
Na początku lat dziewięćdziesiątych w Wieluniu powstawał jeden z pierwszych w Polsce pomników ofiar stalinowskiego ludobójstwa. Garstka zapaleńców którzy sprawę pchali do przodu chciała, aby honorowym szefem komitetu budowy był mieszkający w Wieluniu, dziś już nieżyjący, były żołnierz Inspektoratu „Maria” AK, obwodu miechowskiego Stanisław Kałwa pseudonim „Sokolnicki”. Poproszono więc pana Kałwę – człowieka powszechnie bardzo szanowanego – aby zgodził się przewodniczyć komitetowi. Ku zdumieniu wszystkich Stanisław Kałwa odmówił. Według człowieka który był podczas tamtej rozmowy, porucznik „Sokolnicki” niemal ze łzami w oczach powiedział że po wojnie, jako prezes spółdzielni spożywców wstąpił do PZPR i w związku z tym nie czuje moralnego prawa aby przewodniczyć komitetowi budowy pomnika. Trudno dziś znaleźć choćby podobny etos uczciwości wobec społeczności a przede wszystkim wobec samego siebie.
Zacząłem od przypomnienia tej historii bo myślę że dobrze obrazuje ona siłę osobowości i ogromną pokorę wobec prawdy. Myślę że profesor Witold Kieżun pozwolił sobie dziś na słabość odrzucenia tej moralnej dyscypliny. Jaka będzie tego cena? Czy tylko utrata zaufania? Czy tylko utrata opiniotwórczej roli dla ogromnej grupy społeczeństwa i środowiska politycznego? Czy może ogromny dramat osobisty? Może wszystko naraz? Wszystko.
Dotychczas profesor Kieżun czerpał wielki szacunek z powodu swojej heroicznej postawy, odwagi i niezłomności jaką okazał w niewątpliwie najtrudniejszych dla Polski i dla Polaków latach II wojny światowej oraz zaraz po jej zakończeniu. Ten dorobek jednak nie tylko zachwyca ale także zobowiązuje. Szczególnie teraz kiedy jedni z najbardziej rzetelnych i wiarygodnych polskich historyków ujawnili fakt moralnej porażki profesora Kieżuna w okresie PRL-u.
Ujawnienie trudnej i dramatycznej prawdy paradoksalnie powoduje że profesor Kieżun ma przed sobą wciąż bardzo ważną misję – tym trudniejszą że utracił pozycję wiarygodnego recenzenta.
Trudno jednak zapomnieć że na jednej szali jego życiorysu leżą dokonania heroiczne, szlachetne – sięgające wyżyn człowieczeństwa i poświęcenia dla państwa i współobywateli. Na drugiej jednak – jak się okazało - słabość i ambicje które skusiły go do nikczemności. Czy mamy jednak prawo ocenić co przeważy? Czy wiemy choćby co powinno przeważyć?
Kilka lat temu nagrywałem rozmowę z szesnastoletnią wolontariuszką tarnowskiego hospicjum domowego. To była naprawdę wyjątkowa dziewczyna. Mimo młodego wieku powierzano jej pod opiekę nawet najbardziej potrzebujących i wymagających pacjentów. I pamiętam jak któregoś dnia, w parku, ta młoda i skromna dziewczyna tłumaczyła mi hasło akcji „Nowotwór to też życie” jaka startowała wtedy w całej Polsce. I dziś nasuwa mi się na myśl zdanie: „choroba to też życie” panie Profesorze, nawet jeśli przez wiele lat byliśmy nią złożeni, nawet jeśli nie zdołała nauczyć nas pokory, to każdy nasz codzienny wybór i nasza codzienna postawa jest częścią całości. Częścią nas – tych obecnych i tych z czasu zdrowia i młodości. Każdy – nawet ostatni dzień wciąż jest dojrzewaniem – dorastaniem.
Życie trwa i myślę że to profesor Witold Kieżun zdecyduje na którą szalę położy kolejne decyzje.
Pewnie Profesor nie będzie już ikoną prawicowych środowisk. Ujawnienie kulisów i mechanizmów jego peerelowskiej kariery prawdopodobnie odbierze mu też szansę pełnienia publicznej funkcji przewodnika ideowego środowisk prawicowych, i za swoje dawne złe wybory niewątpliwie zapłaci dziś poczuciem osobistej tragedii. Ale choć to rozliczenie jest dziś przede wszystkim winien samemu sobie, to moim zdaniem od jego postawy może zależeć to jak Polacy, 25 lat po transformacji ustrojowej będą postrzegali moralne rozliczenie współpracowników SB. Czy wciąż będzie to musiał być bezpardonowy podział na winnych i niewinnych, czy być może po dwudziestu pięciu latach spojrzenie głębiej w ludzkie słabości nie będzie ryzykowne dla mechanizmów państwa. Profesor Kieżun niewątpliwie jest postacią nietuzinkową – jest „Kimś” i nasuwają mi się słowa profesora Andrzeja Nowaka że „kimś można być tylko dla kogoś – dla samego siebie można być tylko nikim”.
Mimo naprawdę bardzo mocnych dowodów jakie przedstawili panowie Cenckiewicz i Woyciechowski , bardzo wiele osób darzących profesora Kieżuna wielkim szacunkiem i zaufaniem nie zapomniało o jego heroicznej postawie podczas wojennej tragedii i o ogromnym bogactwie intelektualnym z jakiego wciąż mamy szansę czerpać. I trudno zaprzeczyć że Witold Kieżun na tą pamięć i szacunek zasłużył jak niewielu w Polsce. Ale ci ludzie wciąż czekają na jego niezłomność. Niezłomność która wyrasta z pokory i szacunku dla prawdy. Niezłomność która nie ma nic wspólnego z upartością i która czasem każe odsłonić obraz „ecce homo”. Profesor Kieżun zasłużył na to aby sam zdecydował na której szali położy dziś odważnik.
Img.: http://www.radawarszawy.um.warszawa.pl/ewidencje/honorowi/osobywyroznion... @kot
72 Comments
error w tekscie ;)
06 October, 2014 - 15:12
Zonka złapałem?
06 October, 2014 - 17:08
Autor
06 October, 2014 - 14:56
Nie do końca identyfikuje płynący w Twego wątku smutek.
Czy stało się coś strasznego?
Czy oto jesteśmy z dnia na dzień bezbronni wobec nihilistycznej propagandy powiadającej że Powstanie zrobili wariaci czy wręcz zbrodniarze?
A niby czemu? Tylko dlatego że jeden z dziesiatek tysięcy żołnierzy powstania okazał się Tamizą?
Co to istotnego tak naprawdę zmienia - pytam bo chyba nie nadążam nad uformowanym własnie konduktem.
ps.
06 October, 2014 - 16:18
http://niezalezna.pl/60142-cenckiewicz-i-woyciechowski-dla-niezaleznapl-...
To było wręcz naturalne.
Podnosiłem na tym portalu że termin "uwikłanie się" jest w przypadku Witolda Kieżuna terminem mylącym. Po prostu fałszywym. Z równym za przeproszeniem powodzeniem możemy tego terminu używać przy okazji innych agentów SB Cimoszeczewicza, Kwaśniewskiego, Oleksego. Uwikłały się biedactwa. Donosy Tamizy trzeba czytać tak jak donosy innych członków establiszmentu PRL.
Nie ma czego żałować, przy okazji takich przypadków strząsa się pył z sandalów. Gdyż tak naprawdę to nic innego nie można zrobić.
Z glanów, w przypadku
06 October, 2014 - 16:46
pzdr
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Sam parokrotnie reklamowałem
06 October, 2014 - 18:34
Byłem pod wielkim wrażeniem, zmuszałem najbliższych do obejrzenia całości, co nie było trudne, bo wspomnienia są fascynujące.
Przeczytałem też kilka jego książek wspomnieniowych wydanych ostatnio, dawałem je znajomym w prezencie.
Teraz przyszły te teksty. Dla mnie bardzo przykre z powodu powyższego chociażby...
Czytając jednak te wszystkie przeładowane emocjami dyskusje zastanawiam się, co - tak z ręką na sercu - pisaliby ich zaangażowani w obronie profesora dyskutanci gdyby bohaterem artykułu Cenckiewicza i Woyciechowskiego był rówieśnik prof. Kieżuna, "profesor" Bartoszewski?
Czy dali by wiarę jego wyjaśnieniom, identycznym jak u Kieżuna, w rodzaju "Ja agentem? To absurd!" ?
Czy też dowodziliby jak to esbecy fabrykowali dowody, oszukiwali Bartoszewskiego, który nie wiedział, że ma jakiś pseudonim itd. itp.
Czy może w ciemno kupiliby te informacje dowodząc obrońcom "profesora", że SB nie miała w latach 70-tych żadnego interesu w fabrykowaniu agentów z myślą o lustracji za pół wieku?
Nurni
06 October, 2014 - 23:20
Jesi jednak ta spraw amnie jakoś niepokoi to tylko w tym kontekscie że "wojna o Kieżuna" po prostu znow podzieli elektorat prawicowy. choć kiedy patrzylem jak po 2007 roku PiSwchlania żywcem elektorat dawnego ZChn-u i LPR-u to wiedzialem że predzej czy później to się rozleci z hukiem - i być może wlasnie rozległ sie ten huk.
Pozdrawiam
Waw75
07 October, 2014 - 00:12
Różnimy się.
Ja tej pokory nie zauwazyłem od 1946 roku tak w jawnej działanoości WK, jak i w tej tajnej.
Więcej: jeśli Kieżunem w PRL kierował jakiś imperatyw to nie nazywajmy go moralnym.
Dramat tajnego wspólpracownika SB. ..
Jestem w stanie podać Ci dokładną datę, co do godziny, kiedy zaczyna się każdy dramat każdego byłego wspólpracownika SB. Gdyż to data uniwersalna.
Otóz wówczas gdy dowiadujemy się ze był szpiclem. Dopiero w tym miejscu jest dramat - gdy sie wyda.
Jest to rzeczywiście pewien sukces (po latach) wszystkich czterech oficerów prowadzących Tamize. Ja to całkiem dobrze widzę.
Ale lepiej temu stawić czoła, gdyż "lepiej nie" tak zwyczajnie to juz nas - a nie jakieś Loary, Reny czy Tamizy - dyskwalifikuje.
Osikowy kołek dla TW Tamizy
06 October, 2014 - 17:52
A tu zgoła inny życiorys - Chciał ukarania bestii z UB, trafił do psychiatryka! Tak potraktowano 96-letniego kombatanta NSZ
I kapelusz z głowy, można być niezłomnym !
wicenigga
06 October, 2014 - 18:38
Jest duzo nie zostawiajacych suchej nitki na tym, miejscami nonsensownym artykule.
...I kapelusz z głowy, można być niezłomnym !
Prof. Kiezun nie trafil do psychiatryka tylko spacyfikowal olbrzymia kampanie medialna folksdojczerow. Prof. Kiezun wygral, tzn. Polska wygrala.
96 letni Bohater z NSZ przegral.
Gdyby prof. Kiezun rowniez przegral, nie byloby ataku.
No zaś by, komentarz też czytałem :)
06 October, 2014 - 18:51
"Prof. Kiezun wygral, tzn. Polska wygrala.
96 letni Bohater z NSZ przegral."
Taki wniosek wyciągasz z porównania tych dwóch postaw? To i Loskowi i Ziemkiewiczowi musisz przytaknąć. A jeśli tak, to nie miej pretensji do tych co teraz współpracują z trzymającymi władzę.
Oni ci napiszą i powiedzą, co chcesz, byle to było dobrze płatne. To właśnie robił Kieżun. I wtedy, w PRLu i teraz.
wicenigga
06 October, 2014 - 19:28
Tak to przyklad moze pojsc do tylu.
Powinienem duzo lepiej wyjasnic.
Dwie uwagi:
1. przeciwstawianie sobie obu bohaterow nie ma sensu.
Gorzej, nie wiesz jaka przeszlosc ma bohater z NSZ.
2. Zachwalenie wspolpracy z antypolksimi rezimami (nie kazde wladze jest antypolska; np. rzad PiS byl polski)
a) w tylko w partii bylo prawie 3 mln czlonkow, a wiec wierni wspolpracownicy partii
b) pare setek tysiecy mialo kontakty z ubecja albo jako bezposredni wspolpracownicy albo jak tw roznych odcieni.
Ilu jest Kiezuniow, tzn. ludzi, ktorzy mieli wszystko i pomimo tego staneli do zwycieskiej walki o Polske?
To co ziemkiewicze promuja to totalny oportunizm z absolutnie kazdym, z nazistami na czele i zadnemu z nich, ziemkiewiczow, nie przyjdzie do glowy, zeby za Polske glowe ryzykowac co wyjasnial mowiac o wlasnym instynckie czy cos takiego. Polactwo tak juz ma.
PS.przejrzalem ten extra komentarz. To jest dokladnie ten scheiss ktory kocham, nie mowiac o folksdojczerach.
@fritz
06 October, 2014 - 19:35
http://niezalezna.pl/60142-cenckiewicz-i-woyciechowski-dla-niezaleznapl-...
Pozdrawiam.
Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów.
Empedokles
Danz
06 October, 2014 - 19:58
Jego rowniez skazano, tzn. cala grupe skazano na smierc na pustyni.
93% umarlo.
On nalezal do tych 7%, ktorzy przezyli.
Innymi slowy, odsiedzial swoje, stryczek na ktorym zostal powieszony urwal sie.
Zwroc uwage, ze zydokomuna zeby funkcjonowac nie tylko potrzebowala przestepcow w ubecji, Zebrowski bardzo dobrze opisal jak wygladala rekrutacja kadr na poczatku.
Potrzebowala rowniez normalnych pracownikow panstwowych.
Trzeba pamietc, ze najpierw Niemcy a potem Zydzi konsekwetnie mordowali polska inteligencje.
NIe bylo nikogo do obslugi administracji panstwowej w najbardziej podstawowym znaczeniu tego slowa.
Prof. Kiezun byl b. inteligentny a jeszcze na tyle mlody, ze mieli nadzieje, ze go wychowaja no i kare juz odbyl. Plk. Kuklinski jest innym przykladem takiej kariery bardzo inteligentnego Polaka.
Jak pokazuja obecne wydarzania, patriotyzm Prof. jest rownie zarliwy jak wtedy kiedy mial 20 lat w Powstaniu Warszawskim. I rownie odwazny.
PS. tego rodzaju argumentacje jak folksdojczerzy stosuja mozesz zastosowac do kazdego Polaka PRL ktory bezposrednio pracowal na uczelni czy innych instytucji panstwowych. To jest kloaka.
PS. W latch 50-tych i 60-tych "opozycje" tworzyl stalinowski beton, ktory chcial system naprawic.. Im nic nie grozilo, byli calkowicie bezkarni. I o tym folksdojczysci nie moga nie wiedziec nie mniej wskazuja na to, ze Prof. nie byl wtedy w opozycji. Jeszcze raz: kloaka
@fritz
06 October, 2014 - 19:53
Dla mnie p. Kieżun to po prostu zdrajca i karierowicz, który doskonale się znalazł w rzeczywistości PRL-u. Jego kapowanie kolegów i przyjaciół to powód, aby o tym panu zapomnieć raz na zawsze.
I tyle mam do powiedzenia.
Pozdrawiam.
Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów.
Empedokles
Już ty wiesz za co cię kocham... :)
06 October, 2014 - 19:42
@wicenigga
06 October, 2014 - 19:21
rzeczywiście świetnego artykułu Cenckiewicza i Woyciechowskiego, nic dodać, nic ująć!
Cenckiewicz i Woyciechowski dla niezalezna.pl: Witold Kieżun - życie oficjalne
przypadek księdza Malińskiego
06 October, 2014 - 18:46
Dodatkowo wiadomo że sam Papież postrzegał ks Malińskiego jako swego przyjaciela.
Siedem czy więcej lat temu pojawiła się informacja że ksiądz Mieczysław Maliński to autor nie tylko znakomitych ksiązek ale i ucho komunistycznych służb specjalnych jak TW Delta.
I co?
I (przepraszam) jajco.
Przypadek TW Delty skończył się tak że chyba to dopiero ja przypominam Wam że taki ktoś, inzynier naszych dusz, to w ogóle kiedyś był.
Nikt dziś nie sięga do myśli ks Malińskiego (a śmiem twierdzić że swego czasu przeczytałem jego chyba wszystkie ksiązki) gdyż nie ma takiej potrzeby. Nie ma takiej potrzeby.
Upadł TW Delta, kanalia jeszcze lepsza niż Tamiza, i NIC istotnego nie wydarzyło się.
A śmiem twierdzić że ksiądz był wielkim autorytetem.
Przy okazji tego postu nawet nie chciało mi się sprawdzać czy ksiądz Maliński to w ogóle jeszcze żyje.
Nic mnie to nie obchodzi. Nie mam takich obowiązków wobec szpicli by dziś wykonywac dla nich choćby pięć ruchów myszką.
Przy okazji ujawnienia kolejnego delatora ów przestaje dla mnie istnieć.
Interesują mnie jedynie losy tych na których donosił.
Taka karma.
nurni
06 October, 2014 - 21:08
No...ja wykonałem tych parę ruchów myszką i powiem Ci, że to bardzo odważne słowa są :-)
http://www.malinski.pl/?inc=ksiazki_ch
:-)
Pozdrawiam serdecznie,
PS. Przyznaję szczerze, że ja nie przeczytałem żadnej.
@Traube
06 October, 2014 - 21:18
Pozdrawiam.
Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów.
Empedokles
Traube
06 October, 2014 - 21:53
Przyznaje sę do znajomości góra co dwudziestej ksiązki wobec przedstawionych tu dowodów.
Na swe pokraczne usprawiedliwienie mam to że Delta był wyjątkowo płodnym autorem.
Dziekuje za link.
Zaciekawiła mnie (oczywiście zaciekawiła bez przesady) pozycja:
I nie opuszczę cię : szkice etyczne - wyd. II, Rhema, Kraków 2009
Zgaduje że nie chodzi tu o relacje ks Malińskiego z oficerem prowadzącym, prędzej jest to jakiś abstrakcyjny esej.
Wobec przedstawionych mi dowodów przyznaje się do przeczytania ledwo co dwudziestej ksiązki ks Malińskiego. Nakłamałem.
Btw, księdza Malińskiego było pełno - trudno wskazać mi jakieś pismo katolickie w którym przynajmniej na pół strony TW Delta wówczas nie esejował. Delta perorował o tym jak piękna jest nasza stała łaczność z Panem Bogiem. Ładnie, ujmująco o tym pisał.
Uśmiech,
nurni.
Danz
06 October, 2014 - 21:21
Kraszewski przy nim wysiada...
Pages