Być jak Charlie Hebdo (chociaż częściowo)

 |  Written by Marcin Brixen  |  5
Tego dnia pani pedagog zaprowadziła klasę trzecią a na spotkanie do pewnego klubu prasowego. Klub prasowy to było takie miejsce, gdzie pewni dziennikarze pisali gazetę, której nikt nie kupował, więc wszystkie egzemplarze kupowało państwo.
Spotkanie zaczęło się niefortunnie.
- Czy u was można pić? - zapytał na wstępie Łukaszek.
Panowie piszący spojrzeli po sobie niepewnie, a jeden lekko się uśmiechnął i zaczął coś mówić o leczeniu kompleksów i zmaganiach z rzeczywistością, która na trzeźwo jest nie do zniesienia.
- Czyli można - odetchnął Gruby Maciek. - To dobrze, w takim razie mu powiemy, że może przyjść.
- Kto???
- A taki jeden bezdomny z naszego osiedla - wyjaśnił okularnik z trzeciej ławki. - Robił figurki z gliny, ale nikt nie chciał ich kupować. No i zbankrutował.
- Głupi był - wtrącił Gruby Maciek. - mógł zrobić tak jak i wy, że państwo od niego wszystko kupuje.
- Więc mu powiemy, że może przyjść do was - zatarł ręce Łukaszek. - Nie będzie marzł po klatkach schodowych. I śmierdział.
- Ale, ale... - panowie piszący byli mocno zaskoczeni. - Ale my się nie zajmujemy figurkami z gliny...
- No, on będzie przecież pisać - wyjaśnił spokojnie okularnik.
- Ale to trzeba umieć...
- Przecież po podstawówce każdy umie pisać, sama pani mówiła, prawda proszę pani? - zwrócił się do pani pedagog Łukaszek.
Pani pedagog nie bardzo wiedziała co odpowiedzieć, gdy z kłopotu wybawiła ją przewodnicząca klasy, Melissa.
- Proszę pani ona chyba źle się czuje i będzie rzygać - i Melissa pokazała dziewczynkę, która prawie zawsze odzywała się jako pierwsza. Dziewczynka trzymała w rękach jakiś album i trzęsła się jakby miała febrę.
- Co si się stało? - zainteresowała się pani pedagog.
- To jest wstrętne! - dziewczynka wybuchnęła szlochem i pokazała album. - Tam są same świństwa!
- Ech... - westchnął jeden z panów piszących. - To miała być nasza niespodzianka... Otóż niedawno minęła piąta rocznica zamachu na redakcję Charlie Hebdo.
- Czego? - zapytała trzecia a jak jeden mąż.
- Charlie Hebdo. Pani pewnie wie kto to był...
Pani pedagog zamyśliła się głęboko i strzeliła:
- Aktor?
- To była redakcja kulturalnego czasopisma, która została brutalnie napadnięta i zabita przez bandytów udających miłujących pokój islamistów - wyjaśnił drugi pan. - Zresztą to czasopismo ukazuje się do dziś. Zabito ludzi ale nie zabito idei!
- Jakiej idei? - zapytała dziewczynka.
- No właśnie takiej, jak ta w albumie. Otóż w pięciolecie tamtej tragedii zebraliśmy ich najlepsze prace i postanowiliśmy wydać je w formie albumu, jak hołd ich pamięci.
- To nie wiem, kiedy ale oni zdążyli już go porysować - powiedziała dziewczynka z oburzeniem i pokazała Łukaszka, Grubego Maćka i okularnika. - Pani pedagog, niech pani zobaczy co ini dorysowali!
- Niczego nie dorysowaliśmy - zaoponował chmurnie Gruby Maciek, a jeden z panów piszących potwierdził, że rzeczywiście, te obrazki takie były w oryginale.
- I pomyśleć, że kiedy ja coś takiego narysowałem w swojej książce od polskiego to dostałem niedostateczny, naganę i matka musiała przyjść do szkoły - westchnął smętnie okularnik.
- Ble - skomentowała album dziewczynka.
- Żadne "ble"! To apogeum sztuki! Zenit dowcipu! Żuławy satyry! - wołali oburzeni panowie piszący.
- Przecież to straszne gówno, kto to kupi - Łukaszek zaczął przeglądać album w towarzystwie Grubego Maćka i okularnika.
- Nie znasz się na sztuce, żadne gówno! - głos trzeciego pana drżał z oburzenia. - A poza tym i tak cały nakład finansowany jest przez państwo!
- Nie znacie się! - wołali oburzeni panowie. - To byli wielcy twórcy! Żadne prymitywne czy zboczone głupki! Wszyscy nosili okulary! Odważnie prowokowali! Nie mieli świętości! Nie zważali na konwenanse! Poszerzali granice wolności słowa! Walczyli z nienawiścią za pomocą ołówków i piór! Dlatego zaczynamy zbiórkę pieniędzy na ich pomnik!
- O, i co to będzie za pomnik? - zapytała pani pedagog.
- Będą to cztery aniołki...
- Srać będą? - spytał okularnik.
Zapadła niezręczna cisza.
- Coś ty powiedział chłopcze? - spytał ciężko jeden z panów piszących. - Coś mi się wydaje, że chcesz sprofanować pamięć tych zacnych ludzi!
- Skądże znowu - pospieszył w obronie kolegi Łukaszek. - Ale w tym albumie jest rysunek srających aniołów. Pomyśleliśmy zatem...
- Strona szesnasta - dodał Gruby Maciek.
Pałający oburzeniem panowie piszący wyrzucili ze spotkania Łukaszka, Grubego Maćka i okularnika, bo zadawali prowokacyjne pytania i nie dbali o konwenanse. I świętości mieli za nic.
5
5 (8)

5 Comments

Obrazek użytkownika Hun

Hun
"- Będą to cztery aniołki...
- Srać będą? - spytał okularnik.
Zapadła niezręczna cisza."

Takimi oto pointami odczarowuje się akcje "Je suis Charlie"...wink

Pzdr,
Hun

"...And what do you burn, apart from witches?   - More witches!..."
Obrazek użytkownika Marcin Brixen

Marcin Brixen
Gdzieś widziałem rysunek przedstawiający jednego z zabitych z aniołkowymi skrzydłami zrobionymi z ołówków.
Bez komentarza.

Więcej notek tego samego Autora:

=>>