Spór o reperacje, kompetencje i historię

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  1
Tak, jak było to przewidzenia, kolejny tydzień polityka toczy się głównie wokół sporu o nasze relacje z UE, przede wszystkim z Niemcami. Czy Unia ma prawo zajmować się nawet takimi wewnętrznymi sprawami Polski, którymi jeszcze kilka lat temu zajmować się nie chciała? W 2008 roku petycja polskich sędziów spotkała się z brakiem zainteresowania unijnych instytucji, czy więc zmieniły się, bez naszej wiedzy, ich kompetencje wobec państw członkowskich? Czy możemy podnosić temat odszkodowań za poniesione podczas wojny straty? Czy wręcz przeciwnie, prowadzić politykę w taki sposób, by nie narażać na szwank cierpliwości sąsiadów, licząc na rzekomą „unijną solidarność”? W tle cały czas przewija się również kwestia uchodźców, według niektórych głosów tak naprawdę kluczowa dla obecnego stanowiska Berlina i Brukseli wobec Polski.

Emocje wokół tej ostatniej kwestii wydają się być dziś, obok polityki socjalnej, najpewniejszym zabezpieczeniem rządów Prawa i Sprawiedliwości. Trudno wyobrazić sobie, by politycy unijni zmienili nagle zdanie i zrezygnowali z próby narzucania Polsce i innym krajom przyjmowania uchodźców, czy raczej ekonomicznych, a często motywowanych fanatyzmem religijnym migrantów. Zdania nie zmieni więc również polska opozycja totalna. Dopóki zaś media, nawet próbując przy tym zaklinać rzeczywistość, pełne będą informacji o atakach na mieszkańców Europy, wyborcy nie zdecydują się na oddanie władzy politykom, nie podzielającym ich obaw. Gwałt w Rimini nie zostanie łatwo zapomniany, niezależnie od tego, jak media próbować będą łagodzić nastroje, choćby poprzez wymyślony wywiad z ofiarą czy czynienie niemalże pozytywnego bohatera z ojca dwójki sprawców.

„Unia Europejska musi postawić Polsce ultimatum, bo tylko wtedy, gdy zadziała zdecydowanie, rząd się podda.” – mówi w wywiadzie dla niemieckiej gazety Borys Budka, dodając, że Unia pokazać musi, że jest przeciwko polskiemu rządowi. Czy wchodząc do wspólnoty oddaliśmy jej prawo do wybierania Polakom rządów, tego Budka nie tłumaczy, najwyraźniej oczekuje od Brukseli przyznania sobie tak daleko idących kompetencji. 31 sierpnia, gdy przypominamy rocznicę podpisania porozumień w Gdańsku, Michał Boni próbuje zawłaszczyć rocznicę (nie on pierwszy, przypomnijmy, że ostatnie dni wakacji upłynęły pod znakiem próby odebrania organizacji obchodów „Solidarności”, na rzecz KOD, w czym udział brał prezydent Gdańska) i cały, 10-cio milionowy zryw, który sprowadza do jednej, zaprzyjaźnionej z opozycją osoby. „Dziś jest rocznica Sierpnia ’80, kiedy porozumienia gdańskie podpisywał Lech Wałęsa, teraz opluwany przez rządzących Polską, a to przecież <<Solidarność>> Wałęsy przyniosła Polsce wolność, niepodległość i demokrację. Dziś rządzący zawłaszczają hasło <<Solidarności>>, ale tak naprawdę niszczą polską wolność i solidarność, wyrzucają Polskę z Europy i podważają fundamenty demokracji.” Boni mówi to do Fransa Timmermansa, dziękując za „cierpliwą gotowość do dialogu z rządem polskim”. 

Gdy politycy opozycji (z nielicznymi wyjątkami) ścigają się, kto bardziej histerycznie wezwie na pomoc zagraniczne instytucje i media, w Warszawie swoich interesów broni Hanna Gronkiewicz-Waltz, o której zbyt rzadko pamięta się jako wiceprzewodniczącej Platformy Obywatelskiej. To, co próbowali podczas posiedzenia komisji weryfikacyjnej mieszkańcom wyczyszczonych kamienic zafundować przedstawiciele miasta przypominało gehennę, jaką podczas procesów nieraz przechodzić muszą ofiary gwałtów. Opłacani przez wszystkich Warszawiaków prawnicy wynajęci przez Ratusz otrzymali dane wrażliwe lokatorów, co umożliwić miało zadawanie im upokarzających pytań. Reakcja ministra Patryka Jakiego była ostra i, w zaistniałej sytuacji, całkowicie uzasadniona. Prezydent Warszawy, zamiast przeprosić, żąda wyłączenia Jakiego z postępowania. Skandal trwa w najlepsze, podobnie, jak koszmar wielu mieszkańców Warszawy. Hanna Gronkiewicz-Waltz, która sama jest beneficjentką jednej z bardziej podejrzanych spraw, dotyczących warszawskiej reprywatyzacji, próbuje równocześnie kreować się jako jedyna osoba, dążąca do uporządkowania sytuacji i blokować próby jej naprawy przez komisję.

Sprawa reparacji wojennych w pewnym stopniu jest z warszawskimi relacjami własnościowymi powiązana. Wiele wątpliwości co do praw do budynków, wynika z ich zniszczenia w trakcie wojny, za te zaś odpowiadają Niemcy. Obie sprawy nie mogły być uczciwie załatwione przez okres PRL, w związku z decyzjami podjętymi w teorii przez lokalne władze komunistyczne, w praktyce w wyniku decyzji i planów, zatwierdzanych w Moskwie. W Trzeciej Rzeczpospolitej nie było zaś chętnych do ich załatwienia. W interesie elity leżało pozostawienie bałaganu prawnego, pozwalającego na robienie nieuczciwych interesów, najczęściej kosztem zwykłych ludzi, w tym przypadku – lokatorów warszawskich kamienic. Nie zależało im natomiast na poruszaniu jakichkolwiek drażliwych tematów, dotyczących relacji polsko-niemieckich. Milczenie, czy to w sprawach reparacji, czy choćby statusu polskiej mniejszości w Niemczech, do dziś padającej ofiarą rozwiązań, wprowadzonych przez Trzecią Rzeszę, to dla nich niewielka cena za obecność na europejskich salonach czy granty, dyplomy i odznaczenia dla szczególnie uległych przedstawicieli polskich władz i środowisk. Dopóki uległość ta była dominantą polskiej polityki, Niemcy uchodzić mogły za naszego adwokata w Europie. Gdy jednak doszło z jednej strony do zaostrzenia kursu Moskwy, z drugiej – do zmiany rządu w Warszawie na autonomiczny wobec kanclerz Merkel, Polska stała się dla Berlina kłopotem. Kłopotem, który do tej pory próbowano rozwiązać za pomocą instytucji Unii Europejskiej, lecz ostatnio, już wprost, atakuje się nasz rząd z Niemiec. Słowa „Niemcy tracą cierpliwość” wyjątkowo mocno brzmią w polskich uszach pod koniec sierpnia, gdy szykujemy się już do kolejnej rocznicy napaści w 1939 roku. Oczywiście nie dla wszystkich. Podczas gdy  rządzący bardzo mocno i wprost mówią o wojennych zbrodniach i barbarzyństwie ataku na Polskę, opozycja wykorzystuje historyczne analogie wyłącznie do bieżącej polityki. Nie po to, by przypominać naszym sąsiadom o tym, że ich moralne prawo do mówienia Polakom o wolności jest mocno ograniczone, lecz by, wspólnie z Niemcami i politykami unijnymi, atakować rząd Beaty Szydło.

„Dzisiaj także każdy ma swoje Westerplatte, dzisiaj jest to ochrona konstytucji i wolności. To obrona rządów prawa, niezawisłości sądów, prawdy w życiu publicznym. Musimy te wartości chronić dla siebie i dla innych, to nasz obowiązek.” – mówi podczas uroczystych obchodów prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz. Adamowicz rozkręca również awanturę, dotyczącą udziału w obchodach harcerzy. Jak twierdzi prezydent Gdańska przedstawiciel ZHP odczytać miał apel poległych, do czego nie dopuścić miał MON. Media pomijają jednak fakt, że tego typu uroczystości mają swój stały, regulowany w przepisach i instrukcjach przebieg, zaś decyzję o tym, by w takich sytuacjach głos należał się wyłącznie żołnierzom, podpisał kilka lat temu minister z PO, Tomasz Siemoniak. Uroczystość, wokół której nie powinno być pola do żadnego konfliktu do uderzenia w rząd wykorzystuje nie tylko opozycja i, co najbardziej zasmuca, otoczenie prezydenta Andrzeja Dudy, domagające się od MON wyjaśnień w tej sprawie. Jeśli jednak ktokolwiek naraził harcerzy na przykrości, był to właśnie próbujący wykorzystać ich w swojej własnej wojence prezydent Gdańska.  Czy za swoje Westerplatte uważa również własny proces sądowy w sprawie oświadczeń majątkowych?

Artykuł ukazał się we wtorkowym wydaniu Gazety Polskiej Codziennie

PS. Tak się złożyło, że długo mnie nie było, gdyż ubocznym skutkiem dobrej zmiany stał się u mnie chroniczny brak czasu na cokolwiek. Ponieważ jednak próbuję tego czasu trochę dla siebie odzyskać, zaś pogłoski o śmierci portalu okazały się na szczęście przedwczesne, postaram się, by przynajmniej moje gazetowe (a może coś więcej nawet) teksty wróciły na blognrolla. Pozdrawiam czytelników.
4
4 (4)

1 Comments

Obrazek użytkownika Danz

Danz
Dzięki wielkie za publikacje Twojego artykułu prosto z GP. 
​Przeglądając prasę polską i zagraniczną mogę potwierdzić, Niemcy tracą cierpliwość, aż strach myśleć co będzie dalej. Prawdę mówiąc, sytuacja Polski jest coraz mniej komfortowa (pomiędzy wrogą Rosją i coraz bardziej wrogimi Niemcami).
​Pozdrawiam.

Nasz prezydent, wasza zakonnica na pasach...

Więcej notek tego samego Autora:

=>>