R.I.P.

 |  Written by Dixi  |  6

Dziś w nocy o godzinie 1:30 zmarł Mogens, mąż naszej koleżanki z portalu (a mojej wielkiej przyjaciółki) Katarzyny Tarnawskiej.
Byli piękna, romantyczną, kochajacą się parą, Katarzyna opiekowała się Mogiem z wielkim poświęceniem...

Odmówmy, proszę, "Wieczne odpoczywanie..."

https://www.youtube.com/watch?v=RRB3X1P4RBs

5
5 (2)

6 Comments

Obrazek użytkownika Dixi

Dixi
Widze, że to nie żaden portal (taki, jaki znałem) tylko blog Godziemby z lekkim dodatkiem Smoka Zasrańca...
Szkoda, że nikt nie zechciał zauważyć, jak wielka stratę poniosła Katarzyna i nie raczył pomodlić sie za dusze Mogensa.
PS
Miałem rację, kiedy stąd odchodziłem - nie było po co zostawać.
Katarzyno, ja odmówię kolejne "wieczne odpoczywanie", ty się trzymaj!
--------------------------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"
Obrazek użytkownika Danz

Danz
Zawsze możesz coś komentować na portalu Gawriona. Przymusu pisania nie ma.
Pozdrawiam.
 

Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów. 
Empedokles

Obrazek użytkownika Dixi

Dixi

To nie jest moment, żeby rozdrapywać stare rany, ale serce mnie zabolało jeszcze bardziej, kiedy zobaczylem spustoszenie na tej, jak sie wydawało, "Arce"...:(:(:(
Wiesz, Danz, jaką sympatią darzę Ciebie - Właściciela, a takze Adminów - Maxa i Huna (choć kilka osób zboczyło, moim zdaniem, na manowce, a Szara Kotka... oszalała...).
Wracam do tematu, którego (stąd moja desperacka reakcja) nikt nie raczył zauważyć, a przecież nieszczęście dotknęło naszą "stara" koleżankę - do odejścia Mogensa.
Z "Katarzyną Tarnawską" (w cudzysłowie, bo to nick) z czasem połączyła mnie przyjaźń, także - "w realu", a Mogensa znałem dobrze z jej opowiadań.
Znam jako jej wiernego, mądrego towarzysza życia, zazdrosnego kochanka (!!!), prawdziwego "samca alfa", ostrego kierowcę, wrażliwego artystę...
Dodam, że początkiem znajomości (na Niepoprawnych, ktorzy nie byli wtedy "portalem Gawriona", tylko  n a s z y m i  Niepoprawnymi) okazało się coś, co mogło definitywnie zamknąć dalsze perspektywy naszej z "Katarzyną" znajomości, jako przykra wpadka - napisałem do niej na "priv" liścik, zaczynajacy się Szekspirowskim: "Kasiu, Kasiu...", nie zdając sobie sprawy (co też wiele mówi o samej "Katarzynie" - jej młodym duchu), że mam do czynienia z osobą dosłownie szacowną, starszą ode mnie (a będę w maju kończył 60 lat) o tyle, że mógłbym być jej dorosłym synem, lekarką, żoną profesora medycyny (dumnego Duńczyka)...
Pisząc, że Katarzynę i Mogensa łaczyła miłość wielka i romantyczna, nie nadużyłem tych słów - była to miłość od pierwszego wejrzenia, ale przypieczętowana związkiem małżeńskim... już na emeryturze (wcześniej na przeszkodzie stały im inne obowiązkimi zobowiązania), po czym spędzili szczęśliwie i w harmonii ponad 15 lat.
To piękne, godne najwyższego szacunku i... pozazdroszenia w tak zwanych "dzisiejszych czasach".

Katarzyna właściwie uratowała Moga przed sczeznięciem w jakims luksusowym domu opieki (gdzie umieściłaby go, jak sobie wyobrażam, rodzina, żeby pozbyć  się kłopotu i doczekać podziału majątku).

Za daleko się posuwam, ale kieruje mną wielkie współczucie oraz chęć i potrzeba oddania hołdu tej wspaniałej kobiecie, tak kobiecej, ciepłej, mądrej i czułej, zdolnej do poświeceń, że podobnych chyba się już nie spotyka...:(:(:(
Albo - tylko jako białe kruki (hobby "Katarzyny" jest fotografowanie ptaków)...
Katarzyna wspierała i pielęgnowała 87-letniego męża, czasem upadała (dosłownie) pod jego cieżarem, leczyła uporczywie odnawiajacą się ranę na stopie (profesor doktor medycyny nie zniżał się do noszenia sportowego obuwia, stąpał godnie w "lakierach":):):)), z wielka determinacja i pomysłowością, używając całej dostępnej sztuki medycznej od "wynalazków" - jak preparety ze srebrem, po... jeszcze większe "wynalazki" - jak komora baryczna czy larwy much (te dwa ostatnie środki były w planach), aż wreszcie osiagnała sukces.
Uleczyła stopę.
Postawiła Mogensa na nogi.
Prawie, bo wiele jeszcze bło do zrobienia...
W międzyczasie przy pomocy Szwagra (też zmarłego niedawno na covid:(:(:(), wybudowała w Polsce dla Moga pracownię plastyczna, bo na emeryturze zaczął uprawiać sztukę malarską...
Sielanka, "złota jesień życia"...
I wreszcie - decyzja o podjęciu fizjoterapii (żeby było jeszcze szczęśliwiej, z większą swoboda poruszania się) w szpitalu przed powrotem (na jakiś czas, wyczekowanym przez Moga, bo pandemia "uwięziła" go 'na obczyźnie" i obiecanym) na Borholm, po czym krótka podróż, wymioty, brak sodu... gwałtowna zapaść na zdrowiu, OiOM i, po wypisaniu na własną prośbę, szybkie opuszczenie poprzedniej nocy
tego "najlepszego ze światów"..
I podróż do śwata jeszcze lepszego, stanowiącego cel pielgrzymowania po Ziemi, dodajmy...
Pomódlmy się o spokój i szczęście jego duszy.
I o siłę, o zdrowie dla "Katarzyny", która oby żyła nam i dla nas sto lat i dłużej.
Teraz to ona, jak sadzę, potrzebuje wsparcia, choć o nie nie poprosi...

PS
Jesli coś spieprzyłem, "Katarzyno" wybacz, to ze wzruszenia i ze szczerej przyjaźni.
Trzymaj się!

--------------------------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"
Obrazek użytkownika katarzyna.tarnawska

katarzyna.tarnawska
Dzięki każdej Osobie, która poleciła Panu mnie i Mogensa.
Jestem szczerze zażenowana Dixi twoim wpisem.
Uważam, że mogłam zrobić więcej, a może nie należało "ruszać" Mogensa z naszego domu, gdzie miał opiekę, wygody, i otoczony był milością - zarówno moją, jak Rodziny i Przyjaciół. I On był raczej słabiutki, choć wciąż miałam nadzieję, że się wzmocni.
Ciężko mi teraz, zwłaszcza  iż miałam nadzieję, że odejdę pierwsza.
Próbuję ustalić sobie priorytety na przyszłość. A jeśli nie będę w stanie sprostać codzienności - będę prosić Pana, aby mnie także zabrał. Mój Tatko, po śmierci Mamusi "poszedł" za Nią 33 dni poźniej.
I tak, jak obiecał - "powiedział" mi o tym, choć ja zrozumiałam dopiero po fakcie. Może dobrze, że tak, bo pewnie chciałabym Go zatrzymywać.
Dziś jest 115 rocznica Jego urodzin.
Myślimy, że na "rodzinnym przyjęciu" w Niebie - był wielopiętrowy tort, 115 świeczek i Honorowy Gość na tronie - Bóg Ojciec. A także - zmarły niedawno mój Szwagier - budowniczy oraz oczywiście mój Mąż. Jasiek - Szwagier - polecał i serwował atrakcyjne owoce i dania a Mogens - dobierał wina i muzykę. Tak żartobliwie - próbujemy się teraz pocieszać.
Wzruszyło mnie gdy jedna z moich Siostrzenic zastrzegła - nie oddawaj Wujka do Danii - On jest nasz! A duński bratanek podtrzymał temat - mówiąc, że w jednej z rozmów Mogens stwierdził, iż chce być pochowany obok mnie. Ja także chcę być z Nim! Niechaj z nami będzie Pan, Alleluja!
Obrazek użytkownika Dixi

Dixi

Ani tak nie mów, ani nawet nie myśl...
Gdybyś nie "ruszyła" Moga, wyrzucałabyś sobie, że może rehabilitacja...
A "druga połowę" Pan zabiera, kiedy uzna za stosowne...
Wie lepiej, gdzie bardziej jesteś potrzebna.
Mogens poczeka cierpliwie, zwłaszcza, że w Niebie jest Wieczność, a to znaczy, że czas... nie płynie, więc... nie ucieka:):):)
Jesteś silna, więc trwaj na ziemskim posterunku.

Ściskam.

--------------------------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"
Obrazek użytkownika Dixi

Dixi
"Zażenowana"...
Nie masz powodu.
--------------------------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

Więcej notek tego samego Autora:

=>>