"Trust" - sowiecka prowokacja (1)

 |  Written by Godziemba  |  15
W trakcie trwania operacji dezinformacyjnej o kryptonimie „Trust” bolszewikom udało się wprowadzić w błąd wywiady państw zachodnich oraz dokładnie spenetrować rosyjskie środowisko emigracyjne.
 
       Nazwa „Trust” wywodziła się od rosyjskiego słowa „triest”, używanego na określenie organizacji w korespondencji kodowej pomiędzy centralą w Moskwie i jej komórkami na Zachodzie.
 
       Operacja ta nie była oryginalnym pomysłem GPU, ale jak jej wszystkie instrukcje operacyjne, została w całości skopiowana z instrukcji stworzonych dla Ochrany przez jej szefa wywiadu zagranicznego Piotra Raczkowskiego.
 
       Wedle większości badaczy pomysłodawcą akcji był Feliks Dzierżyński, a wykonawcami ówczesna „elita” bezpieki – Wiaczesław Mienżyński, Artur Arbuzow, Władimir Styrne, Roman Pilar i Sergiej Puzicki.
 
      Operacja  została przeprowadzona z wykorzystaniem źródeł wyłącznie osobowych. Zachód i organizacje białogwardyjskie miały do czynienia tylko z agenturą i z produkowanymi przez nią sfałszowanymi dokumentami. Bolszewicy nigdy nie musieli się uciekać do zademonstrowania jakiegokolwiek prawdziwego dowodu na istnienie rozgałęzionej konspiracji. Dzięki temu operacja nie tylko nie wymagała większych nakładów finansowych, lecz także – w chwili podjęcia się jej finansowania przez Zachód – stała się źródłem dochodu dla GPU.
 
       Operacja wykorzystała rozbitą wcześniej organizację podziemną o nazwie Monarchiczieskoje Objedinienije Central’noj Rossii (MOCR) do stworzenia organizacji o tej samej nazwie, kierowanej przez agenturę. Ważną rolę w prowokacji odegrał b. członek zdekonspirowanej organizacji Aleksander Jakuszew, który podjął współpracę z bolszewikami w celu uniknięcia zasądzonej mu kary śmierci. Zatrudniono go w Ludowym Komisariacie Transportu, gdzie znaczną część pracowników pochodziła z czasów przedrewolucyjnym. Dzięki tej temu Jakuszew wzbudzał zaufanie emigrantów podczas swoich wyjazdów zagranicznych.
 
        Obok Jakuszewa, w kierownictwie MOCR umieszczono także byłego rosyjskiego generała Andrieja Zajonczowskiego, który przeszedł na służbę bolszewików i był wykładowcą w Akademii Sztabu Generalnego. Sztabem wojskowym organizacji kierował gen. Mikołaj Potapow, kolejny rosyjski oficer. Radę polityczną MOCR stanowili Aleksander Jakuszew, gen. Andriej Zajonczowski, gen. Mikołaj Potapow i Edward Opperput – były eserowiec, współpracownik Borysa Sawinkowa, który został zatrzymany przez czekistów podczas nielegalnego przekraczania granicy z Polską i zgodził się podjąć współpracę z bolszewikami.
 
        Czekiści, aby nadążyć z produkcją fałszywych dokumentów dla zachodnich służb specjalnych utworzyli specjalną komórkę w GPU, nazwaną przez Dzierżyńskiego „krzywym zwierciadłem. Dostarczała ona swoje produkty oficerom zachodnich wywiadów, którzy wyrastali na ekspertów od spraw sowieckich. Dla przyspieszenia tego procesu Sowieci utworzyli placówki MOCR w Warszawie, Paryżu, Berlinie, Gdańsku, Rewlu, Belgradzie i Helsinkach.
 
        Czekiści powołali także specjalną grupę oficerów wywodzących się z armii rosyjskiej, którzy pod kierownictwem gen. Protapowa przygotowywali fałszywe dokumenty dostarczane następnie emigracyjnym organizacjom białych Rosjan oraz zachodnim służbom wywiadowczym. Siedziba organizacji mieściła się w centrum Moskwy przy ulicy Wielka Łubianka, w pobliżu siedziby Czeki.
 
        W związku z operacją „Trust” w styczniu 1923 roku powołano Biuro ds. Dezinformacji, w którego skład weszli przedstawiciele kierownictwa partii bolszewickiej, GPU oraz wywiadu wojskowego. Pracę Biura koordynował Józef Unszlicht, ale faktycznym kierownikiem był oficer wywiadu wojskowego O. Stigg.
 
         Za pośrednictwem MOCR nawiązano kontakt ze strukturami tzw. białej emigracji na Zachodzie oraz ze służbami specjalnymi państw zachodnich oraz państw sąsiadujących z Rosją Sowiecką, którym przekazano informacje o rzekomym przygotowywanym w Rosji przejęciu władzy przez MOCR w celu restytuowania monarchii.
 
        Pierwotnym celem prowokacji był brytyjski wywiad, lecz SIS nie podjął współpracy z MOCR. W tej sytuacji wysłano kuriera do Tallina. Estoński wywiad chwycił przynętę i nawiązał współpracę z rzekomymi antybolszewickimi konspiratorami. W Moskwie łączność z członkami MOCR utrzymywał kapitan estońskiego wywiadu Roman Birk, członek estońskiego poselstwa w bolszewickiej stolicy. W kwietniu 1922 roku został przewerbowany i podjął współpracę z bolszewikami pod pseudonimem „Grisza”. Jego zdrada ułatwiła rozwinięcie operacji. Doskonale sfałszowane przez sowiecki kontrwywiad dokumenty, rzekomo zdobyte przez konspiratorów z MOCR zaczęły napływać do estońskiego wywiadu.
 
        Poprzez uwikłanie w prowokacji estońskiego wywiadu bolszewicy chcieli uzyskać kontakt z innymi zachodnimi służbami wywiadowczymi. Ich plan powiódł się znakomicie. Większość zachodnich służb nawiązała współpracę z MOCR.
 
       Wedle informacji przekazywanych przez MOCR, organizacja  miała posiadać rozbudowaną  siatkę spiskowców w sowieckiej administracji, Armii Czerwonej, a nawet w samym GPU. Potrzebowała jedynie pieniędzy, aby odebrać władzę bolszewickiemu reżimowi, którego władza uległa znacznemu osłabieniu, czego dowodem było wprowadzenie NEP.
 
        Ta wersja sytuacji panującej w Rosji została zaakceptowana zarówno przez państwa zachodnie, jak i przez „białą emigrację”. Państwa zachodnie oprócz pomocy finansowej dla kontrolowanej przez Łubiankę MOCR zniosły także blokadę dla inwestycji w porewolucyjnej Rosji. Jednocześnie białogwardziści zrezygnowali z prowadzenia działalności dywersyjnej w Rosji.
 
         Skala uzależnienia zagranicznych służb wywiadowczych od informacji pozyskiwanych od MOCR była tak duża, że kierujący operacją Artur Artuzow informował w 1925 roku Biuro Polityczne WKP (b), że działalność czekistów w latach 1923-1924 „doprowadziła do tego, że sztaby europejskich wywiadów były w 95% zaopatrywane w materiały przygotowywane w Ludowym Komisariacie Obrony oraz Ludowym Komisariacie Spraw Zagranicznych (…) oni mieli taki obraz naszych możliwości, jaki my chcieliśmy im pokazać”. Niezależnie od pewnej przesady w opinii Arbuzowa, nie podlega dyskusji, iż sowiecka prowokacja okazała się sukcesem, w znacznym stopniu dezorientując działalność europejskich służb wywiadowczych.
 
        Jeszcze łatwiej udało się przełamać sceptycyzm rosyjskich organizacji emigracyjnych. W Paryżu, stanowiącym centrum rosyjskiej emigracji politycznej, MOCR swoim przedstawicielem mianował księcia Jurija Szirinskiego-Szachmatowa. Gen. Piotr Wrangel w grudniu 1923 roku poinformował swoich stronników o nawiązaniu z „potężną konspiracją” w Związku Sowieckim, a gen. Aleksander Kutiepow wydelegował do Moskwy dwóch emisariuszy – Marię Zacharczenko i jej męża Grigorija Radkowicza, z misją utrzymywania stałej łączności z „konspiratorami”.
 
        Sowieci organizowali także spotkania przedstawicieli rosyjskich organizacji emigracyjnych z członkami MOCR w Moskwie.
 
        W jaki sposób GPU udawało się tak skutecznie wprowadzać w błąd doświadczonych oficerów wywiadu i kontrwywiadu oraz polityków o ogromnym doświadczeniu w działalności polityczno-dziennikarskiej?
 
       Częściową odpowiedź na to pytanie daje analiza zorganizowanej przez GPU podróży Szulgina do Związku Sowieckiego na przełomie 1925 i 1926 roku.
 
CDN.
5
5 (3)

15 Comments

Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

katarzyna.tarnawska
To niesamowite - co piszesz Godziembo. Ta skala dezinformacji poraża. A metody - chyba te same - do dziś. Goebbels to raczej "maly pikuś" przy systemie sowieckim.
Jak zawsze - wielkie dzięki!
Serdecznie pozdrawiam.
Obrazek użytkownika Godziemba

Godziemba
W dalszym ciągu nie znamy wielu szczegółów tej operacji - nawet w czasach Jelcyna nie ujawniono dokumentacji tej akcji - zapewne aby chronić pozyskanych w jej trakcie agentów.

Niezależnie od mistrzostwa operacji poraża niefrasobliwość i niekompetemcja zachodnich służb wywiadowczych.

Pozdrawiam
Obrazek użytkownika MD

MD
Czy to nie na tej właśnie operacji wzorowana była akcja przeciw Zrzeszeniu Wolność i Niezawisłość pod kryptonimem "Cezary"?
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
O operacji trust: Marek Świerczek, Modus operandi GPU... (do ściągnięcia ze strony ABW). Tam też inne artykuły. Także Cenckiewicz tutaj: https://youtu.be/Q7ofPrCIMZY?t=51m13s

Przy czym Cenckiewicz przy tej okazji nie omieszkuje zaatakować Piłsudskiego w formie dość bezceremonialnej... Oskarża on Marszałka o grzech zaniechania. Mianowicie Marszałek miał zamieśc pod dywan całą aferę Trustu i nie wyciągnął żadnych konsekwencji z tej sprawy, z obawy, że obciąży to także jego, jako nieświadomie "wkręconego" przez Sowietów w kombinację operacyjną. Inaczej mówiąc oskarża Piłsudskiego o małoduszność. I z tej przyczyny - zdaniem Cenckiewicza - Piłsudski pozostawił agentów GPU na stanowiskach w WP! A co więcej uznał, że nie da się prowadzić wywiadu głębokiego na terenie Sowietów...

Troszkę mnie dziwi to posądzanie Marszałka o małoduszność i zastanawia mnie, skąd to się bierze?

Co Pan o tym myśli, Panie Godziembo?
Obrazek użytkownika Godziemba

Godziemba
Korzystałem z tych artykułów Marka Świerczka. Niektóre jego ustalenia są jednak dyskusyjne.

Faktycznie zamieciono "polską" fazę operacji "Trust" pod dywan - w środę opublikuję na te temat krótki esej.

Ze smutkiem zauważam, iż ostatnio Cenckiewicz pod wpływem RAZ stał się wrogiem Marszałka. Jest bardzo charakterystyczne, iż neoendecy wznowili walkę z Marszałkiem, podczas gdy współcześni piłsudczycy nie zwalczają Dmowskiego.

Pozdrawiam
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Ja bym Dmowskiego zwalczał, gdybym go dobrze poznał, ale zacząłem kiedyś czytać Mysli Nowoczesnego Polaka i szybko zwątpiłem w sens lektury. Ech młodość... wink

Nie, ale ewidentnie ktoś wreszcie powinien endecję ustawić do pionu. Przede wszystkim do wyjasnienia pozostaje przekształcenie Ligi Polskiej w Ligę narodową i nadania jej kierunku wprost przeciwnego do początkowego. Oraz dziwna przemiana Dmowskiego z działacza antyrosyjskiego w działacza prorosyjskiego i to po areszcie w cytadeli i łagodnym zesłaniu w Mitawie. Ktoś tam musiał z nim prowadzić rozmowy operacyjne, ale jak do tej pory chyba żaden historyk nie ośmielił się złapać "Wielkiego Romana" za rękę.
Obrazek użytkownika Godziemba

Godziemba
Po 1939 roku wszelka rywalizacja między piłsudczykami a endekami straciła na znaczeniu. Ci to, którzy to zrozumieli współpracowali z sobą w kraju i na emigracji (np. gen. Sosnkowski z Tadeuszem Bieleckim) zwalczając fatalną politykę Sikorskiego, a potem Mikołajczyka.

Fakt - Dmowski ma wiele niewyjaśnionych kart w swojej biografii. Osobiście najbardziej mnie bawi, gdy neoendecy wytykają Piłsudskiemu "letni" stosunek do wiary, "zapominając" , iż Dmowski jako darwinista, dopiero pod koniec życia pogodził się z Bogiem.
Zdumiewa także, gdy RAZ oskarża piłsudczyków o etatyzm, zapominając, że po 1926 roku endecy także porzucili liberalizm ekonomiczny, czego najlepszym dowodem jest ewolucja poglądów ekonomicznych najwybitniejszego ich ekonomisty Romana Rybarskiego.

Nie zajmuję się Dmowskim, gdyż uważam, że mamy zbyt dużo wrogów na lewicy, aby wznawiać bezsensowną walkę z narodowcami.

Pozdrawiam
 
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Tylko prawda jest ciekawa...
A jeśli przyjąć, że endecy SĄ lewicą?
Wszystkie dotychczasowe inicjatywy neo-endeckie prowadziły w stronę rozbicia obozu centroprawicy (sojuszu chadeków i ludowców z pragmatykami i post-piłsudczykami). Dlaczego  mielibyśmy patrzeć na to przez palce?
Ponadto myśl endecka - co wynika z moich rozmów z ludżmi, którzy tej myśli hołduja - jest zatruta rusofilstwem i kultem silniejszego. Dlaczego mielibyśmy to tolerować?
Wreszcie permanentne są bezsensowne ataki na Marszałka Piłsudskiego. Każdy z nas mógłby Marszałkowi wiele zarzucić, ale na pewno nie to, co zarzucają mu neo-endecy. W tym kontekście fakt, że nikt krytycznie nie zajmuje się Dmowskim jest niezrozumiały i wręcz szkodliwy. Polska może wiele stracić na tej sytuacji i za jakiś czas możemy już nie wybrnąć z grzechu zaniechania.
Obrazek użytkownika Godziemba

Godziemba
Niewątpliwie wszystkie "odpryski" od SN w latach 30. miały charakter lewicowy (aspekt społeczny, ekonomiczny).

Kult silniejszego wynika z darwnizmu Dmowskiego, a sentyment do Rosji był zawsze i będzie.

Traktuję ich podejrzanie, ale nie muszę zwalczać. Na razie ich wpływy są marginalne.

Pozdrawiam
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Dręczy mnie taki oto zalążek myśli:
1. wszyscy dyskutujemy postać króla Stasia i zgrubsza rzecz biorąc ludzie dzielą się na sentymentalnych zwolenników i zajadłych przeciwników.
2. nie widzimy jednak tła, jakim była daleko idąca demolka moralna społeczeństwa RP. Król Staś był nieodrodnym dzieckiem epoki, co nie czyni go wcale lepszym.
3. Demolka moralna datuje się od najazdu moskiewskiego 1654, kiedy to większość szlachty litewskiej wolała ratować swoje majątki, niż walczyć z carem. Tym jaśniej świecą w tym mroku tacy ludzie, jak Samuel Oskierko.
4. Demolka moralna szlachty ukrainnej >> wynikła stąd obcość z Ukraińcami >> wszelkie dalsze konsekwencje (niepowodzenie URL, zdrada Polaków w 1921, Wołyń 1943).
5. Z tej demolki moralnej nasi obecni endecy robią całą ideologię, która nazywają "obroną tkanki narodu" czy cuś w tym guście. Doceniam jednostki, które ratowały polskie archiwa, dzieła sztuki itp., ale z tą endecką ideologią nie ma to nic wspólnego. To dalej jest ta sama demolka moralna.
Obrazek użytkownika Godziemba

Godziemba
Nie jestem specjalistą od epoki nowożytnej, ale zgadzam się Poniatowski był nieodrodnym synem epoki, ale to jednoczesnie dezawuuje go jako "wybitnego władcę"

Nie można zapominać, iż ten najazd rosyjski nastąpił zaraz po potopie szwedzkim, który nie tylko dokonał wielkich zniszczeń materialnych w Rzeczypospolitej, ale przede wszystkim moralnych i społecznych - doprowadził do złamania "jedności"  szlachtą.

"Zdrada" z 1921 roku była efektem upadku idei federacyjnej oraz zmęczenia Polaków wojną - stąd powszechne dążenie do pokoju.

Mimo wszystko praca u podstaw endecji realizowana na przełomie wieków doprowadziła do wzrostu świadomości narodowej chłopów, co odegrało niebagatelną rolę w w latach 1919-1920.

Pozdrawiam
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Sprostowanie. Najazd 1654 był na rok przed najazdem szwedzkim, który nastąpił w lipcu 1655. Powstanie Chmielnickiego dotknęło ziemie Litwy w minimalnym stopniu. Jedynie powiat starodebski od 1649 roku znalazł się w rękach kozackich (a częściowo w rękach niektórych dawnych właścicieli, którzy дуже швидко pobiegli do Chmielnickiego z prośba o zatwierdzenie im praw do własności nadanej wcześniej przez króla...).

Klęski armii litewskiej wymagały podjęcia kroków nadzwyczajnych, a przede wszystkim pospolitego ruszenia nie tylko szlachty i bojarów, ale i chłopów. Szlachta mogła stanąć na czele tego ruchu i prawdopodobnie pochód Moskwy na Wilno zostałby znacznie opóźniony. Owszem, spowodowałoby to pewne problemy z władzą pana nad chłopem w dłuższej perspektywie, ale gdy ginie państwo, trzeba podejmować decyzje rewolucyjne. Szczególnie że już rok później takie decyzje bardzo Rzplitej pomogły - śluby lwowskie, pomoc górali, wolnych chłopów, oblężenie Warszawy w 1656 z ogromnym udziałem pospólstwa - to wszystko można było zastosować w 1654 roku, także na Litwie, gdzie chłopi byli lojalni wobec szlachty.

Więcej notek tego samego Autora:

=>>