Komunikat o błędzie

User error: Failed to connect to memcache server: 127.0.0.1:11211 in dmemcache_object() (line 415 of /usr/share/nginx/www/blog-n-roll.pl/sites/all/modules/memcache/dmemcache.inc).

Kieżun po raz trzeci i ostatni

 |  Written by R.Zaleski  |  54

Dziś Cenckiewicz i Woyciechowski napisali dla Niezależnej artykuł o Kieżunie. Sporo stwierdzeń w nim zawartych wzięte jest z kosmosu. Postanowiłem więc je skomentować.

 

„Późniejsza jego kariera w kierowanym przez stalinistów NBP jest wręcz oszałamiająca

Od 1945 do 1961 NBP był kierowany przez dwie osoby. Przedwojenny (od 1939) dyrektora Centralnej Kasy Spółek Rolniczych. Spółdzielcę przez całe życie i syna endeka, byłego, przedwojennego marszałka sejmu i senatu Trąpczyńskiego. Faktycznie „staliniści” pełną gębą. Tu chciałbym zadać pytanie, czy wykształcony historycznie, historyk Cenckiewicz zna historię? Wie, że w PRL praca w banku, to nie był ani prestiż ani pieniądze. Dokładnie odwrotnie, niż teraz. Oszałamiającą karierę, to robiły sprzątaczki i palacze w moim turystycznym regionie, wtedy. Szło towarzystwo na dyrektorów domów wczasowych, hoteli, i tam siedziało, bardzo krótko, aż ich nie rozwaliło. A wtedy trzeba było sięgać po element może niepewny ideologicznie, ale wykształcony. A po rzezi, więzieniach i emigracji przedwojennej inteligencji, tej nie zostało wiele. Prawników z 1/3 przeżyła. Eugeniusz Kwiatkowski, wtedy stanął na czele delegatury rządu do spraw wybrzeża i gospodarki morskiej. Polskę trzeba było wtedy odbudować, i to nie komuna ją odbudowała. A wszystkie kredyty wtedy szły przez NBP.

„okrzyknięto profesora „wybitnym ekonomistą”, choć on sam nigdy nie studiował ekonomii (skończył prawo)” Adam Smith studiował (i wykładał) np. filozofię moralną. Alvin Elliot Roth

Studiował badania operacyjne. Dostał Nobla z ekonomii w 2012. Razem z matematykiem. Proponuję panom zwrócić się do Komitetu Noblowskiego, o zwrot nagrody.

Miarą korzystania przez profesora Kieżuna z przywilejów ludzi władzy są przyznane mu odznaczenia państwowe ...”

Czyli „klapa rąsia, buźka, goździk”, jak się z tego Pietrzak wyśmiewał. 10 mln blaszek przyznano w PRLu. W tym 3 mln krzyży zasługi.

Najpierw dostał Medal 10-lecia Polski Ludowej” akurat to się dostawało prawie z automatu, po iluś latach pracy. Dostał go Holoubek i Skalski np. Mój dziadek też dostał ten medal. Prababcia z domu Zabłocka, dziadek był księgowym i nic więcej. Przyznawano też takie odznaczenia jak „Wzorowy Pracownik Obsługi i Naprawy Autobusów PKS”, „Order Serca - Matkom Wsi” czy „Za Wyrozumiałość dla Pracy Społecznej Małżonka”

Otrzymał „Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1972 r.)”. Za Gierka dostało go 100 tys osób. A co do wyjazdów, to na Zachód, też za Gierka, wyjeżdżały setki tysięcy, na wschód miliony ludzi. Wcześniej dziesiątki, setki tysięcy. Co roku.

Sam w ramach praktyki w ZSMP - na studiach nauk politycznych, robiłem segregację teczek, na złoty czy srebrny medal Janka Krasickiego. Tak ją zrobiłem, że w tym roku żaden były, czy obecny, SBek, czy milicjant - go nie dostał. To było moje jedyne wewnątrzsystemowe działanie, w polityce, za komuny.

Wycinki z prac Kieżuna pomijam. Każdy, kto w tym czasie żył wie, że trzeba było Lenina wstawić do publikacji, by się pojawiła. Wszyscy i tak umieli czytać między wierszami. Może panowie pod tym kątem zlustrują pracę doktorską Lecha Kaczyńskiego? A co!

„Stąd też Kieżun – w wydaniu książki „Dyrektor” z 1974 r. – zgodnie z doktryną Gierka rozwodzi się na temat pogodzenia funkcji społecznych i politycznych z rolą dyrektora dochodząc do przekonania, że łączone w ten sposób 3-4 funkcje pełnione w PZPR, ZSL czy SD lub Powiatowych i Miejskich Radach Powiatowych powinny zostać diametralnie ograniczone, gdyż nie tylko ma to zgubny wpływ na kierowanie przedsiębiorstwem, ale również na „ograniczenie rzeczywistej aktywności poszczególnych działaczy i tempa wzrostu aktywu społeczno-politycznego w kraju”

W tamtejszych warunkach, to była dywersja, która powodowała, że komunistyczny aparat partyjny tracił wpływ na gospodarkę.

Obawiam się, że panowie nie dostaną nagrody 10 tys zł, wyznaczonych przez Kieżuna, za zaprezentowanie książki w której krytykuje kler katolicki. Naprawdę tylko kompletny kretyn jest w stanie uwierzyć, że cytowany przez nich fragment mógłby być powodem oschłego i niegrzecznego potraktowania Kieżunów przez Chrzanowskich.

Jak zwykle brak odpowiedzi, na przedstawione wobec autorów zarzuty. Lub odpowiedzi na odwal się. Uporczywe trzymanie się własnej legendy w tej sprawie - wyklucza dyskusję. Ich prawda nie interesuje, jeśli to nie jest ich prawda. Poziom argumentacji, a nawet wiedzy historycznej, znajomości realiów PRL, jest żenujący. No chyba, że to nie brak wiedzy, tylko działanie z premedytacją.

 

http://nowosci.com.pl/222041,Rasia-klapa-kwiatek-buzka.html

http://niezalezna.pl/60142-cenckiewicz-i-woyciechowski-dla-niezaleznapl-witold-kiezun-zycie-oficjalne?page=1

http://forum.historia.org.pl/topic/9502-wyjazdy-zagraniczne-w-czasach-prl/

 

 

Ilustracja: http://www.wykop.pl/link/2077810/prof-witold-kiezun-wiekszosc-moich-stud... @danz.

2.75
2.8 (8)

54 Comments

Obrazek użytkownika R.Zaleski

R.Zaleski
Przepraszam wszystkich, za spóźnione odpowiezi, ale zazwyczaj nie miałem tu wielu komentarzy 1-2, nie spodziewałem się.

Co pomidor?
Obrazek użytkownika fritz

fritz
Bardzo dobry tekst.
To co oni wypisywali, wskazujac na cytaty z Lenina czy Stalina i tworzac z tego akta oskarzenia, jest surrealistycznym idiotyzmem dla kazdego, kto zna realia tamtych czasow i obledna demagogia obliczana na czytelnika nie znajacych tych czasow.
A moze gorzej, oni sa tak nieprawdopodobnymi ignoratami, ze moze mysla, ze prawde napisali.
Jak widac od tytulu professora historii IQ nie rosnie.

PS. Edit 08.Paz dodany:  zdaje sie, ze z tym IQ trafilem w sedno z powodu bezensownego kretactwa Prof. historyka http://www.youtube.com/watch?v=fYwXQ-TGe8M

Pozeraczom prof. Kiezunia do przemyslenia.

PS 2. Edyt. Prof. Zaryn stwierdzil, ze Cenc. jest b. inteligentny, stwierdzil dalej, ze w pracy o Prof. Kieznie jako historyk zawiodl. Tym bardziej staje sie aktualne pytanie: dlaczego?
Odpowiedz jest oczywista: folksdojczerzy pacyfikuja Polakow po to, zeby w przyszlosci nie stawiali oporu, chca ich zdeprawowac. Prof. Kiezun nie dopuscil do tego. Stad ten atak nie majacy nic wspolnego z naukowa praca historyczna.
Co Zaryn wlasnie podkreslil.

 
Obrazek użytkownika Traube

Traube
nb. tak wszędzie pisane jest jego nazwisko i nie wbardzo rozumiem tę dziwną odmianę.
Obejrzałem fragmenty tej dyskusji.
Stężenie obłudy i relatywizmu jest tam jednak zbyt wysokie, abym mógł ze spokojem strawić całość.
Teraz widzę, że ludziom, dla których Cenckiewicz jest za młody, żeby PRL rozumieć nie przeszkadza, że krytykuje go wychowany poza Polską młodzian, który nawet kilka słów o sobie musi czytać z laptopa.
W ogóle to czas najwyższy podać sobie rączki z Adamem Michnikiem, bo różnice się już chyba pozacierały, a i szacunek wyrazić mu warto, bo "nasi" dopiero teraz dochodzą do tego, co pan Adam wiedział od samego początku.

Cenckiewicz mi ani swat, ani brat. Wiem tylko, że kiedy pisał o Wałęsie, to dokładnie to samo co "nasi" dziś, mówili o nim wówczas sympatycy pana Bolesława i Adama Michnika. Jeśli i Tobie brakuje argumentów, poszukaj tych artykułów, a mocno wzbogacisz swój arsenał.

Ten sam Cenckiewicz, który dzisiaj jest jakimś "folksdojczerem" działającym jak cyngiel na zlecenie polityczne, napisał niedawno najlepszą i najrzetelniejszą do tej pory książkę o Annie Walentynowicz. Ufała mu Ona i darzyła sympatią.

Jakoś nie znaleziono dotychczas w IPN materiałów, które mogłyby wskazywać na "grę" Pani Ani z bezpieką, nikomu nie są znane pisane Jej ręką opracowania na temat kolegów z pracy, nie ma notatek ze spotkań w punktach kontaktowych. Są, co najwyżej, materiały z obserwacji, przesłuchań i donosy innych...

Ale teraz przyszedł czas na akceptację nieco innych autorytetów...

 
Obrazek użytkownika fritz

fritz
Mniej wiecej od 25 minuty mowi prof. Zaryn.
Wysluchaj konieczenie bo chyba tego nie zrobiles.

I koncowki rowniez.
Na koncu stwierdza, ze Cenckiewicz napisal swietna prace habilitacyjna, przypomina rowniez fundamentalna zasade u badaczy historii, mianowicie najpierw artykul naukowy a potem publicystyka.

Zaryn stwierdzil, ze Cenckiewicz nie dotrzymal wlasnie zasad badan naukowca i ta publicystyka, jaka wlasnie artykul jest, zawiera podstawowe bledy.
Wedlug Zaryna, gdyby Cenckiewicz  najpierw napisal artykul naukowy, a wiec analizujacy caly material narzedziami historyka, ten artykul by nie powstal.

Zaryn stwierdzil rowniez, ze prof. Kiezun w zadnym przypadku nie byl donosicielem. Jego blad polegal na tym, ze widzac zmiany wprowadzonie przez Gierka, a wiec rozluznienie a rezimu, a Gierek byl na zachodzie wychwalany jako super manger, ktory dostalby praca w kazdy duzmy koncernie, chcial poprawic po prostu system zarzadzania gospodarka. W swojej naiwnosci chcial sie    posluzyc w tym celu  ubecja. Na jego w pewnym sensie tyrady i wytykanie bledow socjalistycznego zarzadzania skarzy sie ubek w jednym z  raportow.

Cenckieiwicz majac za przeciwnika Rosja, zrobil dobra robote.

Tam gdzie wchodza w gre interesy Niemiec, zamienia sie w folksdojczera, cyngla dazacego do pacyfikacji Polakow, ich woli walki i sens wali  o niepodleglosc, a to jest wlasnie pozbawianie tozsamosci narodowej, jest proba deprawacji narodu.
Tym wlasnie jest proba egzekucji obecnego emocjonalnego symbolu walki i sensu walki przeciwko Niemcom, Prof.  Kiezuna.

PS. Prof. Zaryn potwierdzil moje zrozumienie docs.

 
Obrazek użytkownika wicenigga

wicenigga
to nie jest naukowa praca historyczna. To zajawka sprawy. I dzięki za nią, głupio by nam było składać hołdy Kieżunowi do momentu wydania tej prawdziwej pracy naukowej, jeśli ona w ogóle się pojawi, bo trudno uznać, że prof. Kieżun wart jest takiego wysiłku.
Obrazek użytkownika fritz

fritz
Dokladnie na ta kolejnosc zwraca uwage prof. Zaryn.

Najpierw praca naukowa, a wiec material zostal zebrany, udokumentowany i przemyslany, w formie naukowej przedstawiony i dopiero wtedy nastepuja popularyzacja w formie artukulu publicystycznego opierajacego sie na tej naukowej, zaanlizowanej pracy.

Dokladnie tego rygory nie dotrzymal Cenckiewicz co jest tym bardziej ciekawe ze powodu swojej pracy dokladnie go zna.

Powod nie dotrzymania mogl taki, a moze nawet na pewno byl, ze gdyby praca powstala taka publicystyczne egzekucja nie bylaby mozliwa.
Co natychmiast zwrocilo maja uwage w tekscie Do Rzeczy to brak indeksu linkujacego twierdzenia z dokumentacja. Taki indeks jest podstawowa rzecza. Jego brak wskazuje na oczywista manipulacje. 

 
Obrazek użytkownika Traube

Traube
artykuł o leczeniu cukrzycy nie musi lekarz najpierw pisać pracy doktorskiej z diabetologii. Podobnie w przypadku Cenckiewicza nie ma żadnego uzasadnienia,aby pisane do tygodników teksty były streszczeniami prac naukowych. Wielu popularyzatorów nauki w ogóle nie ma poważniejszych dokonań naukowych i nikomu to nie przeszkadza. Podobnie, wielu wybitnych naukowców to marni wykładowcy, którzy do pisania prac popularnych nie nadają się w ogóle. To jest zatem kolejny argument,który uważam za niedorzeczny.
Obrazek użytkownika fritz

fritz
...Wielu popularyzatorów nauki w ogóle nie ma poważniejszych dokonań naukowych i nikomu to nie przeszkadza.

*** Jak sama nazwa wskazuje, opieraja sie na pracach naukowych, ktore popularyzuja ;)
Tutaj tej pracy nie ma.
I dokladnie na tym problem polega.
 
Obrazek użytkownika wicenigga

wicenigga
nie śledziłem jakim trybem przebiegały poprzednie demaskacje, zawsze najpierw były "prace naukowe", czy jednak nie. Protestowałeś wcześniej przeciw artykułom demaskującym kapusiów?
TU pani Kurtyka demonstruje jak można potraktować ten przypadek, chłodno, z dystansem.

 
Obrazek użytkownika fritz

fritz
Jezeli "demaskowali" nie majac dowodow, na  to co mowia, to protestowalbym gdybym zorientowal sie, ze tak jest.

PS. Wlasnie zaczalem sluchac rozmowy z pania Kurtyka, ktora daze olbrzymim szacunkiem i sympatia.
Na samym mowi, ze nie miala mozliwosci zapoznac sie z dokumentami.
Z tego powodu nie jest w stanie udzielic konkrotnej odpowiedzi w tej sprawie, a jezeli to jednak robi  nie znajac materialow, to bardzo zle. Nie slucham dalej.
 
Obrazek użytkownika Max

Max
A szkoda, bo dalej mówi, że sama kariera Kieżuna w PRL-u - na co, dziwnym trafem nikt uwagi nie zwrócił wczesniej -  nakazuje postawić sobie poważne pytania; tylko człowiek blisko związany z aparatem komunistycznym mógł dojść tak wysoko. Tym bardziej - były powstaniec.

Poszedłbym dalej - on jest nawet podwójnym symbolem.
Symbolem bohaterskiego powstańca.
I symbolem komunistycznego karierowicza.

Że jedno do drugiego jakby nie pasuje?
Cóz, tak to w zyciu bywa, ludzie czasem spsieją, a czasem się poprawią.

Osobiście wstydziłbym się miec takiego Kieżuna w rodzinie - ale, de gustibus. niektórzy dalej twierdzą, że przecież wtedy "trzeba było jakoś żyć". A inni na układy z komuną nie poszli, nie donosili...

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika nurni

nurni
To nie jest jakiś specjalnie udany wywiad...
Obrazek użytkownika Max

Max
Owszem - wysłuchałem go w pracy, walcząc jednocześnie z jakimiś bazami danych i innymi komputerowymi szataństwami. :)
Powiedziałbym, że slyszałem lepsze - i nie mówię do końca o tezach przedstawionych przez panią Zuzannę.

A co do nich: nie do końca się z nią zgadzam co do jej krytyki "warsztatu" historyków.. Natomiast bardzo słusznie podniosła wątek kariery Kieżuna za PRL, sam ten fakt powinien dawać do myślenia.
A Fritz ma z jednym rację (aczkolwiek jeśli się dyskutuje, warto jednak najpierw przeczytac/ wysłuchać): szkoda, że akt nie czytała, gdyż wtedy jej wypowiedź byłaby oparta na lepszej podstawie. Ciekawe też, na ile uległyby zmianie jej opinie - te akta robią wrażenie.

To nie był pierwszy raz, kiedy przebijałem się przez IPN-owską dokumemtację, przywykłem. Ale one wiele mówią o Kieżunie-człowieku, a są to rzeczy niełądne, bardzo. Delatorstwo zawsze złe, tutaj jednak mamy perełki z gatunku podsumowania innych osób jako "mniej ważnych" od Kieżuna dla "idei" i kraju, wartych poświęcenia na ołtarzu wyższego (profesorskiego) dobra. Ohyda.

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika wicenigga

wicenigga
że nie liczą się z wyjaśnieniami Kieżuna, podsumowali go, ocenili i potępili. A tak samo właśnie postąpiłeś wobec pani Kurtyki. Wysłuchałeś kilku pierwszych zdań i zamknąłeś jej usta.

To nie oki, pani Kurtyka chyba zasługuje na większe zaufanie z naszej strony.
Obrazek użytkownika fritz

fritz
Wrecz odwrotnie, czekam na jej opinie po przeczytaniu docs i np. poznaniu opini wyrazonych w czasie 2.dyskusji w Roninie, z Baranowskim i Zarynem.

Teraz po prostu jest niedoinformwana.
 
Obrazek użytkownika nurni

nurni

nie śledziłem jakim trybem przebiegały poprzednie demaskacje, zawsze najpierw były "prace naukowe", czy jednak nie.



Jest to tylko jeden z przykładów, na swój sposób ciekawego wystapienia profesora Żaryna w Klubie Ronina, przykładów po prostu osłupiających.
Oczywiście nie było, nie ma i wątpię by kiedykolwiek powstała taka praktyka. Najprawdopodobniej dlatego prof Żaryn nie nazywa tego nadużyciem, powiada że lepiej by było gdyby najpierw powstała praca naukowa.

No dobrze.
Przypomnijmy sobie ostatnią głosną sprawę kiedy to poległ rzekomo "nasz".

Przy okazji przypadku TW Greya czyli arcybiskupa Wielgusa środowisko Radio Maryja do dziś podnosi zarzut że wybitny pracownik IPN zajął się w tym czasie działanością publicystyczną, zarzuty były zresztą dużo grubsze, zamiast rzetelną analiza naukową (czyli własnie pracą naukową) akt TW Greya. Owym wybitnym pracownikiem IPN nie był Sławomir Cenckiewicz ale właśnie prof Żaryn.
Pracy prof Żaryna jak nie było tak nie ma - i nie jest to jakiś specjalny zarzut. Nie ma takiego obowiązku toteż osoba która miała dużo do powiedzenia prrzy okazji przypadku TW Greya nie musi być stawiana pod ścianą.
Nawet jesli osoba Jan Żaryn przekonuje w Roninie że inny profesor powinien zrobić to, na co osobie Jan Żaryn i siedem lat to za mało.

To zresztą dobiazg, fundamentalnym przesłaniem prof Żaryna było twierdzenie że SB miało pełne prawo uznawać Kieżunia za tajnego wspólpracownika SB, ale i sam Tamiza miał i ma dziś takie samo  pełne prawo by za takiego nie uchodzić.
To zdecydowanie najbardziej intrygujący wątek wystapienia profesora Żaryna.
Otwiera on bardzo szerokie pole do rewizji naszych jakichkolwiek poglądów na temat wspólpracy z SB.
Nie tylko zamyka jakkąkolwiek lustracje, ale otwiera i nieuchronne kasacje dotychczasowych wyroków w/s lustracyjnych.
 
Obrazek użytkownika wicenigga

wicenigga
- chłop gorączka, w demaskowaniu Wielgusa poleciał głową do przodu i w lansowaniu Kieżuna też. A teraz zachowuje się mocno nieprofesjonalnie, historyk winien mieć dystans do badanych osób i wydarzeń. 
Obrazek użytkownika ro

ro
O Żarynie w sprawie Kieżuna można powiedzieć jedno:

Chłop wziął na siebie niewdzięczną rolę adwokata, w sytuacji gdy oskarżony -  z całym szacunkiem do wszystkich, którzy dotąd ujęli się za Kieżunem, został pozbawiony profesjonalnej obrony. 

Padło tu (nie mówię, że z Twojej klawiatury), że obrońcy Kieżuna "powinni sobie podać z Michnikiem rączki".
Otóż głęboko się z tym nie zgadzam. Owszem, dawna współpraca z komunistami budzi wstręt, donosicielstwo, jeśli miało miejsce daje temu dodatkowy "bonus".
Ale nie można nie brać pod uwagę pewnego "drobiazgu", mianowicie tego w którą stronę po zakończeniu tajnej czy jawnej współpracy poszedł tajny, czy jawny współpracownik (TW i JW) i gdzie jest teraz.

Gdybyśmy stawiali sprawę w kategoriach absolutnych, to powinniśmy się wyprzeć wszystkich byłych członków PZPR i na przykład ze wzgardą traktować ich publikacje w prawicowych mediach, nie słuchać patriotycznych piosenek, które nam śpiewają, klaskac wypowiedziom które są zbieżne z naszymi przekonaniami.
Więcej: powinniśmy wszystkich zawodowych żołnierzy LWP traktować jako kolaborantów. A już zwłaszcza oficerów: kapitanów, pułkowników... (mam pisać dosadniej?)
Taż u licha ci ludzie, dopóki nie rzucili swoich "buław", służyli w armii, która wsławiła się walkami z żołnierzami polskiego niepodległościowego podziemia! Wstąpili do niej dobrowolnie.
Czy się to komu podoba, czy nie, byli JW, i to cholernie wytłuszczonymi literami! 

A jednak tu rozróżniamy kolory...
Jaruzelski nie był "postacią tragiczną". Był zdrajcą! Żadne resortowe paralele tego nie zmienią, 
bo najgorszym łajdactwem mówienie tego samego o Pułkowniku. Więcej:  zestawianie tych postaci jest zbrodnią przeciw Polsce i przeciw przyzwoitości. 

Tak, wiem, sprawy Profesora i Pułkownika (a także Kapitana, czy Sekretarza) mają zupełnie inny ciężar gatunkowy i nie jest moim zamiarem wysnuwanie analogii - poza wspólnym zwrotem różnych co do wartości wektorów: po zakończeniu współpracy z okupantem stanęli po stronie Polski.

Dlatego ironiczne namawianie do podawania sobie z rączek Michnikiem jest głęboko niesłuszne i niesprawiedliwe.

 
Obrazek użytkownika Traube

Traube
Czuję się wywołany, bo to m.in. ja odwoływałem się do Michnika.
Widzisz, dla mnie temat byłych TW w kontekście takim, jak obecnie w sprawie Kieżuna zaczyna się i kończy na jednym nazwisku:

STANISŁAW FILOSEK

To jedyny, znany mi przypadek, kiedy były donosiciel sam się publicznie przyznał i poprosił o wybaczenie.

I ja mam do tego człowieka naprawdę wielki szacunek, pomimo tego co kiedyś tam robił.

Dzięki niemu mogę zawsze powiedzieć, że każdy, czy to będzie Bolek, czy Kieżun czy jakiś drobny i nikomu nieznany donosiciel MÓGŁ ZROBIĆ TO SAMO, CO ZROBIŁ FILOSEK.

I jestem głęboko przekonany, że zyskałby swoją postawą szacunek i uznanie takie, jakie nie tylko w moich oczach zyskał pan Stanisław Filosek.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Byly-tajny-wspolpracownik-SB-przy...


 
Obrazek użytkownika ro

ro
Było ich jeszcze paru.  Wiem o dwóch działaczach Solidarności (nie pamiętam nazwisk) - jeden z Wrocławia, a drugi z któregoś z dużych miast na Górnym Śląsku.
Był też aktor dość znany (nie wiem czy jest sens przypominać publicznie jego nazwisko), który bez przymusu powiedział:
-Donosiłem, i będę musiał z tym zostać do końca życia. 

Ale masz rację, lepiej by było, gdyby Kieżun to wyznał. A jeszcze lepiej, gdyby był posłuchał Żaryna i zrobił to wcześniej. Nie mówiąc, że najlepiej - gdyby nie dał się wciągnać w to bagno. 

Jednak byłoby sympatycznie, gdyby to co napisałem o JW (zbieżność z inicjałami pewnego znanego generała trafna, choć przypadkowa) nie pozostało bez komentarza.
Obrazek użytkownika Max

Max
Mój? Nie. Ja już się naargumentowałem, pod innymi notkami, dając tym samym wyraz swoim przekonaniom. Tym razem argumentuje bloger Grzegorz Wszołek, na S24. Jego notka również o zamieszczonym na Niezależnej artykule panów C&W, on postrzega go trochę z innej perspektywy.

Ja, z kolei, nie chcę się powtarzać. Dodam tylko, że spoglądam na całą sytuację ze sporą dozą zdumienia - na dyskusje i polemiki. Czy wszyscy (włączając w to i mnie) nie robimy trochę "z igły widły"? To raz, a dwa - odnoszę wrażenie, że mamy w tym momencie do czynienia z dość ciekawym fenomenem socjologicznym. Właśnie ze względu na nieproporcjonalne do sprawy zaangażowanie obu stron "konfliktu".

Na B'n'R i tak jest w miarę dobrze. Nie zeszliśmy do poziomu wycieczek personalnych - bo jak ktoś myśli inaczej, to jest taki-owaki. Popatrz na obłęd na S24, na "urocze" komentarze na Niezależnej i innych portalach.

Cholera jasna, wybory idą. Najpierw samorządowe, a jak ktoś do nich wagi nie przywiąuzje, w przyszłym roku mamy parlamentarne i prezydenckie. Smoleńsk - wisi nad nami jak chmura gradowa. Państwo się rozsypuje, coraz bardziej. Mamy nowy, wręcz marionetkowy, rząd. Mało?

pozdrawiam
 

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika ro

ro
I to jest powód, dla którego nie biegam po salonach.
Obrazek użytkownika ro

ro
Nie mówię, żeby od razu "Kochajmy się" (i wybaczmy sobie wszystko), ale Ziemkiewicz wyleciał z Onetu z hukiem (po paru dniach "owocnej współpracy), za felieton o Bieńkowskiej "Sorry, takich mamy fachowców" 
Felieton niezły. Onet go zablokował - szukałem aktywnego linku, ale nie znalazłem.

Nie wiem, jak wyglądałoby ze strony prawnej wklejenie tego artykułu tutaj (własność Onetu), więc wysyłam Ci tekst pocztą - to chyba wolno (dostałem na mejla). 
 
Obrazek użytkownika Max

Max
A, teraz czytam komentarz - zacząłem od poczty wewnętrznej.
Więc to Ziemkiewicz.
Wieczorem się zastanowię, czy możemy to jakoś, niepodpadająco, zamieścić, w formie cytatu, czy innej.

pozdrawiam&dziękuję

 

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika polfic

polfic
"Cholera jasna, wybory idą. Najpierw samorządowe, a jak ktoś do nich wagi nie przywiąuzje, w przyszłym roku mamy parlamentarne i prezydenckie. Smoleńsk - wisi nad nami jak chmura gradowa. Państwo się rozsypuje, coraz bardziej. Mamy nowy, wręcz marionetkowy, rząd. Mało?"

BINGO!!!
Obrazek użytkownika wicenigga

wicenigga
Prawdy banalne - Oto jak część naszego środowiska stała się odbiciem lustrzanym wroga, z którym walczy.

"Zainspirowany wypowiedzią Grzegorza Brauna o tych, którzy „zaczadzili się swoją własną frazeologią”, postanowiłem  niektórym moim kolegom, znajomym co nieco przypomnieć.

Chodzi o publikację materiałów wskazujących, że prof. Kieżun był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB o pseudonimie „Tamiza”.  Z bólem czytam teksty, także na łamach tego portalu,  dyskredytujące historyków Cenckiewicza i Woyciechowskiego.   Są to rozpaczliwe próby obrony czegoś, czego nie da się obronić.

Na nic fakty , dowody materialne! Udokumentowane spotkania w lokalach konspiracyjnych SB, sążniste analizy pisane na potrzeby służby, meldunki (żeby nie powiedzieć donosy) wykorzystywane potem przez bezpiekę w grze operacyjnej.  Co więcej, większość z argumentacji stosowanych przez obrońców profesora, jako żywo przypomina frazeologię stosowaną przez Gazetę Wyborczą.

Zamiast jasnej kontrargumentacji, mamy do czynienia z zawiłą kazuistyką albo po prostu z rozbrajającym „... nie wierzę !”, „nieprawda !” … „niemożliwe !”. Najbardziej haniebna jest jednak maniera rodem z Trybuny Ludu  w stylu „komu na tym zależy i kto za tym stoi”,  sugerująca że w redakcji „Do Rzeczy” uwiły sobie gniazdko siły wrogie Polsce czy Powstaniu Warszawskiemu.  

Oto jak część naszego środowiska stała się odbiciem lustrzanym wroga, z którym walczy.

To kolejna „banalna” prawda. 
Tonący brzytwy się chwyta [...]
Lord Vader

 
Obrazek użytkownika ro

ro
To trzeba stłuc to lustro, uważając jednak, żeby nie pokaleczyć siebie i innych.

Ale żeby to się dało zrobić, trzeba się nauczyć, jaki ustąpić choćby na pół ćwierci milimetra.
Niektórzy, jak Ellenai, potrafią, i to znacznie więcej.
Obrazek użytkownika R.Zaleski

R.Zaleski
Romaszewska napisała, że czasem rejestrowano ludzi bez ich wiedzy. Żaryn ostro skrytykował warsztat Cenckiewicza w tym wypadku. I to są fakty, i tym gorzej dla nich.
Obrazek użytkownika Traube

Traube
Z wikipedii:

1. Witold Trąmpczyński (ur. 22 października 1909, zm. 18 lutego 1982) – polski ekonomista, profesor.

"W latach 1945-1950 Naczelny Dyrektor, a w latach 1950-1955 prezes Narodowego Banku Polskiego. Od momentu powstania w 1948 aż do śmierci był jednym z czołowych działaczy PZPR. Był ministrem handlu zagranicznego w rządzie, w którym Józef Cyrankiewicz był p.o. prezesa Rady Ministrów w zastępstwie Bolesława Bieruta (minister w latach 1956-1957) oraz w kolejnych rządach Cyrankiewicza: drugim (minister w latach 1957-1961), trzecim (1961-1965) i czwartym (1965-1968). W 1971 był p.o. przewodniczącego Komisji Planowania. Ambasador Polski w Waszyngtonie. Sprawował mandat posła na Sejm PRL V kadencji (1969-1972)."


2. Edward Drożniak (ur. 21 sierpnia 1902, zm. 1 listopada 1966) − polski ekonomista, polityk, ambasador.

"Od 1945 do 1949 i ponownie od 1956 do 1961 roku był prezesem NBP. Jednocześnie w latach 1945 - 1947 był posłem do Krajowej Rady Narodowej z ramienia PPR, a od 1957 do 1961 roku posłem na Sejm PRL II kadencji z ramienia PZPR. Następnie w okresie od 1961 do 1966 roku sprawował funkcję ambasadora Polski w Waszyngtonie. 22 lipca 1947 odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski"


TACY GOŚCIE MAJĄ NAM ROBIĆ ZA AUTORYTETY ?!

ENDEK?!

SPÓŁDZIELCA?!

KOMU TY CHCESZ Z MÓZGU WODĘ ROBIĆ?!

KTO TO NIBY BYŁ JEŚLI NIE STALINOWCY?!
 
Obrazek użytkownika Traube

Traube
1. Źródło cytatów, czyli wikipedię, podałem. Każdy może sobie sprawdzić. 2. Ci dwaj to byli zaangażowani partyjniacy od samego początku. Jeden nawet w KRN był. 3. Jakież niby znaczenie mają ich wcześniejsze życiorysy i co chciałeś zainsynuować swoim pytaniem?
Obrazek użytkownika Tomasz A S

Tomasz A S
Tak samo myślę jak Ty. To trzeba było podać.
 I nie dziwię się, że R.Zaleski
(napisał o zasługach swej "działalności: "Sam w ramach praktyki w ZSMP - na studiach nauk politycznych, robiłem segregację teczek, na złoty czy srebrny medal Janka Krasickiego. Tak ją zrobiłem, że w tym roku żaden były, czy obecny, SBek, czy milicjant - go nie dostał. To było moje jedyne wewnątrzsystemowe działanie, w polityce, za komuny.").
Gratuluję Autorowi zasług "rycia pod systemem".

Ale w aktualnej dyskusji, Autorze, to klasyczny antyargument!

W mojej klasie licealnej, w gorszych, wcześniejszych, czasach stalinowskich, za nienależenie do ZMP - (nie należało w klasie oprócz mnie tylko dwóch moich kolegów) mieliśmy etykietkę czarnej reakcji. ZSMP powstało znacznie później.
Dzięki temu musieliśmy lepiej i więcej się uczyć aby zdać maturę - na lepsze nam to wyszło.

Od grudnia 1957 r. ZMS był ideowo, politycznie i organizacyjnie podporządkowany PZPR.

Głównym celem działalności ZMS było przygotowywanie członków do wstępowania w szeregi PZPR. Podobnie jak ZMP, ZMS dążył do liczebnego wzrostu organizacji, stosując masowe formy naboru nowych członków na granicy przymusu. W 1976 r. ZMS zainicjował utworzenie ZSMP, którego powstanie zakończyło działalność ZMS.

ZSMP powstał później, w 1976 roku, z połączenia poniższych organizacji:

 
Obrazek użytkownika R.Zaleski

R.Zaleski
Kolejny lustrator w stylu Cenckiewicza. Czytać ze zrozumieniem, to wybitnie trudne dla niektórych. Praktykę studencką miałem w szkole podstawowej i średniej i organizacji politycznej - ZSMP- parę tygodni. Takie były wtedy czasy, że opyzycyjnych legalnych organizacji nie było, ale ja i tak chciałem poznać wroga.
 
W tym czasie byłem członkiem Solidarności Walczącej i od wielu lat, od 84 chyba kurierem, inne rzeczy robiłem od początku studiów 1983 w ramach NZS, a od zimy 1982 jeszcze w liceum też. Woziłem książki i bibułę między Wrocławiem i Warszawą głównie. Za to groziło kilka lat więzienia.
Obrazek użytkownika Tomasz A S

Tomasz A S
W takim razie mogę odpowiedzieć, że dla niektórych jest wybitnie trudno pisać zrozumiale.
Przepraszam że uraziłem i gratuluję działalności w latach osiemdziesiątych.

 
Obrazek użytkownika ro

ro
Jest pewne prawdopodobieństwo, że nie byli stalinowcami, a tylko małymi, przerażonymi ludźmi.
Na początku.
A potem samo jakoś...

Co oczywiście też ich na stanowiska autorytetów nie kreuje.
Obrazek użytkownika Tomasz A S

Tomasz A S
W formie uzupełnienia.

Tej młodzieży ówczesnej, która w czasach terroru zapisywała się do ZMP, mogę jeszcze wybaczyć.

"ZMS dążył do liczebnego wzrostu organizacji, stosując masowe formy naboru nowych członków na granicy przymusu". Ale jednak w latach ZMS-u, "popaździernikowych" 1957-76,  trudniej mi wybaczyć członkom ZMS-u przynależności do tej organizacji. Była to organizacja przygotowujaca kandydatów do PZPR.

Zapisywanie się do ZSMP było już tylko karierowiczostwem.


 
Obrazek użytkownika Traube

Traube
Oczywiście!
Na kilkaset osób na roku (początek lat 80-tych) mieliśmy kilku partyjnych. Palcami się ich wytykało, a i oni się raczej wstydzili tej przynależności.
Z mojej klasy w LO do PZPR zapisała się w tajemnicy przed całą klasą jedna dziewczyna. Była przez całe liceum aktywna w HSPS. O tym, że się zapisała dowiedzieliśmy się PO UKOŃCZENIU liceum. Zniknęła wtedy na dłużej, bo dzięki swojej Partii została przyjęta bez egzaminów na studia do Kijowa czy innego Charkowa.
Tłumaczyła potem jednej z koleżanek, że musiała się zapisać, bo nie ma takiej jak inni siły przebicia :-)
Obrazek użytkownika ro

ro
Mnie do partii ciągnął prawie na siłę przyszły prezes Orlenu z ramienia SLD. Obiecywał, że mi skrócą staż kandydacki do... tygodnia. W końcu się obraził.

Potem, w pracy, tow. sekretarz POP zaczepił mnie na korytarzu:
-Może byście tak przyszli do nas, inżynierze.
Obejrzałem się najpierw w lewo, potem w prawo...

To był inteligentny facet. Pierwszy (i ostatni w życiu) awans dostałem dopiero w 88, kiedy "stawiano na bezpartyjnych fachowców".
Ale i tak naczelny musiał stoczyć o mnie walkę z towarzyszami z KZ. Ponoć przesądziło (na moją korzyść) to, że czytałem Marksa i Engelsa. W sumie ze cztery, albo pięć wiekopomnych tomów wypożyczyłem z bibioteki w komitecie, bo odstawiony do ostępu umierających słoni, czyli biura technologicznego, nudziłem się w pracy jak mops i wykoncypowałem, że jak już jestem antykomunistą, to przynajmniej powinienem być świadomym. Kierownik patrzył na mnie zezem, ale że sam uczył się w pracy niemieckiego (by w końcu zwiać do Reichu), to mogłem czytać.

Pointa jest taka, że "Dzieła" cieszyły się wśród "towarzyszy" dużą popularnością, karty wypożyczeń ksiażki były zapełnione, ale to mnie jako pierwszemu przypadł zaszczyt rozcinania kartek... 
smiley
Czasu nad tymi książkami nie uważam za zmarnowany. Choć z powodów nie do końca zbieżnych z oczekiwaniem autorów. 
Obrazek użytkownika Szary Kot

Szary Kot
podobnie ciężkie nudy pamiętam z wojska na studiach. Robiłyśmy wtedy różne rzeczy: uzupełniałyśmy notatki, przygotowywałyśmy się do ćwiczeń, nawet swetry dziergałyśmy,
ale dzieła "klasyków" jakoś nam nie przyszły do głowy. surprise

Z dziełami Lenina kojarzę inną historię. W czasie studiów odwiedzaliśmy czasami całą paczką naszego dawnego księdza katechetę, bibliofila przy okazji. Dzieła Lenina też miał, a co!
Gdy zepsuło mu się kółko od fotela, nie naprawiał, tylko podkładał jeden z rewolucyjnych tomów. W czasie odwiedzin prawie na wyścigi biegliśmy, aby zająć miejsce na tym właśnie fotelu i potem przez cały wieczór, a prowadziliśmy różne, czasem mocne dyskusje, pastwić się nad tomiszczem. Jeden raz udało mi się wygrać ten wyścig. Ależ to był przyjemny wieczór!
 

"Miejcie odwagę... nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem przeciwne losy stałością zwycięża."
Obrazek użytkownika wicenigga

wicenigga
"Dzieła" te, jak i reszta ichniej propagandy, były niezwykle tanie. W delegacjach kupowaliśmy je w księgarniach zupełnie dosłownie na metry, niekiedy tylko np. 0,8 m Lenina prosiliśmy, ale silne grupy kupowały i ponad dwa metry. A wszystko to zastawało w hotelach, po "wyczerpujących" nocach spędzanych na wyrażaniu stosunku, albo i dwóch, do geniusza.
Obrazek użytkownika Tomasz A S

Tomasz A S
Chyba o tym już gdzieś pisałem.
"Odziedziczyłem" po starszym rodzeństwie tom w twardych okładkach.
"Krótki kurs historii WKP(b)" będący wówczas jakby biblią komunistów.
Pasjonująca lektura!
Najciekawsze były wpisy na ostatnich okładkowych białych stronach. Rozpoczęte przez najstarszego brata, a potem uzupełniane przez siostry. Zawierały kolejne hasła "Gry półsłówek".
Pierwsze hasło: Stój Halina.
I tak dalej...
Dopisałem następne. Szkoda, że już nie mam tej Krótkiej Historii. Fajna byłaby pamiątka.
 

 

Obrazek użytkownika ro

ro
Kiedy "Dzieła wszystkie" (albo "Wybrane" - nie pamiętam), to na prawdę pouczająca lektura!

Szczególnie tom "Anty Dühring" - zbiór polemik ze starannie zapomnianym krytykiem komunizmu "naukowego" Eugenem Dühringiem. W których to polemikach autorzy (albo sam Engels - już nie pamiętam) przez przeoczenie zapewne nie przytaczają treści, z którą polemizują, ale za to przygważdżają przeciwnika celnymi argumetami odnoszącymi się do jego "zatłuszczonego mózgu", "opinii dziurawych jak jego buty" i temu podobnych racji.

Istotnie, mocne podstawy naukowe miał komunizm naukowy, nic dziwnego, że trafiał do przekonania szerokim masom.
A zwłaszcza tym szerszym. 

Strony

Więcej notek tego samego Autora:

=>>