​Problem Rzezi Wołyńskiej, a polska racja stanu

 |  Written by Lech 'Losek' Mucha  |  14
Wobec dyskutowanego ostatnio szeroko tematu Rzezi Wołyńskiej i sporu wokół oficjalnego stanowiska Polski w tej sprawie, niżej podpisany postanowił wtrącić swoje zdanie na ten temat.
 
Rozważając problem należy najpierw zdefiniować fakty niepodlegające dyskusji. A oto one:
 
1 Rzeż Wołyńska i czystka etniczna w  Małopolsce Wschodniej były niczym nie usprawiedliwionym, niesprowokowanym ludobójstwem na narodzie polskim, dokonanym przez organizacje OUN i UPA, przy sporym udziale ukraińskiej ludności cywilnej.
 
2. Nie można w żadnym wypadku mówić o symetrii  postępowania Ukraińców wobec Polaków i Polaków wobec Ukraińców (dotyczy to zarówno dwudziestolecia międzywojennego, jak i Akcji Wisła).
 
3. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że my, Polacy powinniśmy starać się uzyskać od Ukrainy nie tylko moralne zadośćuczynienie i przeprosiny, ale być może również odszkodowanie finansowe, przy możliwości adekwatnego odszkodowania dla Ukraińców poszkodowanych w Akcji Wisła. Nie ulega także wątpliwości, że w naszym interesie leży to, by na Ukrainie  nie gloryfikowano zbrodniarzy narodu polskiego.
 
4. Jest dla Polski korzystne istnienie Ukrainy, jednak najlepiej- w stałym konflikcie z Rosją ( nie jest dla nas istotne kto ma Krym i Zagłębie Donieckie, ale im dłużej będzie trwał o te terytoria spór, tym dla nas lepiej).
 
Z powyższych punktów wynika, że odpowiedzieć należy nie na pytanie: czy, ale: jakim sposobem i w jakim momencie zmusić Ukraińców do realizacji punktu trzeciego!
Aby mądrze odpowiedzieć na tak postawione pytanie, trzeba wpierw postawić inne.
 
Skoro istnienie Ukrainy leży w naszym interesie, istotne dla dalszych rozważań jest to, czy polska pomoc dla Ukrainy w konflikcie z Rosją, ma dla przetrwania tej pierwszej znaczenie krytyczne?
 
Moim zdaniem, na to pytanie twierdząco może odpowiedzieć wyłącznie oderwany od rzeczywistości megaloman, ale dla porządku rozważmy te dwie możliwości.
 
Założenie A
Ukraina przetrwa lub upadnie niezależnie od polskich działań i polskiej pomocy.
W tej sytuacji są znów dwie możliwości:
a) Ukraina - czy udzielimy jej pomocy, czy nie udzielimy - przetrwa.
W tej sytuacji należy od razu i bez najmniejszego pardonu żądać od Ukraińców realizacji tego, o czym mówi punkt trzeci. Bo jak nie teraz to kiedy? Kiedy będzie silniejsza? Oczywiście trzeba uzależnić od tego polską pomoc pod każdym względem.
b) Ukraina nie przetrwa.
W tej sytuacji również nie ma powodu, żeby zwlekać, choć ma to znaczenie mniejsze pod względem geopolitycznym, większe dla nas samych, zwłaszcza rodzin pomordowanych na wschodzie Polaków.
 
Proste, prawda?
Jeżeli uznamy, że Polska nie jest w stanie pomóc Ukrainie w konflikcie z Rosją tak, by zapewnić jej przetrwanie - co wydaje mi się oczywiste - należy wszelką pomoc uzależnić od realizacji naszych żądań! I to od jutra!
 
Nieco trudniejsza jest sytuacja przy
 
założeniu B -
Ukraina przetrwa, jeśli jej pomożemy, w przeciwnym przypadku zostanie wchłonięta przez Rosję.
Wtedy - i tylko wtedy - należy znaleźć odpowiedni moment dla wysuwania żądań. Jednak, ponieważ realizacja żądań w zakresie moralnego zadośćuczynienia, oraz zaprzestania gloryfikowania morderców, nie wiążą się z żadnymi nakładami finansowymi ze strony Ukrainy, nie ma powodu, by przynajmniej tych żądań nie zgłosić od zaraz, uzależniając udzielenie realnej pomocy od ich spełnienia ( a przynajmniej udając, że uzależniamy)!
 
Z całą pewności nie ma też powodu, byśmy unikali nazywania rzeczy po imieniu. Mord jest mordem, bestialstwo jest bestialstwem, a ludobójstwo - ludobójstwem! Wiemy też kto był temu winny! Jak wykazano wyżej, dalsze głaskanie Ukraińców nie ma żadnego uzasadnienia! Nic nam nie daje!
Każdy polityk, który twierdzi, że łagodzenie tego problemu podyktowane jest polską racją stanu - opowiada bzdury!
 
Nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości, że przyjmowanie do Polski imigrantów zarobkowych z Ukrainy również jest działaniem na dłuższą metę szkodliwym. Wpuszczamy tu ludzi, którzy powinni raczej budować swój własny kraj, co - jako się rzekło - leży w naszym interesie; ludzi, którzy powinni raczej bronić swego kraju, bo jego obrona również jest w naszym interesie! Nie ma żadnej gwarancji, że oni wtopią się w nasze społeczeństwo i nasz naród, a wobec podsycanych przez władze Ukrainy instynktów i nastrojów antypolskich, ich obecność w Polsce może sie  w pewnych warunkach stać niebezpieczna. Zamiast zatrudniać Ukraińców, należy zrobić wszystko, by poprzez zmniejszenie kosztów pracy umożliwić polskim pracodawcom takie podniesienie wynagrodzeń za pracę, by można było ściągnąć z powrotem do Polski rodaków z Europy Zachodniej!
 
Zdaję sobie sprawę, że to co napisałem jest cyniczne. Ale i tak jest niczym w stosunku do tego, co zrobiono moim rodakom w 1943 roku... Mogę napisać te słowa tylko dlatego, że mojej babci, wraz z dwoma synami, w tym z moim śp. tatą, udało się na początku wojny przedostać z położonego w Województwie Stanisławowskim Stryja, na tereny Generalnej Guberni (w tym czasie dziadek, który był zawodowym żołnierzem,  służył w Samodzielnej Brygadzie Strzelców Karpackich w Afryce Północnej, walcząc między innymi, w obronie Tobruku). Tylko dzięki temu przyszedłem na świat...
 
 
Lech Mucha
 
Tekst ukazał się drukiem w tygodniku Polska Niepodległa
 
5
5 (4)

14 Comments

Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Daję i ja pięć gwiazdek za samą próbę przemyślenia sprawy. jednakże uwazam, że Pańskie rozumowanie jest obarczone poważnymi błędami. Oto one:

1. wojna ukraińsko-rosyjska jest dla nas korzystna tylko na krótką metę. W dłuższej perspektywie oznacza to całkowitą degenerację państwa i narodu ukraińskiego. Podczas wojny czeczeńskiej wielu się cieszyło, że Czeczeni wiążą pokaźne siły rosyjskie. Ale ten się cieszył, kto się cieszył ostatni. Niepodległościowych liderów Rosja stopniowo wyłapała lub wymordowała, część przewerbowała (m. in. "ambasadora" Czeczenii w Polsce niejakiego Ampukajew), część skanalizowała w terroryzm islamski i ostatecznie ustanowiła coś w rodzaju czeczeńskiego PRL - państwa istotnego w strukturze imperium, ale całkowicie zależnego, rozsadnika bandytyzmu. Takie sa właśnie koszty nieudzielenia pomocy Czeczenom w stosownym czasie. Z Ukrainą może być podobnie - w perspektywie najbliższych 10 lat. Wolałbym wtedy nie graniczyć z takim krajem. Niepodległa i dobrze zarządzana Ukraina z Krymem i Donbasem w granicach - to jest strategiczna racja stanu państwa polskiego.

2. odszkodowań finansowych w najbliższym czasie nie będzie, choćby dlatego, że Ukraina nie ma z czego ich zapłacić. O wiele bogatsza Rosja równiez nie zamierza za nic płacić, więc nie ma sensu spodziewac się, że zapłaci Ukraina. Mogłoby to nastapić tylko i wyłącznie przy spełnieniu warunku powyższego, tzn. niepodległej i dobrze zarzadzanej Ukrainy z Krymem i Donbasem w granicach. W każdym innym przypadku nie ma szans na jakiekolwiek zadośćuczynienie.

3. przetrwanie Ukrainy zalezy od bardzo wielu czynników i sojuszników, w tym równiez od Polski. Nieobecność Polski w pomocy dla Ukrainy zmniejszy jej szanse na przetrwanie. I to wszystko, zero megalomanii.

4. postulat "zmniejszania kosztów pracy" w tym kontekście jest niepowazny. Ukraińcy podejmuja się pracy, której Polacy nie chcą podejmować. Wypełniają więc lukę po pańszczyźnianych chłopach, którzy za PRL jeszcze odrabiali pańszczyznę w państwowych zakładach pracy, ale dzisiaj już nie chcą być poddanymi. Podobnie też w latach 90. Wietnamczycy wypełnili lukę po Żydach. Słyszał kto, żeby Wietnamczycy zabrali komuś pracę? Wręcz przeciwnie, słyszałem, że to oni często odpowiednimi łapówkami ratowali polskie targowiska przed likwidacją. na przykład to targowisko na Wałbrzyskiej w Warszawie.

5. Pomocy Ukrainie i tak musimy udzielić, bo to lezy w naszym interesie. Wielkość tej pomocy możemy jednak uzależnić od postawy Ukrainy wobec Wołynia. mam wrażenie, że obecny rząd idzie w tym kierunku - nie pojmuję ogólnego niezadowolenia i pomruków gniewu z tego powodu. To jest właśnie realizm polityczny, a nie stawianie maksymalistycznych żądań, których celem jest tylko to, by rozwalić wszelkie zaczątki współpracy polsko-ukraińskiej.
Obrazek użytkownika Lech 'Losek' Mucha

Lech 'Losek' Mucha
Jestem, jestem :-)
Przyjmuję krytykę pokornie, ale ja przede wszystkim jestem zdania, że polska pomoc nie ma znaczenia krytycznego. To znaczy, nie jesteśmy w stanie udzielić pomocy takiej, by miało to zasadnicze znaczenie. W porównaniu z siłą Rosji, ze znaczeniem politycznym USA itd. my, pluszowe misie, niewiele możemy. 
Dlatego też możemy z czystym sumieniem wymagać od Ukraińców, by - jeśli chcą naszego wsparcia - spełnili kilka prostych warunków. Oczywście Ukrainę jako taką nie stać na pomoc materialną, ale zarządać nie zaszkodzi, będzie pole do ustępstw. 
Poza tym, nawet zakładając, że jednak mamy na los Ukrainy jakiś wpływ, możemy wymagać, by nasze poparcie zostało jakoś wynagrodzone, prawda?
Celem artykułu było wykazanie, że w zasadzie nie ma dobrego powodu na głaskanie Ukrainy.

I jeszcze zdanie o "kosztach pracy".
Jeśli obniży się koszty pracy, pracodawcy będą mogli po prostu zapłacić więcej. Nie jestem oczywiście ekonomistą, ale podejrzewam, że można zrobić wiele, by Polacy zarabiali tu a nie w Irlandii.

Pozdrowienia. :-)

 
Lech "Losek" Mucha
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Z pewnymi niuansami i ansami moge się w zasadzie zgodzić, z jednym wyjątkiem: otóż jest wiele powodów, dla których warto głaskać Ukraińców. Trzeba jednak głaskać mądrze.

Mam wrażenie, że uchwała sejmowa była rządowi potrzebna nie po to, by sprawic przyjemność kresowiakom, ale po to, by wzmocnić stanowisko rządu w negocjacjach z Ukrainą. O ile takie negocjacje sie toczą. Ale domyślam się, że tak.
Obrazek użytkownika ro

ro
A dlaczego "bez publiczności"?!
Żeby "publiczność" kolejny raz obudziła się z ręką w farfurce?
Żeby pozostało (w "publiczności") przekonanie o przebiegu negocjacji mniej więcej takie:
-Wiecie, rozumiecie, myśmy musieli taką uchwałę przyjąć, bo mamy tych Kresowian, którzy się naprzykrzają.
 
I zresztą, jakie negocjacje? O co?
O to na jakich warunkach Ukraińcy przyjmą nasze poparcie?

 
Obrazek użytkownika Lech 'Losek' Mucha

Lech 'Losek' Mucha
Bez publiczności ze względu na sytuację na Ukrainie. Realną władzę na Ukrainie mają oligarchowie. I ich trzeba "kupić". Oni, w zamian za nasze wsparcie, mają wykorzenić banderyzm. Jak to zrobią - ich problem. Myśmy powinni być wogóle oszczędni w słowach... Raczej ładnie mówić o przyjaźni i tych wszystkich banialukach - a to z kolei na użytek Zachodu - a po cichu robić swoje.
Polityka, Panie, polityka...
Lech "Losek" Mucha
Obrazek użytkownika ro

ro
Ależ oni nie mają zamiaru wykorzeniać banderyzmu!
Nie zdarzyło się - w każdym nie natknąłem się na jakąkolwiek sugestię, by choć pomyśleli o zmianie swojego "mitu założycielskiego".

Tak jak nie dostrzegam żadnych zabiegów o polskie wsparcie. Przeciwnie: cały czas mam wrażenie, że to nasza strona  - jeśli w ogóle rozmawia z Ukrainą, czyni starania polegające na bardzo stanowczym domaganiu się:
"No, poproście nas wreszcie". 
Gdyby było inaczej, delegacje ukraińskie mijałyby się codziennie na Okęciu.

Poza tym jestem przekonany, że Ukraina prędzej czy później dogada się z Rosją, a Polska ze swoją koncepcją Międzymorza zostanie po staremu "wydudkana na strychu". 

Że teraz ze sobą walczą?
A bo to pierwszy raz?! 

 
Obrazek użytkownika Lech 'Losek' Mucha

Lech 'Losek' Mucha
No, to skoro nie mają zamiaru, to nie mamy co ich głaskać. Ponieważ uważam, że przetrwanie Ukrainy od nas nie zależy, nie ma co im pomagać. Wręcz przeciwnie. Zacząć ścigać winnych ludobójstwa. Nagłaśniać jak zostaliśmy potraktowani. Żydzi  na swojej krzywdzie, równie okrutnej jak nasza, sporo zyskują. 
Poza tym, - przez zmniejszanie kosztów pracy powinniśmy sprawić, by Polakom opłacało sie u nas pracować. A Ukraińcy niech spadają...
P.S.Jeśli masz rację twierdząc, że i tak się dogadają z Moskwą to tym bardziej niech spadają, .
Lech "Losek" Mucha
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Niestety @ro opowiada bzdury. "Ukraińcy dogadają sie...". Którzy Ukraińcy? Po czasach partyzantki podczas II WS to niemożliwe. Równiez i teraz nie widać takiej możliwości.

Ale, oczywiście, jesli będziemy zwlekać, w Kijowie może nastapić prorosyjski przewrót, jak to rzeczywiście juz nieraz bywało. Bo Sejm będzie długo, długo radził, a wojska rosyjskie będa zajmowały kolejne terytoria. Stara historia.

Wyhowskiemu posłaniec z Sejmu przywiózł mianowania na stanowiska wojewodów, na starostwa dla starszyzny kozackiej itp., ale nie przywiózł realnej pomocy. Wyhowski zapłakał i powiedział posłańcowi: "wyrok śmierci mi przywiozłeś".
Obrazek użytkownika ro

ro
Jako że Alchymista skomentował moją wypowiedź "per procura" to i ja czuję się zobowiązany wink

Otóż z Rosją dogadają się ci Ukraińcy (no oczywiście, że nie ci sami), którym na przykład nie odpowiadał Szymon Petlura. 
Dogadają się ci, którym łatwiej czytać bukwy, niż litery i obchodzić Wielkanoc choćby nawet w maju, niż jednocześnie z żydowskim Pesach.

Ten "wyrok śmierci" na Wyhowskiego, to też ciekawa historia, bo Hetman - wbrew temu co by można mylnie wnioskować z komentarza Alchymisty, nie zginął z rąk Kozaków...
Ale zostawiam temat do ewentualnej, jak zawsze ciekawej rozprawki pana Jakuba.  

Natomiast czy jest coś w polityce niemożliwe?...
Chyba tak, ale jakoś mi nie przychodzi do głowy żaden przykład. 

 
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Złośliwie mówiąc powiedziałbym, że w chwili śmierci Iwan Wyhowski nie był już liderem kozackim, tylko senatorem Rzeczypospolitej. A wśród senatorów niestety nie brakowało wtedy bydlaków i zdrajców.

Nie wyrokuję jednak czy Wyhowski istotnie knował z Moskwą jako senator Rzeczypospolitej. Może to były tylko wybryki króla Jana Kazimierza, któremu nie można odmówić talentów wojskowych, ale politycznie to była katastrofa na całej linii.
Obrazek użytkownika ro

ro
Podzielam Twoje zdanie na temat  "przezydenta" JKW. Choć to co zrobił Lubomirski w 1666 roku przekreśla pana Marszałka jako opozycję.
Uświadamiam sobie, jak niewiele wiem na temat wydarzeń poprzedzających Mątwy - stąd nieśmiała sugestia-prośba o Twoją rozprawkę na temat Wyhowskiego.
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Dziękuję, ale niestety na razie nie mogę się oderwać od swoich zajęć związanych z woj. smoleńskim (indeksy). Napisanie sensownego tekstu historycznego wymaga kwerendy. Ale obiecuję na jesieni lub zimą.

W tej sprawie moge tylko powiedzieć, że upadek I RP w połowie XVII wieku nie jest dobrze rozpoznany, moim zdaniem. Pisze się wiele o samowoli magnatów, o obniżaniu rentowności handlu zbożowego, o korupcji, o upadku sejmowania, ale wszystko bardzo "po łebkach", bez stosowania jakichkolwiek nowoczesnych metod socjologicznych. Historycy są zapóźnieni.

Na przykład ciężko jest wyjaśnić, jak to sie działo, że ci sami żołnierze, którzy głośno domagali się wypłaty żołdu, gdy tylko zostawali ziemianami, nie nalegali w żaden sposób na uchwalanie podatków na armię. To jest dziwna sprawa, bo zazwyczaj kto raz wejdzie w struktury siłowe, ten zazwyczaj w nich pozostaje do końca życia i reprezentuje ich interesy także jako polityk. W I RP tak nie było. Dlaczego? Poza moralizowaniem i tradycyjnym wytykaniem prywaty historycy nie potrafią sensownie wyjasnić tego zjawiska.
Obrazek użytkownika ro

ro
Dziękuję. To że jest niewiele informacji, też jest (dla mnie) informacją.
Będę czekał na rozprawkę o tych "tak dobrze" znanych... z "Trylogii" czasach. Sienkiewicz był mistrzem niedopowiedzeń, choć dałbym głowę, że wiedział bardzo dużo. 

Więcej notek tego samego Autora:

=>>