Komunikat o błędzie

User error: Failed to connect to memcache server: 127.0.0.1:11211 in dmemcache_object() (line 415 of /usr/share/nginx/www/blog-n-roll.pl/sites/all/modules/memcache/dmemcache.inc).

Afera obrazkowa albo Jak zostałem lemingiem

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  3
W ostatnim jak dotąd (15) numerze W Sieci jest blok , szumnie nazwany dodatkiem, zatytułowany „Kłamstwo katyńskie”, zaś na jego okładce widzimy lekko wyretuszowane zdjęcie. Polski oficer klęczy na ziemi, nad min czerwonoarmista, trochę dalej – drugi, celujący pistoletem w tył głowy Polaka. Przerzucając strony na zdjęcie spojrzałem raczej pobieżnie, łapiąc się na myśli,  że klęczący ma w sobie coś z prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a ten bezpośrednio za nim – jest na swój sposób podobny do Donalda Tuska. Zastanawiałem się, nie za długo, czy jest to zamierzone, bo z jednej strony byłoby to pojechanie po bandzie, z drugiej taki pomysł wydał mi się całkiem w stylu pisma braci Karnowskich. Potem zająłem się czymś zupełnie innym.

Pewnie nigdy nie przypomniałbym już sobie o tej okładce i moich wątpliwościach, gdyby dziś para dziennikarzy, których nawet niespecjalnie kojarzę, nie napisała, że W Sieci pozwoliło sobie na taką ilustrację. I się zaczęło – część towarzystwa oburzyła się bowiem, że na zdjęciu jest Lech Kaczyński jako ofiara, część, że Donald Tusk w roli kata. Sam ksiądz Sowa oznajmij, że czytelnicy pisma są głupcami, coś tam z wyżyn autorytetu ogłosiła też fanka Jerzego Urbana Agnieszka Gozdyra. Potem zaś odezwało się wiele głosów prawicowych dziennikarzy i czytelników, że trzeba być wariatem lub co najmniej obsesjonatem, by na tym obrazku któregoś z tych dwóch polityków zobaczyć. 

I tu zaczyna się mój kłopot. Z jednej strony nie mam bowiem najmniejszej ochoty być kojarzony z towarzystwem, które czyta „Newsweeka” bez zmrużenia oka i nagle odkrywa w sobie pokłady oburzenia na „W Sieci”, ale z drugiej jednak niekoniecznie mam ochotę udawać się do psychiatry, czy nawet okulisty, choćby mnie do niego wysyłał Łukasz Warzecha czy ktoś z bliskich mi na co dzień ideowo kolegów i koleżanek z Twittera. Moje zaufanie do braci o nazwisku podobnym do mojego jest zaś z kilku powodów znanych czytelnikom tego bloga ograniczone, choć jestem  wiernym czytelnikiem ich tygodnika. Nie wiem, czy to faktycznie taki nieszczęśliwy przypadek, że dwóch gości z grupy rekonstrukcyjnej kogoś komuś przypomina (fakt, ze na innym zdjęciu "Tusk" jest hitlerowcem to mocny argument, ale nie wiem, czy za, czy przeciw) czy też właśnie ktoś miał taki świetny pomysł – a, niech jeden ma coś z Tuska, drugi z Kaczora, ludzie będą się zastanawiać i o nas mówić. A może miał jakieś inne intencje, którymi i tak się nie podzieli.

Żeby sprawdzić, czy mi (a także mojej żonie i jeszcze paru osobom zresztą) się kompletnie uroiło, odpaliłem sobie zdjęcie w programie graficznym i pobawiłem się w prawicową wersję Artymowicza. Wziąłem sobie z sieci zdjęcia Tuska i Kaczyńskiego, porównałem z buziami obu panów z grupy rekonstrukcyjnej i wyszło mi, że niby podobni nie są, ale jednak jeden ma (dla mojego oka) usta i brodę Lecha Kaczyńskiego, drugi nos, usta i brodę Tuska, obu zaś łączą z domniemanymi pierwowzorami bruzdy na twarzy, na brodzie lub pod nosem. Wystarczyło, by ktoś w pierwszej chwili spojrzał na te fragmenty twarzy, by podobieństwo zauważył. Jeśli skupił się na innych – nigdy się go nie dopatrzy. Dodatkowo „Tusk” podobny jest również do Cezarego Pazury i pana Andrzejka spod krzyża.



Tyle mojej historii. Spotkałem się już z pytaniem, czy naprawdę nie mam nic lepszego do roboty, niemniej jednak kwestia czy jestem zdrowy psychicznie jest dla mnie na tyle istotna, że warto było dla niej podłubać chwilę w corelu, a na koniec jeszcze zebrać wszystko w jeden tekst.

Niezależnie od tego, co tam naprawdę ktoś pomyślał szykując tę ilustrację i niezależnie od tego, jak paskudne były intencje osób, które dziś podniosły wokół obrazka raban, chciałbym, by udało się kilku moim wirtualnym i rzeczywistym znajomym pogodzić z myślą, że nie trzeba być wariatem, lemingiem bądź też Stefanem Niesiołowskim, by dostrzec pewne podobieństwo postaci ze zdjęcia do twarzy dwóch polityków, polskiego i antypolskiego. Jeśli pomimo tego tekstu się to nie uda, trudno. Zobaczyłem, co zobaczyłem.
5
5 (3)

3 Comments

Obrazek użytkownika polfic

polfic
Da się zauważyć podobieństwo :)
I chyba nie jest przypadkowe. Pamiętam, było coś, że jakaś gazeta wyraziła sprzeciw przeciwko sugestiom, że naczelnym będzie Lis. Nie pamiętam już o jaką gazetę chodziło (Dziennik?) ale był artykuł, że pierwsze litery w wersach układały się w zdanie "Nie chcemy Lisa" czy jakoś tak.
Obrazek użytkownika Tomasz A S

Tomasz A S
Są dwie możliwości:

albo:
1. pewne skojarzenie przerodziło się w głupi pomysł, który odnosi odwrotny skutek do zamierzonego.
Nic nie zyskujemy, natomiast tracimy ludzi, których  swym umiarkowaniem "moglibyśmy odzyskać dla polskości"  *)

*) to z tekstu Piotra Lisiewicza

albo:
2. jest to obrzydliwa prowokacja.

Co do podobieństw - są POrażające i jednocześnie profanujące. Dlatego jestem za tą drugą wersją.


*) Piotr Lisiewicz
 

Więcej notek tego samego Autora:

=>>