przeżyła ogromny szok.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Jakoś tak się stało, że któregoś ranka siostra Łukaszka została wysłana do kiosku po prasę. A że każdy z dorosłych czytał inną gazetę, było tego dużo i grubo. A jak jeszcze były dodatki... Tego dnia siostra się nadźwigała, bo do gazety dziadka "Prawdziwa Ojczyzna" był dodany klucz do kół samochodowych z Powstańcem Warszawskim, do gazety babci "Międzynarodowy Horyzont" dodany był ciśnieniomierz z Leninem, a do gazety mamy "Wiodący Tytuł Prasowy" dodano specjalny nóż szefowej kuchni do drylowania bezpestkowego winogrona.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Zajęcia z weganizmu nie ograniczały się tylko do prowadzenia sklepu. - O! - zdumiał się uprzejmie Łukaszek i jedną samogłoską udało mu się wyprowadzić pana prowadzącego z równowagi. Pan prowadzący oznajmił, że oprócz weganizmu praktycznego jest też weganizm teoretyczny. - Czyli kiełbasę można jeść? - ucieszył się Gruby Maciek. - Ależ skąd! Czy ja coś takiego mówiłem? Skąd ci przyszło coś takiego do głowy? - Coś jak katolik, wierzący, ale niepraktykujący, czyli... - Weganizm to nie religia! Religia to zło! - fukał pan prowadzący. - Weganizm to coś znacznie więcej!
5
5 (1)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Łukaszek szedł ze swoją mamą przez osiedle wraz ze swoją mamą, gdy nagle koło osiedlowego domu kultury zauważyli zbiegowisko. Mam oczywiście przystanęła, a oczy jej się śmiały do napisów KOD na transparentach.
- O Jezu - powiedział Łukaszek.
- Nie przeklinaj - ofuknęła go mama.
- Mam powód. Ja tam widzę swoją siostrę.
- Niemożliwe! - i mama Łukaszka runęła w tłum pociągając za sobą syna. Dopchali się do siostry Łukaszka.
5
5 (1)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Okazało się, że bar wegański działa także w niedzielę. - Nie marudźcie - z uśmiechem poprosił chłopaków pan w rurkach prowadzący kolonie wegańskie. - Ludzie też chcą gdzieś wyjść z niedzielę, spotkać się ze znajomymi, porozmawiać, zjeść na mieście... - O, to tak jak ja - ucieszył się okularnik. - Też bym chciał gdzieś wyjść z niedzielę, spotkać się ze znajomymi, porozmawiać, zjeść na mieście... - Możesz ich zaprosić tutaj - wtrącił Gruby Maciek, który w przeciwieństwie do tężyzny fizycznej, tężyzny umysłowej nie wykazywał. Pan prowadzący już się nie uśmiechał.
5
5 (4)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
O dziwo bar wegański jakoś prosperował. Mieszkańcy osiedla przychodzili, przeglądali ofertę i kupowali - ale raczej produkty tradycyjne. Czyli na ten przykład surówki. I na wynos.
Zdarzali się jednak tacy klienci, którzy dzień w dzień konsumowali coś na miejscu. Było ich mało, ale jednak byli. Do nich należał na ten przykład pan Sitko.
- Bo przychodzisz na piwo! - oburzała się jego małżonka.
- To wyciąg z szyszek chmielu, sama natura, a w dodatku uspokaja - informował ją z wyższością mąż.
- Mnie to akurat denerwuje!
- To weź też się napij!
5
5 (4)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
I mógł Łukaszek oponować ile dusza zapragnie, a i tak jego mama postawiła na swoim.
- Nie ma demokracji w tym domu - poskarżył się Łukaszek.
Dla mamy Łukaszka był to ciężki cios.
- Jak tak możesz w ogóle mówić! Czyż nie przedstawiłeś swojego zdania?! Czyż cię nie wysłuchałam?!
- I jaki efekt? - wzruszył ramionami Łukaszek. - Wyszło na twoje.
- Nie róbmy polityki! - mama przytuliła go serdecznie. - Chadzajmy na półkolonie!
- A w tym roku na jakie? - spytał tata Łukaszka przechodząc obok z kubkiem herbaty.
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  2
- Słyszała pani? - zagadnęła mamę Łukaszka pani Sitko, dozorczyni bloku, w którym mieszkali Hiobowscy. - Kolejne państwo opuszcza Unię Europejską!
- Co tym razem? - zapytał tata Łukaszka wyłaniając się zza narożnika budynku. - Deutschexit?
- Ha ha, ale śmieszne - burknęła mama.
- Nie, proszę pana, nie - machała ręką dozorczyni. - Ten, no... Będzie Brexit!
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  1
Szczęknął zamek, drzwi uchyliły się i do mieszkania dyskretnie wsunął się Łukaszek.
- A, jesteś wreszcie młody człowieku - odezwał się z pokoju tata. - Chodź mo tu i pochwal się.
Łukaszek wszedł powoli i niepewnie oświadczył:
- No owszem, wszedłem na szesnasty poziom w "Siecz i rąb", ale skąd wy wiecie...? Zresztą zawsze myślałem, że gry komputerowe was...
- Nie chodzi o te durne gry! - rozgniewała się babcia Łukaszka.
- On celowo robi z nas idiotów! - wtórował jej dziadek.
5
5 (4)
 |  Written by Marcin Brixen  |  1
Wydawać by się mogło, że trudniej o banalne urządzenie akustyczne niż tradycyjny dzwonek do drzwi. Albo jest sygnał, albo go nie ma. I tyle.
A tak naprawdę to nieprawda. Ile emocji mozna nim przekazać!
Dzwonek w mieszkaniu Hiobowskich wybrzmiewał natarczywie i alarmistycznie. Pełne złych przerzuć tata Łukaszka otworzył drzwi i o mało nie został staranowany przez panią Sitko. Dozorczyni wtargnęła do mieszkania, wpadła do pokoju, siadła na kanapie i głośno lamentując wzywała imienia boskiego. Za nią człapał posępnie jej małżonek trzymając w zaciśniętej dłoni pomiętą kopertę.
5
5 (2)

Pages