Marcin Brixen's blog

 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Sprawa była bardzo prosta. Przynajmniej technicznie. Wystarczyło zdjąć kilkanaście liter i powiesić nowe. Można nawet było wykorzystać część starych.
O dziwo większość Hiobowskich była za.
- Gdzie?! Co?! Jak?! - szalał dziadek Łukaszka. - Nie możecie!
- Niech dziadek siada i przestanie nas kompromitować przed całą Europą - syknęła mama Łukaszka.
- Przecież to w telewizorze, kto nas widzi?
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  1
Tego dnia w pokoju nauczycielskim działy się rzeczy dziwne i niezrozumiałe.
Na początku dnia pani od biologii miała ponury humor, bowiem czekała ją lekcja z pierwszą a liceum. To było jeszcze zrozumiałe. Potem uradowana pani pedagog wtargnęła do pokoju nauczycielskiego prowadząc ze sobą jakąś postawną kobietę. Była to pani Janina, która była fenomenalna. Owa fenomenalność polegała na tym, że jeszcze niedawno pani Janina była panem Janem. Zatem radość pani pedagog również była zrozumiała.
A potem stało się coś, co zmieniło wszystko.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Pojechali Hiobowscy na zakupy w sobotnie przedpołudnie. Obok nich na parkingu zaparkowało swoje auto małżeństwo w średnim wieku.
- Oni mieszkają koło nas - zauważyła siostra Łukaszka.
Poszli do centrum handlowego, zaszli do jednego sklepu, drugiego. I w olbrzymim sklepie spożywczym znów wpadli na siebie. Małżeństwo sąsiadów stanęło przed nimi w długiej kolejce do kasy. Stali tak przez dłuższą chwilę i nikt nic nie mówił, aż tu w gwar sklepowy wdarł się dzwonek telefonu.
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Polska rzeczywiście stawała się potęgą sportową, lecz nie dzięki swym zawodnikom. Paradoksalnie, dzięki innym osobom związanym ze sportem - dzięki działaczom, organizatorom, no i kibicom.
Coraz więcej różnego rodzaju imprez sportowych najwyższej rangi miało miejsce w Polsce. i był to wydarzenia udane, i oficjalne czynniki i zwykli fani podkreślali jak dobrze Polska zrobiła ten finał czy tamte rozgrywki.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Bomba wybuchła na lekcji geografii. Pani zadała do napisania wypracowanie na temat kuli ziemskiej i układu słonecznego.
- To tam też jest geografia? - sarkał Gruby Maciek.
- Wszędzie jest geografia - ripostowała z godnością pani nauczycielka. - Chcesz test z kraterów Księżyca?
Gruby Maciek nie chciał i cała klasa obiecała, że na następną lekcję przygotuje wypracowanie.
A kiedy nadeszła następna lekcja, pani od geografii rozłożyła dziennik i z dziką satysfakcję poprosiła o odczytanie zadania domowego.
- Hiobowski!
5
5 (4)
 |  Written by Marcin Brixen  |  1
Polacy grali mecz piłki ręcznej ze Szwecją.
Hiobowscy oczywiście kibicowali, wszyscy oprócz mamy Łukaszka.
Mama Łukaszka poszła walczyć czynnie przeciwko eksmisji lokalnego oddziału "Wiodącego Tytułu Prasowego" za niepłacenie czynszu.
Mecz zaczął się występem polskich czirliderek. Gościom ze Szwecji się to nie spodobało.
- W ogóle w Polsce nam się nie podoba - oznajmił reporterowi tv kapitan Szwedów. - Wy łamiecie demokrację. U was nie da się żyć. W związku z tym w ramach protestu pofarbowaliśmy na tęczowo włosy...
- nie widzę.
- ...łonowe.
5
5 (4)
 |  Written by Marcin Brixen  |  1
Przez osiedle jechał wolno...
- Ja chyba śnię - wyjąkał Gruby Maciek.
- Wreszcie was aresztują - szepnęła marzycielsko pani wicedyrektor mając namyśli swojego przedmówcę oraz jego dwóch kolegów.
I jakby na potwierdzenie jej słów radiowóz zatrzymał się tuż przy furtce na szkolne boisko, dokładnie tuż obok nich. Wysiadło z niego dwoje funkcjonariuszy, policjantka i policjant.
- To nie my - szybko powiedział na wszelki wypadek okularnik z trzeciej ławki.
- To oni - powiedziała na wszelki wypadek pani wicedyrektor.
- Dzień dobry - powiedział Łukaszek.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  1
Do mieszkania Hiobowskich ktoś zadzwonił. Otworzyła babcia Łukaszka. Za drzwiami stał kolorowo ubrany łysy facet w okularach.
- Nie, mnie religia nie interesuje - powiedziała pierwsza babcia. - Żadna religia. Do widzenia.
- Ale ja nie w sprawie religii!
- Kołder też nie kupuję.
- Zbieram suchy chleb.
- Dla konia? - zażartowała babcia Łukaszka.
- Nie. Dla mrówkojada.
Babci opadła szczęka.
- Czego? Co?
- Mrówkojad. Ssak taki. Ssie mrowiska.
- Przecież on nie je chleba, tylko mrówki!
5
5 (4)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Tata Łukaszka wybrał się na spotkanie w osiedlowym domu kultury. Było to spotkanie z człowiekiem wyjątkowym. Z człowiekiem, który porawł się z motyką na słońce - postanowił odsłonić skalę nieprawidłowości w transporcie kolejowym.
Był to temat trudny, obszerny, zawikłany i niebezpieczny.
Pan ów napisał książkę, a niej zawarł swoje przeżycia związane z tym tematem na przestrzeni kilku lat. A doświadczeń miał wiele i były one wyjątkowo ciężkie.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Pan Sitko siedział spokojnie w domu i oglądał w telewizji...
- Co ty właściwie oglądasz? - spytała pani Sitko patrząc na Stamila-Kocha wyciskającego na ekranie jeżyny.
- Soki narciarskie - odparł ponuro pan Sitko.
- A kiedyś były skoki!
- Tak, ale to było zbyt niebezpieczne, a poza tym zimą ciągle brak śniegu. Więc przeszli na zawody w robieniu soków.
- To duża zmiana.
- E tam... Niewiele się zmieniło. Norwegowie nadal oszukują, a Niemcy mają specjalne kombinezony. Plamoodporne. A miały być zakazane!
- A jak idzie naszym?
- Fatalnie.
5
5 (4)

Pages