Marcin Brixen's blog

 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Dziadek Łukaszka dziarsko poświstując maszerował przez osiedle niosąc na ramieniu swój uniwersalny transparent z napisem "Nigdy więcej!". Wybierał się bowiem na kolejną miesięcznicę smoleńską organizowaną w mieście. Wyszedł z domu wcześnie, sądził zatem, że na miejscu będzie pierwszy. Ku swojemu zdumieniu na placu, na którym miała się odbyć demonstracja, stali już jacyś ludzie z tabliczkami i transparentami.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Najpierw zaczęło się od jednej. Później były dwie. A dalej to już poszło.
Tęczowe tabliczki parkingowe były notorycznie niszczone albo po prostu znikały. Jednak władze osiedla z maniackim uporem stawiały wciąż nowe.
- Wstydzę się przyznać, że jestem z tego osiedla - wyznała niespodziewanie siostra Łukaszka któregoś wieczora przy kolacji. - Wszyscy się z nas śmieją! A jak nazywają!
- Jak? - zaciekawił się Łukaszek.
- Homofobami motoryzacyjnymi - oświadczyła mama Łukaszka i zajrzała do "Wiodącego Tytułu Prasowego". - Możemy zrobić tylko jedno. Wstydzić się.
5
5 (1)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
- No, Hiobowski - i pani od geografii odchyliła się w fotelu. - Co powiesz na swoją obronę?
- Że umiem.
- Umiesz?! - pani zajrzała do dziennika. - Jakbyś umiał to z ostatniego sprawdzianu dostałbyś dobrą ocenę. A tu z przyjemnością widzę niestety ocenę niedostateczną.
- Tak się składa , że mam ten sprawdzian przy sobie. Niech pani zobaczy. Odpowiedziałem na wszystkie pytania.
Pani od geografii z niezadowoloną miną spojrzała na podaną przez Łukaszka kartkę. Jednak po chwili jej czoło się wypogodziło i zaczęła się śmiać.
5
5 (2)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Łukaszek wraz mamą i babcią stali pod osiedlowym domem kultury i czytały program spotkań z ciekawymi gośćmi.
- Poszlibyśmy na coś, ale nie ma na co - medytowała mama Łukaszka.
- Ech... - westchnęła babcia Łukaszka. - Kiedyś to byli prelegenci... Albo czołgista albo kombajnista... A teraz co...
- A teraz kultura umiera - stwierdziła posępnie mama. - Patriotyzm i nacjonalizm brutalnie wtargnęły na obszary zarezerwowane do tej pory dla łagodnej profanacji. Żadnego ciekawego rozmówcy nie uświadczysz...
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Hiobowscy siedzieli w kuchni przy obiedzie, gdy dziadek Łukaszka westchnął i oznajmił, że dawno nie miał satysfakcji.
- A w zeszła niedzielę? - obraziła się babcia.
Zapadła taka cisza, że było słychać jak makaron nasiąka rosołem.
- Chodziło mi o satysfakcję intelektualną - uściślił dziadek. - Coś, co by wymagało jakiegoś wysiłku intelektualnego, duchowego...
Łukaszek na chwilę wstał od stołu po czym wrócił z jakąś ksiązką. Dziadek otworzył na chybił trafił, przeczytał fragment o zderzaniu jąder i rzucił ją ze wstrętem.
- Tfu! Co za pornografia! Co to jest?
5
5 (3)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Mama Łukaszka wracała sobie spokojnie do domu. Otworzyła drzwi, weszła i zderzyła się z kręcącą się nerwowo po korytarzu babcią Łukaszka.
- Jesteś wreszcie - syknęła zdenerwowana babcia. - Przyszła jedna taka, mówi, że do ciebie, ale jakaś taka podejrzana mi się wydaje.
- Dlaczego?
- Mówi, że przyniosła koc, a ja u niej nie widzę żadnego koca.
Mama pisnęła radośnie i runęła do pokoju. Przywitała się tam serdecznie z panią, a potem zajrzała do kuchni, gdzie siedziała babcia.
- Nikogo nie ma?
- Ja jestem - odparła lodowata babcia Łukaszka.
5
5 (1)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Pani pedagog zapowiedziała, że poprowadzi lekcję dotyczącą przygotowania do życia.
Wszyscy pomyśleli tylko o jednym. No ale wygląd, ubiór i styl pani pedagog mocno do tego jednego inspirował.
Początek zajęć był obiecujący.
- Jaka sztuka jest najważniejsze w życiu? - spytała w niskiej tonacji pani pedagog opierając się o biurko i upierścienionymi palcami przeczesując włosy. Mebel niebezpiecznie zakwiczał pod masą pani pedagog, ale jakoś wytrzymał.
- Niezła sztuka! - wypalił okularnik z trzeciej ławki beznadziejnie zakochany w pani pedagog.
5
5 (1)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Zaczęło się to wszystko poprzedniego dnia, czyli w tak zwane Halloween.
Wieczorem ktoś zadzwonił do drzwi mieszkania Hiobowskich. Otworzył dziadek Łukaszka, ujrzał grupę przebranych dzieci z koszykiem i bez namysłu oznajmił:
- Wybieram cukierek!
I zaczął grzebać w koszyku.
- Ale tam nie ma cukierków, proszę pana - odezwał się jakiś chłopczyk.
Dziadek zajrzał. W koszyku leżały sam owoce i warzywa. Spojrzał na dzieci. I one jakoś tak inaczej wyglądały.
- Co to jest? - wychrypiał. - Co to ma być?
- Jak to co? Halloween!
5
5 (1)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Tak długo to już trwało, że wszyscy o tym zapomnieli. Pierwszy zauważył to tata Łukaszka. Chociaż nie, właściwie to on pierwszy tego nie zauważył. Było to tak: Siostra Łukaszka oznajmiła, że z ich dozorczynią, panią Sitko, dzieje się coś niedobrego. - Chyba paraliż. Babcia Łukaszka rzuciła się do okna. - Bzdury gadasz, rusza się normalnie, nawet chodnika zamiata! - Ale w kółko ten sam kawałek! I głowę jakoś tak dziwnie trzyma! Babcia zawrzała gniewem i już, już zamierzała udzielić siostrze reprymendy, gdy od okna krzyknął Łukaszek: - Ej, patrzcie na to! Z nią faktycznie jest coś nie tak!
5
5 (1)
 |  Written by Marcin Brixen  |  0
Pani pedagog zgromadziła całą klasę i oświadczyła, że ma dla nich pogadankę. - Ciekawe o czym, przecież pani nie zna się na niczym - zauważyła z przekąsem dziewczynka, która zawsze odzywała się jako pierwsza i dostała naganę do dzienniczka. Tak była tym zaskoczona, że zapomniała się popłakać. - A zatem pogadanka - pani pedagog usiadła i usiłowała spleść palce dłoni, co nie było łatwe zważywszy na obfitość biżuterii. - Jest jesień. Zimno, mokro i wietrznie. To czas przeziębień. Zatkany nos, trudności z oddychaniem, katar. znamy to wszyscy.
5
5 (2)

Pages