...bogów cudzych przede mną

 |  Written by Lech 'Losek' Mucha  |  7
Kościół pod wezwaniem Chrystusa Króla w Gliwicach, mój kościół parafialny, ma niedokończoną wieżę. O ile dobrze pamiętam nie dokończono budowy, ze względu na wybuch wojny, a może na brak środków finansowych. Na niedzielnej mszy świętej obecny proboszcz parafii Chrystusa Króla ogłosił, że w tym roku rozpocznie się budowa wyższej wieży. Obecna ma dwadzieścia siedem metrów wysokości. Zostanie podwyższona do czterdziestu pięciu. Jak powiedział ksiądz proboszcz, po rozbudowie najwyższą rzeczą w gliwickiej  dzielnicy Zatorze, będzie krzyż!
Możliwe, że znajdą się tacy, co powiedzą, że zamiast podnosić wysokość wieży, można by te wszystkie pieniądze przeznaczyć na posiłki, na biednych, na dowolnego rodzaju działalność charytatywną. To prawda, że pomocy dla potrzebujących nigdy za wiele. Ale i krzyż na szczycie wieży kościelnej ma swoje znaczenie. Czasy, kiedy krzyż był punktem odniesienia dla całej Europy, a nie tylko dzielnicy Zatorze, były czasami w których cywilizacja kwitła. Po upadku Cesarstwa Rzymskiego to chrześcijaństwu właśnie udało się na jego gruzach stworzyć cywilizację hołdującą zasadom, które dziś są dla nas oczywiste, ale dla ówczesnych Europejczyków wcale takie nie były. To dzięki chrześcijaństwu stopniowo i powoli, ale jednak zlikwidowano w cywilizowanym świecie niewolnictwo. W dziewiętnastym wieku to właśnie Kościół Katolicki sprawił, że ówczesnym marksistom nie udało się osiągnąć sukcesu. To praca biskupa Kettelera, encyklika Rerum Novarum papieża Leona XII i cała tak zwana społeczna nauka kościoła katolickiego, poprzez ukształtowanie etosu pracy, pozwoliły na pokonanie marksizmu i stworzenie – i to w protestanckich krajach (!) - społeczeństw, które były zdolne - po raz pierwszy w historii - stworzyć ogólnodostępny dobrobyt.
W wyobrażeniach dzisiejszych ludzi pojęcie państwa wyznaniowego i życie w takim państwie, jest jednoznacznie związane z przymusem wiary w Boga. Kłamstwa wrogów kościoła,  przekonały współczesnych, że tamte państwa były opresyjne. W przeciwieństwie do nich, dzisiejsze państwa są podobno oazą wolności. Czy aby na pewno? W poprzednim felietonie obnażyłem kilka kłamstw na ten temat. Dziś zwrócę uwagę na jeszcze jedno przekłamanie. A jest nim kłamstwo o przymusie wyznawania wiary w Boga. Według nieprawdziwej, ale popularnej nawet w wśród katolików opinii, w państwach objętych wpływami Inkwizycji każdy  musiał być chrześcijaninem, bo jak nie, to trafiał przed oblicze inkwizytorów. To nieprawda. Inkwizycja Kościoła Katolickiego nie miała żadnej władzy nad innowiercami, muzułmanami, czy Żydami. Służyła obronie chrześcijaństwa przed szkodliwymi herezjami.
Żadne ziemskie rozwiązanie problemu organizacji społecznej i politycznej nie jest ani nie było idealne. Jednak różnica pomiędzy państwem świeckim, a państwem kościelnym jest taka, że w państwie opartym na Dekalogu bardzo wiele sił i środków poświęca się na wpojenie ludziom, od wczesnego dzieciństwa zasad, które – między innymi - pozwalają się oprzeć pokusom, na przykład pokusie kradzieży. W państwie świeckim, w którego centrum znajduje się nie Bóg, ale człowiek, z jego wszelkimi zachciankami, wolnością prawie pozbawioną ograniczeń, konieczne jest istnienie systemu represji który, co prawda, nie pilnuje przestrzegania zasad moralnych, bo te są, zdaniem twórców tej koncepcji „prywatną sprawą” człowieka, ale w zamian musi stawiać policjanta na każdym rogu ulicy, by zapobiec praktycznej realizacji ichniej wolności. W dzisiejszej Holandii zupełnie poważnie rozważa się pomysł, by przyznać policji prawo do odbierania obywatelom, na ulicach, drogich przedmiotów, jak smartfony, oraz drogich ubrań, o ile nie będą w stanie wytłumaczyć, skąd je mają.
Jak powiedziałem - w żadnym z modeli organizacji społeczeństwa nie osiągnie się ideału, w państwie wyznaniowym też nie wszyscy zostaną przekonani do zaniechania kradzieży, ale skuteczność państwa kościelnego jest nieporównywalnie większa od patroli zdejmujących nastolatkom drogie ciuchy i odbierających im smartfony…
Oczywiście ja nie namawiam nikogo - broń Boże - do stworzenia współczesnego państwa na wzór tych średniowiecznych. Czasy się przecież zmieniły i to, co ewidentnie sprawdziło się kiedyś, dziś byłoby anachronizmem. Nie postuluję przywrócenia sądów inkwizycyjnych, choć zapewniam Państwa, gdybyście poczytali na ich temat coś poza Imieniem Róży i Wikipedią, sami byście się zdziwili, jak kłamliwa jest czarna legenda, która ją otacza. Ale bez obaw. Nie o inkwizycję chodzi. Kościół Katolicki ma recepty na każde czasy. W Średniowieczu, w tamtej, konkretnej sytuacji, kiedy sekty były zagrożeniem dla trwałości państwa i społeczeństwa, walka z nimi była potrzebą chwili. Do dziś zresztą sekty są niebezpieczne i państwa z nimi walczą. W ataku na sektę Davida Korescha, w 1993 roku  śmierć w płomieniach poniosło  kilkadziesiąt osób! A przecież rozkaz do ataku wydany został przez jak najbardziej świecką władzę Stanów Zjednoczonych. Jednak recepty, jakie daje nam współczesny, laicki świat, humanizm, ideologia Oświecenia, a nawet protestantyzm, są jak widać nieskuteczne. I dlatego właśnie  należy szukać dziś oparcia w Kościele Katolickim, jedynej sile które może się oprzeć atakowi dwóch potężnych sił zagrażających dziś Europie.
Nie wystarczy, że krzyż na szczycie wieży kościoła pod wezwaniem Chrystusa Króla będzie najwyższym punktem dzielnicy Zatorze, że będzie wieńczył będzie Giewont, a Chrystus Król Wszechświata będzie górował nad Świebodzinem i okolicami. Trzeba nam dziś sprawić, żeby Krzyż stanął na straży Państwa, by patrzył na ręce władzy i bronił nas przed islamem, by nie pozwolił wygrać neomarksistom.  Tylko tak mamy szansę przetrwać.
 
 
Lech Mucha
 
Tekst ukazał się w dwutygodniku Polska Niepodległa (31.01.2018.)
5
5 (3)

7 Comments

Obrazek użytkownika boldandcharm

boldandcharm
 Czy istnieje praktyczna różnica między państwem katolockim, a państwem w którym, do niedawna 90% społeczeństwa mieniło sie katolikami? Jakimi srodkami, poza przymusem i represjami, zechciałby Pan wyegzekwować wiarę od tych, którzy określają sie wiernymi? Chciałby Pan ich do wiary wychowywać?
Przejąłby Pan od Kościoła lekcje religii, a rodziców katolików pozbawił wpływu na wychowanie dzieci?
Jeśli zechciałby Pan pozostawić stan dzisiejszy, to otrzymałby Pan stan dzisiejszy w dalszym ciągu.
Nie wyobrażam sobie państwa katolickiego, wyznaniowego, bez całkowitego wpływu hierarchii na politykę zewnętrzna i wewnętrzną takiego państwa. Idąc dalej ( chyba, że zechciałby Pan po raz kolejny za Lutrem reformować Kościół) państwo katolickie podlegałoby, poprzez władzę biskupów władzy papieża. 
 Dzis oznaczałoby to w praktyce tabuny islamskich migrantów i milczenie w sparawie popełnianych przez nich przęstepstw i zbrodni, w zamian zachetę do przyjmowania jeszcze wiekszej ilości migrantów. Jeśli przez Kościół miałaby przetoczyć się kolorowa rewolucja, wierni w państwie katolickim pozostaliby jedynie bardziej bezbronni i narażeni na jej skutki.
 Niech pozostanie jak jest, a kto chce, niech Bożą warownie buduje we własnym sercu i własnej rodzinie. I niech będzie gotów mówić prawdę nawet przed biskupem, jesli zajdzie taka potrzeba.
 
Obrazek użytkownika Lech 'Losek' Mucha

Lech 'Losek' Mucha
Gdyby rozwiązanie, które obecnie obowiązuje było dobre, to moglibyśmy mówić: "niech zostanie jak jest, niech wiara będzie sprawą prywatną". Ale to co jest, prowadzi w przepaść! Cywilizacja bez spójnej wiary nie może istnieć, nigdy nie istniała. Sprowadzenie religii do sprawy własnego serca, rozumu albo jednego i drugiego, skutkuje relatywizacją zasad, nieustanną erozją moralności, tworzeniem uprzywilejowanych grup itd. Ja nie mówię, że w państwach kościelnych nie ma problemów, nawet takich samych, ale ich skala jest przez wiarę ograniczana. 
Różnica pomiędzy państwem wyznaniowym a państwem w którym 90% ludzi przyznaje się do wiary jest jesdnak zasadnicza. Przede wszystkim w państwe wyznaniowym nie funkcjonuje bardzo szkodliwy mit, mówiący o równości wszystkich z wszystkimi, między innymi różnych religii. To brednia. Nie ma takiej równości. W państwie katolickim katolicyzm byłby prawnie chroniony. Miałby przewagę nad innymi wiarami, których nie zabrania się, ale jednak promuje się religię państwową. Nie da się zmusić nikogo do wiary, ale da się wychowywać dzieci zgodnie z etyką katolicką, co - jak uczy historia - było bardzo korzystne i przyczyniło się wprost do rozwoju cywilizacji z dobrobytem na końcu drogi. Kolejny mit, to brednia o wolności w wychowaniu i równości różnych systemów wychowania. Tak jak pod przymusem uczymy dzieci matematyki, historii i polskiego, tak musimy pod przymusem indoktrynować je zasadami etycznymi. I znów - wiem, że nie ma idealnego sposobu, ale dziś też się ludzi indoktrynuje, tylko złym systemem, nieskutecznym, a czasem wręcz samobójczym. A wpojenie młodzieży zasad etycznych jest znacznie ważniejsze od umiejętności całkowania...
Jasne, że dziś realne przywództwo Franciszka było by kłopotem, ale po pierwsze franciszkowie przemijają, a po drugie wśród zasad KK jest zasada subsydiarności. Poza tym w istniejących w historii państwach władza cywilna też miała swoje uprawnienia, więc nie sądzę, by można było obawiać się, że z nakazu Franciszka bylibyśmy zmuszeni do przyjmowania uchodźców. 
Z pozdrowieniami. :-)
Lech "Losek" Mucha
Obrazek użytkownika ro

ro
Gdyby ateiści mogli zbudować jakiś własny system wartości, to ich cywilizacja już by dawno powstała. 
Oni są jak jemioła: nawet ładnie potrafią wygladać, nawet przydają się ich owoce i liście, ale bez drzewa - nosiciela nie są w stanie przeżyć.
Analogia zresztą jest dalej idąca: jemioła obrasta chore, próchniejące drzewa.
 
(Niedawno moja szwagierka przyznała się, że gdy uciekali z lekcji, a nie było pogody na łażenie po mieście, to chowali się w  kościele na Okrzei  wink ) 
Obrazek użytkownika Lech 'Losek' Mucha

Lech 'Losek' Mucha
Inaczej mówiąc, gdyby ateista i wyznawca wiary w Boga próbowali założyć nową cywilizację, to wierzącemu było by bardzo trudno, a ateiście nie udało by się na 100%.
Pozdrowienia dla Szanownej Szwagierki! :-)
Lech "Losek" Mucha
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Cywilizacja chińska jest w zasadzie ateistyczna od tysiącleci. To znaczy, że stworzyli ją ateiści, ale, oczywiście, istnieje w niej wiele ruchów religijnych. Ateiści chińscy stworzyli także para-religijne rytuały, które pomagają tej cywilizacji w długim trwaniu. Inaczej mówiąc, dla stworzenia cywilizacji ateista potrzebuje zewnętrznych przejawów religii. Ale nie przestaje być ateistą, a cywilizacja nie przestaje być ateistyczną.
Możliwe zresztą, że cywilizacja chińska była jedyna w pełni zrealizowaną cywilizacją komunistyczną, a nie atrapą, jak ZSRS. Co oczywiście nie znaczy, że komunizm jest fajny wink
Obrazek użytkownika Lech 'Losek' Mucha

Lech 'Losek' Mucha
Ja się słabo znam na cywilizacji chińskiej i jej historii, ale czy przypadkiem cesarze chińscy nie mieli atrybutów boskości?
Lech "Losek" Mucha

Więcej notek tego samego Autora:

=>>