Komunikat o błędzie

User error: Failed to connect to memcache server: 127.0.0.1:11211 in dmemcache_object() (line 415 of /usr/share/nginx/www/blog-n-roll.pl/sites/all/modules/memcache/dmemcache.inc).

„Pokłosie” czyli bohater Stahel i „polskie obozy”

 |  Written by Rosemann  |  26
Groźba procesu, z jaką do organizatorów wystawy poświęconej Powstaniu Warszawskiemu (jednym z organizatorów jest Muzeum Powstania Warszawskiego) zwrócił się krewny czy potomek Rainera Stahela, pełniącego w 1944 a więc także w czasie Powstania Warszawskiego funkcję wojskowego komendanta miasta Warszawy to w mojej ocenie oczywiste pokłosie pewnego rodzaju polityki historycznej, który od jakiegoś czasu na wyścigi uprawia się w Polsce. Tego rodzaju, w którym swe miejsce znajdują książki panów Zychowicza i Ziemkiewicza czy produkcje w rodzaju „Pokłosia”.

Awantura, wywołana przez pana Christopha Brosziesa pokazuje, że propagowany przez wymienionych autorów i wspomnianą produkcję narodowy masochizm i wciskana Polakom na siłę, by nie rzec przemocą, konieczność ekspiacji nie jest jak widać czymś, co dzielimy ze zbiorowościami mającymi stokroć poważniejsze od nas powody by się kajać.

Ów wspomniany pan jest wnukiem niemieckiego bandyty w wojskowym mundurze a mimo to nie poczuwa się do żadnej winy. Co jeszcze można by zrozumieć. Nie widzi on jednak także winy swego dziadka-bandyty, pod którego oknami podlegli mu żołdacy wyczyniali takie rzeczy, które i ich i ich bosa czyli dziadka pana Brosziesa nie tylko pozwalają nazywać zbrodniarzami ale wykluczyć powinny w ogóle z ludzkiego gatunku.

Przez jakiś oczywisty błąd, popełniony przez nas, naród ofiar ludzi w rodzaju Stahela, pan Broszies, wnuk tegoż czuje się jednak urażony, że jego dziadka, który lata temu miał możliwość patrzeć, jak podlegli mu aryjscy i nie tylko aryjscy chłopcy ganiają przed czołgami pod kule polskich cywilów a przy okazji pozwalają sobie na rzeczy, za które, jakże niesłusznie i niesprawiedliwie, zapracować można na określenie „zwierzę”, ktoś śmie oceniać negatywnie i nazywać zbrodniarzem.

Ów wyskok wnuka zbrodniarza oraz częstotliwość, z jaką niemieckie media „mylą się” określając Auschwitz i inne miejsca eksplozji niemieckiej kultury „polskimi obozami” pokazują, że i pan Zychowicz i pan Ziemkiewicz i pan Pasikowski na jakiś dłuższy czas wstrzymać powinni swe ręce, odczuwające świąd „dekonstrukcji polskiego patriotyzmu”. Gdyby nie mogli jednak usiedzieć czekając cierpliwie, zając się powinni raczej takim propagowaniem naszej historii najnowszej, od którego panu Brosziesowi prędzej na myśl by przyszła zmiana nazwiska na jakieś pochodzące na przykład znad Bosforu niż stawanie w obronie dziadka- zbrodniarza.

Napisał Jan Kochanowski wieki przed Zychowiczem, Ziemkiewiczem i Pasikowskim

Cieszy mię ten rym: "Polak mądr po szkodzie";
Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.

Przyznam, że trudno nie uznać geniuszu mistrza Jana w trzeźwej ocenie naszego narodowego charakteru. Skoro jeszcze po takiej szkodzie, jaką nam w latach 1939 – 45 wyrządził naród pana Broszies, za życia wielu ofiar bandytów w rodzaju Stachela zmagać się musimy z tłumaczeniem czyje były „polskie obozy” i przygotowywać się na pozwy różnych Brosziesów, dumnych z przodków – morderców, trudno znaleźć skalę, w jakiej możemy mierzyć swoją narodową głupotę.

Ilustracja: http://ww2images.blogspot.com/2013/07/schwertern-award-ceremony-for-rain... @danz.
5
5 (5)

26 Comments

Obrazek użytkownika Szary Kot

Szary Kot
sposób radzenia sobie z  niemiecką perfidią i ziemkiewiczowo-zychowiczowo-pasikowską usłużnością pokazał Lech Kaczyński, wystawiając Niemcom rachunek za zniszczenie Warszawy.
Tylko komu obecnie starczy odwagi i polotu, aby coś takiego zrobić?
Nie dziwne, że w niemieckiej prasie odsądzany był od czci i wiary.
 

"Miejcie odwagę... nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem przeciwne losy stałością zwycięża."
Obrazek użytkownika ro

ro
Niemcy już robią kolejny krok: oto pojawiły się w obiegu "polskie getta". Mówił o tym Maciej Świrski w "Klubie Ronina"

Myślę, że twórcze rozwinięcie w "kierunku polskim" skrótu NSDAP tylko dlatego jeszcze nie nastąpiło, że trudno jest Niemcom znaleźć pasujące słowo na "A".
 
Obrazek użytkownika Danz

Danz
Niemcy powiedzieli już a i b, teraz czas na kolejne literki w alfabecie.  Niech cały świat się dowie, kto jest naprawdę winny .... i tu można sobie wpisać dowolną "nazistowską" zbrodnię, itp., itd.
Pozdrawiam.

Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów. 
Empedokles

Obrazek użytkownika ro

ro
Skoro można znaleźć w Internecie wywód na temat polskich korzeni niejakiego Josipa Wissarionowicza Dżugaszwilego, to przy odrobinie wysiłku może się uda wykazać, że pradziadek ze strony babki niejakiego Adolfa H. (też Adolf zresztą) był zubożałym szlachcicem spod Krosna i nazywał się jakoś na "ewicz". 
Obrazek użytkownika Ellenai

Ellenai
Niestety sami sobie zgotowaliśmy ten los. Kłania się wieloletnia polityka historyczna PRL, w tym absurdalne orędzie biskupów polskich do niemieckich w 1965 roku, ale także równie niezborna polityka historyczna po 1989 roku. Zawsze przepraszaliśmy za wszystko i przebaczaliśmy zanim  jeszcze nas o to poproszono. Jesli ktoś przeprasza, to widocznie jest winny. Tak było przez całe dziesięciolecia, z niewielką przerwą na czas, gdy Lech Kaczyński był Prezydentem Warszawy, a potem Prezydentem RP. Jednak i on także popełniał niestety błędy. Mnie osobiście dosyć trudno zapomnieć dwa - palenie świateł chanukowych w Pałacu Prezydenckim (dalibóg, nie pojmuję po co) i odmowa objęcia patronatem uroczystości upamiętniających 65 rocznicę rzezi wołyńskiej (nie rozumiem  przyczyny tej decyzji).

W przywołaniej przez Ciebie sprawie Rainera Stahela, jest jednak również i dobra informacja. Skutkiem całego zajścia IPN podjął decyzję o przeprowadzeniu oficjanego śledztwa w celu udowodnienia zbrodni wojennych popełnionych przez rzeczonego. A obecna wystawa, jak oswiadczył Jan Ołdakowski, zostaje w niezmienionej formie.
 
Obrazek użytkownika ro

ro
Polityka historyczna PRL, choć oczywiście ukierunkowana "klasowo" i bałwochwalczo wobec sowieckiej Rosji, to jednak bardziej - śmiem twierdzić - liczyła się z polskim interesem, niż to, co wyprawia obecna władza.
W PRL, owszem atakowano lub poniżano w durny sposób Polskę przedwojenną, ale "Pokłosie" by nie powstało. Przedmiotem ataków był "warchoł szlachecki" zrywający sejmy i deprawujący chłopskie panny młode, ale dzieciaki w szkole śpiewały:
"Tam gdzie na woje wraże szedł Chrobry ze swych czat,
 Tam zaciągamy straże dziedzice dawnych lat."

"Pan Wołodyjowski" i "Potop" zostały nakręcone po polsku, "ukraińska" wersja "Ogniem i mieczem" powstała w III RP.
"Dziennik Telewizyjny" atakował Kościół, ale "Kabartet Olgi Lipińskiej" - nie przypominam sobie.
W każdym razie nie robił tego tak ordynarnie, jak na przykład "Neo Nówka, czy niejaki Abelard Giza.

Powstanie Listopadowe i Styczniowe były czczone - "drażliwy wątek" ominięto poprzez akcentowanie, że było przeciw (wrogiemu klasowo) caratowi. 

Żaden, najwredniejszy peerelowski propagandysta, nawet Urban, nie ośmieliłby się ubrać bohaterów "Kamieni na szaniec" w tęczowe podkoszulki.

Czy wreszcie potępienie Listu Biskupów - wiadomo, że z pobudek "niekoniecznie" patriotycznych, ale się odbyło.
"Nie zapomnimy", "Nie przebaczymy" - a ja, smarkacz jeszcze, ministrant, nie byłem pewny czy "ONI" akurat w tej sprawie nie mają racji. I widziałem po twarzach Rodziców, gorliwych katolików, że też nie byli pewni.

--------
Pewnie dostanę teraz parę "dontlajków" i zostanę zapisany do SLD (albo jeszcze gorzej).
Trudno! 
 
Obrazek użytkownika Ellenai

Ellenai
To, co piszesz, jest przecież tylko częścią prawdy. Jedna kwestia, to stosunek PRL do Sowietów i Niemców, ale także i do Żydów oraz Holocaustu, ale i tak znacznie ważniejsza jest kwestia druga - konsekwentnie próbowano obalić nasze wzorce polskiego bohatera. O Powstaniu Warszawskim i o AK mówiło sie niewiele i w mało pozytywnym kontekście. Przecież musisz to na pewno pamiętać.
Żołnierze Niezłomni to byli bandyci mordujacy kobiety i dzieci oraz strzelający do legalnej władzy, kórą przedstawiano jako młodych, Bogu ducha winnych chłopaków - nie bez powodu tych Niezłomnych dziś okresla się ich wszak Wyklętymi. Nawet to potępienie Listu Biskupów - moim zdaniem - było jedynie wykorzystaniem pretekstu do przyłożenia KK.
Może wyda Ci się to dziwne, ale jestem zdania, że nakręcenie "Pokłosia" czy "zychowszczyzna" są dziś możliwe nie tylko z powodu dzisiejszego prowadzenia takiej a nie innej polityki historycznej, ale własnie dlatego,  że wczesniejsza polityka historyczna przygotowała "żyzne podłoże" zarówno tej dzisiejszej polityce, jak i im samym.
To nie wzięło się nagle i znikąd. Lata oszczerczej propagandy spowodowały, że w odróżnieniu od innych narodów, my nie mamy bezdyskusyjnych narodowych bohaterów, więc ich działalność i ich heroizm także poddaje się ciągłej dyskusji i krytyce. często zwyczajnie głupawej. A skoro my nie potrafimy ich przed tym obronić, to kto i z jakiego powodu miałby szanować nas i liczyc się z naszą historią?
Obrazek użytkownika fritz

fritz
Szokujace, nie mniej prawdziwe jest to, ze poza historia XX wieku przekazywanie polskiego kodu cywilizacyjnego w czasie PRL mialo miejsce.

Kanon literatury polskiej systematycznie przerabiany i uczony. Podobnie nauka historii byla na wysokim poziomie.

Teraz Mickiewicz jest zakazany, a mlodiezy Dziady kojarza sie najwyzej z dziadami pod kosciolem.
Polska swiadomosc narodowa byla w czasie komuny silna podobnie jak duma z bycia Polakiem.

Teraz antypolska klika atakuje bezposrednie substancje narodowa, procesy wynaradawiania Polakow sa extramalnie intensywne.
Przekazywanie polskiego koduu cywilizacyjnego zostal przerwane.

Falanga folksdojczerow, ktorzy sa ojkofobami albo antypolska agentura wplywow Niemiec i Rosji,  mowia od "odbrazawianiu" polskiej historii, o "wyjsciu z pokoju dziecinnego".
Oni nie "odbrazawiaja" tylko "obsr..waja" polska historie i Polakow i Polske.
 
Obrazek użytkownika Ellenai

Ellenai
Nauka historii była na wysokim poziomie???????
Chyba szczególnie w oparciu o podręczniki Heleny Michnik?
Co Ty za niedorzeczności opowiadasz! Jaki to poziom, gdy uczy się wyłacznie kłamstw?!

I skąd masz informację, że Mickiewicz (kiedyś chyba także pisałeś o Sienkiewiczu) jest zakazany?
Po co powielać bzdury bez pokrycia w faktach?!

Ani Mickiewicz, ani Sienkiewicz zakazani nie są. Sienkiewicz został jedynie przesunięty z lektur obowiązkowych do uzupełniających.
Mnie się te zmiany nie podobają, podobnie jak zmienjszenie pensum godzin nauczania historii na rzecz matematyki i informatyki, ale to nie znaczy, że mozna stawiać zarzuty kompletnie "od czapy". Znam programy nauczania - gimnazjalny i licealny o tyle o ile, a szkoły podstawowej bardzo dokładnie i bardzo proszę - nawet w dobrej intencji nie powielaj kłamstw i bzdur.
Obrazek użytkownika fritz

fritz
Historia u mnie, W-wa, gimanzjum, byla na wysokim poziomie, oczywiscie bez XX i koncowki XIX wieku.
Nie pamietam autora, ale na 100% nie byla to michnikowna. To bym zapamietal.

Dwa razy w tygodniu i material trzeba bylo rzeczywiscie znac, pani byla wymagajaca.
Ja akurat interesowalem sie historia i sporo wiedzialem.

Sienkiewicza i Mickiewicza nie ma w obowiazkowej lekturze, sa bryki,tzn. jakies opracowania o ile wogole a nie orginaly.
Wyrzucenie z letury obowiazkowej do uzupelniajacej jest de facto zakazem. Uczen moze przeczytac extra Potop jezeli bedzie mial ochote. Nie bedzie mial ochoty.
Co do Mickiewicza: o ile pamietam GW swietowala skreslenia Pana Tadeusza z listy lektury.
Bez Pana Tadeusza nie ma Mickiewicza. Ditto bez Dziadow.

Obecna mlodziez nie jest w stanie czytac Dziadow czy pana Tadeusza poniewaz nie zna historii Polski, nie mowiac o samym jezyku jako taki.  A Reymont jest pogrzebany tak, ze nawet nazwisko jest nieznane.

Poziom matematyki:
Prof. Nalaskowski we wSieci o dramatycznych wynikach matur: „Egzamin był na poziomie szóstej klasy dawnej podstawówki”
http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/204733-prof-nalaskowski-we-wsieci-o-dr...

Co jest rowniez katastrofa cywilizacyjna. Mowienie o zmniejszeniu nauki historii na korzysc maty jest oczywistym klamstwem rzadzacych co wlasnie po poziomie nauczania widac.
Chodzi o przerwanie przekazu  polskiego  kodu cywilizacyjnego w szkolach.


 
Obrazek użytkownika Ellenai

Ellenai
Chwileczkę. Zatrzymajmy się wyłacznie przy faktach, a nie wymysłach. Przygotowuję szóstoklasistę do egzaminu na koniec szkoły podstawowej. Egzamin obejmuje język polski, matematykę, jezyk angielski oraz elementy historii i przyrody, jako ze osobnego egzaminu z tych przedmiotów nie ma. Przerabiam z nim cały materiał szkoły podstawowej, używając obowiązujących podręczników.
Znam też plan lekcji. Historia jest dwa razy w tygodniu - jak w Twoim gimnazjum i piszę to jedynie po to, byś nie używał jako argumentu liczby godzin w tygodniu, bo to jeszcze o niczym nie świadczy. I kiedy Ty kończyłeś tę szkołę? Gimnazjum wprowadzono stosunkowo późno. Nawet moja młodsza córka urodzona w 1985 roku jeszcze się na nie nie załapała. Kończyła osiem klas podstawówki, a potem od razu szła do liceum.
Piszesz: "byla na wysokim poziomie, oczywiscie bez XX i koncowki XIX wieku".
Czyli na czym się zasadzał ten wysoki poziom, skoro nie obejmował końcówki XIX wieku i całego XX? Historia kończyła Ci się jeszcze nawet przed rokiem 1900??? Przecież to jakaś wierutna bzdura. Myślę, że ten XIX i XX wiek jednak był, wbrew temu, co twierdzisz. Problem w tym jedynie, jak był przedstawiany. Smiem twierdzic, ze dziś jest to dużo blizsze historycznej prawdy.
Natomiast nadal jest niestety tak, że gros czasu poświęca się wiekom wczesniejszym, a okres od I wojny św. jest traktowany nieco po macoszemu. Tu akurat niewiele się przez te lata zmieniło.


Kolejne przekłamanie: "Sienkiewicza i Mickiewicza nie ma w obowiazkowej lekturze, sa bryki,tzn. jakies opracowania o ile wogole a nie orginaly. Wyrzucenie z letury obowiazkowej do uzupelniajacej jest de facto zakazem. Uczen moze przeczytac extra".

Niezupełnie tak. Bezsensownie wyrzucono "Pana Tadusza", natomiast inne mickiewiczowskie utwory się nadal przerabia. Mówienie więc o zakazie czytania Mickiewicza, jest absurdem. Wyrzucenie z lektury obowiązkowej do uzupełniającej wcale też nie jest jednoznaczne z tym, że uczeń co nawyżej przeczyta to, jeśli sam zechce. Po prostu od nauczyciela będzie zależało czy zaleci przeczytanie Sienkiewicza, czy w to miejsce wybierze innego autora. Na tym polega dowolność, a nie na dobrej woli ucznia. Lektury uzupełniające wybrane przez nauczyciela czyta sie tak samo jak obowiązkowe. Różnica jest taka, ze obowiązkowe trzeba czytać wszystkie z listy obowiązkowej, a uzupełniające wybiera się z listy uzupełniającej. Nie jest to dobre rozwiazanie, ale najwięcej będzie tu zależało od konkretnych nauczycieli.

Co do bryków, to były, są i będą. Pamiętam je również z lat 70. choć dziś na pewno są łatwiej dostępne. Ale to nie szkoła wszak je zaleca, a Ty piszesz tak, jakby to bryki były literaturą obowiązkową.

Mowienie o zmniejszeniu nauki historii na korzysc maty jest oczywistym klamstwem rzadzacych co wlasnie po poziomie nauczania widac.

To także przekłamanie. Wystarczy spojrzeć na liczbę godzin matematyki tygodniowo, by zauwazyć, że ilość ta została zwiększona. Tego się nie da zakwestionowac i nie jest to kłamstwo. Poszerzenie materiału jest też ewidentne. Ani ja, ani nawet moje dzieci nie przerabiały potęgowania liczb i pierwiastkowania już w klasie piątej szkoły podstawowej.

A poziom to osobna kwestia. Tutaj pewnie i dwa razy tyle godzin by nie pomogło. Dzieci bowiem odzwyczaj się od myslenia. Piszą nie tradycyjne klasówki, ale testy, gdzie wybiera sie poprawną odpowiedź. nagminne jest więc "strzelanie w ciemno", gdy tej odpowiedzi sie nie zna, bo punktów ujemnych się nie przyznaje, a najwyżej zła odpowiedź to zero punktów.
Kłania się też poziom nauczycieli - to już pokolenie kształcone często w prywatnych szkołach, które nigdy nie powinny dostać zezwoleń na takie kształcenie.

Reasumując: poziom jest niski, program nauczania kiepski, kadra pedagogiczna często słaba - zwłaszcza ta "świeżo upieczona". To wystarczajace powody, by o dzisiejszym szkolnictwie mówić źle. Nie trzeba już zmyslać dodatkowo bzdur, które nie mają miejsca.
 
Obrazek użytkownika fritz

fritz
Jestem z tej wczesniejszej  generacji, kiedy 4 letnie gimnazja byly  z matura.

Co do nauki historii w szkolach srednich opieram sie na dyskusji prowadzanej przez prof. Andrzeja Nowaka pare lat temu w starej Rzepie.
Nie zostawil suchej nitki na nowym PO-programie nauczania historii.

Nauka historii wtedy kiedy uczen dojrzal umyslowo do nauki (a nie w podstawowce, ona nie wystarcza) przekazujaca wlasnie kod cywilizacyjny razem z literatura polska praktycznie nie istnieje.

Co do matematyki.  O tym, jak fatalny  jest poziom matematyki mowi rowniez pani Izabella, byla nauczycielka matematyki w gimnazjach czy moze teraz liceach, na naszychblogach, niezalezna.

Z kanonu literatury obowiazkowej wyrzucono fundamentalne dziela do tworzenie swiadomosci narodowej tzn. przesunieto do lektury uzupelniajacej. Czy Sienkiewicz bedzie czytany czy nie, nie moze zalezac od nauczyciela. Do tego dochodzi, ze nauczyciele podlegaja antypolskiej administracji  i to ona przez decyduje o tym, ze nauczyciel nigdy nie zdecyduje sie na Sienkiewicza. To jest praktyczny zakaz przerabiania w szkole, tzn. solidnego przeczytania Sienkiewicza.

Mickiewicza nie wyrzucono "bezsensownie" tylko wrecz przeciwnie: po namysle i celowo a dlaczego, wlasnie GW wyjasnila.
Co z Dziadami, tez wylecialy? Bardzo mozliwe, ze wylecialy duzo wczesniej, dziatki byly za malo wyksztalcone i w tym kontekscie zbyt wynarodowione, zeby je pojac.

Informacje jakie podaje pochodza z prasy.
Jezeli mozesz je skorygowac, b. dobrze.

PS. Co do likwidacja nauki historii na korzysc matematyki. Jak to jest mozliwe, ze wczesniej i nauka historii i matematyki byly mozliwe? I jeszcze jedno: jezeli program matematyki bedzie idiotyczny, to mlodziez,  ta starsza,  pomimo wiekszej ilosci godzin beda dokladnie tak samo slaba.  A historii i tak nie beda znac.
PS. Czy przypadkiem normalna nauka historii nie zostal przesunieta do szkol uzupelniajacych? A wiec tylko dla wybrancow, ktorzy w tym kierunku  pojda a dla calej reszty konczy sie de facto na poziomie szkoly podstawowej? Na ten temat sporo pisano.
 
Obrazek użytkownika Traube

Traube
Ja się bardzo staram patrzeć na to zjawisko zgodnie z zaleceniami Maxa Ehrmanna:

"...wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść..."

tyle, że mnie czasem temperament ponosi.

Dla mnie uczciwość i rzetelność to podstawowe sprawy, stąd akceptacja filozofii zgodnie z którą np. usunięcie ze spisu lektur jest jednoznaczne z zakazem jest niedopuszczalne.

 
Obrazek użytkownika Ellenai

Ellenai
Ćwiczę cierpliwość :)
A poza tym zawsze, przynajmniej do jakiegoś momentu, zakładam że rozmówca jedynie wyraża się nie dość precyzyjnie. Wiele osób ma z tym kłopot. Rezygnuję, gdy widzę, że mimo prób uściślenia, druga strona trwa niezmiennie przy własnym okresleniu. Chyba ten moment własnie nadszedł.
Obrazek użytkownika Traube

Traube
Bredzisz o Polsce i patriotyzmie, a posługujesz się wyłącznie obcą czcionką!

Może faktycznie za mało matematyki miałeś w szkole, a może po prostu jesteś zbyt tępy żeby sobie tę polską klawiaturę zainstalować.
Obrazek użytkownika fritz

fritz
Dziekuje ze mnie czytasz chociaz nierozumiesz.
Podziwiam wytrwalosc tepaka.
 
Obrazek użytkownika ro

ro
To jest przecież poza dyskusją. Nie każ mi się tłumaczyć z rzeczy oczywistych, proszę!
 
Nie wybielam PRLu, ani nie rehabilituję jej funkcjonariuszy. Piszę tylko o tym, na co by sobie mimo wszystko nie pozwolili. 
ONI - nawet jeżeli przyjmiemy "ciągłość dziejów" i związek dzisiejszego skutku z wczorajszą przyczyną, z czym nie mam zamiaru polemizować - za wsadzenie polskiej flagi w psią kupę wsadziliby Gnojka do więzienia, spałowawszy go wcześniej przystojnie (zresztą Gnojek wtedy by nawet o czymś takim nie pomyślał).  A w każdym razie "zniknęliby" go z widoku publicznego na zawsze.
Gdyby moja rozmowa ze znajomym (komunistą z przekonania) odbyła się czterdzieści lat temu, a podsłuchał ją jakiś t.w. sąsiad, to za precyzyjne, choć zupełnie nie profesjonalne jak na lekarza wskazanie, gdzie ma Polskę, pan doktor miałby spore nieprzyjemności przy różnych okazjach (na przykład przy staraniu się o przydział na mieszkanie, o paszport (telefon czterdzieści lat temu by miał). 
 
Wyrywali paznokcie i wybijali zęby, a nawet strzelali w tył głowy za patriotyzm, nazywajac ten prawdziwy zdradą, jako alibi dla własnych sumień,  ale nie kazali wstydzić się patriotyzmu jako takiego. Nie mówili - przynajmniej otwarcie, że polskość to nienormalność.
Byli "patriotami" Związku Sowieckiego, ale państwa polskiego nie demontowali. Przeciwnie, nie odczuwałem, by za hasłem "Aby Polska rosła w siłę", kryła się wyłącznie "ciepła woda w kranach".
Zauważył to Kaczyński w Sosnowcu i choć była to zagrywka wyborcza, to chyba jednak nie do końca nieszczera.

Walczyli z Kościołem i "zabobonem", ale ich cenzura nie dopuściłaby takich "sztuk" jak "Golgota Picnic".

Nie wnikam w ICH intencje - doskonale zdaję sobie z nich sprawę. Odnoszę się jedynie do zewnętrznych skutków, jakie niosły niektóre działania, także w sprawie "Listu Biskupów".
Wróg mojego wroga nie staje się automatycznie moim przyjacielem. Bywa sojusznikiem, ale pod tą długością i szerokością geograficzną zdarza się to bardzo rzadko. 

Czy zastanawiałabyś się, jak wyglądałoby Millenium, gdyby to Bolesław Chrobry, a nie jego ojciec ochrzcił Polskę? Na przykład w 1014 roku? Denary przeciw orzechom, że wszyscy ONI, od Adama do Żakowskiego, z Kopacz, Komorowskim i Niesiołowskim, we wszystkich zaprzyjaźnionych programach przekonywaliby, że państwo polskie zaczęło się w roku koronacji Chrobrego.
TAMCI, tego nie zrobili. Przyłączyli się potulnie z obchodami tysiąclecia państwa do rocznicy przyjęcia chrztu. Czy wierzyli, że ich propaganda skutecznie przykryje wątek religijny? Wątpię. Czy na ten jeden raz odpuścili walkę z Kościołem? Też wątpię. Jednak fakt pozostaje faktem, że postąpili inaczej, niż  zrobiliby to ich dzisiejsi spadkobiercy.  

Nie wiem, jak by ewoluowali w kwestiach polskości, patriotyzmu, stosunku do wiary i Kościoła, obyczajowości, gdyby zachowali do dzisiaj ciągłość tamtej władzy (gdyby trwały właśnie przygotowania do któregoś tam zjazdu PZPR). Faktem jednak jest, że gdybyśmy im odebrali władzę w `89, to nie byłoby takich zaszłości, z jakimi (i jeszcze gorszymi) będziemy się borykać, gdy w końcu Polskę odzyskamy. (Używając pierwszej osoby liczby mnogiej wcale nie jestem przekonany, że będzie to dla mnie czas "przyszły dokonany".) 

 
Obrazek użytkownika Ellenai

Ellenai
Nie złość się Ro smiley.
Jakże ja bym mogła Ci cokolwiek kazać, co dopiero - kazać tłumaczyć się z czegoś?
Po prostu nie widzę  większego sensu porównywania niewłaściwej polityki historycznej, która w rożnych czasach przyjmowała taką, albo trochę inną postać. Mogę się oczywiście mylić, ale według mojego oglądu, dostrzec można jedynie jakieś wahnięcia w polityce wewnętrznej.
Ta zewnętrzna, zagraniczna, od całych dziesięcioleci stawiała nas wobec innych państw i narodów w pozycji z góry przegranej. Co więcej, nawet te różnice w polityce wewnętrznej, które Ty podkreślasz, tak naprawdę nigdy nie tykały jądra systemu, a były jedynie powierzchowne i dyktowane potrzebą chwili.

Co z tego, że w czasach gierkowskich za pohańbienie flagi można było pójść do więzienia.
I pewnie wtedy rzeczywiście by się poszło,  a dziś nie, choć przepisy prawne w tej kwestii nie zmieniły się przecież jakoś diametralnie. Podobnie „Golgota Picnic” - przecież nie z powodu ochrony uczuć religijnych ten spektakl nie byłby dopuszczony przez PRL-owską cenzurę. Parad Równości i dyskusji o „małżenstwach” homoseksualnych także wtedy nie było. Ale przecież nie z powodu wyższości systemu czy doskonałości prowadzonej polityki. Mam wrażenie, że bardziej wynika to z ogólnego, postępującego upadku obyczajów, w świetle którego bezkarnie uchodzą czyny, które kiedyś nikomu nie wpadłyby nawet do głowy. Nie wyciągałabym więc z tego pochopnych wniosków.

Piszesz: „Gdyby moja rozmowa ze znajomym (komunistą z przekonania) odbyła się czterdzieści lat temu, a podsłuchał ją jakiś t.w. sąsiad, to za precyzyjne, choć zupełnie nie profesjonalne jak na lekarza wskazanie, gdzie ma Polskę, pan doktor miałby spore nieprzyjemności przy różnych okazjach (na przykład przy staraniu się o przydział na mieszkanie, o paszport (telefon czterdzieści lat temu by miał)”.
Nie jestem o tym tak całkiem przekonana. Natomiast jestem absolutnie pewna, że miałby takie nieprzyjemności, gdyby powiedział, że ma tam PRL albo ZSRR. To nie jest ochrona wartości patriotycznych, ale ochrona czegoś zupełnie innego.

Nie zgadzam się też ze spostrzeżeniem Kaczyńskiego, że Gierek był na swój sposób patriotą.
W takim razie „na swój sposób” jest nim także Komorowski, który bawi się czekoladowym orłem i przypina sobie do klapy kotyliony oraz organizuje własny Marsz Niepodległości, co zupełnie nie przeszkadza mu na przykład w czołobitnej polityce wobec Rosji.
Gierek po prostu musiał zaproponować coś, co skupiłoby ludzi wokół jakiegoś nośnego hasła i dając nową nadzieję, odwróciłoby uwagę od wystąpień przeciwko systemowi. Zwykła socjotechnika.
A co mogło być lepszym krokiem  po gomułkowskim internacjonalizmie, niż przerzucenie środka ciężkości na stronę do niego przeciwną? Gierek, dla uspokojenia nastrojów, wprowadził w polityce wewnętrznej, sterowany odgórnie, „reglamentowany patriotyzm” i opartą o niego propagandę sukcesu. I trzeba przyznać, że udało mu się ludzi przekonać jeszcze bardziej, niż Gomułce swoim „socjalizm - tak, wypaczenia - nie”. Ale ja to widzę właśnie tylko tak, a nie jako dowód na to, że nagle władzę ludową zaczął obchodzić patriotyzm i ochrona wartości narodowych. Jaka to polityka historyczna, gdy utrzymuje się  taką wszechpotężną instytucję państwową jak cenzura, która skrupulatnie dba o to, by historia była modyfikowana i zakłamywana stosownie do bieżących potrzeb władzy?

Co ciekawe, własnie w tamtych czasach, bardzo często wykorzystywano pierwiastki patriotyczne i narodowe do przeciwstawiania ich oficjalnej polityce partyjnej i państwowej. Na wyznawców bezkompromisowej narodowej polityki, zgodnie z socjalistyczną racją stanu PRL, polowało się jako na nacjonalistów. Chętnie wskazywało się na Gierka – rzeczywistych czy rzekomych – przeciwników jako nacjonalistów, pisząc na nich donosy. Kiedy było trzeba, podchwytywały tę „nacjonalistyczną” melodię także ośrodki zachodnie, w szczególności Niemcy. Przykład? W 1975 roku, przed polsko - RFN-owskim spotkaniem na szczycie, jakie odbyło się w Bonn, ukazał się w hamburskim „Der Spiegel” bardzo obszerny artykuł o życiu i polityce prowadzonej przez Gierka, w którym można znaleźć m. In. taki ciekawy fragment:  „Gierek nie zareagował, gdy w marcu 1972 r. dotychczasowy poseł na Sejm Machejek, przeciwnik Gierka, z nacjonalistycznego skrzydła partii wyliczył fantastyczną sumę odszkodowań należnych Polsce od Bonn”.

Nacjonalistyczne skrzydło PZPR - czy to nie zabawne? Czyli patriotyzm tak, ale wyłącznie ten pasujący do oficjalnej linii partii.

Gierkowski patriotyzm to był jedynie swoisty „wentyl bezpieczeństwa”, którego starczyło zresztą jedynie na połowę owej „gierkowskiej dekady”. Po wydarzeniach w Ursusie i Radomiu w 1976 roku, śruba została zdecydowanie przykręcona, a w kampanii propagandowej i na organizowanych masowych „wiecach poparcia” nie odwoływano się już do patriotyzmu, nie mówiono o dobru Polski, ale piętnowano „warchołów” i „wyrażano popracie dla partii i jej przywódców”.
W kontekście tego wszystkiego, mam wrażenie, że nasza dyskusja sprowadza się de facto jedynie do prób ustalenia, co jest gorsze - dżuma czy cholera.
 
Obrazek użytkownika ro

ro
Zdecydowanie gorsza jest dżuma.
Zwłaszcza, że cholerę mamy już (prawie) wyleczoną.
wink

 
Obrazek użytkownika Ellenai

Ellenai
Wobec takiego dictum, poddaję się laugh.
Obrazek użytkownika fritz

fritz
Cytat..."Gierek po prostu musiał zaproponować coś, co skupiłoby ludzi wokół jakiegoś nośnego hasła i dając nową nadzieję, odwróciłoby uwagę od wystąpień przeciwko systemowi. Zwykła socjotechnika."

*** Mialem kiedy dobry kontakt z inzynierem pracujacym dla bardzo dobrej high tech firmy. Zgadalismy sie, ze jestem z Polski. Powiedzial, ze on byl pare razy w Polsce poniewaz mieli kontakty z polska firma.
On byl w Polsce wlasnie za Gierka.
Powiedzial, ze przyzyl olbrzymie zaskoczenie, kiedy zobaczyl maszyny w tej polskiej firmie. Byly nowoczesniejsze, niz te u nich. Mowil, ze widzial rowniez maszyny super nowoczesne, jeszcze nie rozpakowane i ze Polakom wtedy brakowalo inzynierow.

Gierek rzeczywiscie staral sie rozwinac przemysl Polski. Dlatego wlasnie w 1980 polski przemysl byl 11 na swiecie co do zdolnosci produkcyjnych na swiecie wedlug CIA.

Natomiast wszystkie rzady i prezydenci po 1989 systematycznie i celowo niszcza polski przemysl poza Kaczynskimi i Olszewskim.

Gierek w tym sensie byl polskim patriota, chcial zwiekszyc sile przemyslowa Polski i tym samym sile Polski i narodu, w przeciwienstwie do obecnej antypolskiej sitwy likwidujacej panstwo i unicestwiajacej narod.
 
 
Obrazek użytkownika Ellenai

Ellenai
Jeśli się z tym nie zgodzisz, to trudno. Widać bardziej przekonuje Cię własna argumentacja.

Gierek w tym sensie byl polskim patriota, chcial zwiekszyc sile przemyslowa Polski i tym samym sile Polski i narodu, w przeciwienstwie do obecnej antypolskiej sitwyn likwidujacej panstwo i unicestwiajacej narod.

Jeśli tak własnie rozumieć patriotyzm Gierka i taki własnie (gospodarczy) wymiar jego patriotyzmu Kaczyński miał na myśli, to byłabym po części w stanie  zgodzić się zarówno z nim, jak i z Tobą. Wiele Gierkowi nie wyszło, ale przynajmniej - być może -  do jakiegoś stopnia miał dobre zamiary.
Warto jednak pamiętać przy okazji, że obecna sitwa ma dużo większe możliwości złodziejstwa, niźli w czasach, gdy nie było zwyczaju prywatyzowania majątku narodowego, a podejrzanym prywaciarzem był właściciel warsztatu szewskiego albo jednej szklarni.

Nie wiem co Gierkowi siedziało w głowie i czym się tak naprawdę kierował. Mogę jedynie oceniać widoczne efekty. A one są takie, że w ciągu kilku lat rzeczywiście poczyniono wielkie inwestycje opierające się na zaciągniętym długu (swoją drogą spłaciliśmy go ostatecznie dopiero pod koniec 2012 roku), choć nie wszystkie one były robione z sensem.
O czym myślę? Na przykład o rolnictwie, w którym dokonał się wtedy prawdziwy skok w zuzyciu nawozów sztucznych i środków ochrony roślin. Czy wyszło nam to na dobre - można by dyskutować. Jednoczesnie od 1973 roku robiono wiele, by ograniczyć rozwój indywidualnego rolnictwa na rzecz PGR-ów. Jak efektywne się one okazały, to wiemy przecież doskonale. Jedyne do czego się wydatnie przyczyniły, to do narastających od roku 1976 niedoborów na rynku żywności (to własnie w 1976 wprowadzono pierwszą reglamentację w postaci kartek na cukier). Brakowało znacznię więcej towarów, niźli tylko cukru, ale oczywiście przyznanie się do tego faktu przedz władzę i wprowadzenie jakiejś korekty przyjętej linii rozwojowej nie było możliwe, bo wywróciłoby to całkiem prowadzoną równolegle propagandę sukcesu.

A poza rolnictwem… Zaczęto budować wtedy wielkie zakłady przemysłowe. W myśl owej propagandy sukcesu musiały one bowiem być wielkie. Lepsza była zatem Huta Katowice wielkości miasteczka, niż na przykład trzydzieści innych sredniej wielkości zakładów przemysłowych z nowymi miejscami pracy.
Dzis wiemy już na pewno, że ten (wtedy niemożliwy do skrytykowania) program inwestycyjny był źle skonstruowany, co doprowadziło ostatecznie do tego, że wielu inwestycji nie dokończono, a w gospodarce powstały znaczące dysproporcje zakończone głębokim kryzysem energetycznym i transportowym. Po prostu przeinwestowano sektor przemysłu ciężkiego, wydobywczego i elektromaszynowego, kosztem nakładów na przemysł produkujący artykuły dla ludności.
Wszechobecne w PRL-u marnotrawstwo dopełniło reszty.

 A sitwa? Była i wtedy. Jedynie władza ludowa się z bogactwem za bardzo nie obnosiła skoro dla narodu miała ideologię, w mysl której wszyscy mieli mieć „po równo”. Jednak już osoby z władzą powiązane czy dobrze z nią żyjące, miały całkiem nieźle. Artyści przez nią wspierani i jeżdżący chętnie do „demoludów” zarabiali kolosalne pieniądze - zresztą ci nie wspierani nie dostawali w ogóle pieniędzy na swoje filmy czy spektakle. Może warto sobie przypomnieć, że Maryla Rodowicz już wtedy bardzo lubiła samochody marki Porsche. Pamiętamy też zapewne telewizyjnego imperatora, ulubieńca Gierka -  Macieja Szczepańskiego, którego Gierek nazywał „swoim synem” albo wyskoki „Czerwonego Księcia” czyli syna Jaroszewicza.

Temat patriotyzmu Gierka, to zresztą temat poboczny, który wywołał Ro. Ten „patriotyzm gospodarczy”, jeśli nawet go uznamy, nie ma nic wspólnego z tym, od czego zaczęła się ta dyskusja - z prowadzoną przez władze polityką historyczną, która  i wtedy i teraz jest szkodliwa, choć może odsłony ma nieco inne.
Skoro jednak już o Gierku, to w tym ściślejszym kontekście będzie dużo trudniej dopatrzeć się w jego działaniach patriotyzmu. Z jednej strony to Gierek otworzył nieco polską politykę na świat, ale jednocześnie podjął działania zmierzające do jeszcze  głębszego uzależnienia Polski od ZSRR - w tym celu przeprowadzono  nawet w 1976 roku zmianę Konstytucji z 1952 roku tylko po to, by uzupełnić ją o zapis o „wiecznej przyjaźni z ZSRR”, wzmocnieniu kierowniczej roli PZPR i socjalistycznym charakterze polskiej państwowości. Z ZSRR konsultowano niemal każdą decyzję gospodarczą, w tym np. wybudowano pod naciskiem Moskwy szerokotorową „linię hutniczo-siarkową”. Mówiąc krótko - rozwój inwestycji był taki, na jaki Rosja wydała zgodę.

To także Gierek przyznał Leonidowi Breżniewowi order Virtuti Militari - nie ma co, trudno o bardziej oczywisty dowód jego „patriotyzmu”. I to za „patrioty” Gierka, w drugiej połowie lat 70. SB tak bardzo zintensyfikowało i zbrutalizowało swoją działalność.


Na zakończenie powiem jeszcze tylko tyle, że niepomiernie mnie wkurza, gdy ktoś próbuje gloryfikować Gierka i jego czasy, zapominając przy tym całkiem, że był to jedynie okres krótkotrwałej, bo zaledwie  około 5-letniej koniunktury, osiągniętej przy pomocy pożyczek, wydanych potem nie zawsze rozsądnie, co ostatecznie doprowadziło do krachu gospodarczego. Słyszałam już nawet takie brednie, że Gierek był wspaniały, a do krachu doprowadziła Polskę dopiero „Solidarność”.
 
Obrazek użytkownika fritz

fritz
Tez tak to widze.
Przy czym  wprowadzenie stanu wojnnego spowodowala cakowite zalamanie mozliwego wykorzystania przynajmniej czesci inwestycji.
Dlug Gierka dlatego osiagnal takie rozmiary, poniewaz wprowadzenie stanu wojennego  doprowadzilo do zalamania rozwoju gospodarczego i Jaruzelski przestal obslugiwac pozyczki.


 

Więcej notek tego samego Autora:

=>>