Wierzę w niezłomność profesora Kieżuna

 |  Written by waw75  |  72

Na początku lat dziewięćdziesiątych w Wieluniu powstawał jeden z pierwszych w Polsce pomników ofiar stalinowskiego ludobójstwa. Garstka zapaleńców którzy sprawę pchali do przodu chciała, aby honorowym szefem komitetu budowy był mieszkający w Wieluniu, dziś już nieżyjący, były żołnierz Inspektoratu „Maria” AK, obwodu miechowskiego Stanisław Kałwa pseudonim „Sokolnicki”. Poproszono więc pana Kałwę – człowieka powszechnie bardzo szanowanego – aby zgodził się przewodniczyć komitetowi. Ku zdumieniu wszystkich Stanisław Kałwa odmówił. Według człowieka który był podczas tamtej rozmowy, porucznik „Sokolnicki” niemal ze łzami w oczach powiedział że po wojnie, jako prezes spółdzielni spożywców wstąpił do PZPR i w związku z tym nie czuje moralnego prawa aby przewodniczyć komitetowi budowy pomnika. Trudno dziś znaleźć choćby podobny etos uczciwości wobec społeczności a przede wszystkim wobec samego siebie.

    Zacząłem od przypomnienia tej historii bo myślę że dobrze obrazuje ona siłę osobowości i ogromną pokorę wobec prawdy. Myślę że profesor Witold Kieżun pozwolił sobie dziś na słabość odrzucenia tej moralnej dyscypliny. Jaka będzie tego cena? Czy tylko utrata zaufania? Czy tylko utrata opiniotwórczej roli dla ogromnej grupy społeczeństwa i środowiska politycznego? Czy może ogromny dramat osobisty? Może wszystko naraz? Wszystko.

    Dotychczas profesor Kieżun czerpał wielki szacunek z powodu swojej heroicznej postawy, odwagi i niezłomności jaką okazał w niewątpliwie najtrudniejszych dla Polski i dla Polaków latach II wojny światowej oraz zaraz po jej zakończeniu. Ten dorobek jednak nie tylko zachwyca ale także zobowiązuje. Szczególnie teraz kiedy jedni z najbardziej rzetelnych i wiarygodnych polskich historyków ujawnili fakt moralnej porażki profesora Kieżuna w okresie PRL-u.

    Ujawnienie trudnej i dramatycznej prawdy paradoksalnie powoduje że profesor Kieżun ma przed sobą wciąż bardzo ważną misję – tym trudniejszą że utracił pozycję wiarygodnego recenzenta.

    Trudno jednak zapomnieć że na jednej szali jego życiorysu leżą dokonania heroiczne, szlachetne – sięgające wyżyn człowieczeństwa i poświęcenia dla państwa i współobywateli. Na drugiej jednak – jak się okazało - słabość i ambicje które skusiły go do nikczemności. Czy mamy jednak prawo ocenić co przeważy? Czy wiemy choćby co powinno przeważyć?

    Kilka lat temu nagrywałem rozmowę z szesnastoletnią wolontariuszką tarnowskiego hospicjum domowego. To była naprawdę wyjątkowa dziewczyna. Mimo młodego wieku powierzano jej pod opiekę nawet najbardziej potrzebujących i wymagających pacjentów. I pamiętam jak któregoś dnia, w parku, ta młoda i skromna dziewczyna tłumaczyła mi hasło akcji „Nowotwór to też życie” jaka startowała wtedy w całej Polsce. I dziś nasuwa mi się na myśl zdanie: „choroba to też życie” panie Profesorze, nawet jeśli przez wiele lat byliśmy nią złożeni, nawet jeśli nie zdołała nauczyć nas pokory, to każdy nasz codzienny wybór i nasza codzienna postawa jest częścią całości. Częścią nas – tych obecnych i tych z czasu zdrowia i młodości. Każdy – nawet ostatni dzień wciąż jest dojrzewaniem – dorastaniem. 

     Życie trwa i myślę że to profesor Witold Kieżun zdecyduje na którą szalę położy kolejne decyzje.

    Pewnie Profesor nie będzie już ikoną prawicowych środowisk. Ujawnienie kulisów i mechanizmów jego peerelowskiej kariery prawdopodobnie odbierze mu też szansę pełnienia publicznej funkcji przewodnika ideowego środowisk prawicowych, i za swoje dawne złe wybory niewątpliwie zapłaci dziś poczuciem osobistej tragedii. Ale choć to rozliczenie jest dziś przede wszystkim winien samemu sobie, to moim zdaniem od jego postawy może zależeć to jak Polacy, 25 lat po transformacji ustrojowej będą postrzegali moralne rozliczenie współpracowników SB. Czy wciąż będzie to musiał być bezpardonowy podział na winnych i niewinnych, czy być może po dwudziestu pięciu latach spojrzenie głębiej w ludzkie słabości nie będzie ryzykowne dla mechanizmów państwa. Profesor Kieżun niewątpliwie jest postacią nietuzinkową – jest „Kimś” i nasuwają mi się słowa profesora Andrzeja Nowaka że „kimś można być tylko dla kogoś – dla samego siebie można być tylko nikim”.

      Mimo naprawdę bardzo mocnych dowodów jakie przedstawili panowie Cenckiewicz i Woyciechowski , bardzo wiele osób darzących profesora Kieżuna wielkim szacunkiem i zaufaniem nie zapomniało o jego heroicznej postawie podczas wojennej tragedii i o ogromnym bogactwie intelektualnym z jakiego wciąż mamy szansę  czerpać. I trudno zaprzeczyć że Witold Kieżun na tą pamięć i szacunek zasłużył jak niewielu w Polsce. Ale ci ludzie wciąż czekają na jego niezłomność. Niezłomność która wyrasta z pokory i szacunku dla prawdy. Niezłomność która nie ma nic wspólnego z upartością i która czasem każe odsłonić obraz „ecce homo”. Profesor Kieżun zasłużył na to aby sam zdecydował na której szali położy dziś odważnik.

      Img.: http://www.radawarszawy.um.warszawa.pl/ewidencje/honorowi/osobywyroznion... @kot

      5
      5 (9)

      72 Comments

      nurni's picture

      nurni
      Chciałbym napisać że bardzo Ci wspólczuje. W tym współczuciu nie ma nic z lekceważenia - jesteśmy nieustannie wkręcani w różne projekty, tak bylo jest i będzie.

      Nie do końca identyfikuje płynący w Twego wątku smutek.

      Czy stało się coś strasznego?
      Czy oto jesteśmy z dnia na dzień bezbronni wobec nihilistycznej propagandy powiadającej że Powstanie zrobili wariaci czy wręcz zbrodniarze?

      A niby czemu? Tylko dlatego że jeden z dziesiatek tysięcy żołnierzy powstania okazał się Tamizą?

      Co to istotnego tak naprawdę zmienia - pytam bo chyba nie nadążam nad uformowanym własnie konduktem.
      nurni's picture

      nurni
      Tajną wspólprace ze komunistycznymi słuzbami Witold Kieżun połaczył łatwo z jawnym budowaniem PRLu.

      http://niezalezna.pl/60142-cenckiewicz-i-woyciechowski-dla-niezaleznapl-...

      To było wręcz naturalne.
      Podnosiłem na tym portalu że termin "uwikłanie się" jest w przypadku Witolda Kieżuna terminem mylącym. Po prostu fałszywym. Z równym za przeproszeniem powodzeniem możemy tego terminu używać przy okazji innych agentów SB Cimoszeczewicza, Kwaśniewskiego, Oleksego. Uwikłały się biedactwa. Donosy Tamizy trzeba czytać tak jak donosy innych członków establiszmentu PRL.

      Nie ma czego żałować, przy okazji takich przypadków strząsa się pył z sandalów.  Gdyż tak naprawdę to nic innego nie można zrobić.
      Max's picture

      Max
      Z glanów, w przypadku niektórych. ;)

      pzdr

      "Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
      Traube's picture

      Traube
      wspomnienia profesora Kieżuna "Witold Kieżun - pseudonim Wypad" na youtube.
      Byłem pod wielkim wrażeniem, zmuszałem najbliższych do obejrzenia całości, co nie było trudne, bo wspomnienia są fascynujące.
      Przeczytałem też kilka jego książek wspomnieniowych wydanych ostatnio, dawałem je znajomym w prezencie.
      Teraz przyszły te teksty. Dla mnie bardzo przykre z powodu powyższego chociażby...

      Czytając jednak te wszystkie przeładowane emocjami dyskusje zastanawiam się, co - tak z ręką na sercu - pisaliby ich zaangażowani w obronie profesora dyskutanci gdyby bohaterem artykułu Cenckiewicza i Woyciechowskiego był rówieśnik prof. Kieżuna, "profesor" Bartoszewski?

      Czy dali by wiarę jego wyjaśnieniom, identycznym jak u Kieżuna, w rodzaju "Ja agentem? To absurd!" ?

      Czy też dowodziliby jak to esbecy fabrykowali dowody, oszukiwali Bartoszewskiego, który nie wiedział, że ma jakiś pseudonim itd. itp.

      Czy może w ciemno kupiliby te informacje dowodząc obrońcom "profesora", że SB nie miała w latach 70-tych żadnego interesu w fabrykowaniu agentów z myślą o lustracji za pół wieku?
       
      waw75's picture

      waw75
      Nurni ale w tym względzie mamy chyba dosć podobne spojrzenie. Ja też nie widze w sprawie profesora Kieżuna powodu do wywolywania wojny narodowo - wyzwoleńczej. Emocjonalnie mnie ta sprawa kmpletnie nie nieruszyla - może po prostu jestem za młody. Bardziej traktuję to jako dramat Kieżuna ktory u schyłku zycia - być może z bardzo szlachetnych pobudek - zapomnial o pokorze wobec prawdy o swoim życiu. Być może tez jako dramat ludzi ktorzy w latach PRL-u stali po przeciwnej stronie choć dowedzieli isę o tym dopiero teraz. 

      Jesi jednak ta spraw amnie jakoś niepokoi to tylko w tym kontekscie że "wojna o Kieżuna" po prostu znow podzieli elektorat prawicowy. choć kiedy patrzylem jak po 2007 roku PiSwchlania żywcem elektorat dawnego ZChn-u i LPR-u to wiedzialem że predzej czy później to się rozleci z hukiem - i być może wlasnie rozległ sie ten huk. 
      Pozdrawiam
      nurni's picture

      nurni

      Bardziej traktuję to jako dramat Kieżuna ktory u schyłku zycia - być może z bardzo szlachetnych pobudek - zapomnial o pokorze wobec prawdy o swoim życiu


      Różnimy się.
      Ja tej pokory nie zauwazyłem od 1946 roku tak w jawnej działanoości WK, jak i w tej tajnej.
      Więcej: jeśli Kieżunem w PRL kierował jakiś imperatyw to nie nazywajmy go moralnym.

      Dramat tajnego wspólpracownika SB. ..
      Jestem w stanie podać Ci dokładną datę, co do godziny, kiedy zaczyna się każdy dramat każdego byłego wspólpracownika SB. Gdyż to data uniwersalna.

      Otóz wówczas gdy dowiadujemy się ze był szpiclem. Dopiero w tym miejscu jest dramat - gdy sie wyda.
       

      w tym kontekscie że "wojna o Kieżuna" po prostu znow podzieli elektorat prawicowy



      Jest to rzeczywiście pewien sukces (po latach) wszystkich czterech oficerów prowadzących Tamize. Ja to całkiem dobrze widzę.

      Ale lepiej temu stawić czoła, gdyż "lepiej nie" tak zwyczajnie to juz nas - a nie jakieś Loary, Reny czy Tamizy - dyskwalifikuje.
      fritz's picture

      fritz
      Zwroc uwage na komentarze.
      Jest duzo nie zostawiajacych suchej nitki na tym, miejscami nonsensownym artykule.


      ...I kapelusz z głowy, można być niezłomnym !
      Prof. Kiezun nie trafil do psychiatryka tylko spacyfikowal olbrzymia kampanie medialna folksdojczerow.  Prof. Kiezun wygral, tzn. Polska wygrala.
      96 letni Bohater z NSZ przegral.

      Gdyby prof. Kiezun rowniez przegral, nie byloby ataku.


       
      wicenigga's picture

      wicenigga
      i to ekstraklasa komentarz - „Dwóch kumpli”, czyli bohaterstwo Witolda Kieżuna TW „Tamizy”

      "Prof. Kiezun wygral, tzn. Polska wygrala.
      96 letni Bohater z NSZ przegral."


      Taki wniosek wyciągasz z porównania tych dwóch postaw? To i Loskowi i Ziemkiewiczowi musisz przytaknąć. A jeśli tak, to nie miej pretensji do tych co teraz współpracują z trzymającymi władzę.

      Oni ci napiszą i powiedzą, co chcesz, byle to było dobrze płatne. To właśnie robił Kieżun. I wtedy, w PRLu i teraz.
      fritz's picture

      fritz
      Dzieki za uwage.
      Tak to przyklad moze pojsc do tylu.
      Powinienem duzo lepiej wyjasnic.

      Dwie uwagi:
      1. przeciwstawianie sobie  obu bohaterow nie ma sensu.
      Gorzej, nie wiesz jaka przeszlosc ma bohater z NSZ.

      2. Zachwalenie wspolpracy z antypolksimi rezimami (nie kazde wladze jest antypolska; np. rzad PiS byl polski)

      a) w tylko w partii bylo prawie 3 mln czlonkow, a wiec wierni wspolpracownicy partii

      b) pare setek tysiecy mialo kontakty z ubecja albo jako bezposredni wspolpracownicy albo jak tw roznych odcieni.

      Ilu jest Kiezuniow, tzn. ludzi, ktorzy mieli wszystko i pomimo tego staneli do zwycieskiej walki o Polske?

      To co ziemkiewicze promuja to totalny oportunizm z absolutnie kazdym, z nazistami na czele  i zadnemu z nich, ziemkiewiczow,  nie przyjdzie do glowy, zeby za Polske glowe ryzykowac co wyjasnial mowiac o wlasnym instynckie czy cos takiego. Polactwo tak juz ma. 

      PS.przejrzalem ten extra komentarz. To jest dokladnie ten scheiss ktory kocham, nie mowiac o folksdojczerach.
       
      Danz's picture

      Danz
      Proszę zapoznać się z poniższym artykułem z portalu niezależna:

      http://niezalezna.pl/60142-cenckiewicz-i-woyciechowski-dla-niezaleznapl-...

      Zauważyć należy, że profesor Kieżun nie dość, że w żaden sposób nie włączał się w jakikolwiek nurt opozycji w latach 70., to na dodatek nie może być dzisiaj uznany za osobę represjonowaną po powrocie z sowieckiego gułagu w 1946 r. Nie ulega wątpliwości, że jego życiorys w PRL nie jest reprezentatywny dla żołnierzy AK, zwłaszcza tych, których osobiście odznaczył Virtuti Militari sam Komendant Główny AK gen. Tadeusz Bór-Komorowski. Zaledwie kilka miesięcy po powrocie z zesłania w Związku Sowieckim Kieżun (w październiku 1946 r.) wstąpił do Związku Uczestników Walki Zbrojnej o Niepodległość i Demokrację (późniejszy ZBOWiD) otrzymując – jak sam deklarował – Odznakę Grunwaldu (prawdopodobnie chodzi Order Krzyża Grunwaldu bądź o Odznaką Grunwaldzką), a miesiąc później – będąc jeszcze studentem Wydziału Prawa UJ (ukończył studia w 1949 r.) – został stypendystą-praktykantem w Narodowym Banku Polskim w Krakowie. Późniejsza jego kariera w kierowanym przez stalinistów NBP jest wręcz oszałamiająca – we wrześniu 1949 r. był już kierownikiem działu w Wydziale Inspekcji i Kontroli NBP w Warszawie (1949-1953), zaś od kwietnia 1953 r. Zastępcą Głównego Rewidenta w Biurze Głównego Rewidenta NBP (1953-1959). Już wówczas miał utrzymywać bliżej nieokreślone kontakty z SB, które „sprawiły, że w środowisku (Banku Narodowego) miał wiele z tego powodu przykrości”. Kolejne szczeble kariery Witolda Kieżuna w NBP to wyłącznie stanowiska kierownicze i dyrektorskie, z których w 1971 r. zrezygnował na rzecz kariery naukowej w PAN, Uniwersytecie Warszawskim, SGPiS, Uniwersytecie Łódzkim czy KC PZPR.

      Pozdrawiam.

      Cytat:
      Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów. 
      Empedokles

      fritz's picture

      fritz
      Tak, zolnierzy AK, bohaterow AK skazywano na smierc.

      Jego rowniez skazano, tzn. cala grupe skazano na smierc na pustyni.
      93% umarlo.
      On nalezal do tych 7%, ktorzy przezyli.

      Innymi slowy, odsiedzial swoje, stryczek na ktorym zostal powieszony urwal sie.

      Zwroc uwage, ze zydokomuna zeby funkcjonowac nie tylko potrzebowala przestepcow w ubecji, Zebrowski bardzo dobrze opisal jak wygladala rekrutacja kadr na poczatku.
      Potrzebowala rowniez normalnych pracownikow panstwowych.
      Trzeba pamietc, ze najpierw Niemcy a potem Zydzi konsekwetnie mordowali polska inteligencje.
      NIe bylo nikogo do obslugi administracji panstwowej w najbardziej podstawowym znaczeniu tego slowa.

      Prof. Kiezun byl b. inteligentny a jeszcze na tyle mlody, ze mieli nadzieje, ze go wychowaja no i kare juz odbyl. Plk. Kuklinski jest innym przykladem takiej kariery bardzo inteligentnego Polaka.

      Jak pokazuja obecne wydarzania, patriotyzm Prof. jest rownie zarliwy jak wtedy kiedy mial 20 lat w Powstaniu Warszawskim. I rownie odwazny.

      PS. tego rodzaju argumentacje jak folksdojczerzy stosuja mozesz zastosowac do kazdego Polaka PRL ktory bezposrednio pracowal na uczelni czy innych instytucji panstwowych. To jest kloaka.

      PS. W latch 50-tych i 60-tych  "opozycje"  tworzyl stalinowski beton, ktory chcial system naprawic.. Im nic nie grozilo, byli calkowicie bezkarni. I o tym folksdojczysci nie moga nie wiedziec  nie mniej wskazuja na to, ze Prof. nie byl wtedy w opozycji. Jeszcze raz: kloaka
       
      Danz's picture

      Danz
      Powiem szczerze, Twoje argumenty mnie nie przekonują.
      Dla mnie p. Kieżun to po prostu zdrajca i karierowicz, który doskonale się znalazł w rzeczywistości PRL-u. Jego kapowanie kolegów i przyjaciół to powód, aby o tym panu zapomnieć raz na zawsze.
      I tyle mam do powiedzenia.
      Pozdrawiam.

      Cytat:
      Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów. 
      Empedokles

      nurni's picture

      nurni
      Ksiądz Maliński był człowiekiem na którego książkach, przynajmniej część moich rówieśników, wychowała się. Nawet dziś widze je (ksiązki) jako świetnie napisane. Ksiądz maliński był w latach 80, 90- ych naszym niemal przewodnikiem.

      Dodatkowo wiadomo że sam Papież postrzegał ks Malińskiego jako swego przyjaciela.

      Siedem czy więcej lat temu pojawiła się informacja że ksiądz Mieczysław Maliński to autor nie tylko znakomitych ksiązek ale i ucho komunistycznych służb specjalnych jak TW Delta.

      I co?
      I (przepraszam) jajco.

      Przypadek TW Delty skończył się tak że chyba to dopiero ja przypominam Wam że taki ktoś, inzynier naszych dusz, to w ogóle kiedyś był.
      Nikt dziś nie sięga do myśli ks Malińskiego (a śmiem twierdzić że swego czasu przeczytałem jego chyba wszystkie ksiązki) gdyż nie ma takiej potrzeby. Nie ma takiej potrzeby.

      Upadł TW Delta, kanalia jeszcze lepsza niż Tamiza, i NIC istotnego nie wydarzyło się.
      A śmiem twierdzić że ksiądz był wielkim autorytetem.

      Przy okazji tego postu nawet nie chciało mi się sprawdzać czy ksiądz Maliński to w ogóle jeszcze żyje.
      Nic mnie to nie obchodzi. Nie mam takich obowiązków wobec szpicli by dziś wykonywac dla nich choćby pięć ruchów myszką.

      Przy okazji ujawnienia kolejnego delatora ów przestaje dla mnie istnieć.
      Interesują mnie jedynie losy tych na których donosił.
      Taka karma.
      Traube's picture

      Traube
      "(a śmiem twierdzić że swego czasu przeczytałem jego chyba wszystkie ksiązki)"

      No...ja wykonałem tych parę ruchów myszką i powiem Ci, że to bardzo odważne słowa są :-)

      http://www.malinski.pl/?inc=ksiazki_ch

      :-)

      Pozdrawiam serdecznie,

      PS. Przyznaję szczerze, że ja nie przeczytałem żadnej.

       
      Danz's picture

      Danz
      161 pozycji, sporo czytania.smiley
      Pozdrawiam.

      Cytat:
      Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów. 
      Empedokles

      nurni's picture

      nurni
      Przyłapałeś mnie na nadużyciu.
      Przyznaje sę do znajomości góra co dwudziestej ksiązki wobec przedstawionych tu dowodów.

      Na swe pokraczne usprawiedliwienie mam to że Delta był wyjątkowo płodnym autorem.

      Dziekuje za link.
      Zaciekawiła mnie (oczywiście zaciekawiła bez przesady) pozycja:

      I nie opuszczę cię : szkice etyczne - wyd. II, Rhema, Kraków 2009

      Zgaduje że nie chodzi tu o relacje ks Malińskiego z oficerem prowadzącym, prędzej jest to jakiś abstrakcyjny esej.

      Wobec przedstawionych mi dowodów przyznaje się do przeczytania ledwo co dwudziestej ksiązki ks Malińskiego. Nakłamałem.

      Btw, księdza Malińskiego było pełno - trudno wskazać mi jakieś pismo katolickie w którym przynajmniej na pół strony TW Delta wówczas nie esejował. Delta perorował o tym jak piękna jest nasza stała łaczność z Panem Bogiem. Ładnie, ujmująco o tym pisał.

      Uśmiech,

      nurni.

       
      Traube's picture

      Traube
      I jeszcze miał czas na pisanie obszernych donosów!

      Kraszewski przy nim wysiada...

      Pages

      Więcej notek tego samego Autora:

      =>>