



Atak na Państwo Polskie nie nastąpił w taki sam sposób, jak atak na państwa zachodnie - moja interpretacja Jurija Bezmienowa. Lużne notatki.

Wojna krymska z lat 1853 – 1856 to mocno zakurzony i zapomniany już epizod historii. Ale dwa wydarzenia z nią związane, które rozegrały się na polu bitwy pod Bałakławą jednego dnia, 25 października 1854 roku (http://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Ba%C5%82ak%C5%82aw%C4%85 ) nie zostały ze szczętem zapomniane. Mało tego, stały się elementem zbiorowej wyobraźni, a jednocześnie synonimami postaw i działań skrajnie przeciwnych.


Jakieś łachudry w mundurach kupionych w pierwszym lepszym sklepie i z giwerami nieznanej proweniencji kręciły się wokół ukraińskiej jednostki wojsk antyrakietowych na Krymie. Odgrażały się, że jednostkę zaatakują i wystrzeliły parę serii z broni maszynowej na postrach. Dowództwo natychmiast podjęło z nimi rozmowy i wpuściło ich na teren jednostki, „żeby uniknąć przelewu krwi”. I co wy na to powiecie? Bo ja nic nie przesadzam ani nie koloryzuję.


Rządy demokratycznych państw
Organizacje międzynarodowe
Społeczeństwa Wolnego Świata
My, byli działacze opozycji antykomunistycznej oraz ludzie dobrej woli, oświadczamy:
Rosja wtargnęła na terytorium niepodległego państwa ukraińskiego, naruszając granice sąsiedniego państwa oraz naruszając umowy międzynarodowe. Środowiska tatarskie z Krymu alarmują, że specjalne odziały rosyjskie działają na terenie Autonomii Krymskiej.

Latami Tusk, Platforma Obywatelska, salon i towarzysze odsiądzaliod czci i wiary Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Za co? Za ich zdaniem „faszystowską” politykę wobec Rosji liderów demokratycznej opozycji. Teraz Tusk musiał przyznać się do bankructwa polityki głaskania niedźwiedzia. Lepiej póżno
niż
