Ambasador w Bukareszcie (2)

 |  Written by Godziemba  |  2
Od początku swej misji w Bukareszcie Roger Raczyński dążył do ponownego zacieśnienia relacji polsko-rumuńskich.
 
       Zasadnicza różnica zdań między królem a ministrem spraw zagranicznych w sprawie stosunku do Węgier i Niemiec, doprowadziła w drugiej połowie grudnia 1938 roku do dymisji Comnena. Jego następcą został  Grigore Gafencu, „zdaje sobie niewątpliwie sprawę – oceniał w styczniu 1939 roku polski ambasador -  że objął tekę w ciężkim momencie, że ma wiele bardzo błędów do odrobienia i że tylko realistyczne i pełne umiaru podejście do zewnętrznych zagadnień i powiedzmy otwarcie niebezpieczeństw stających dzisiaj przed Rumunią – wpłynąć może na poprawę tej sytuacji. W stosunkach z nami p. Gafencu chce przestrzegać jak najściślej stypulacji aliansu, przywracając i akcentując na nowo nie tylko praktykę uprzedniej konsultacji, która od szeregu lat niestety szwankowała, ale kładąc również ogromny nacisk na pogłębienie merytorycznego współdziałania w dziedzinie dyplomatyczno-politycznej. (…) Gafencu nie jest człowiekiem specjalnie silnym lub odznaczającym się dużą wytrzymałością nerwów. Niemniej przeto posiada on tak rzadką u Rumunów ciągłość myślenia i wytrwałość wypracowania swej linii politycznej (…). Na nowym swym stanowisku będzie p. Gafencu niewątpliwie lojalnym i inteligentnym wykonawcą polityki królewskiej, jednakże bez wyrzeczenia się własnej inicjatywy i ambicji wpływania na kształtowanie się poglądów i decyzji Króla, do którego posiada specjalne podejście, jako b. oficer, odznaczony orderem wojennym Michała Walecznego”.
 
        W dniu 15 marca 1939 roku III Rzesza położyła kres istnienia Czechosłowacji, tworząc Protektorat Czech i Moraw.  W tym czasie polski ambasador w Bukareszcie pozostawał w ciągłym i bliskim kontakcie z rządem rumuńskim, który rozpatrywał wariant wkroczenia wojsk rumuńskich na Ruś Podkarpacką. Rumuni nie chcieli jednak wejść w konflikt z Niemcami i Węgrami, a to znacznie ograniczało ich możliwości.
 
        Po zajęciu przez wojska węgierskie Rusi Podkarpackiej Raczyński podkreślał, że strona rumuńska nie ogłosiła mobilizacji, a jedynie zwiększyła liczebność wojsk na terenie pogranicza. Według jego relacji polskie poparcie dla zajęcia przez Węgry Rusi Podkarpackiej bardzo Rumunów rozczarowało. Rumuński minister spraw zagranicznych Grigore Gafencu, który do ostatniej chwili wierzył w możliwość uzgodnienia stanowiska Warszawy i Bukaresztu i nalegał na choćby „symboliczną okupację z naszej strony, przyjął tę wiadomość (…) jako prawdziwy cios. Trudno mi dobrać słowa dla scharakteryzowania jego wrażenia, które wyrażał bezpośrednio po tym z żywym rozgoryczeniem. Nie przesadzę z pewnością, że odczuł to jako pewnego rodzaju uderzenie w plecy czy też nawet próbę wyzyskania jego łatwowierności. (…) Podkreślić trzeba z zadowoleniem, że w związku z tą sprawą nie pojawiły się tutaj żadne krytyki pod adresem naszej polityki i że nie było nawet niedyskrecji na temat całego incydentu. Począwszy od dnia wczorajszego obserwuję narastanie nerwowości ze strony rumuńskiej w odniesieniu do Węgier na tle wojskowych poczynań węgierskich na Rusi. Tutejsze zarządzenia wojskowe zostały rozszerzone”.
 
        W miesiącach poprzedzających wybuch II wojny światowej raporty Rogera Raczyńskiego w coraz większym stopniu dotyczyły  rosnącego zagrożenia ze strony Niemiec i prób oparcia się kolejnym dążeniom III Rzeszy.
 
       W maju 1939 roku polski ambasador rozmawiał z posłem litewskim w Bukareszcie o zmianie nastrojów na Litwie po zajęciu przez Niemców Kłajpedy. Politycy litewscy mieli dostrzec, że są w stanie obronić swoją niepodległość jedynie w oparciu o Polskę. W dniu 23 czerwca Raczyński wysłał do MSZ w Warszawie telegram szyfrowy na temat prowadzonych przez ministra Gafencu udanych rozmów z rządem tureckim i nieudanych prób negocjowania porozumienia rumuńsko-bułgarskiego.
 
        Jego raporty z sierpnia 1939 roku w zdecydowanej większości opisywały rezultaty coraz bardziej agresywnej polityki niemieckiej dążącej do podporządkowania sobie Rumunii. W dniu 11 sierpnia pisał w sprawie antypaństwowego stanowiska mniejszości niemieckiej w Rumunii. Wskazywał, że Niemcom udało się z „800 000 masy zrobić zaczyn takich samych fermentów jak kiedyś w Sudetach” i sprawa mniejszości ciąży nad rumuńską polityką zagraniczną. Szwabów i Sasów transylwańskich, którzy kiedyś byli politycznie bierni, teraz nazywał egzaltowanymi zwolennikami „religii Hitlera”. Informował, że najliczniejsze manifestacje mniejszości niemieckiej odbyły się na terytorium Banatu, a rząd królewski przestał ukrywać swoje zaniepokojenie. Cytując wypowiedzi rumuńskich Niemców, dodawał: „Opanowani ideologią hitlerowską o wyższości swej rasy, Niemcy rumuńscy uwierzyli w specjalną swą misję dziejową awangardy niemczyzny na Wschodzie”.
 
        Równocześnie przestrzegał, że polityka rumuńska waha się w zależności od rozwoju sytuacji w Europie, a jej władze wyraźnie przymykają oczy na niektóre ekscesy niemieckich Rumunów. Kiedy jednak przywódcy mniejszości niemieckiej wysunęli żądanie specjalnego uprzywilejowania dziedzinie administracji, szkolnictwa, gospodarki oraz prasy – wtedy rząd rumuński zareagował ostro i przywódcy ci musieli w ciągu 24 godzin wycofać swe żądania. Dla Rumunów nie oznaczało to jakiegoś zwycięstwa, gdyż cały czas starali się nie narazić Berlinowi.
 
         Raczyński wskazywał na bardzo sprawnie działającą propagandę niemiecką i opanowanie prasy oraz informował, że do Rumunii ciągle pod pretekstem wycieczek przybywali nowi agitatorzy i instruktorzy – każdy z nich przywoził ze sobą podręczną bibliotekę. Zauważył, że przedstawiciele mniejszości niemieckiej gotowi są na realizację wszystkich decyzji Hitlera. Agenci gestapo czuwają nad wszystkim w ścisłej współpracy z poselstwem niemieckim, sprawnie łącząc działania polityczne z antysemickimi i gospodarczymi.
 
         Pisząc o coraz silniejszych wpływach niemieckich w rumuńskiej gospodarce podkreślał, iż „Traktat handlowy z Niemcami, zawarty (w marcu 1938 roku – Godziemba) niewątpliwie w atmosferze psychicznego przymusu, kontrakcja francuska i angielska, ciche na razie ze względu na sytuację, lecz konsekwentne przygotowanie przez Niemców wykonania swego traktatu – nie tylko rysują możliwości poważnych zmian na rynku ekonomicznym Rumunii, lecz równocześnie budzą obawy, że ewentualne wykonanie pewnych zamierzeń niemieckich sprowadziłoby przebudowę struktury gospodarczej kraju, uzależniając go od przywozu niemieckiego, gdyż tylko Rzesza byłaby wówczas stałym i najpoważniejszym odbiorcą rolniczej produkcji Rumunii, której wymiana z innymi krajami zaczęła się cofać”.
 
        W tej sytuacji zachęcał Warszawę do wysiłków na rzecz zwiększenia wymiany handlowej z Rumunami, wskazując na paradoks, że z krajem sąsiednim, z którym wiąże Polskę sojusz, „obecnie nie łączą nas wzajemne żadne poważniejsze zainteresowania”. Zaznaczał przy tym, iż „zagadnienie jest niewątpliwie trudne, gdyż cały ciężar wysiłków ciążyć musi na nas. Rumunia bowiem idzie zawsze po linii najłatwiejszej i tam kieruje swe zainteresowanie, gdzie ma największe i najłatwiejsze obroty i możliwości dużego zbytu swego wywozu. Równocześnie organizacyjnie jej resorty gospodarcze są zbyt słabe, by móc liczyć na ich konsekwentny wysiłek i inicjatywę”.
 
        Podsumowując w sierpniu 1939 roku ostatni rok wskazywał  na wzrastającą dominację Niemiec w rumuńskiej gospodarce i przyznawał, że „akcja konkurencji francuskiej i angielskiej nie była już w stanie nic zrobić, bo ich towarzystwa nie kupowały tych towarów (zboża, drewna i ropy – Godziemba) po cenach wyższych niż obowiązujące w Europie, natomiast Rumuni liczyli sobie drożej. Niemcy kupowali masowo i jeszcze obdarowywali sprzedawców premiami po 1000 lei od każdego wagonu. Jeśli chodzi o zboże, to ich zakupy nie były przesadnie duże, zważywszy na możliwości rumuńskie. Rumuni mieli sporą nadwyżkę zboża. Niemcy koncentrowali swoje zakupy głównie na ropie rafinowanej, transportując ją Dunajem do rafinerii czeskich i tam ponownie ją rafinując, aby otrzymać jak największą ilość smarów. Od stycznia do maja 1939 r. Niemcy wywieźli ponad 26 600 wagonów 10-tonowych, a np. Francuzi zaledwie 5270. Tak szeroka akcja gospodarcza powodowała drążenie rumuńskiej gospodarki i uzależnianie od siebie. Rumuni starali się jakoś sabotować ten proces, ale bez większych rezultatów”.
 
        W dniu wybuchu II wojny światowej pisał do Becka, iż „Dziś w godzinach popołudniowych wykonałem wobec p. Gafencu telegraficzną instrukcję Pana Ministra co do dokonanej podstępnie agresji niemieckiej, rozpoczęcia ze strony Niemiec działań wojennych i naszych decyzji prowadzenia wojny aż do końca. Jednocześnie ponowiłem ostrą interwencję co do germanofilskiego stanowiska dzienników (…) oraz szeregu brukowców, popołudniówek i pism wieczornych, sygnalizując zarazem inne przejawy bezpośredniej antypolskiej akcji niemieckiej propagandowej na tutejszym terenie. (…) Stanowisko Rumunii wobec ostatnich wypadków, jeśli chodzi o zasadnicze nastawienie, nie uległo żadnej zmianie i odpowiada temu, co poprzednio telegrafowałem i raportowałem. Stwierdzam, że stanowisko całej poważnej prasy (…) jest na ogół bardzo przyjazne, co odpowiada również przeciętnym nastrojom społeczeństwa”.
 
        Działalność Rogera Raczyńskiego w pierwszych miesiącach II wojny światowej to już temat na osobny esej.
 
 
 
 
Wybrana literatura:
 
 
J. Durka – Roger Raczyński – ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Rumunii w latach 1938-1940

A. Szklarska-Lohmannowa – biogram Rogera Raczyńskiego w Polskim Słowniku Biograficznym
 
K. Morawski -  Wspólna droga z Rogerem Raczyńskim. Wspomnienia
 
M. Leczyk -  Polska i sąsiedzi. Stosunki wojskowe 1921-1939
 
A. Dubicki - Dzieje polskiej placówki dyplomatycznej w Bukareszcie (1919-1940)
 
H. Bułhak - W cieniu słabnącego Paryża. Zarys historii sojuszu Polski z Rumunią w latach 1921-1939
5
5 (1)

2 Comments

Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
"Rumuński minister spraw zagranicznych Grigore Gafencu, który do ostatniej chwili wierzył w możliwość uzgodnienia stanowiska Warszawy i Bukaresztu i nalegał na choćby „symboliczną okupację z naszej strony, przyjął tę wiadomość (…) jako prawdziwy cios. Trudno mi dobrać słowa dla scharakteryzowania jego wrażenia, które wyrażał bezpośrednio po tym z żywym rozgoryczeniem. Nie przesadzę z pewnością, że odczuł to jako pewnego rodzaju uderzenie w plecy czy też nawet próbę wyzyskania jego łatwowierności."

II RP biernie czeka na to, aż III Rzesza i jej sojusznicy ją okrążą od południa. Mając słabego, ale jednak sojusznika w postaci Rumunii, Polska stawia na Węgry, które sojusznikiem Polski nie są. To jest jakiś absurd.
Potem się dziwimy, ze Rumuni nas zdradzili. A co mieli robić? Wciśnięci między Niemcy a Rosję nie mieli szans.
Przypomina mi to naszą dzisiejsza postawę wobec ukrainy, która może się na nas srodze zemścić. Ale oczywiście będziem mówić, że to wszystkiemu winni "banderowcy".
Obrazek użytkownika Godziemba

Godziemba
Osłabienie współpracy polsko-rumuńskiej spowodowane było rozbieżności w polityce obu stolic wobec Czechosłowacji oraz Węgier. Polska dyplomacja chciała zachować dobre stosunki zarówno z Wegrami jak i Rumunią - oczywiście było to kwadraturą koła.

Nie zgodzę się, że Wegry nie były sojusznikiem Warszawy - formalnie nie było sojuszu, ale wzajamne stosunki były bardzo dobre - w Warszawie pamiętano wsparcie Budapesztu w sierpniu 1920 roku.

Nie można porównywać tego z obecną polityką Warszawy wobec Kijowa. Doskonle rozumiem, że Ukraina oddziela nas od Moskwy, ruskie czołgi zniszczone na Ukrainie nie pójdą na Warszawę, itp., ale nie zgadzam się, aby Polska tolerowała antypolskie resentymenty części Ukraińców.
Kijów postawił na Berlin - to był błąd, bo Niemcy natychmiast poświęcą Kijów za cenę współpracy gospodarczej z Moskwą. Uważam, iż zanim Kijów tego sobie nie uzmysłowi, relacje ukraińsko-polskie nie będą oparte na zdrowym fundamencie.

Pozdrawiam.

Więcej notek tego samego Autora:

=>>