Marcin Brixen's blog

 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Mama Łukaszka poszła z resztą rodziny na Marsz Trzech Króli. ale kiedy wracali z Marszu mama nagle zaczęła się dziwnie zachowywać. Zaczęła się nerwowo wzdrygać, oglądać za siebie, zwalniać i mylić krok.
- No idź już - powiedział tata Łukaszka.
Mama Łukaszka tylko pisnęła i zniknęła w tłumie.
- Dokąd ona poszła? - zdumiała się babcia Łukaszka.
- Mama chadza na miesięcznicę targowicką - wyjaśnił Łukaszek.
- Na co??? - zjeżył się dziadek Łukaszka.
- To są te marsze Demokratycznej Obrony Kraju. Od kilku lat już tak chodzi.
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
- Zimno! - mama Łukaszka po wejściu do mieszkaniu przytupywała mogami podczas zdejmowania płaszcza.
- Kto to widział chodzić po dworze w taki mróz - gderała babcia Łukaszka.
- Demokracji trzeba bronić bez względu na pogodę! - mam Łukaszka rozcierała policzki. - Czy upał czy mróz trzeba walczyć o wolność i swobody obywatelskie! Wy też moglibyście się dołączyć!
- A dzieje się coś złego? - spytał Łukaszek.
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Tak to już jest, że człowiek rodzi się mały, potem rośnie, a po jakimś czasie dowiaduje się, że są inni, nowi, którzy są mniejsi od niego. I że wypada, żeby on coś dla tych mienjszych zrobił.
Tak to tłumaczył tata Łukaszka swojemu synowi.
- Ja się z tym zgadzam.
- To dlaczego nie chcesz?
- Bo będę wyglądał jak idiota!!
- Nie jak idiota, tylko jak kowboj.
- Proszę cię, kto teraz przebiera się za kowboja?
5
5 (4)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Pan od historii ze szkoły Łukaszka wyciągnął się wygodnie na tapczanie. Ach! Przerwa świąteczna! W bloku cisza i spokój. Na wyższych piętrach wyły wiertarki, na niższych ujadały psy. Ale na takie hałasy pan od historii tylko się uśmiechał wspominając poziom decybeli w swoim miejscu pracy.
Gwałtowny dzwonek do drzwi rozszalał się nieprzyjemnym echem w jego sercu.
- Kto to może być? - zapytał sam siebie i nagle pamięć podsunęła mu te wszystkie opowieści o krwawych siepaczach rządowych co to przychodzą nocą i...
5
5 (1)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Tata Łukaszka był z lekka zaskoczony oprawą dzisiejszego wydania telewizyjnego programu sportowego. Bowiem w pełnej gali i wielkiej powadze był on nadawany ze stadionu Legii w Warszawie. Wkrótce wyjaśniło się dlaczego.
- To właśnie na tym stadionie - oznajmił uroczyście prezenter składając dłonie w koszyczek. - To właśnie na tym stadionie Polska została pokonana przez Niemców najwyższym stosunkiem w historii piłki nożnej. W tysiąc dziewięćset trzydziestym czwartym ulegliśmy im aż dwa do pięciu!
5
5 (6)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Tata Łukaszka wraz z synem szli z zakupami do domu i tak ich nogi poniosły, że przechodzili koło kiosku z gazetami.
- A właśnie - przypomniał sobie tata Łukaszka. - Mieliśmy mamie kupić wieczorne wydanie "Wiodącego Tytułu Prasowego".
- Oj, tato, chyba nie kupimy...
Przed okienkiem kiosku stał jakiś pan i choć z daleka nie było słychać słów, to można było się zorientować, że jest on bardzo zdenerwowany. Łukaszek i jego tata podeszli do kiosku, poczekali chwilę i tata Łukaszka poprosił, żeby pan się wreszcie zdecydował i kupił.
- Nie kupię - odparł ponuro pan.
5
5 (5)
 |  Written by Marcin Brixen  |  1
- Co to za dziwne odgłosy dochodzą z kuchni? - zaciekawiła się babcia Łukaszka.
- Mama płacze - odparł lakonicznie Łukaszek. - Obiera ziemniaki.
- Pierwsze słyszę, żeby płakać przy ziemniakach - zdumiał się dziadek Łukaszka. - Nie chodzi o cebulę?
Ale Łukaszek był pewien, że nie. Słowa jego potwierdziła jego mama, która po kilkunastu minutach wyszła z kuchni trąc zapłakane oczy.
- Nie mogę... Nie mogę...
- Cebula, mówiłem wam - kiwał głową dziadek Łukaszka.
- Żadna cebula, ziemniaki! Nie mogę... No po prostu nie mogę ich obierać...
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Mama Łukaszka czuła się obrońcą. Nie, to złe słowo. Obrończynią. Bardzo do serca brała sobie ideały krzewione w "Wiodącym Tytule Prasowym" i na samym braniu poprzestać nie zamierzała. Zamierzała również dawać. Dawać rady i wskazówki jak żyć w nowej rzeczywistości i jak postrzegać to co było.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
U siostry Łukaszka wiele razy nocował jej chłopak. Hiobowscy przyjmowali to spokojnie.
- Tyle razy już nocował. I nic - mówili z ulgą.
- Tyle razy już nocował. I nic - wściekała się siostra.
A chłopak nic nie mówił.
Aż wreszcie, któregoś poranka, bardzo wczesnego, do drzwi Hiobowskich rozległo się łomotanie.
- Szósta rano! - rozległ się bolesny krzyk mamy Łukaszka. - Przyszli po mnie!
- Bez paniki, to na pewno jakaś pomyłka - dziadek Łukaszka przerwał odmawianie nowenny w kuchni i poczłapał do wejścia. Wyjrzał przez wizjer.
5
5 (1)
 |  Written by Marcin Brixen  |  2
Pani pedagog zachorowała.
- To kara za chodzenie z gołym pępkiem - stwierdziła mściwie pani wicedyrektor.
Pani pedagog zachorowała w memencie niefortunnym wielce, albowiem podczas prób do nowego spektaklu. Wystawiać go miała klasa, do której chodził Łukaszek.
- Dzieciaki pewnie są szczęśliwe, że próby odwołane - skomentował pan dyrektor.
- Wręcz przeciwnie, ćwiczą jak szaleni. Zmienili tylko sztukę - poinformowała pani go pani wicedyrektor.
- Co??? I ja się dowiaduję o tym dopiero teraz?! Natychmiast żądam pełnej informacji co do planowanego spektaklu!
5
5 (2)

Pages